Uratował człowieka: - Ja tylko miałem szczęście, że to trafiło na mnie...

  • 29.08.2020, 08:15 (aktualizacja 29.08.2020, 09:12)
  • TuOlawa (AH)
Uratował człowieka: - Ja tylko miałem szczęście, że to trafiło na mnie... Fot. Agnieszka Herba - Jestem naprawdę szczęśliwy, że udało mi się uratować życie - mówi asp. Marcin Kozioł. - To dało mi ogromną motywację do pracy
Minął ponad tydzień od akcji, dzięki której pan Roman żyje. Kiedy aspirant Marcin Kozioł opowiada z błyskiem w oku o tym, jak ratował tego człowieka, wciąż nie potrafi ukryć emocji. I nawet nie próbuje. Cały czas się uśmiecha, mówi o niezwykłym ciągu zdarzeń i ludziach, którzy znaleźli się w jednej chwili w jednym miejscu. - Każda z osób odegrała ważną rolą w ratowaniu tego człowieka - mówi policjant

Oława/Bystrzyca. Aspirant Marcin Kozioł jest dzielnicowym, w policji od 19 lat. Zanim trafił do oławskiej komendy, pracował we Wrocławiu i to wtedy pierwszy raz walczył o życie człowieka. Nietrzeźwy mężczyzna wpadł do fosy przy Urzędzie Wojewódzkim, nie był w stanie wydostać się o własnych siłach. - To był sylwester, ujemna temperatura, człowiek się podtopił - opowiada Marcin. - Pracowałem wtedy w oddziale prewencji i działałem w grupie z innymi policjantami, udało nam się go uratować.

To, co działo się 18 sierpnia w Bystrzycy, wyglądało inaczej. Policjant był sam. Dzień zapowiadał się zupełnie zwyczajnie, dzielnicowy jak zwykle ruszył radiowozem na objazd swojego rejonu. Pomiędzy Bystrzycą a Janikowem zatrzymała go grupa ludzi. - Machali rękami, zjechałem wiec na bok i mężczyzna powiedział, że człowiek leży i potrzebuje pomocy. Pierwszy odruch - patrzę, co się dzieje, już wiedziałem, że prawdopodobnie nie oddycha, więc natychmiast poinformowałem dyżurnego, żeby powiadomił karetkę, bo wiadomo, że ta pomoc też musi być jak najszybciej. Ludzie, którzy mnie zatrzymali, próbowali już udzielać jakiejś pomocy. Chyba myśleli, że ma atak padaczki, chcieli dobrze. Szybko odchyliłem głowę do tyłu, sprawdziłem drogi oddechowe i zacząłem masaż serca. Człowiek po chwili zaczął charczeć, dawać oznaki życia, była reakcja. Ucieszyłem się i odwróciłem go na bok. Myślałem, że skoro już oddycha, to będzie dobrze. Ale za chwilę znowu zaczął odchodzić. Brak oddechu, więc znów robiłem masaż serca. Pamiętam, że był tam ze mną młody człowiek, który mocno się w to angażował, jego rola jest tutaj bardzo ważna. Poprosiłem, żeby trzymał mu głowę, żeby odchylił ją. Nie robiłem oddechów ze względu na zagrożenie koronawirusem, nie miałem też odpowiedniego sprzętu, ale masaż serca tutaj w zupełności wystarczył, robienie oddechów nie było koniecznie. Dzielnicowy opowiada, że emocje, które towarzyszyły tej akcji, były ogromne i trudne do opanowania. W jednej minucie euforia i radość, a w kolejnej znów strach... Co było dalej? Więcej o tym piszemy w najnowszym wydaniu "Powiatowej", e-wydanie dostępne TUTAJ

TuOlawa (AH)

Zdjęcia (2)

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Serwis internetowy tuolawa.pl z siedzibą w Oławie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe