To nie byle co. Są razem już 70 lat!

  • 02.05.2021, 08:48 (aktualizacja 02.05.2021, 08:56)
  • TuOlawa (AH)
To nie byle co. Są razem już 70 lat! Halina i Michał Grzesiowscy
Kamienna rocznica. 22 kwietnia 1951 Halina i Michał Grzesiowscy uroczyście złożyli przysięgę małżeńską, której są wierni do dziś. Ich miłości nie przerwała nawet rodzinna tragedia

Siecieborowice. Pani Halina ma 88 lat. Pochodzi z powiatu jarosławskiego. Jako młoda dziewczyna, uciekając przed banderowcami, w poszukiwaniu nowego domu razem z rodzicami i rodzeństwem oraz całym dobytkiem osiadła w Drzemlikowicach. Najbliższy sklep był jednak w Siecieborowicach, więc - jak mówi - "po zakupy trzeba było chodzić z Dremlika do Ściborka". Ale nie tylko po zakupy. Kiedyś to była prawie jedna wioska, więc młodzież i dzieci z obu wiosek często razem spędzały czas.

- Jak poznałam męża? Zawsze był tam gdzie ja - śmieje się pani Halina. - Gdy poszłam do sklepu, zaraz też przychodził. Pamiętam, jak któregoś razu, żeby mnie zaczepić, zabrał z lady nici, które kupowałam dla siostry. Powiedziałam, że jak nie ma, to niech sobie weźmie, ale je oddał. Mieliśmy też tych samych znajomych, więc przez to często się widywaliśmy, on jednak chodził z moją koleżanką, sąsiadką. Ja miałam narzeczonego, więc początkowo byliśmy tylko znajomymi. Z mojego związku nic jednak nie wyszło. On poprztykał się z dziewczyną i zaczął przychodzić do mnie.

Pan Michał ma 92 lata. Pochodzi z Tarnopola. Miał ciężkie dzieciństwo. Jego siostrę i ojca zamordowali banderowcy. Jemu i już wtedy chorującej mamie udało się uciec. Najpierw dotarli do polskiej wioski. Później wraz z kresowiakami trafił do Siecieborowic, gdzie osiedli na stałe. Mama trafiła do szpitala, ale jej nie wyleczyli. Pan Michał się nią opiekował i miał do niej zawsze ogromny szacunek. Takiej postawy oczekiwał też od innych, dlatego też przywiązywał do tego duże znaczenie. Zawsze też szanował i doceniał kobiety oraz ich pracę, bo - jak mówi - ona napracują się w życiu więcej niż mężczyźni.   

Dzięki wspólnym znajomym i częstym spotkaniom znał Halinę od kilku lat. Była bardzo ładna, ale - jak wspomina - ważniejszy był charakter. Wiedziałem, że to dobra dziewczyna. Gdy więc zaczął z nią spotykać, nie zastanawiał się długo nad kolejnym krokiem. Po dwóch tygodniach od pierwszej randki, za zgodą pani Haliny, wziął butelkę wódki za pas i poszedł prosić ojca wybranki o jej rękę. Historię państwa Grzesiowskich możesz w całości przeczytać w e-wydaniu dostępne TUTAJ

TuOlawa (AH)

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Serwis internetowy tuolawa.pl z siedzibą w Oławie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe