Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 12 września 2026 08:20
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Rycerzem być

Mieszka w Jelczu-Laskowicach, pracuje w miłoszyckim Instytucie Mechaniki. W wolnych chwilach kowal, rycerz reprezentacji Polski, która niedawno wygrała otwarte mistrzostwa Niemiec. O swoim hobby opowiada Marcin Gnojski
Podziel się
Oceń

Powiat Sporty walki

- Mistrzostwo Niemiec, to nie jest twój pierwszy kontakt z narodową kadrą rycerzy...

- Wcześniej brałem udział w mistrzostwach świata federacji "Battle of the Nations", w walkach pięciu na pięciu, rozgrywanych w Chorwacji. Tam nie poszło nam najlepiej, zajęliśmy czwarte miejsce.

- Kto był najlepszy?

- Rosjanie, przed Ukraińcami i Białorusinami.

- Rosjanie rządzą?

- Tak, ale tylko w tej federacji. Jest jeszcze jedna - "International Medieval Combat Federation", w której Polska jest wicemistrzem świata, a w niej nie startują Rosjanie.

- Dlaczego?

- To kwestia innych przepisów oraz kategorii wagowej broni. Np. w "BN" ("Battle of Nations") halabarda może mieć maksymalnie 3,5 kilograma, a w IMCF (" International Medieval Combat Federation") może ważyć nie więcej niż 3 kilogramy. Nie można też używać młota lucereńskiego, którym ja lubiłem walczyć. Ale trzeba też powiedzieć, że Rosjanie są po prostu lepsi, przede wszystkim dlatego, że więcej ćwiczą i są większymi zapaleńcami.

- A jak to jest u nas?

- Bardziej hobbystycznie, choć istnieje liga i Polski Związek Walk Rycerskich.

- Jak wyglądają rozgrywki ligowe?

- W tym roku odbędą się cztery spotkania. Pierwsze jest zawsze na Grunwaldzie, a w finale walczymy w Warszawie.

- Walczymy, czyli kto?

- Rycerski Klub Sportowy "Silesia", zrzeszający około trzydziestu osób, podzielonych na dwie grupy. Na ostatnim spotkaniu w Jaworznie zajęliśmy drugie miejsce, wyprzedziła nas drużyna z Warszawy "Dies Irae", która w tamtym roku była najlepsza w Polsce.

- Grunwald, Warszawa, Gdynia... Jest trochę podróży...

- Za kilka tygodni jedziemy do Pragi, mamy też zaproszenie do Kopenhagi i Helsinek. To nie jest tania zabawa, bo oprócz pieniędzy na bilety czy paliwo, dochodzą też koszty zakupu sprzętu i jego utrzymania.

- Krótko mówiąc, nie można na tym zarobić?

- Nie. Czasem ludzie myślą, że my tłuczemy się za kasę. My to po prostu lubimy (śmiech). Zdarzają się zespoły, które mają sponsorów, jak np. wspomniana ekipa z Warszawy, ale dla większości to hobby.

- Bolesne hobby, bo zdarzają się kontuzje...

- Zdarzają się, i to dość często. Ostatnio sam uszkodziłem jednego chłopaka. Walka skończyła się dla niego utratą przytomności.

- Aż tak?

- Ale to była jego wina! Nie miał kompletnej zbroi i został trafiony. Dziewięćdziesiąt procent wypadków zdarza się przez to, że ktoś ma niekompletne, albo uszkodzone uzbrojenie i nie chce mu się tego naprawić, bo uważa, że jakoś tam będzie. Tacy rycerze najczęściej kończą rywalizację ze złamaniami kończyn lub wstrząśnieniami mózgu. Walcząc z takimi, można jednym uderzeniem "zgasić im światło".

- A czym walczysz?

- Zwykle halabardą, teraz przerzuciłem się na krótszą i cięższą broń. Bardzo podobał mi się młot lucereński, ale zmieniły się przepisy, dotyczące wagi i teraz taki młot przypomina raczej gwóźdź, wbity na  kij. Z tego względu przerzuciłem się na topory o wadze do 1,9 kg i długości jednego metra. Krótkie ramię i duża moc.

- Tak uzbrojony pojechałeś na otwarte mistrzostwa Niemiec?

- To była impreza "Rise of the Knights", na którą, oprócz niemieckich zespołów, zjechało się wiele osób z całej Europy. Odbywa się ona w ramach IMCF, w której - ze względu na wspomniane ograniczenia - nie uczestniczą Rosjanie.

- W Niemczech natłukliście wszystkim?

- Tak. Pojechaliśmy tam jako pierwsza reprezentacja Polski. Skład był nieco eksperymentalny, ale - jak się okazało - wystarczająco mocny. Najpierw zlaliśmy Niemców i Francuzów. Po wyjściu z grupy trafiliśmy na Polskę III, czyli trzeci garnitur naszej reprezentacji, która też poradziła sobie w eliminacjach. Przegrała z nami, ale ostatecznie zajęła trzecie miejsce.

- "Polska III" była trzecia, "Polska I" pierwsza, a kto był drugi?

- Niestety, nie "Polska II" (śmiech). Drugie miejsce zajęła Wielka Brytania, którą pokonaliśmy w finale.

- Broń, którą walczycie, jest wierna historycznie, a czy dopuszczacie pewne modyfikacje?

- Staramy się, żeby była jak najwierniejsza. Coraz częściej jest wymagane, żeby całe uzbrojenie było z tego samego okresu. Czyli np. jeśli masz hełm z XIV wieku, to zbroja też musi być z tego samego okresu. Tu problem mają Amerykanie, którzy biją się bardzo dobrze, ale ich uzbrojenie to straszna pstrokacizna.

- Rycerz amerykański - to brzmi trochę śmiesznie...

- Rzeczywiście, trochę brakuje im tradycji (śmiech). Wynikają z tego różne humorystyczne sytuacje. Zaczynając od tego, że ich uzbrojenie, to taki miks historii z tym, co sami sobie przygotują, kończąc na pretensjach, że my używamy takiego, a nie innego sprzętu. Nie interesuje ich, że to są wiernie odwzorowane części uzbrojenia. Według Amerykanów, nam to pomaga, bo oni takiego nie mają. 

- Jacy ludzie garną się do tego "sportu"?

- Różni. Są policjanci i strażacy, są lekarze i wojskowi, nawet ortopeda. Są mniejsi i więksi. Tu kategorie wagowe obowiązują tylko w pojedynkach jeden na jednego. W bitwach pięciu na pięciu tego nie ma.

- Skąd bierzecie sprzęt?

- Dla siebie robię sam. Kowalstwem zajmuję się od jakiegoś czasu, choć na początku bardziej tym artystycznym. Ale jak wielu młodych ludzi, fascynowałem się rycerstwem. Kiedy zobaczyłem w internecie film z walkami, postanowiłem zrobić zbroję. Znalazłem klub, rozpocząłem trening, a że miałem warsztat, to chłopaki prosili o jakieś drobne naprawy. Później zrobiłem pierwszy topór, pierwszą halabardę, a teraz robię już praktycznie wszystko.

- Mówiłeś o kosztach podróży, ale sprzęt chyba też nie jest tani?

- Zestaw do naszych walk, to wydatek na poziomie około 4,5 tysiąca złotych. Mówimy o zbroi podstawowej. Ja mam trochę lepszą, wartą około 6-7 tysięcy.

- Można za to kupić samochód.

- Można.

- Masz samochód?

- Nie (śmiech).

- Ile waży twój zestaw?

- Około 30 kilogramów

- Potrzeba niezłej krzepy?

- Bez ćwiczeń się nie obejdzie. Potrzebna jest dynamika, nie możesz być zbyt statyczny. Więc nie tylko ćwiczenia na siłę, ale też bieganie i ćwiczenia interwałowe. Ostatnio zacząłem nawet biegać w zbroi.

- Ludzie nie uciekają przed tobą?

- Już się przyzwyczaili (śmiech).

- To drogie, a przynajmniej dla początkujących - niebezpieczne hobby. Mimo to nie brakuje chętnych. Aż tak to wciąga?

- Strasznie. Jak wychodzisz na pierwszą walkę, to wszystko dzieje się jakby w zwolnionym tempie. Później sędzia daje znak do rozpoczęcia i zaczyna się młyn.

- Jak się wygrywa walkę?

- Wygrywa ten, kto stoi na nogach. Jeśli walka odbywa się pięciu na pięciu, to wszyscy zawodnicy przeciwnika muszą leżeć na ziemi i nie podejmować walki. Wtedy wygrywasz. Czasem sami mają dosyć, ale czasem trzeba ich do tego "przekonać". Są różne sposoby. Można ich po prostu wyciąć, ale są też rzuty, znane z innych dyscyplin. np. z zapasów i krav magi. Co kto lubi. Poza tym, jest jeszcze atmosfera wokół turniejów. Przede wszystkim ludzie, niby z różnych krajów, ale świetnie się dogadują. Wszyscy są życzliwi i otwarci. Do tego powstają całe miasteczka i obozy, które wyglądają jak wyrwane ze średniowiecza. Kapitalna sprawa...

- Kiedy można zobaczyć taką imprezę w Polsce?

- Gorąco zapraszam na mistrzostwa świata federacji IMCF, które odbędą się od 30 kwietnia do 3 maja, w Malborku. Samego rycerstwa ma być około pół tysiąca. Zakwaterowanie na zamku, obóz rycerski, walki konne, a na koniec oblężenie zamku.

Rozmawiał: Arkadiusz Okoń

Fot.: Szymon Chyży


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: :( Treść komentarza: Dokładnie, szkoda, że tej empatii dla przyrody zabrakło, gdy masowo przekształcano nieużytki z zaroślami i zadrzewieniami pod działki budowlane Data dodania komentarza: 11.09.2026, 23:44 Źródło komentarza: Mieszkanka: - Chcemy ratować Las Miłoszycki! Autor komentarza: Ja Treść komentarza: Żeby mu tylko życi nie rozerwało od tego przeczyszczenia. Data dodania komentarza: 11.09.2026, 21:12 Źródło komentarza: Mieszkaniec Oławy groził, że zabije premiera Autor komentarza: Bober Treść komentarza: Od jak dawna pani Joanna zbiera w miłoszyckim lesie grzyby? Nie dla siebie pytam, a w imieniu fauny w tego lasu. Data dodania komentarza: 11.09.2026, 20:27 Źródło komentarza: Mieszkanka: - Chcemy ratować Las Miłoszycki! Autor komentarza: Głowa Treść komentarza: Kolejna kompromitacja oławskiej policji i oławskiej prokuratury. Trzeba pogonić tych niedouczonych pseudoprokuratorów oławskich do tarcia chrzanu, a nie do poważnej pracy. Data dodania komentarza: 11.09.2026, 19:25 Źródło komentarza: Mieszkaniec Oławy groził, że zabije premiera Autor komentarza: Zrównoważony Treść komentarza: Jak robili niedawno u nas w Chrząstawie drogę przecinającą las do Chrząstawy, to jakoś nie protestowaliście. Napiszcie wprost. Zależy wam, by pociągi nie jeździły w pobliżu waszych domów, które jak budowaliście, to nie zależało wam na przyrodzie. W d.pie macie las i ochronę przyrody. Wam zależy jedynie na was samych. Ale fakt faktem, że inwestycja średnio potrzebna, by nie powiedzieć wcale. Będą wycinać, wycinać, aż przyjdzie czas, że nie będzie już co wycinać. Firmy budowlane naciskają, producenci torów, podkładów, tartaki, spółki kolejowe, one na tym zarobią sporo pieniędzy, więc lobbują u polityków, premiera, pewnie i samorządy, wójtowie dostają mocne argumenty, by nie sprzeciwiali się. Fakt jeden plus, że podróż do Warszawy skróciła by się, ale już obecnie pociągi jeżdżą szybko, naprawdę czy warto tak dewastować przyrodę, by być szybciej o te dwie godziny w Warszawie? Chyba nie. A muszą być to proste tory, by pociągi rozwijały maksymalną dużą prędkość, więc żadnych kompromisów środowiskowych by nie było, im bardziej prosto, tym szybciej. Data dodania komentarza: 11.09.2026, 19:12 Źródło komentarza: Mieszkanka: - Chcemy ratować Las Miłoszycki! Autor komentarza: GENIUSZ Treść komentarza: Kiedy ktoś myśli inaczej niż on, to według geniusza - idiota i koń. Dyplom? Nie trzeba. Doświadczenie? Po co? Wystarczy przekonać , że jest się pomocą. A kiedy mu życie pokaże wyniki, winni są wszyscy - koledzy, przypadki i statystyki. I tak geniusz codziennie się trudzi...... Bo prawdziwy geniusz -rzecz niesłychana najwięcej o sobie gada. W głowie echo, a mina jak z bajki. Data dodania komentarza: 11.09.2026, 18:41 Źródło komentarza: 9:7 dla przewodniczącego Mazurka
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama