Plan się rozsypał, ale mam dodatkowy rok, by dogonić Holendrów 

  • 16.04.2020, 14:08
  • Kamil Tysa
 Plan się rozsypał, ale mam dodatkowy rok, by dogonić Holendrów Szymon Gruchalski - Jest szansa, że ten dodatkowy rok nie odbije się na mnie negatywnie. Zrobię wszystko, by przepracować go jak najlepiej. Staram się myśleć pozytywnie i czas będę chciał wykorzystać, by dogonić Holendrów, z którymi nie udało mi się dotąd wygrać - mówi Mateusz Rudyk
Pochodzi z Jelcza-Laskowic i jest polską nadzieją na medal olimpijski w kolarstwie torowym. Finał przygotowań do igrzysk zastopował koronawirus. Impreza, która miała się odbyć w sierpniu 2020 w Tokio, została przełożona na rok 2021. Z Mateuszem Rudykiem - rozmawia Kamil Tysa

- Jak zdrowie?

- Wszystko dobrze, nic mi nie dolega, jakoś w tym wszystkim się trzymam!

- Pod koniec lutego pisałeś na Facebooku "Jedziemy do Tokio!". Kwalifikacja olimpijska była Twoim celem od dawna, a gdy ją w końcu wywalczyłeś, to okazało się, że na start w Igrzyskach musisz jeszcze trochę poczekać...

- Chyba nikt sobie nie zdawał sprawy, że do czegoś takiego dojdzie. Pierwszy raz w nowożytnej historii igrzyska olimpijskie zostały przełożone. Całkowicie były natomiast odwołane w czasach II wojny światowej, a więc ponad 80 lat temu. Nikt się więc tego nie spodziewał, ja też nie. Dopiero w marcu, po powrocie z mistrzostw świata, zaczęło do mnie i do innych kolarzy torowych docierać, że koronawirus coraz mocniej rozprzestrzenia się w Europie. W rozmowach często zadawaliśmy sobie pytanie, co będzie z igrzyskami, jednak początkowo  nikt nie zakładał, że pandemia może tak długo potrwać i zaburzy ich organizację w tym roku. Byliśmy przekonani, że minie marzec, może jeszcze kwiecień i wszystko wróci do normy. Niestety tak się nie stało...

- Międzynarodowy Komitet Olimpijski rozmawiał ze sportowcami na temat decyzji o przełożeniu imprezy na 2021 rok?

- Nikt nas o niczym nie informował, bo przez długi czas nikt nic nie wiedział. Słyszeliśmy zapewnienia, że igrzyska się odbędą w terminie, w którym było to przewidziane. Trenowaliśmy więc normalnie, przygotowywaliśmy się zgodnie z planem, aż nagle dowiedzieliśmy się, że rząd podjął decyzję o zamknięciu wszystkich ośrodków sportowych w kraju. Byłem wtedy na zgrupowaniu kadry narodowej w Spale, musiałem się natychmiastowo spakować i wrócić do domu.

- Wtedy jednak nie było jeszcze decyzji o odwołaniu IO. Nie mogłeś już trenować normalnie, ale oficjalnie IO wciąż miały się odbyć...

- W Polsce funkcjonowały już obostrzenia, ale mieliśmy nadzieję, że może to wszystko jest tylko chwilowe. Mniej więcej po tygodniu, gdy widziałem, w jakim tempie rośnie liczba zachorowań, zacząłem otwarcie mówić, że igrzyska olimpijskie w Tokio nie powinny się w tym roku odbyć. My w Polsce byliśmy jeszcze w stanie trenować w domach, na sprzętach, które przywieziono nam z hal treningowych, ale w niektórych krajach - jak we Włoszech czy w Hiszpanii - sytuacja była już na tyle dramatyczna, że sportowcy kompletnie przestali myśleć o jakichkolwiek przygotowaniach. Mieli, a właściwie mają do dziś, ważniejsze sprawy na głowie - walkę o życie. Decyzja o zorganizowaniu IO w takiej sytuacji byłaby po prostu głupia. Na szczęście nie czekaliśmy długo i imprezę przesunięto na 2021 rok.

Kamil Tysa

Zdjęcia (1)

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Serwis internetowy tuolawa.pl z siedzibą w Oławie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Jelczanin
Jelczanin 24.04.2020, 18:00
Duma Jelcza!

Pozostałe