SOR-y, ale jesteśmy nietykalni...

  • 02.06.2020, 15:40 (aktualizacja 02.06.2020, 15:47)
  • TuOlawa (AH)
SOR-y, ale jesteśmy nietykalni...
W odpowiedzi na zeszłotygodniowy artykuł, zamieszczony na łamach "Powiatowej" przez zarząd oławskiego szpitala, pragnę odnieść się do komentarza pani ratownik SOR, z którą rozmawiałem przez telefon 9 maja, i która zapewne nie bez przyczyny chce pozostać anonimowa - pisze Krzysztof Skrzydłowski, który jest radnym Prawa i Sprawiedliwości, wiceprzewodniczącym Rady Powiatu

LISTY, POLEMIKI, OPINIE

Jej relacja ze zdarzenia właściwie pokrywa się z tą przedstawioną przeze mnie, tyle że słowa pani ratownik tłumaczone i interpretowane są w taki sposób, aby zatuszować nieprawidłowości w działaniu i niedopatrzenia, których ewidentnie dopuściła się podczas pełnienia dyżuru. Ten fakt oczywiście mnie nie dziwi, ponieważ liczyłem się z właśnie taką reakcją obronną ze strony szpitala, który ma w mentalności twierdzić, że na SOR-ze zawsze wszystko jest w porządku. Niestety, szeroka opinia publiczna, w tym oczywiście ja, widzi to inaczej.

Pierwszą karygodną rzeczą w postępowaniu pani ratownik, na którą chciałem zwrócić uwagę, jest odpowiedź udzielona na pytanie, co powinienem zrobić w sytuacji, gdy moje 3-miesięczne dziecko ma 39 stopni gorączki. Brzmiała ona: "A co chce pan zrobić!?". Czy tak powinna wyglądać odpowiedź ratownika medycznego osobie szukającej pomocy? Odebrałem to jako pretensję, że właściwie niepotrzebnie dzwonię, bo jest to zbyt błaha sprawa. Prawdę mówiąc liczyłem na to, że zostaną mi przedstawione możliwe opcje działania - przyjazd, konsultacja, cokolwiek, co pozwoli pomóc mojemu dziecku. Takie informacje, niestety, nie zostały mi udzielone.

W tym samym artykule sprzed tygodnia, do którego się odnoszę, wypowiada się ordynator Oddziału Dziecięcego pani Olga Ziółkowska i jasno stwierdza, że gorączka u tak małego dziecka jak moje bezwzględnie kwalifikuje je do badania lekarskiego i nie ma tu mowy o konsultacji telefonicznej. Ja jako zwykły rodzic nie wiedziałem o tym i to po stronie pani pełniącej dyżur leżał obowiązek poinformowania mnie, że powinienem niezwłocznie z dzieckiem przyjechać. Tymczasem to ja musiałem zapytać, czy w ogóle istnieje taka możliwość, a pani ratownik pozostawiła mi wolny wybór, na zasadzie, że właściwie jeśli chcę, to mogę, ale nie muszę przyjeżdżać. Pozostałem więc w domu z przekonaniem, że mojemu dziecku nic poważnego nie dolega, ponieważ inaczej pani ratownik na pewno by mi o tym powiedziała.

Ponadto z nagrania, które zarejestrowało całą rozmowę, wynika, że połączenie zostało przedwcześnie zakończone bez upewnienia się, czy chcę jeszcze o coś zapytać, jaka jest moja decyzja co do przyjazdu, czy chociażby bez zwyczajowego "do widzenia", co świadczy o tym, że pracującej tam pani ratownik brakuje nie tylko kompetencji, ale także zwykłej kultury osobistej. W konsekwencji takich działań moje dziecko trzy dni później w poważnym stanie trafiło na oławski Oddział Dziecięcy, gdzie było leczone przez 10 dni. LIST Krzysztofa Skrzydłowskiego w całości można przeczytać w e-wydaniu: pod TYM LINKIEM

TuOlawa (AH)

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (10)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Serwis internetowy tuolawa.pl z siedzibą w Oławie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Beata
Beata 03.06.2020, 07:48
Niestety moje dotychczasowe dobre zdanie o oławskim szpitalu zmieniło się po niedawnym pobycie na SOR mojej wiekowej mamy. Pani doktor, z którą telefonicznie rozmawiałam dwa razy, a która się nie przedstawiła ani razu, była bardzo nieprzyjemna. Mimo poważnej sytuacji zdrowotnej mamy, usłyszałam teksty typu: "po co pani wzywała pogotowie", "co ja mam z nią zrobić". Pomyliła badania. W końcu mama została w szpitalu. Nie mogę jednak powiedzieć, że uzyskała pomoc, może poza szybkimi badaniami. To zawsze coś, ale czy taka jest rola szpitala?.
Anna
Anna 02.06.2020, 22:30
Sor,jak sama nazwa wskazuje, ma ratować w stanach zagrożenia życia i zdrowia a nie zastępować POZ,co to za rodzice,którzy nie wiedzą co należy zrobić z gorączkującym dzieckiem.Może należałby mieć pretensje do siebie,że się należycie nie przygotowaliście do bycia rodzicem.
Anonim
Anonim 02.06.2020, 21:32
Człowieku daj już spokój. Myślisz, że tylko Ty masz dziecko? Że tylko Ty potrzebowałeś kiedykolwiek pomocy?Zachowaj klasę i nie truj dłużej, bo się sam ośmieszasz.
Bart
Bart 02.06.2020, 20:25
MIałem podobne dowiadczenie z ołąwskim SOREM.
Przywiozlem w srodku nocy do szpitala półtoraroczne dziecko z 40 stopniowa gorączką..
Pan doktor zmierzył temperature swoim termometrem który o dziwo pokazał, ze gorączki..nie ma..a dziecko rozpalone jak piec i ewidentnie przelewa sie przez rece..Po krótkiej wymianie zdań, widzac moje rosnace poddenerwowanie lekarz przyznał, ze w zasadzie termometr ktorym mierzył temperature raz działa raz nie.a zapasowego nie maja...szok!!
Odesłno nas na góre na oddzial dzieciecy gdzie po kilku minutach pukania czyt. walenia w drzwi udało sie dobudzic Panią doktor iktóra stwierdza ze moze przyjac dziecko na oddział ale do rana napewno bedzie juz miało zapalenie płuc bo moze połozyc je tylko na sali z innymi dziecmi ktore juz zapalenie pluc maja..kolejny szok...wniosek taki, jak mawiał klasyk:
Oławski SOR istnieje tylko teoretycznie..moze w koncu ktos zrobi z tym porządek!
?
? 03.06.2020, 06:32
Bart
co to jest ,, SOREM" ?
Ja
Ja 03.06.2020, 00:02
Zmyślasz. Gdzie Ty byłeś. W Sorze czy w Nocnej Świątecznej Pomocy? W Sorze to proszą pediatre do Soru. Nie karzą iść do Oddziału Dziecięcego. Jeśli byłeś w Nocnej Świątecznej Pomocy to idziesz do Oddziału Dziecięcego. Nie walisz w drzwi. Tylko dzwonisz. Jest informacja na drzwiach. Izba przyjęć jest poza oddziałem. . I wychodzi pielęgniarka. Zbiera się wywiad i prosi o lekarza. Trochę to w czasie trwa, bo musi przejść z gabinetu. Na oddziale są sale 1 lub 2 osobowe. Więc też coś zmyślasz. Widać lubisz krytykować. Każde dziecko jest przyjęte.
JASIO
JASIO 02.06.2020, 19:08
SOR to nie lekarz pierwszego kontaktu. Ograniczenie się do wykonania telefonu do punktu gdzie obsługiwane są ciężkie przypadki i trzy dni z gorączką w domu to graniczy z głupotą.
Olek
Olek 02.06.2020, 16:57
Podejście lekarzy na SOR to dragedia!Zawsze oni mają racje,wogóle nie interesuje ich ,co pacjent chce im powiedzieć , objawy lekceważą ,wszyscy są zdrowi.Pani doktor o dużym rozmiarze nikogo nie kwalifikuje na oddział ,do domu i umieraj człowieku.Pisze to, co mnie spotkało w Oławie.
Lilka
Lilka 04.06.2020, 12:52
Olek, i ty żyjesz człowieku?!
Hmm, CUD, czy jednak właściwa diagnoza?

Pozostałe