Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 27 października 2026 20:07
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Rycerzem być

Mieszka w Jelczu-Laskowicach, pracuje w miłoszyckim Instytucie Mechaniki. W wolnych chwilach kowal, rycerz reprezentacji Polski, która niedawno wygrała otwarte mistrzostwa Niemiec. O swoim hobby opowiada Marcin Gnojski
Podziel się
Oceń

Powiat Sporty walki

- Mistrzostwo Niemiec, to nie jest twój pierwszy kontakt z narodową kadrą rycerzy...

- Wcześniej brałem udział w mistrzostwach świata federacji "Battle of the Nations", w walkach pięciu na pięciu, rozgrywanych w Chorwacji. Tam nie poszło nam najlepiej, zajęliśmy czwarte miejsce.

- Kto był najlepszy?

- Rosjanie, przed Ukraińcami i Białorusinami.

- Rosjanie rządzą?

- Tak, ale tylko w tej federacji. Jest jeszcze jedna - "International Medieval Combat Federation", w której Polska jest wicemistrzem świata, a w niej nie startują Rosjanie.

- Dlaczego?

- To kwestia innych przepisów oraz kategorii wagowej broni. Np. w "BN" ("Battle of Nations") halabarda może mieć maksymalnie 3,5 kilograma, a w IMCF (" International Medieval Combat Federation") może ważyć nie więcej niż 3 kilogramy. Nie można też używać młota lucereńskiego, którym ja lubiłem walczyć. Ale trzeba też powiedzieć, że Rosjanie są po prostu lepsi, przede wszystkim dlatego, że więcej ćwiczą i są większymi zapaleńcami.

- A jak to jest u nas?

- Bardziej hobbystycznie, choć istnieje liga i Polski Związek Walk Rycerskich.

- Jak wyglądają rozgrywki ligowe?

- W tym roku odbędą się cztery spotkania. Pierwsze jest zawsze na Grunwaldzie, a w finale walczymy w Warszawie.

- Walczymy, czyli kto?

- Rycerski Klub Sportowy "Silesia", zrzeszający około trzydziestu osób, podzielonych na dwie grupy. Na ostatnim spotkaniu w Jaworznie zajęliśmy drugie miejsce, wyprzedziła nas drużyna z Warszawy "Dies Irae", która w tamtym roku była najlepsza w Polsce.

- Grunwald, Warszawa, Gdynia... Jest trochę podróży...

- Za kilka tygodni jedziemy do Pragi, mamy też zaproszenie do Kopenhagi i Helsinek. To nie jest tania zabawa, bo oprócz pieniędzy na bilety czy paliwo, dochodzą też koszty zakupu sprzętu i jego utrzymania.

- Krótko mówiąc, nie można na tym zarobić?

- Nie. Czasem ludzie myślą, że my tłuczemy się za kasę. My to po prostu lubimy (śmiech). Zdarzają się zespoły, które mają sponsorów, jak np. wspomniana ekipa z Warszawy, ale dla większości to hobby.

- Bolesne hobby, bo zdarzają się kontuzje...

- Zdarzają się, i to dość często. Ostatnio sam uszkodziłem jednego chłopaka. Walka skończyła się dla niego utratą przytomności.

- Aż tak?

- Ale to była jego wina! Nie miał kompletnej zbroi i został trafiony. Dziewięćdziesiąt procent wypadków zdarza się przez to, że ktoś ma niekompletne, albo uszkodzone uzbrojenie i nie chce mu się tego naprawić, bo uważa, że jakoś tam będzie. Tacy rycerze najczęściej kończą rywalizację ze złamaniami kończyn lub wstrząśnieniami mózgu. Walcząc z takimi, można jednym uderzeniem "zgasić im światło".

- A czym walczysz?

- Zwykle halabardą, teraz przerzuciłem się na krótszą i cięższą broń. Bardzo podobał mi się młot lucereński, ale zmieniły się przepisy, dotyczące wagi i teraz taki młot przypomina raczej gwóźdź, wbity na  kij. Z tego względu przerzuciłem się na topory o wadze do 1,9 kg i długości jednego metra. Krótkie ramię i duża moc.

- Tak uzbrojony pojechałeś na otwarte mistrzostwa Niemiec?

- To była impreza "Rise of the Knights", na którą, oprócz niemieckich zespołów, zjechało się wiele osób z całej Europy. Odbywa się ona w ramach IMCF, w której - ze względu na wspomniane ograniczenia - nie uczestniczą Rosjanie.

- W Niemczech natłukliście wszystkim?

- Tak. Pojechaliśmy tam jako pierwsza reprezentacja Polski. Skład był nieco eksperymentalny, ale - jak się okazało - wystarczająco mocny. Najpierw zlaliśmy Niemców i Francuzów. Po wyjściu z grupy trafiliśmy na Polskę III, czyli trzeci garnitur naszej reprezentacji, która też poradziła sobie w eliminacjach. Przegrała z nami, ale ostatecznie zajęła trzecie miejsce.

- "Polska III" była trzecia, "Polska I" pierwsza, a kto był drugi?

- Niestety, nie "Polska II" (śmiech). Drugie miejsce zajęła Wielka Brytania, którą pokonaliśmy w finale.

- Broń, którą walczycie, jest wierna historycznie, a czy dopuszczacie pewne modyfikacje?

- Staramy się, żeby była jak najwierniejsza. Coraz częściej jest wymagane, żeby całe uzbrojenie było z tego samego okresu. Czyli np. jeśli masz hełm z XIV wieku, to zbroja też musi być z tego samego okresu. Tu problem mają Amerykanie, którzy biją się bardzo dobrze, ale ich uzbrojenie to straszna pstrokacizna.

- Rycerz amerykański - to brzmi trochę śmiesznie...

- Rzeczywiście, trochę brakuje im tradycji (śmiech). Wynikają z tego różne humorystyczne sytuacje. Zaczynając od tego, że ich uzbrojenie, to taki miks historii z tym, co sami sobie przygotują, kończąc na pretensjach, że my używamy takiego, a nie innego sprzętu. Nie interesuje ich, że to są wiernie odwzorowane części uzbrojenia. Według Amerykanów, nam to pomaga, bo oni takiego nie mają. 

- Jacy ludzie garną się do tego "sportu"?

- Różni. Są policjanci i strażacy, są lekarze i wojskowi, nawet ortopeda. Są mniejsi i więksi. Tu kategorie wagowe obowiązują tylko w pojedynkach jeden na jednego. W bitwach pięciu na pięciu tego nie ma.

- Skąd bierzecie sprzęt?

- Dla siebie robię sam. Kowalstwem zajmuję się od jakiegoś czasu, choć na początku bardziej tym artystycznym. Ale jak wielu młodych ludzi, fascynowałem się rycerstwem. Kiedy zobaczyłem w internecie film z walkami, postanowiłem zrobić zbroję. Znalazłem klub, rozpocząłem trening, a że miałem warsztat, to chłopaki prosili o jakieś drobne naprawy. Później zrobiłem pierwszy topór, pierwszą halabardę, a teraz robię już praktycznie wszystko.

- Mówiłeś o kosztach podróży, ale sprzęt chyba też nie jest tani?

- Zestaw do naszych walk, to wydatek na poziomie około 4,5 tysiąca złotych. Mówimy o zbroi podstawowej. Ja mam trochę lepszą, wartą około 6-7 tysięcy.

- Można za to kupić samochód.

- Można.

- Masz samochód?

- Nie (śmiech).

- Ile waży twój zestaw?

- Około 30 kilogramów

- Potrzeba niezłej krzepy?

- Bez ćwiczeń się nie obejdzie. Potrzebna jest dynamika, nie możesz być zbyt statyczny. Więc nie tylko ćwiczenia na siłę, ale też bieganie i ćwiczenia interwałowe. Ostatnio zacząłem nawet biegać w zbroi.

- Ludzie nie uciekają przed tobą?

- Już się przyzwyczaili (śmiech).

- To drogie, a przynajmniej dla początkujących - niebezpieczne hobby. Mimo to nie brakuje chętnych. Aż tak to wciąga?

- Strasznie. Jak wychodzisz na pierwszą walkę, to wszystko dzieje się jakby w zwolnionym tempie. Później sędzia daje znak do rozpoczęcia i zaczyna się młyn.

- Jak się wygrywa walkę?

- Wygrywa ten, kto stoi na nogach. Jeśli walka odbywa się pięciu na pięciu, to wszyscy zawodnicy przeciwnika muszą leżeć na ziemi i nie podejmować walki. Wtedy wygrywasz. Czasem sami mają dosyć, ale czasem trzeba ich do tego "przekonać". Są różne sposoby. Można ich po prostu wyciąć, ale są też rzuty, znane z innych dyscyplin. np. z zapasów i krav magi. Co kto lubi. Poza tym, jest jeszcze atmosfera wokół turniejów. Przede wszystkim ludzie, niby z różnych krajów, ale świetnie się dogadują. Wszyscy są życzliwi i otwarci. Do tego powstają całe miasteczka i obozy, które wyglądają jak wyrwane ze średniowiecza. Kapitalna sprawa...

- Kiedy można zobaczyć taką imprezę w Polsce?

- Gorąco zapraszam na mistrzostwa świata federacji IMCF, które odbędą się od 30 kwietnia do 3 maja, w Malborku. Samego rycerstwa ma być około pół tysiąca. Zakwaterowanie na zamku, obóz rycerski, walki konne, a na koniec oblężenie zamku.

Rozmawiał: Arkadiusz Okoń

Fot.: Szymon Chyży


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: tajemnica lekarska Treść komentarza: Jak tam kochani, pani Gosia napisała na facebooku odnośnie waszych badań "ja znam już część wyników z dzisiaj". A wy jesteście zadowoleni, że nie tylko wy znacie wyniki waszych badań? Może redakcja zamiast wyłącznie piać z zachwytu pokazałaby swoją niezależność dziennikarską i porządnie by się tej kwestii przyjrzała? Data dodania komentarza: 27.10.2026, 19:41 Źródło komentarza: Oławska Niedziela – Edycja Zdrowie! Bezpłatne badania profilaktyczne w sercu Oławy Autor komentarza: Donek Treść komentarza: Prowda Data dodania komentarza: 27.10.2026, 19:41 Źródło komentarza: OŁAWA Kawałek dyniowej wioski w... mieście Autor komentarza: * Treść komentarza: No fakt. Okręgi jednomandatowe to jest lek na te układy partyjne i układziki. Powinien być jeszcze jakiś bardziej uproszony system referendum, w sprawie odwołania wójta i burmistrza, oraz jakąś formę odwołania leniwego posła lub senatora. Ale jak na razie to taka „polityczna mrzonka”. Data dodania komentarza: 27.10.2026, 19:18 Źródło komentarza: Co z kolejną kadencją burmistrza Frischmanna? Autor komentarza: Leszek Górecki Treść komentarza: Masz absolutną rację, że teoria i przepisy to jedno, a polityczna praktyka to drugie. Zgadzam się z Tobą, że wrzucanie wszystkich wielokadencyjnych wójtów czy burmistrzów do jednego worka jest niesprawiedliwe – wielu z nich to byli świetni, uczciwi gospodarze, których rozwój gmin został sztucznie przerwany przez limity. Masz też stuprocentową rację z tymi „lokalnymi książętami” z Sejmu. Rzeczywiście zdarzają się posłowie czy senatorowie, którzy z tylnego fotela trzęsą całymi powiatami, ustawiając konkursy na dyrektorów czy obsadzając spółki swoimi ludźmi. Tyle że problem, o którym piszesz – czyli „martwe dusze” na jedynkach list wyborczych – to nie jest wina braku limitu kadencji, ale naszego systemu wyborczego i ordynacji. Problem polega na tym, że w Polsce to szefowie partii, a nie obywatele, decydują o kształcie list. Jeśli lojalny, ale bierny poseł dostanie „jedynkę” w silnym dla danej partii regionie, to wejdzie do Sejmu niemal automatycznie, choćby przez całe 4 lata nie odezwał się z mównicy ani słowem. Wprowadzenie limitu kadencji zmieniłoby tylko tyle, że zamiast jednej „martwej duszy” szef partii wstawiłby na pierwsze miejsce inną, równie posłuszną, nową osobę. Dlatego zamiast zakazywać ludziom startu, skuteczniejsza byłaby zmiana ordynacji – na przykład na jednomandatowe okręgi lub system, w którym to głosy wyborców, a nie miejsce na liście, mają decydujące znaczenie. Wtedy tacy „przesypiacze” kadencji zniknęliby z Sejmu błyskawicznie, bo ludzie rozliczaliby ich z realnej pracy, a nie z przynależności partyjnej. Data dodania komentarza: 27.10.2026, 16:28 Źródło komentarza: Co z kolejną kadencją burmistrza Frischmanna? Autor komentarza: Peyo Treść komentarza: Gratulacje i życzę dalszej takiej kariery. Data dodania komentarza: 27.10.2026, 15:26 Źródło komentarza: Młody aktor z Jelcza-Laskowic na festiwalu w Gdyni Autor komentarza: Pytam Treść komentarza: Może Babcia miała wąsy? Data dodania komentarza: 27.10.2026, 15:00 Źródło komentarza: Kierowca zginął. Jeden dzień i aż trzy zdarzenia na autostradzie
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama