Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 29 kwietnia 2026 03:28
ZOBACZ:
Reklama Aftermarket Oława
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Z uśmiechem przez łzy

Podziel się
Oceń

O zakonie elżbietanek, źródłach powołania i decyzji przełożonej o przeniesieniu do Wrocławia - z siostrą Zdzisławą ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety w Miłoszycach rozmawia Jerzy Smyk



Miłoszyce Zakonnica z powołaniem


- Od kiedy siostra jest w zakonie?

- Od roku 1976. Trzy lata później, przeżyłam obłóczyny - uroczystość przyznania

habitu, a w roku 1980 we Wrocławiu, po formacji jako nowicjuszka, złożyłam pierwszą profesję zakonną. Są to trzy śluby: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Składa się je wobec siostry prowincjalnej. Podczas tej uroczystości otrzymałam również habit zakonny. Od tego momentu przestałam być nowicjuszką i stałam się prawdziwą zakonnicą.

- A po złożeniu ślubów?

- Kierowano mnie do pracy w domach zakonnych we Wrocławiu, Krzeszowie, Lewinie Kłodzkim, Domu Prowincjonalnym we Wrocławiu i na wrocławskim osiedlu Ołtaszyn. Od roku 2003 jestem w Miłoszycach.

- W przyszłym roku będziemy obchodzić dziesięciolecie pobytu siostry w Miłoszycach...

- Do tego nie dojdzie. Niedawno siostra prowincjonalna Paula poinformowała mnie, że w sierpniu przejdę do wrocławskiego Domu Prowincjalnego.

- Jak siostra przyjęła tę decyzję?

- Z pokorą i uśmiechem przez łzy. Zżyłam się z parafianami, doświadczyłam od nich wiele dobrego. W roku 2007 parafianie zobowiązali się do opłacania moich składek ZUS-owskich i wywiązują się z tego bez zarzutu. Dziękuję za wsparcie, dzięki nim będę miała jakąś emeryturę.

W Miłoszycach pełnię funkcję zakrystianki. W tym czasie zaliczyłam szkolenie aktywizacji zawodowej i zdobyłam prawo jazdy kategorii B. Obsługa komputera, wypełnianie wymaganych dokumentów oraz prowadzenie samochodu nie stanowi dla mnie żadnego problemu. Na pewno sympatycznie będę wspominać współpracę z proboszczem ks. Januszem Giluniem. Zdarzały się różnice zdań, ale zawsze dochodziliśmy do porozumienia. Od ośmiu lat jest prowadzony remont kapitalny kościoła parafialnego pw. św. Mikołaja Biskupa, a w związku z tym problemów i pracy jest więcej niż normalnie.

- Siostra jest w zgromadzeniu szarych sióstr św. Elżbiety...

- Zgromadzenie, podobnie jak wiele innych żeńskich zgromadzeń zakonnych, wyrosło na gruncie potrzeb społecznych XIX wieku. Powstało w Nysie i było pierwszym rodzimym zgromadzeniem Ziemi Śląskiej. Wtedy los najbiedniejszych i chorych był wyjątkowo trudny. W roku 1842 roku rozpoczęło swą działalność stowarzyszenie dla pielęgnacji chorych, które z czasem zostało przekształcone w zgromadzenie zakonne. Głównym celem zgromadzenia była i jest bezinteresowna służba najbardziej potrzebującym, zwłaszcza cierpiącym i chorym. Podstawą religijną jest reguła III zakonu św. Franciszka, obejmująca program działalności apostolsko-charytatywnej, a patronką św. Elżbieta Węgierska. Obecnie elżbietanki działają w Polsce, Niemczech, Czechach, Włoszech, Danii, Szwecji, Norwegii, Izraelu, Palestynie, Brazylii, Rosji, Litwie, Ukrainie, Gruzji, Boliwii, Kazachstanie, Paragwaju, na Węgrzech i w Tanzanii.

- Przez ponad półtora wieku nic się nie zmieniło w zakresie działalności apostolsko-charytatywnej elżbietanek?

- Elżbietanki zajmują się pielęgniarstwem, pracują w szpitalach, zakładach leczniczo-opiekuńczych i domach dziecka, są zakrystiankami, a także prowadzą katechezę w szkołach i są przedszkolankami, jak nasza przełożona, siostra Karolina, która pracuje w miejscowym przedszkolu "Mikołajek". W miłoszyckim domu zakonnym są dwie siostry emerytki. Zajmują się prowadzeniem domu i ogrodem. Tworzymy rodzinę.

 

- Utrzymanie domu zakonnego i rodziny kosztuje. Jak zgromadzenie rozwiązuje tę kwestię?

- Jak w dobrej rodzinie. Wszystkie dochody sióstr trafiają "do jednego worka". Pulą tą zarządza siostra przełożona. Ona pilnuje, żeby były opłacone podatki i media, a także decyduje o wydatkach na indywidualne potrzeby sióstr.

- I w ten sposób sfinansowano szkolenia siostry?

- Szkolenie z zakresu aktywizacji zawodowej było bezpłatne, z funduszy unijnych. Mój kurs prawa jazdy częściowo był sfinansowany z pieniędzy wspólnotowych, a także dołożyli się darczyńcy i moi rodzice.

- Rodzice siostry mieszkają w Czernicy...

- Tak, tam się poznali. 10 kwietnia 2010 obchodzili diamentową rocznicę ślubu. W pierwszym okresie małżeństwa mieszkali we Wrocławiu, potem osiedlili się w Czernicy.

Z ich małżeństwa na świat przyszło sześcioro dzieci - trzy córki i trzech synów. Najmłodszy 4 lipca 1976 utopił się w Odrze. Miał osiem lat. W roku 1952 adoptowali dziewczynkę, która pół roku po przysposobieniu zachorowała i zmarła. Całe życie ciężko pracowali, najpierw we Wrocławiu, potem w gminie Czernica. Ponad trzydzieści lat pracowali też dla miejscowego kościoła. Tato ma 83 lata, a mama jest od niego starsza o sześć lat. Niestety, mama wymaga całodobowej opieki medycznej. Trzeba było ją umieścić w Zakładzie Leczniczo-Opiekuńczym we Wrocławiu przy ul. Św. Józefa, prowadzonym przez Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety. Odwiedzam mamę przynajmniej raz w tygodniu. Ojciec pochodzi z Nowej Wsi koło Komarna, niedaleko Lwowa, a mama z Wróblowic koło Wieliczki. Mimo że w moim domu rodzinnym nie brakowało ciężkich doświadczeń, cała rodzina kroczyła naprzód, a rodzice pociągali swoim szlachetnym i dobrym przykładem.

- To zadecydowało o wstąpieniu siostry do zakonu?

- Na pewno kierowałam się powołaniem. Moja rodzina jest normalna, zdarzały się sprzeczki i nieporozumienia, ale zawsze tworzyliśmy monolit, liczyliśmy się z oczekiwaniami drugiej strony. Wydaje mi się, że powołanie głównie zawdzięczam mojej mamie, która w czasach panieńskich chciała wstąpić do zakonu, ale jej rodziców nie było stać na wymagany wówczas posag. Innych sugestii nie było. W każdym razie czuję się spełniona i nie żałuję decyzji podjętej trzydzieści sześć lat temu. Powołanie to posiadanie określonego daru. Również do życia małżeńskiego, do wykonywania jakiegoś zawodu, np. pielęgniarki, lekarza czy nauczyciela.

- Jak teraz przedstawia się kwestia powołań zakonnych?

- Można mówić o głębokim kryzysie powołań. Moim zdaniem, jest to pochodna kryzysu rodziny, rozumianej jako duchowe zjednoczenie osób we wspólnym ognisku domowym aktami wzajemnej pomocy i opieki, oparte na wartościach chrześcijańskich, na Ewangelii.


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama