Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 28 kwietnia 2026 04:53
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Oławscy "Rumuni"

W tytule słowo "Rumuni" ująłem w cudzysłów, bowiem nie będzie tu mowy o rdzennych mieszkańcach Rumunii, lecz o Polakach zamieszkujących przez dziesięciolecia w Czerniowcach (rum. Cernăuţi), wspaniałym mieście słynącym z wielokulturowości, tolerancji społecznej i religijnej
Oławscy "Rumuni"
Rodzina Turków. Od lewej: Franciszek, Eugeniusz, matka Julia, Piotr i Bronisław
Podziel się
Oceń

By wyjaśnić, skąd słowo "Rumuni", pozwolę sobie nieco przybliżyć historię, architekturę i społeczność rumuńską w Czerniowcach. To miasto jest stolicą Bukowiny, rumuńsko-ukraińskiej krainy. Panowali tu władcy z różnych nacji, od Tatarów przez Polaków, Mołdawian, Turków, Austro-Węgrów, Rumunów po rządy ZSRR i Ukrainy. Czerniowce słynęły z urody - mówi się o nich, że to "Aleksandria Europy", "Mały Wiedeń Wschodu" czy "Jerozolima nad Prutem".

Jest tu wiele zabytków kultury rumuńskiej. Dziełem Iona Manescu jest Rumuński Pałac Narodów, a także cerkiew rumuńska przypominająca cerkwie w Siedmiogrodzie. Ten sam architekt zaprojektował sobór św. Mikołaja na wzór cerkwi królewskiej. Najbardziej efektownym budynkiem Czerniowiec jest Pałac Metropolitów Bukowińskich.

W śródmieściu znajduje się Muzeum Krajoznawcze z kolekcją etnograficzną dotyczącą strojów i obrzędów bukowińskich. Działał w mieście również "Dom Rumuński", w którym siedmiogrodzka inteligencja mogła swobodnie rozwijać swoją działalność narodową.

Oprócz akcentów rumuńskich znajdziemy bez trudu akcenty niemieckie, czeskie, węgierskie, ormiańskie i oczywiście polskie. Te ostatnie to np. ratusz według projektu Mikulicza, teatr im. Olgi Kobylańskiej, Kościół Podwyższenia Krzyża, czy wreszcie "Dom Polski" z popiersiem Adama Mickiewicza. Ten ostatni służy do dzisiaj nielicznej, bo około 500-osobowej Polonii.

W historii miasta było mnóstwo zakrętów - zwrócę uwagę na jeden. Od 1918 roku miasto znalazło się pod panowaniem rumuńskim i było tak do roku 1940, tj. do aneksji tej ziemi przez ZSRR.

Te 22 lata to był przykry wyłom w kilkusetletniej tradycji wielokulturowości. W tym czasie Polacy i pozostałe nacje musiały się zmierzyć z postępującą polityką rumunizacji. Ta sytuacja jest kluczem do odpowiedzi, skąd u oławskich mieszkańców z Czerniowiec znajomość języka rumuńskiego.

Z Bukowiny i Czerniowiec do Oławy

W samym "centrum" Zwierzyńca, tuż obok Szkoły Podstawowej nr 3, znajduje się dwurodzinny budynek, w którym zamieszkały po ekspatriacji dwie spokrewnione rodziny państwa Turków i Tarnowieckich. Tę pierwszą stanowili: mocno leciwy dziadek oraz mama Julia z córką też Julią i czterema synami.

Seniorowi rodziny dane było krótko zamieszkiwać w Oławie. Zmarł dwa lub trzy lata po przybyciu. Pamięć o dziadku była w rodzinie kultywowana. Rokrocznie 1 listopada po mszy na cmentarzu kapłan modlił się przy kilku grobach. Wśród nich był zawsze grób dziadka.

Mama Julia prowadziła dom. Najstarsza z rodzeństwa, córka Julia, także bardzo szybko zmarła. Rodzinę utrzymywał najstarszy syn Franciszek. Był mistrzem kominiarskim. Początkowo pracował w Oławie, potem przeniósł się do Wrocławia. Mamę i braci regularnie odwiedzał w każdą niedzielę. Kolejni bracia, Eugeniusz i Piotr, byli dorastającymi młodzieńcami. Eugeniusz u boku wujka Tarnowieckiego uczył się zawodu malarza pokojowego i później takowy wykonywał. Piotr, po osiągnięciu pełnoletności, pracował w ZNTK. Najmłodszy z braci, Bronisław, był moim dobrym kolegą, chodziliśmy do tej samej klasy. Bronek miał liczne zainteresowania: gołębie, wędkarstwo, odlewanie ołowianych żołnierzyków, organizowanie jasełek i odwiedzanie mieszkańców Zwierzyńca z naprawdę niezłym występem kolędników. On również przy wujku Tarnowieckim uczył się zawodu malarza, wykonywał go przez pewien czas, później zajął się handlem.

W tym miejscu muszę przywołać innego Bronisława Turka, syna wyżej wspomnianego Eugeniusza. Pan Bronisław-junior swego czasu przeczytał w "Powiatowej" moje wspomnienie o mieszkańcach Zwierzyńca, a w nim akapit o rodzinie Turków, zdobył mój numer telefonu, zadzwonił i tak zaczęła się nasza telefoniczna znajomość, która cały czas się rozwija.

Wiadomości Oławskie
Bronisław Turek - stryj w czasie służby wojskowej

Rodzina zamieszkująca w drugiej części domu to państwo Tarnowieccy. Głową rodziny był pan Antoni, jak napomknąłem wcześniej, doświadczony malarz pokojowy, a co ważniejsze jedyny na Zwierzyńcu i jeden z nielicznych w Oławie. Żona pani Jadzia prowadziła dom i opiekowała się niepełnosprawnym po przebytej chorobie Heinego-Medina synem Józefem. Cała rodzina i wszyscy mieszkańcy Zwierzyńca nazywali go "Dzionek". A on mimo swej niepełnosprawności zupełnie dobrze dawał sobie radę w dorosłym życiu. Był między innymi nauczycielem w przyszpitalnej szkole.

Pan Antoni Tarnowiecki wykonując swój zawód, nieźle sobie radził finansowo. Jako pierwszy na Zwierzyńcu stał się posiadaczem telewizora. Kiedy emitowano serial "Czterej pancerni i pies" do mieszkania nie było można wejść. Dzieci i dorośli z bliższego i dalszego sąsiedztwa oraz krewni i bliscy państwa Tarnowieckich oglądali film, a oni życzliwie podchodzili do wszystkich widzów.

Rodzina Prażów

Rok lub dwa później niż rodziny Turków i Tarnowieckich przybyła do Oławy rodzina Prażów, spokrewniona z dwoma wyżej wymienionymi.

W pobliżu miejsca, gdzie zaczyna się ulica Wilcza, znajdował się niewielki domek, którym nikt wcześniej się nie interesował. Sądzono, że nie ma sensu go remontować. Tam w spartańskich warunkach zamieszkała pani Zofia Praża z dwoma synami - Janem, o rumuńskiej ksywie "Mityka", który chwalił się kolegom w szkole, że jego dziadek był bardzo dobrym szewcem i robił buty dla króla Rumunii Michała, kilka lat młodszym Aleksandrem, ksywa "Sandu", oraz najmłodszą córką Anną. Przy pomocy rodziny domek doprowadzono do znośnego stanu.

W stosunku do Sandy do tej pory mam wyrzuty sumienia. Było tak: w Trójce namiętnie graliśmy w dwa ognie. Rywalizujące drużyny musiały być równe liczebnie. Kiedyś zabrakło jednego gracza i namawiano do gry Sandę, ale ten nie miał ochoty. Przystał dopiero, gdy jeden z kolegów zaproponował, że może się za niego chować. W czasie gry przejąłem piłkę, rzuciłem ją z całej siły w stronę drużyny przeciwnej. Sandu wystawił głowę zza swojego "obrońcy" i dostał piłką prosto w twarz. Potem już nigdy nie zagrał w dwa ognie. Mam nadzieję, że później wybaczył mi, bo było to zupełnie niezamierzone.

Bilińscy

Przy obecnej ulicy Wilczej, w jednym z najładniejszych domków na Zwierzyńcu, zamieszkali państwo Bilińscy. Małżeństwo z trzema synami, skoligaceni z wyżej wymienionymi rodzinami.

Ojciec Jan w okresie, gdy Czerniowce były pod panowaniem rumuńskim, odbywał służbę wojskową w pułku, który ochraniał pałac króla Michała.

Wiadomości Oławskie
Jan Biliński

W latach 60. ub. wieku pan Jan z synem Adamem, jego żoną Bożeną i ich córką wybrali się do Bukaresztu. Ojciec pokazywał im miejsca, gdzie przed wieloma laty pełnił służbę. W Oławie pan Biliński-senior uruchamiał oławskie wodociągi i gazownię, pracował w kilku miejscach jako hydraulik, najdłużej w ZNTK.

Wiadomości Oławskie
Kuzyn Jana Bilińskiego w czasie służby w wojsku rumuńskim

Żona pana Jana - Janina - prowadziła dom, a dwaj starsi, właściwie już dorośli synowie Albert i Franciszek również byli hydraulikami. Obaj służyli w formacji "Służba Polsce". W pewnym momencie młodszy trafił do Dęblina, gdzie uczył się pilotowania szybowców, ale gdy kiedyś wylądował w łanie żyta i mocno uszkodził szybowiec, zaniechał kontynuowania nauki, ku wielkiemu zadowoleniu matki. Po nieudanej przygodzie z szybownictwem zajął się muzykowaniem. Założył kilkuosobowy zespół muzyczny, który z powodzeniem grywał na wielu weselach.

Najmłodszy w rodzinie - Adaś, ale dla rodziny i przyjaciół "Ducio" - to mój serdeczny kolega. Prawie wszyscy oławianie znają go jako mistrza fryzury. Początkowo przez wiele lat uczył się i pracował u pana Wojciechowskiego, a później przejął zakład po panu Chrzanowskim i z tego okresu jest najbardziej znany. Nasza znajomość osobista po około 60 latach ożyła na nowo jako zażyłość telefoniczna i to znowu za sprawą "Powiatowej". Obaj jej bardzo dziękujemy.

Wiadomości Oławskie
Rodzina Bilińskich. Stoją siostry Jana Bilińskiego, pierwszy z prawej siedzi brat Jana Bilińskiego (zdjęcie wykonano w Bukareszcie, w 1940 r.)

Rodzina Bilińskich to jedna z nielicznych, jeśli nie jedyna, która ma nadal bliskie kontakty z krewnymi w Rumunii. Po wojnie dwie siostry Jana Bilińskiego pozostały w Rumunii i zamieszkały w Bukareszcie. Obecnie mieszkają tam ich córki, kuzynki Ducia. Składają sobie wizyty i rewizyty.

I wielu innych

Przy Placu Zamkowym, w sąsiedztwie budynku, gdzie znajdował się znany zakład fotograficzny pana Żydły, mieszkała rodzina państwa Łuciów. Pan Łuciów był bratem pani Turek i pani Tarnowieckiej. Prowadził zakład krawiectwa męskiego, a specjalizował się w szyciu zimowych płaszczy.

W Oławie na pewno było więcej osób, które w dwudziestoleciu międzywojennym mieszkały w Czerniowcach. Choćby pani Mruczyńska, mieszkająca przy ulicy Wrocławskiej, u której nawet panie zazwyczaj krytyczne wobec innych kobiet podziwiały szyk i elegancję, czy znana wszystkim oławskim wędkarzom pani Cybulska, która każdą wolną chwilę spędzała nad Odrą, obserwując spławiki swoich wędek.

Niektórzy, jak jeden z klientów Adama Bilińskiego, od kiedy to było możliwe, corocznie odwiedzali Czerniowce, przywożąc dużo zdjęć tegoż miasta, między innymi domu nad Prutem, w którym mieszkał Adaś.

Szanowni Czytelnicy, nie chodziło mi o to, by wspomnieć wszystkich mieszkańców stolicy Bukowiny, którzy osiedli w Oławie, byłoby to zresztą niewykonalne. Chciałem jedynie zasygnalizować, że społeczność powojennej Oławy to również ludzie z tolerancyjnych, wielokulturowych, barwnych i urokliwych Czerniowiec, z których wielu pamiętało trudny język rumuński.

Zygmunt Piskozub

październik 2020 roku

PS

Korzystałem m.in. z ustnych relacji Adama Bilińskiego i Bronisława Turka - juniora.


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: Pracownik szpitalaTreść komentarza: Patrzę na ciebie i widzę, że proces myślowy wciąż trwa, ale połączenie najwyraźniej zostało przerwane. Masz w sobie tyle charyzmy, co pusta lodówka, a twoja elokwencja jest wręcz ogłuszająca. Nie wysilaj się już – szkoda czasu na tę 'fascynującą' wymianę zdań, skoro i tak nie masz nic do powiedzenia. Daj znać, jak ci się mózg połączy z internetem, bo na razie tylko marnujesz mi tlenData dodania komentarza: 27.04.2026, 20:05Źródło komentarza: Do końca streama jeszcze dwie godziny. Zaczęło się od Mai z Oławy!Autor komentarza: KJoutTreść komentarza: Fachowiec nie sprostał, juniorzy za silni.Data dodania komentarza: 27.04.2026, 19:47Źródło komentarza: Finał był bardzo bliskoAutor komentarza: RademenesTreść komentarza: Ktoś się nieźle obłowił na tej „charytatywnej" zbiórce. Naiwniacy..Data dodania komentarza: 27.04.2026, 19:25Źródło komentarza: Maja: - Tak się cieszę, że dałam innym siłę do walki z rakiemAutor komentarza: ^Treść komentarza: Wystarczy, że ktoś mądrze napisze regulamin korzystania z tego terenu, i żadna Konstytucja tu nie pomoże.Data dodania komentarza: 27.04.2026, 19:17Źródło komentarza: Zakaz to zakaz. Tylko na jakiej podstawie?Autor komentarza: TYLETreść komentarza: Już po strajku nierobie?Data dodania komentarza: 27.04.2026, 18:27Źródło komentarza: Do końca streama jeszcze dwie godziny. Zaczęło się od Mai z Oławy!Autor komentarza: OliwkaTreść komentarza: Nawet na myśl mi nie przyszło , że ktoś może zrobić z tego burzę. Absolutny zakaz wprowadzania piesków na teren boiska szkolnego i terenów przynależnych szkole. Pieski sikają, zebranie kupki nie zawsze daje się wyczyścić. No i dzieci niech tam się bawią, piłka się toczy, kocyk można rozłożyć, dzieci mogą siedzieć na trawie. Uważam , że rodzice uczniów winni odpowiedzieć jasnym stanowiskiem, boisko to nie wybieg. Zarówno rada sołecka podjęła dobrą decyzję jak i dyrektor szkoły. Słowo zakaz jest zrozumiałe dla mnie, bo apele to już niejeden był. Żeby aż z prawnikiem konsultować to już nawet nie jest śmieszne, dla mnie przerażające. Mam pieska, kocham go i w życiu nie poszłabym z nim na boisko, plac zabaw itp. A tak na marginesie nie ma w Domaniowie innych miejsc na spacer z pieskiem. Rodzice brońcie bezpiecznych miejsc na zabawy Waszych dzieci.Data dodania komentarza: 27.04.2026, 17:38Źródło komentarza: Zakaz to zakaz. Tylko na jakiej podstawie?
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama