Wiele już widziałam, ale dopiero tam zrozumiałam, że to dzieje się naprawdę 

  • 04.04.2020, 13:58
  • Kamil Tysa
 Wiele już widziałam, ale dopiero tam zrozumiałam, że to dzieje się naprawdę
Na co dzień pracuje jako pielęgniarka w oławskim szpitalu. Niedawno z podejrzeniem koronawirusa trafiła na oddział zakaźny przy ul. Koszarowej we Wrocławiu. Testy pokazały, że miała zwykłą grypę, o ciężkim przebiegu. To, co przeżyła w izolatce, zapamięta na długo. Z Agnieszką Medyńską - rozmawia Kamil Tysa

- Jak się pani czuje?

- Dobrze, jeszcze trochę kaszlę, ale wychodzę na prostą. Nie ukrywam, że chciałabym już wrócić do pracy, bo mój mąż oraz koledzy i koleżanki walczą na froncie, a ja siedzę w domu.

- Na jakiej podstawie podejrzewano u pani koronawirusa?

- Dwa tygodnie temu zachorowałam, miałam gorączkę i bóle kostno-mięśniowe. Poszłam na zwolnienie, objawy minęły, ale dodatkowo wzięłam jeszcze urlop, żeby w razie czego nie zarazić pacjentów po powrocie do pracy. Po kilku dniach zaczęłam mocno kaszleć, dusiłam się, mój mąż, który pracuje w pogotowiu pojechał na dyżur, a ja zadzwoniłam po pomoc. Przyjechał zespół ratownictwa z lekarzem, miałam obrzęk krtani. Wylądowałam w szpitalu z podejrzeniem koronawirusa i przez trzy dni przebywałam w izolatce.

- Rozumiem, że przeszła pani taką klasyczną procedurę - zaczynając od telefonu do sanepidu?

- Tak, dwa tygodnie temu, gdy pojawiły się te bóle kostno-mięśniowe, zadzwoniłam do sanepidu, do szpitala zakaźnego przy ulicy Koszarowej we Wrocławiu oraz do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że skoro nie miałam kontaktu z osobą z potwierdzonym zakażeniem, nie ma wskazań do przeprowadzenia testu i powinnam się obserwować. Jeżeli byłoby gorzej, objawy by się nasiliły, miałam dzwonić. Tak też się stało. Trafiłam do szpitala, gdzie pobrano mi wymaz na grypę klasyczną i na koronawirusa.

- Jak to wyglądało od momentu przyjazdu karetki?

- Jeżeli jest podejrzenie zarażenia koronawirusem, ratownicy przed wejściem do pacjenta ubierają kombinezony, gogle i maski. Apelujemy, żeby mówić szczerze o wszystkich objawach, dzwoniąc na numer alarmowy. Bardzo często się zdarza, że pacjenci boją się i kłamią. Myślą, że jeśli powiedzą prawdę, to karetka nie przyjdzie. Chcę uspokoić - na pewno nikt nie zostanie pozostawiony sam sobie. A mówiąc o objawach, pacjent daje szanse, by zespół ratownictwa ubrał się odpowiednio. Idealnie byłoby, gdyby w trakcie pandemii w każdej sytuacji ratownik ubierał kombinezon, maski i gogle, ale niestety tych strojów ochronnych nie jest wystarczająco dużo. W moim przypadku podejrzewano jednak zakażenie, więc ratownicy musieli się zabezpieczyć. Z tego miejsca chciałabym im bardzo podziękować. Wykonali świetną robotę i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że uratowali mi życie.

Kamil Tysa

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Serwis internetowy tuolawa.pl z siedzibą w Oławie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe