Zima stulecia, czyli co złomowano w Oławie

  • 22.04.2020, 09:21 (aktualizacja 22.04.2020, 09:37)
  • TuOlawa (AH)
Zima stulecia, czyli co złomowano w Oławie Koniec Układu Warszawskiego oznaczał również złomowanie ogromnej ilości samolotów. Fot z oławskiego "Wtórmetu"
Żeby podnieść zawaloną konstrukcję, trzeba było zabezpieczyć pirotechniczne ładunki foteli katapultowych, opróżnić instalacje ciśnieniowe i pozostałe, dopiero po tym można było powyciągać rozbite samoloty. Skasowano wtedy 22 "Iskry". Pozostałe cztery udało się wyremontować. I tu zaczyna się wątek oławski

Właśnie niepostrzeżenie minęła 41. rocznica zimy stulecia - kataklizmu, który sparaliżował Polskę, przyniósł gigantyczne straty materialne, przyniósł też śmierć wielu naszych rodaków. Niektóre pamiętne wydarzenia tej zimy, także dotyczące innych miejsc w Polsce, w pewien sposób są związane z historią Oławy. Ponieważ mamy kronikarski obowiązek utrwalania dziejów naszego miasta, dzisiaj o materialnych pozostałościach tamtej klęski żywiołowej, które wciąż pozostają w Oławie.

Największa katastrofa

Zima 1978/1979 r. była jedną z najcięższych w dziejach PRL i przeszła do historii jako "zima stulecia". Sparaliżowany był transport, wiele fabryk musiało przerwać produkcję. Na blisko dwa tygodnie zamknięto wszystkie szkoły, do akcji skierowano ogromne siły, masowo wykorzystywano wojsko i ciężki sprzęt, choć śnieg nie ustępował. Trzydziestego stycznia 1979 roku na radomskim lotnisku wojskowym (60. Lotniczy Pułk Szkolny) doszło do wyjątkowego wypadku, a zarazem poważnej katastrofy budowlanej. Obciążony wieloma tonami mokrego śniegu runął dach lotniczego hangaru, niszcząc i uszkadzając 27 samolotów: 26 egz. TS-11 "Iskra" i jednego An- 2.

W dziejach polskiego lotnictwa to była i jest największa jednorazowa, utrata tak wielu maszyn. Nikomu nic się nie stało. Szczęśliwym przypadkiem nikogo w czasie katastrofy nie było wewnątrz hangaru. Ze wspomnień tych, którzy tam wtedy służyli, wynika, że w tym ocaleniu pomogło... szkolenie polityczne. Przesunięto je o jeden dzień, a wcześniej, w terminie katastrofy, była zaplanowana typowa obsługa sprzętu, a więc przy każdym samolocie miało pracować kilku mechaników. Zmieniono rozkład zajęć i właśnie tego dnia runął dach.

Po katastrofie wszyscy mieli jeszcze więcej pracy, bo to nie było zwykłe uporządkowanie rumowiska. Żeby podnieść zawaloną konstrukcję, trzeba było zabezpieczyć pirotechniczne ładunki foteli katapultowych, opróżnić instalacje ciśnieniowe i pozostałe, dopiero po tym można było powyciągać rozbite samoloty. Skasowano wtedy, ogółem 22 "Iskry", pozostałe cztery udało się wyremontować. I tu zaczyna się wątek oławski... ARTYKUŁ w CAŁOŚCI przeczytasz w e-wydaniu: dostępne TUTAJ

Przemysław Pawłowicz

TuOlawa (AH)

Zdjęcia (5)

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Serwis internetowy tuolawa.pl z siedzibą w Oławie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Janusz
Janusz 22.04.2020, 14:12
Oj kiedyś to było, działo się w tej Oławie, naprawdę ale były czasy ........... no kiedyś to było , niezłe wirachy były tyle molotów zniszczyli , jaki rozmach.

Pozostałe