Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 17 marca 2026 22:38
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Jak nasi sportowcy nie pojechali na igrzyska

Podziel się
Oceń

Mieliśmy na igrzyskach olimpijskich boksera, ciężarowców, siatkarza i nasz żeński rodzynek - Marietę Gotfryd. Co ciekawe, mimo że Moto-Jelcz Oława był jednym z najlepszych klubów w dziejach polskiego kolarstwa, to na olimpiadę pojechał tylko Zdzisław Wrona. Mało kto jednak wie, że sportowców z tego klubu mogło i powinno być więcej

Trwają igrzyska w Londynie, dla niektórych zawodników to jedyna szansa w życiu na największy sukces. Cztery lata temu słyszeliśmy wezwania, by bojkotować igrzyska w Chinach. Historia Andrzeja Serediuka i Bogumiła Woszczyny - kolarzy Moto-Jelcza Oława, pokazuje, jak łatwo szafować wielkimi hasłami politycznymi, jednocześnie niszcząc sportowe marzenia i lata ciężkiej pracy.
 
Najpierw była Moskwa
 
Kiedy w 1980 roku świat zachodni zbojkotował olimpiadę w Moskwie, sportowcy z krajów socjalistycznych z lękiem spoglądali w przyszłość. - Nie ma co ukrywać, między sobą rozmawialiśmy, że Rosjanie będą chcieli się zrewanżować bojkotem igrzysk w Los Angeles - mówi Bogumił Woszczyna, członek szerokiej kadry olimpijskiej w kolarstwie torowym. - Mimo wszystko wydawało nam się jednak, że nie będą z tym czekać do ostatniej chwili.
Woszczyna - kolarz Moto-Jelcza Oława, miał startować w torowym wyścigu drużynowym na dochodzenie, na dystansie 4 km. Woszczyna razem z kolegami nie był typowany do medali, ale w Andrzeju Serediuku wielu upatrywało czarnego konia polskiej ekipy. Rok po brązowym medalu na mistrzostwach świata w Szwajcarii, Serediuk był w gronie faworytów, a Polska drużyna z Lechem Piaseckim i Andrzejem Mierzejewskim była jedną z najsilniejszych na świecie. - Oglądaliśmy trasę olimpijską w Los Angeles i wiem, że miałbym tam szansę na medal - wspomina Andrzej Serediuk. - Oczywiście, mieliśmy silna ekipę i nie wiadomo, kto byłby naszym liderem, ale to była trasa, na której mógłbym powalczyć.
 
Ameryka wita i sceny jak z "Misia"
 
Kiedy w gabinetach politycznych toczyła się dyskusja w sprawie bojkotu igrzysk w USA, nasi kolarze ciężko pracowali, by na ten  wyjazd zasłużyć. Woszczyna wspomina obóz przedolimpijski w amerykańskim Colorado Springs: - Zaprosił nas tam Edie Borysewicz, późniejszy trener wielkiego Lance`a Armstronga. Oglądaliśmy Stany i nie ma co ukrywać, po prostu je chłonęliśmy. Dla nas, znających szarą peerelowską rzeczywistość początku lat osiemdziesiątych, przeskok był ogromny. Do tego stopnia, że zastanawiałem się, czy  tam nie zostać na stałe. Zadecydowała troska o najbliższych, pozostawionych w kraju, i właśnie bliskość igrzysk. Dla każdego sportowca to przecież największy doping do pracy. - Im bliżej było do igrzysk, tym bardziej wierzyliśmy, że pojedziemy - opowiada Serediuk. - Skoro inwestowano w nas tyle pieniędzy, skoro byliśmy już po przymiarkach olimpijskich garniturów, to wydawało się, że jesteśmy już niemal w samolocie.
Oprócz formy sportowej, szlifowano także morale sportowców. Niemal na każdym obozie sportowym odbywały się wieczorem pogadanki działaczy partyjnych, o zgniłym kapitalizmie i fatalnej kondycji gospodarczej Stanów Zjednoczonych. Przypominało to dialogi z kultowego filmu "Miś": - Jedziecie do kraju kapitalistycznego, który być może i ma tam jakieś swoje plusy, chodzi jednak o to, by  te plusy nie przesłoniły wam minusów.
- Właśnie tak wyglądał prawie każdy wieczór na zgrupowaniu w Zakopanem - słuchaliśmy tego, przysypiając po ciężkich treningach - wspomina Woszczyna.
 
Decyzja i "wielkie niebezpieczeństwo"
 
Pierwsze miesiące 1984 roku coraz bardziej niepokoiły. Trwały ogromne wysiłki Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, by nie dopuścić do trzeciego z kolei wielkiego bojkotu igrzysk. Była nadzieja, że skoro igrzyska zimowe w Sarajewie odbyły się bez przeszkód, to może uda się i w Los Angeles. Kolejne, już ostatnie przymiarki, odbiór strojów olimpijskich. Polska ekipa miała się prezentować w pięknych niebiesko-białych garniturach i gustownych kapeluszach, nawiązujących stylem do kowbojskich, w kraju gospodarza igrzysk. Z drugiej strony pojawiały się coraz częściej sygnały o bojkocie. 7 maja ZSRR oficjalnie potwierdził:
"sytuacja, jaka zapanowała w USA, nie pozwala radzieckim sportowcom na wzięcie udziału w igrzyskach". Polska i Węgry zwlekały z poparciem bojkotu, a nasi sportowcy wciąż jeszcze żyli nadzieją na start. Klamka zapadła 17 maja. - Tuż przed wylotem do USA, już w Warszawie, zebrał nas trener i przekazał informację, że nie lecimy - mówi Serediuk. - To była moja jedyna, a jak się okazało, ostatnia szansa w życiu na udział w olimpiadzie. Byłem brązowym medalistą mistrzostw świata, byłem w formie. Wiem, co teraz czuje Maja Włoszczowska, która z powodu kontuzji musiała się wycofać ze startu w Londynie, prawie w przeddzień igrzysk. Cztery lata w sporcie to szmat czasu, ja po prostu już nie dotrwałem do następnych igrzysk, w Seulu.
Polski Komitet Olimpijski w oficjalnym stanowisku stwierdził: "W USA prowadzona jest kampania propagandowa, mająca na celu doprowadzenie do wycofania się krajów socjalistycznych z udziału w igrzyskach. Pobyt sportowców ma być wykorzystany do szeregu akcji dywersyjnych". - To była oczywista bzdura - mówi Woszczyna. - Rok wcześniej, na próbie przedolimpijskiej spotykaliśmy się z przedstawicielami polonii amerykańskiej, którzy już nie mogli się doczekać naszej ekipy. Niestety, z powodów politycznych nie było im to dane. Igrzyska zbojkotowało 17 państw bloku socjalistycznego. Co ciekawe, reprezentacje Rumunii i Jugosławii nie przyłączyły się do radzieckiego bojkotu i na olimpiadę pojechały. Nie spotkały ich za to żadne polityczne represje.
 
Coś pękło, coś się skończyło
 
Państwa socjalistyczne, które zbojkotowały olimpiadę w Los Angeles, dały swoim reprezentantom namiastkę igrzysk, w postaci cyklu międzynarodowych zawodów sportowych
"Przyjaźń 84". Serediuk i Woszczyna nie wzięli w nich udziału. - Byliśmy wściekli z powodu bojkotu, więc nie było mowy o starcie w tzw. olimpiadzie pocieszenia - mówi Serediuk, który ścigał się potem z sukcesami w kolarstwie amatorskim, a w 1989 roku został zawodnikiem pierwszej polskiej zawodowej grupy "Exbud" Kielce.
Inaczej potoczyły się losy jego kolegi z klubu. - Po prostu miałem już dosyć - wspomina Woszczyna, który jeszcze w roku olimpijskim, razem z Serediukiem, został wicemistrzem Polski w jeździe parami. - Igrzyska w Seulu były tak daleko, a ja byłem tak rozgoryczony, że przeniosłem się z kolarstwa torowego na szosowe, a po kilku latach zostałem z rodziną na zachodzie. Po tych amerykańskich igrzyskach, które mi zabrano, już nic nie było takie samo.
 
Bez happy endu?
 
Obaj kolarze z Jelcza-Laskowic byli wielokrotnymi medalistami mistrzostw Polski, reprezentowali nasz kraj na mistrzostwach świata i mieli już przymierzone stroje olimpijskie, jednak  na olimpiadzie nie startowali. Nie przegrali z kontuzją, ani z innymi rywalami, tylko z wielką polityką. Z perspektywy czasu można zapytać, czy możliwe jest w ogóle oddzielenie sportu od polityki, skoro ostatnie wydarzenia pokazują, że zawsze znajdą się ludzie gotowi wykorzystać sportowców do własnych celów. Lekcja z Los Angeles udowadnia, że tak. Były to jak dotąd ostatnie zbojkotowane igrzyska.
Cztery lata później startował na olimpiadzie w Seulu kolarz Moto-Jelcza Oława. W wyścigu szosowym ze startu wspólnego ścigał się Zdzisław Wrona, zajął 17. miejsce. Miał więcej szczęścia niż klubowi koledzy? Pewnie tak, ale przede wszystkim świat wyciągnął wnioski z bojkotu igrzysk w Moskwie i Los Angeles - zrozumiał, że szlachetność olimpijskich ideałów można bardzo łatwo przekreślić w imię politycznych celów. Jest to lekcja, która wciąż pozostaje aktualna...
 
Łukasz Dudkowski
 
Fot.: archiwum „GP-WO”
 

 

 
 

 

Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: WawrzyniecTreść komentarza: Rondo ***** ***Data dodania komentarza: 17.03.2026, 20:26Źródło komentarza: A może Rondo Nadziei? Albo ks. Stanisława Bijaka? Piszcie w komentarzach swoje propozycje...Autor komentarza: NobelTreść komentarza: Marii Skłodowskiej-CurieData dodania komentarza: 17.03.2026, 20:23Źródło komentarza: A może Rondo Nadziei? Albo ks. Stanisława Bijaka? Piszcie w komentarzach swoje propozycje...Autor komentarza: symetrystaTreść komentarza: W Oławie jest jedna osoba, która bardzo pielęgnuje pamięć po Klementynie Sobieskiej - i brawo. Ale... nazywanie tego ronda? Serio - naprawdę, nie ma nic współczesnego, czego czym dziś może się pochwalić Oława. Oczywiście obecny samorząd za dużo sukcesów nie ma... ale jednak coś tam w Oławie się działo. Choćby bohaterów walczących z powodzią 1997. Czy na przykład uhonorować Stowarzyszenie Tęcza. Choć z drugiej strony jak patrzę na to rondo to najbardziej adekwatne byłoby "betonowe rondo" albo rondo imienia samotnej ławeczki na której nikt nie siada...Data dodania komentarza: 17.03.2026, 19:46Źródło komentarza: A może Rondo Nadziei? Albo ks. Stanisława Bijaka? Piszcie w komentarzach swoje propozycje...Autor komentarza: *Treść komentarza: Powtarzasz się jak zdarta płyta, a nawet za pierwszym razem ten tekst nie był zabawny. Żenada Gosia, żenada. Przestań się podszywać.Data dodania komentarza: 17.03.2026, 18:44Źródło komentarza: A może Rondo Nadziei? Albo ks. Stanisława Bijaka? Piszcie w komentarzach swoje propozycje...Autor komentarza: *Treść komentarza: Rozumiem, że to oficjalne stanowisko tzw. Oławskiej opozycji, bo nie wierzę, że jesteś aż tak inteligentny, żeby wydalić z siebie tekst „telefon dyscyplinujący z gazety do redakcji”. Musi to być głos tzw. Oławskiej opozycji. ŻenadaData dodania komentarza: 17.03.2026, 18:34Źródło komentarza: A może Rondo Nadziei? Albo ks. Stanisława Bijaka? Piszcie w komentarzach swoje propozycje...Autor komentarza: .Treść komentarza: Nie rozumiem po co. Przed mostem duży parking pod chińczykiem, potem parking przy schronisku, a na koniec parking przy blokach mieszkalnych. Psy nawet będą zadowolone z dłuższego spacery. Czy dla garstki psiarzy jest sens wydawać kasę na parking na takim zadupiu?Data dodania komentarza: 17.03.2026, 18:29Źródło komentarza: Potrzebny parking przy wybiegu dla psów
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama