Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 24 października 2026 03:05
ZOBACZ:
Reklama Aftermarket Oława
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Dobry trener nie odchodzi z klubu z dnia na dzień (1)

Ze Zbigniewem Smółką, trenerem drużyny MKS SCA Oława, rozmawia Krzysztof Andrzej Trybulski
Podziel się
Oceń

Piłka nożna III liga

- Przejął pan oławską drużynę w końcowym okresie gry w drugiej lidze, z zadaniem utrzymania jej na tym poziomie rozgrywek. Nie udało się, a mimo to został pan w Oławie i jesienią z sukcesem prowadził zespół w trzeciej lidze. Odbyło się to w bardzo szybkim tempie i nasi czytelnicy nie mieli dotąd okazji usłyszeć pana opinii, w sprawie nieudanej walki o utrzymanie się na ogólnopolskiej arenie. Czy mógłby pan teraz krótko podsumować ten końcowy okres gry zespołu w drugiej lidze i podać przyczyny spadku do trzeciej ligi?

- Przyczyn spadku oławskiej drużyny z drugiej ligi na pewno było kilka. Nigdy bowiem nie jest tak, że o być albo nie być drużyny czy klubu na odpowiednim poziomie rozgrywkowym decyduje jeden czynnik. Patrząc na to z mojej perspektywy, jako szkoleniowca, który faktycznie przejął zespół MKS SCA Oława w końcowym i bardzo trudnym okresie gry w drugiej lidze, to za jedną z najważniejszych przyczyn wskazałbym zbyt późno podjętą uchwałę stypendialną. To w dużym stopniu źle wpłynęło na funkcjonowanie klubu w rundzie wiosennej. Opóźnione stypendia oznaczały bowiem kłopoty finansowe i niewywiązywanie się z bieżących zobowiązań wobec zawodników i innych pracowników klubu. Jego zarząd, składający się z bardzo rozsądnych ludzi, musiał ciągle wiązać przysłowiowy koniec z końcem, a to nie zawsze się udawało. Zaległości stypendialne, które powiększyły długi klubu, odziedziczone po poprzednich władzach, ograniczyły zimą możliwości transferowe, a po rundzie jesiennej wiadomym było, że takowe są drużynie bardzo potrzebne. Uważam, że popełniono także pewne błędy w przygotowaniach zimowych, ale nie dlatego, że źle je prowadził trener Sebastian Sobczak. Mam tu na myśli ogólnie złe warunki do takich przygotowań, jakie są w Oławie. Sam to odczułem, jeszcze długo przed obecną przerwą zimową, późną jesienią 2013, kiedy okazało się, że po zmroku praktycznie nie możemy trenować na boiskach klubowych, bo na stadionie nie ma odpowiedniego oświetlenia. Na pewno bardzo ważnym czynnikiem były też porażki, jakich doznał zespół na swoim stadionie, na początku rundy rewanżowej, z drużynami także walczącymi o utrzymanie się w drugiej lidze - z Jarotą Jarocin i Gryfem Wejherowo. One miały ważny psychologiczny aspekt. Mimo tego, gdy obejmowałem zespół, sytuacja była bardzo trudna, ale nie beznadziejna. Pierwsze rozmowy przeprowadzono ze mną przed meczem z Zagłębiem Sosnowiec. Tam jednak, mimo porażki, zespół wypadł całkiem dobrze, więc trener Sobczak, którego działacze MKS darzyli bardzo dużym szacunkiem i sporym zaufaniem, otrzymał kolejną szansę. Przełomem był mecz w Kaliszu, przegrany przez MKS w fatalnym stylu, po którym ja objąłem zespół. Zdecydowałem się na to także dlatego, że widziałem w oławskim klubie ten duży szacunek dla trenera Sobczaka, co w dzisiejszych czasach nie jest takie powszechne. Wiedziałem więc, że jeśli będę w Oławie dobrze pracował, a inaczej tego sobie nie wyobrażałem, to mogę liczyć na to samo. Zaczynałem od czterech bardzo trudnych spotkań - z drużynami, które wtedy były na topie. Graliśmy z Chrobrym Głogów, Bytovią Bytów, ROW-em Rybnik i MKS-em Kluczbork.  Zdobyłem w tych pojedynkach tylko jeden punkt, co zresztą zakładałem w swoich kalkulacjach, aczkolwiek byliśmy też bardzo bliscy remisu w pojedynku z Kluczborkiem. Gdy diabeł okazał się nie taki straszny, jak go malowano, trochę zaryzykowałem i postanowiłem powalczyć o pełną pulę. Skończyło się golem dla rywala w 93 czy 94 minucie i porażką 0:1. Potem "planowo" wygraliśmy z Turem w Turku i liczyliśmy też na komplet punktów w następnym meczu, z Górnikiem Wałbrzych, który wówczas przegrywał wszystko i ze wszystkimi, więc na pewno był do ogrania. Niestety, z przyczyn znanych kibicom, spotkanie odwołano i przegraliśmy je walkowerem 0:3. W następnej kolejce pojechaliśmy do Częstochowy, ale mentalnie już jako drużyna w praktyce zdegradowana do trzeciej ligi. W pojedynku z Rakowem, zakończonym remisem 1:1, byliśmy lepsi i powinniśmy go wygrać, ale zabrakło tego mentalnego powera i przekonania, że jeszcze nie wszystko stracone. Kto się lubuje w statystykach, może łatwo sprawdzić, że przy zwycięstwach z Górnikiem Wałbrzych i Rakowem Częstochowa, i po wygraniu z Ruchem Zdzieszowice, w meczu kończącym wiosenny sezon, jesienią nadal gralibyśmy w drugiej lidze. Myślę też, że po prostu wszystkim nam w klubie, począwszy od sprzątaczki, poprzez piłkarzy i trenerów, aż do dyrektora sportowego i prezesa, zabrakło tej odrobiny doświadczenia, niezbędnego do funkcjonowania na ogólnopolskim szczeblu rozgrywek. To wszystko razem stanowi pewien konglomerat przyczyn spadku piłkarzy MKS do II ligi, w której zagrali przez jeden sezon, po dwudziestu latach przerwy.

- Po spadku o klasę niżej początkowo wydawało się, że drużyna całkowicie się rozsypie. Na lipcowy pucharowy mecz do Zamościa pojechał pan z zespołem, utworzonym na zasadzie przypadkowej łapanki. Mimo porażki z Hetmanem, oławski zespół otrzymał za ten mecz bardzo dobre recenzje, a potem ta opinia o pańskim korzystnym wpływie na drużynę potwierdziła się w rozgrywkach trzecioligowych.  

- Na pewno zrobiliśmy jesienią bardzo dużo, i to w sytuacji, w jakiej postanowiłem zostać w oławskim klubie po spadku, czyli z budżetem 6 tysięcy złotych na cały pierwszy zespół. To może dla wielu osób brzmi niewiarygodnie, ale tak faktycznie było. Chylę czoła przed moimi zawodnikami, którzy zasłużyli na wielki szacunek - choćby dlatego, że postanowili zostać w Oławie po spadku. Grali tu za 100, 200, czasami 300 zł miesięcznie (najwyższe wynagrodzenie wynosi u nas 500 zł) i zrobili taki wynik. Pracowałem z kadrą, która formalnie liczyła ponad dwudziestu zawodników, ale w praktyce, zwłaszcza w końcówce sezonu, miałem do dyspozycji maksymalnie trzynastu, a z juniorami może czternastu czy piętnastu zawodników. Na mecz do Zamościa, na który rzeczywiście skompletowałem drużynę "z łapanki", pojechało kilku graczy, którzy potem odeszli do innych klubów. Mając świadomość tych wszystkich negatywnych okoliczności, czyli poważnych problemów organizacyjnych, finansowych i kadrowych, z jakimi borykaliśmy się w rundzie jesiennej, jestem zadowolony z tego, co zrobiliśmy, czyli z uzyskanego wyniku sportowego. W naszej grze widoczne były efekty wspólnej pracy. Dobrze wychodziło nam przechodzenie z defensywy do ofensywy i odwrotnie, po założeniu szybkiego pressingu i ataku, bądź kontrataku. Mieliśmy swój charakterystyczny styl gry, za który byliśmy chwaleni w wielu miejscach. Było ich sporo, bo jak wiadomo, z powodu remontu oławskiego stadionu, prawie całą rundę jesienną graliśmy na wyjazdach.

- Na odprawie przed spotkaniem w Karninie mówił pan zawodnikom, żeby nie zepsuli tego, co dotąd uzyskali, czyli oprócz bogatej zdobyczy punktowej, także tej dobrej opinii o swojej postawie. Oni jednak nie posłuchali trenera i w efekcie te dobre notowania pańskiego zespołu osłabiła jednak fatalna końcówka rundy jesiennej. Na finiszu były porażki z Piastem Karnin i Piastem Żmigród oraz bezbramkowy remis ze słabym Promieniem Żary. Te dwa ostatnie mecze odbywały się już w Oławie i na pewno nie zachęciły kibiców do liczniejszego odwiedzania stadionu OCKF w rundzie wiosennej...

- Po meczu z Piastem Karnin powiedziałem, że na taką porażkę, jaka się wtedy przytrafiła, z drużyną potencjalnie słabszą od nas, zanosiło się już od dłuższego czasu. Na mecze w odległe miejsca jeździliśmy już wcześniej praktycznie bez rezerwowych. Przy wyprawie w rejon Gorzowa Wielkopolskiego doszła jeszcze do tego choroba dwóch zawodników, którzy z Piastem nie powinni grać, ale musieli, bo nie było ich kim zastąpić. Chodzi tu o Norberta Pierzgę i Marcina Mazura, którzy mieli jelitówkę. Dwaj inni zawodnicy pojechali z niezaleczoną grypą i jeszcze w autobusie oraz w hotelu zażywali antybiotyki. Musiałem ich zabrać i wystawić do gry, bo z różnych powodów nie mogli pojechać na ten mecz juniorzy, którzy czasami wzmacniali mój zespół. Mimo tych osłabień, mecz w Karninie powinniśmy wygrać, i to przynajmniej 5:2. Głupszej porażki jak ta, jeszcze chyba nie miałem w swojej karierze trenerskiej. Sami sobie strzeliliśmy dwa gole, a potem mimo przewagi jednego zawodnika, nie potrafiliśmy wykorzystać całej serii stuprocentowych sytuacji. Co do meczu z Promieniem Żary, to tu także zadecydował brak skuteczności. Gdyby Mateusz Peroński zdobył gola w 20 minucie, co powinien uczynić, strzelając z trzech metrów do praktycznie pustej bramki, to spotkanie pewnie by się zakończyło naszą co najmniej pięciobramkową wygraną. Drużyna z Żar, która u nas prawie przez całe 90 minut broniła się na własnej połowie, tydzień później przegrała w Dzierżoniowie aż 1:7. Jak mi powiedział jej trener, którego dobrze znam, bo był w Czarnych Żagań moim zawodnikiem, zapłacili tam wysoką cenę za wysiłek, włożony w pojedynek z oławskim zespołem. Porażka z Piastem Żmigród, chociaż też trochę pechowa i doznana w podobnych okolicznościach, jak drugoligowa z MKS Kluczbork, czyli po golu w doliczonym czasie, uwypukliła natomiast różnicę w poziomie organizacyjnym obu klubów. Ławka rezerwowych Piasta była zapełniona do ostatniego miejsca, a u nas prawie cała pusta. Na naszą słabszą postawę w końcowej części sezonu istotny wpływ miały także warunki, w jakich wówczas trenowaliśmy. Chłopcy pracowali zawodowo w fabrykach czy na budowach, do godziny 15.00, a nawet 16.00, więc treningi zaczynaliśmy najczęściej o 17.00. Na dworze było już wtedy ciemno. Kilka razy musiałem zapalać światła w swoim samochodzie, w którym na szczęście jest duży i mocny akumulator, żeby piłkarze nie musieli biegać w zupełnych ciemnościach. Boiska na stadionie w Oławie są nieoświetlone. Od biedy mogą być jeszcze te światła na trybunach, przy głównej płycie, ale my tam w październiku i listopadzie nie mogliśmy trenować, bo trwały prace modernizacyjne i to był niedostępny dla nas plac budowy.   

- Ale są przecież w Oławie orliki, a w okolicy oświetlone boiska zaprzyjaźnionych klubów, np. w Chwalibożycach czy w Marcinkowicach...

- Orliki zbudowano przede wszystkim dla młodzieży i dla dzieci, więc im powinny służyć w pierwszej kolejności. Serce mi się krajało, gdy musiałem wyganiać dzieci z orlików, by wpuścić tam swoich piłkarzy. Czasami rzeczywiście trenowaliśmy w Chwalibożycach, za co serdecznie dziękuję władzom tamtejszego klubu, ale to nie były komfortowe warunki, bo oświetlenie jest tam stosunkowo słabe, a płyta też nie jest najrówniejsza. Ale najgorszą rzeczą była w tym czasie fatalna frekwencja na treningach. Bywało, że prowadziłem zajęcia z siedmioma czy ośmioma zawodnikami. Ta treningowa absencja częściowo wynikała z chorób i kontuzji zawodników, albo z ich obowiązków zawodowych. Niektórzy chłopcy, np. Michał Sikorski, pracują na zmiany, więc często także w godzinach popołudniowych, a nawet nocnych. Ale byli też tacy piłkarze, jak Mateusz Dobkowski, któremu chętnie bym zmienił jedną literkę w nazwisku na "u". Oni często zachowywali się niepoważnie, olewając swoje obowiązki.

(cdn.)


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: Rademenes 🇵🇱 Treść komentarza: Cała Ukraina jest wychowywana w domach, szkołach w duchu Banderyzmu, nazizmu i skrajnie nienawistnej wrogości do Polski i Polaków. Odcinanie się od „Incydentu Lwowskiego" pokrętnych Ukraińskich polityków, nie zamiecie pod dywan dziesięcioleci budowania historii, edukacji i kształtowaniu tożsamości opartej na żądnym krwi i śmierci anty-polonizmie. Data dodania komentarza: 23.10.2026, 19:43 Źródło komentarza: Marszałek sprzeciwia się decyzji radnych ze Lwowa Autor komentarza: * Treść komentarza: Brawo Panie Radny Powiatowy. Kiepski stan szpitala-żadnej pana reakcji, niepewna sytuacja Poradni Zdrowia Psychicznego - żadnej reakcji, zamieszanie z terenami wiejskimi wokół Oławy - żadnej reakcji. No ale nie po to wybiera się Radnego Powiatowego, żeby interesował się tym co się dzieje w Powiecie. To oczywiste. Ale dzięki Pana petycji dotyczącej Oławy, przypomniał nam Pan, że Frisch obiecał parking w Nowym Otoku. Może więc porozmawia Pan z koleżankami i kolegami radnymi miejskimi z KO-PO, żeby pomogli Frischowi w tym temacie, a nie prowadzili kolejny raz bojkot jego pomysłów. Wtedy będzie szybciej. A tak a pro po, w imieniu jakich mieszkańców Pan pisał petycję? Mieszkańców Oławy, Nowego Otoku, ul. Brylantowej, z innych ulic? Jakoś tak anonimowo Pan to określił, może ktoś by chciał, żeby go Pan wymienił i uwiecznił w petycji. Pozdrawiam i z ciekawością dalej będę przyglądał się Pana działalności politycznej. Mam cichą nadzieję, że jako radny powiatowy, dla mieszkańców powiatu też Pan coś zrobi. Data dodania komentarza: 23.10.2026, 18:49 Źródło komentarza: Jest petycja do burmistrza w sprawie budowy parkingu Autor komentarza: Zenek Treść komentarza: Typowe, mieszkańcy pytają, a pani jak zwykle obraża, tym razem nazywając mieszkańców hejterami. Data dodania komentarza: 23.10.2026, 18:12 Źródło komentarza: Oławska Niedziela – Edycja Zdrowie! Bezpłatne badania profilaktyczne w sercu Oławy Autor komentarza: Urzędniczka Treść komentarza: Gdzie można się zapoznać z rozliczeniami za „ niedziele” ? Czemu to jest taka wielka tajemnica? Nikt nie sugeruje oszustwa, wszyscy się z czegoś rozliczamy !!! Data dodania komentarza: 23.10.2026, 17:52 Źródło komentarza: Oławska Niedziela – Edycja Zdrowie! Bezpłatne badania profilaktyczne w sercu Oławy Autor komentarza: Małgorzata Kwaśniewska Treść komentarza: Dla kilku zainteresowanych osób (radnych i ich rodzin 😉) podaję rozliczenia Oławskich Niedziel: - usługa elektryka i prąd - w ramach objęcia naszego wydarzenia patronatem przez Burmistrza Miasta Oława, koszty pokrywa Miasto, - namioty i stoły - w ramach objęcia naszego wydarzenia patronatem przez Burmistrza Miasta Oława, są wypożyczane przez Miasto za darmo, w ramach promocji miasta Oława, - transport namiotów i stołów wykonują pracownicy OCKiF w tygodniu, w ramach swojej pracy, w dogodnym dla tych pracownikow czasie, - zajęcie Rynku - bezpłatnie, na podstawie decyzji o wykorzystaniu drogi w sposób szczególny, wydanej przez Starostwo Powiatowe w Oławie koszt złożenia wniosku ponoszą każdorazowo organizatorki, - rozłożenie, złożenie miasteczka - samodzielnie przez Wystawców i harcerzy Invictus, - sprzątanie terenu po zakończeniu imprezy - samodzielnie przez organizatorki, - koszt stanowiska dla Wystawcy pod namiotem Miasta Oława - 50 zł na cel charytatywny, - koszt stanowiska na Pchlim Targu - 10 zł na cel charytatywny, W trakcie wszystkich edycji Oławskiej Niedzieli zebrano ponad 110 tys złotych na różne cele charytatywne. Zebrane kwoty, które publikujemy na profilu Oławskiej Niedzieli, otrzymujemy od osób, które odpowiadały za zbiórkę (cele charytatywne muszą być oficjalnie zgłoszone przez zbierających). Jako organizatorki nie mamy możliwości zbierania osobiście pieniędzy. W trakcie zbiórki jedynie towarzyszymy osobom odpowiedzialnym za puszki. Jako organizatorki nie pobieramy żadnych opłat za: organizację, planowanie, zakupy akcesoriów do warsztatów czy nagród, zakup obrusów, lampek, płynu do baniek mydlanych, urządzenia do baniek mydlanych, przedłużaczy itp, drukowanie plakatów, dyplomów, transport. Robimy to w 100% charytatywnie i społecznie. Dzięki naszej działalności aktualnie mamy ponad 80 podmiotów, z którymi stale współpracujemy. Są to wszystkie urzędy z całego Powiatu Oławskiego, urzędy z Wrocławia, jednostki samorządowe z powiatu Oławskiego i wrocławskiego, Fundację (w tym ogólnopolskie), Stowarzyszenia, Organizacje, uczelnie wyższe (Politechnika Wrocławska, Uniwersytet Przyrodniczy, Akademia Medyczna), szkoły średnie z Oławy i Jelcza - Laskowic, szkoły podstawowe, firmy z Oławy i okolic. Ludzie, z którymi do tej pory współpracujemy, ufają nam bo widzą jak pracujemy. Oławska Niedziela jest wiarygodna i przejrzysta dla każdego kto miał możliwość współpracy z nami. Kto nas poznał i zobaczył jak wygląda organizacja takiego wydarzenia to wie wszystko, nie musimy nigdy niczego wyjaśniać i się tłumaczyć. To mój jedyny wpis na tym profilu w tym temacie. Bawcie się dalej hejterzy 💪 Data dodania komentarza: 23.10.2026, 17:15 Źródło komentarza: Oławska Niedziela – Edycja Zdrowie! Bezpłatne badania profilaktyczne w sercu Oławy Autor komentarza: krecik Treść komentarza: Wolałbym je sam zobaczyć. Twój anonimowy wpis nie wzbudza zaufania. Data dodania komentarza: 23.10.2026, 16:40 Źródło komentarza: Oławska Niedziela – Edycja Zdrowie! Bezpłatne badania profilaktyczne w sercu Oławy
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama