Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 5 listopada 2026 11:44
ZOBACZ:
Reklama Aftermarket Oława
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Skarb Oławy (cz.2) - czyli historia cechu złotników

Jeśli ktoś sądzi, że problemy z zatrudnieniem, koncesjami, korporacjami, uprawnieniami zawodowymi, zawiłością prawa i podobnymi kwestiami są znakiem naszych czasów, jest w błędzie
Skarb Oławy (cz.2) - czyli historia cechu złotników
Druk ulotny, informujący o ślubie złotnika oławskiego Wolfganga Siegmundta Preussa z Marianną Horn zw Oławie w 1694 roku - fragment tytułowy (BN w Warszawie)
Podziel się
Oceń

Ten sam wachlarz trosk nie dawał zapewne spokojnego snu oławskim złotnikom już ponad trzysta lat temu. Pracę w mieście w XVI i XVII wieku regulowały bowiem dwie podstawowe rzeczy. Pierwszą był cech jako organizacja zrzeszająca obowiązkowo rzemieślników, a drugą przywilej, którym był zwykle zestaw praw i obowiązków (włącznie z karami), regulujący funkcjonowanie cechu i jego członków. Cech mógł zrzeszać rzemieślników zarówno jednej jak i wielu profesji. To drugie rozwiązanie stosowano, gdy w mieście funkcjonowali rzemieślnicy niezrzeszeni różnych zawodów. Dlatego cechy zbiorowe i ich przywileje miały zwykle mniej korzystny status niż cechy jednej profesji.

Jednym z podstawowych wyróżników, związanych z wykonywanym zawodem, był patron. Patronem złotników jest św. Eligiusz z Noyon - jedyny bodaj biskup i złotnik w jednej osobie, który pracował dla dworu królewskiego w VII wieku na terenie Francji. Postać w stroju biskupim, siedząca w warsztacie złotniczym, występuje bardzo często jako godło na pieczęciach cechów złotniczych na Śląsku. Jednak zachowana odbitka pieczęci oławskiego cechu przedstawia puchar lub kielich w kartuszu herbowym, na szczycie którego rozpoznać można sylwetkę koguta z herbu miejskiego. Geneza takiego godła nie jest jasna, ale prawdopodobnie kielich informuje nas o funkcjonowaniu złotników w obrębie tzw. cechu zbiorowego. Zatwierdzony 1 maja 1591 roku przez książąt brzeskich Joachima Fryderyka i Jana Jerzego przywilej dla założonego właśnie cechu zbiorowego gminnego wymienia obok złotników także innych rzemieślników - winogrodników, balwierzy, łaziebników, krupników, mydlarzy, słodowników i introligatorów. W mieście, które po raz pierwszy zostało siedzibą książęcą, potrzebni byli nowi rzemieślnicy i organizacja, w ramach której mogli oficjalnie funkcjonować.

Jednak pierwsi dwaj odnotowani złotnicy Franz Beinett z Brzegu i Hans Dreher rozpoczęli swoją działalność dopiero wówczas, gdy otrzymali dodatkowy książęcy przywilej wyłączności. Przywilej miał ułatwić sprzedaż kosztownych wyrobów złotniczych przez ograniczenie konkurencji. Wyłączność dość szybko wygasła, bo już na przełomie wieków miasto mogło poszczycić się kilkoma działającymi warsztatami złotniczymi. Statut oławskiego cechu gminnego okazał się atrakcyjny dla złotników wrocławskich. Szczególnie dla tych, którzy z różnych powodów nie mogli wykonywać swojej profesji w śląskiej metropolii i zmuszeni byli ją opuścić, niekoniecznie dobrowolnie.

Oława do lat trzydziestych XVII wieku musiała oferować dość stabilne warunki egzystencji dla złotników, skoro średnio co kilka lat powstawały nowe warsztaty. W pionierskim okresie pierwszych czterdziestu lat działało w Oławie 15 warsztatów. Książęcy Brzeg, ze znacznie bogatszymi tradycjami cechowymi, nie mógł się pochwalić lepszą statystyką. Dramatyczne wydarzenia wojny trzydziestoletniej spowodowały załamanie rzemiosła. Pożary, zniszczenia wojenne, epidemie doprowadziły miasto do upadku, a działający złotnicy przenieśli się do Wrocławia lub zamknęli warsztaty. Nowi mistrzowie zawitali do bram miasta dopiero po objęciu zamku w Oławie w 1654 roku przez księcia Chrystiana.

Przywilej cechowy z 1591 roku określał powinności członków cechu wobec miasta oraz ogólne zasady funkcjonowania cechu pospólnego, ale nie zawierał szczegółowych przepisów odrębnych dla każdego z rzemiosł. Dlatego złotnicy oławscy pracowali w ramach zasad cechowych, wypracowanych w innych ośrodkach złotniczych. Naukę kunsztu rozpoczynało terminowanie w warsztacie w charakterze ucznia. Po "wyzwoleniu" na czeladnika przyszły adept złotnictwa musiał odbyć tzw. wędrówkę czeladniczą, która oznaczała kilkuletnią pracę w odległych nieraz warsztatach Europy, w celu zapoznania się z różnymi technikami i nowinkami. Ostateczną pracę mistrzowską, na którą składało się wykonanie pieczęci, pierścienia i kielicha lub innego naczynia, czyli tzw. majstersztyk, czeladnik wykonywał pod okiem mistrza, u którego był zobowiązany przepracować określony czas po powrocie z wędrówki. Zdobycie praw mistrzowskich nie było łatwe, sporo kosztowało, ale dawało prawo do samodzielnego prowadzenia warsztatu oraz otrzymania praw miejskich i członkostwa w cechu. Co ciekawe, rozpoczęcie samodzielnej działalności warunkowane było założeniem rodziny przez młodego mistrza. Miał na to równo rok od uzyskania praw mistrzowskich. Zachowany druk ulotny, informujący o zaślubinach w 1694 roku złotnika oławskiego Wolfganga Siegmunda Preussa z Marianną Horn, córką miejscowego piekarza, jest jednocześnie świadectwem początku wieloletniej i znaczącej działalności tego mistrza w Oławie.

Synowie złotników mogli znacznie szybciej rozpocząć karierę w roli samodzielnych mistrzów. Zaś córki złotników najchętniej wydawano za mąż za młodych mistrzów. Rzemiosło przekazywano z pokolenia na pokolenie, z ojca na syna lub wnuka. Także wdowy zachowywały ograniczone prawo do prowadzenia warsztatu po mężu złotniku. Nie inaczej było w Oławie.

Taki złotniczy klan rodzinny zapoczątkowali w Oławie Dawid i Chrystian Metze pod koniec lat pięćdziesiątych XVII wieku. W archiwach Oławy znalazły się informacje aż o 5 mistrzach pochodzących z tej rodziny. Więcej niż jednokrotnie powtarzają się nazwiska Chmurowski, Koschamber, Horn, Roessler. Rzemieślnicy przybywali do Oławy z różnych stron, nie brakowało też miejscowych adeptów trudnej sztuki złotniczej. Tak, jak w innych ośrodkach, złotnicy cieszyli się dużym poważaniem i zaufaniem, dlatego pełnili równolegle do zawodowych inne odpowiedzialne funkcje w mieście, np. burmistrza, ławnika lub radcy miejskiego, służyli w kościołach obu parafii (ewangelickiej i katolickiej), byli dzierżawcami cła miejskiego. Gwałtowny rozwój rzemiosła złotniczego w drugiej połowie XVII wieku pod rządami ostatnich książąt piastowskich w Oławie spowodował potrzebę powstania własnej odrębnej organizacji cechowej. Korzystając zapewne z gotowych już wzorów, mistrzowie oławscy sporządzili statut, powołali własny cech, na co uzyskali zgodę rady miejskiej 4 maja 1693 roku. Do czasu cesarskiego potwierdzenia przywilejów cech złotników, formalnie działał dalej w strukturze cechu gminnego. Taki stan utrudniał kontakty z cechami w Brzegu i Wrocławiu. Mistrzowie oławscy praktycznie mieli niewielkie szanse na przyjęcie do cechów złotniczych w obu miastach. Gdy w 1707 roku rozpoczął się długotrwały spór złotników oławskich z brzeskimi, spowodowany odmową przyjęcia do cechu brzeskiego mistrza oławskiego, wykształconego i ustanowionego w Oławie, podstawowym argumentem odmowy był rzekomy brak odpowiednich kwalifikacji. Ponadto odmowę motywowano brakiem cesarskiego potwierdzenia przywilejów, które uwalniałoby cech oławski od formalnej przynależności do cechu gminnego. Przytoczony przez złotników oławskich argument, że w Oławie terminował jako czeladnik rodowity wrocławianin Daniel Heroldt, który następnie został mistrzem złotniczym w Augsburgu, nie spowodował zmiany stanowiska. Cech złotników brzeskich pozostał nieugięty, choć liczył tylko dwóch mistrzów, a jego status był niejasny. Prawdopodobnie echa tego sporu dotarły do Wiednia i w efekcie 7 kwietnia 1711 roku złotnicy oławscy uzyskali ostatecznie od cesarza Józefa I (w przededniu jego śmierci) upragniony przywilej, zrównujący pod względem prawnym cech oławski z cechami we Wrocławiu i Brzegu.

Schyłek działalności złotniczej w Oławie przypada na połowę XVIII wieku. Złotnik wrocławski Gottfried Wilhelm Ihme, który sprowadził się w 1747 roku do Oławy, wydając tu swą córkę za miejscowego aptekarza, zamyka listę 42 mistrzów złotniczych i półtora wieku tej sztuki. Nie wiemy, czy działał tu jako złotnik, ale możemy przypuszczać, że do 1755 roku mieszkał w budynku apteki cesarskiej, czyli zachowanym do dziś zabytkowym budynku w Rynku pod numerem 25. I jest to jedyne znane nam dzisiaj miejsce, które można by powiązać z dawnym złotnictwem oławskim. Funkcjonujące pod koniec XVIII i w XIX wieku pojedyncze warsztaty złotnicze pracowały już na innych zasadach i bez kontekstu historycznego. Miasto dość szybko zapomniało o swoich mistrzach i ich kunszcie, a zachowane źródła historyczne nie wskazują na to, by chciało tę pamięć pielęgnować. Jednak oławska sztuka złotnicza wyruszyła w świat i przypomniała o sobie w zupełnie nieoczekiwany sposób.

Cdn.

Grzegorz Seredyński


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: Taka prawda Treść komentarza: Rozumiem, że ty sprzedawco,to nie masz potrzeb i w sklepie wystarczy wiadro przez parę godzin? Skoro powstają kolejne sklepy,to z udogodnień dla klientów,powinna tam powstać toaleta,a jak się traktuje klientów, którzy tam przyjeżdżają typu zostaw szybko kasę i wy****,to sorry. Data dodania komentarza: 5.11.2026, 11:33 Źródło komentarza: Widać już pierwsze nowe sklepy w tym parku handlowym Autor komentarza: Redaktor Treść komentarza: O czym właściwie jest ten wpis? Jeden pan się chwali że ma sprawy w sądzie.. drugi pan że nie chce z nim rozmawiać i zasłania się niepamięcią nie chcąc odpowiedzieć na stosunkowo proste pytania. Jeden wart drugiego. W sytuacji to co powiedział pan Piotr to jedyna sensowna i prawdziwa wypowiedz... Problem jest gdzie indziej - jest nim sama narracja, którą próbuje się narzucić. Jakie to śmieszne, jakie zabawne...jaka okazja że mogę błysnąc.. Ale ludzie są.. różni.. i to jest fakt. Ich postawy, ich stosunek i sposób wyrażania wobec innych. I nie tylko wyrażania... słowa... oczekiwania... Wie o tym każdy kto pracował lub pracuje z ludźmi.. (a nie piastuje kierownicze stanowisko w zagranicznym koncernie funkcjonując w przyjemnym otoczeniu biznesowym). Nie wie pan do czego prowadzi agresja wobec osób, które jak to podkreślono w tym wpisie, są utrzymywane z publicznych środków? Z podatków? Zaczyna się od tej pretensji.. agresji słownej... A potem jest ta fizyczna, ataki, pobicia - kierowców komunikacji publicznej, ratowników medycznych, lekarzy, pielęgniarek i pielęgniarzy, konduktorów, kolejarzy, strażaków, nauczycieli i tak, również urzędników...itd. Chamstwo wobec innych jest ogromnie, ono po prostu spowszechniało... Dlatego pan Piotr ma racje. Głównodowodzący zaskoczony, że ktoś może mieć inne zdanie? A że są osoby zachowujący się jak psychopaci.. wobec osób, które pobierają pensje za swoją pracę ze środków publicznych? Przykłady tylko z tego roku (z prasy innej niż lokalna): Sosnowiec - lipiec 2026 - mężczyzna z nożem groził urzędniczkom; Warszawa - czerwiec 2026 - mężczyzna obrzucił kamieniami budynek skarbówki; Stara Kornica - kwiecień 2026 - atak nożem na panią wójt... I to tylko z tego roku, wobec spraw które były "medialne" .. To jest temat na sesje? W tej formie? Skoro nie wie pan kim jest trudny klient, a czasem może i psychopata.. to niech pan zapyta rodziny osób które zostały zamordowane w MOPS w Makowie w 2014 r., przez osobę niezadowoloną z decyzji tej placówki.. A do "gazety" - "gratuluję" podejścia do sprawy.. na prawdę... wasz poziom przechodzi do legendy... Data dodania komentarza: 5.11.2026, 11:00 Źródło komentarza: Trudni klienci, psychopaci i sympatyczni koledzy Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Wszystko to samo co już jest w mieście.A co innego będzie , może gospodarstwo domowe i wyposażenia wnętrz. Data dodania komentarza: 5.11.2026, 10:12 Źródło komentarza: Widać już pierwsze nowe sklepy w tym parku handlowym Autor komentarza: Donek Treść komentarza: Tam już Rossmann jest . Po co drugi ? RTV. ... jak wyżej Data dodania komentarza: 5.11.2026, 10:03 Źródło komentarza: Widać już pierwsze nowe sklepy w tym parku handlowym Autor komentarza: mieszkańcy Treść komentarza: wójt do odwolania! trzeba się mobilizować i iść na referendum! Brak dróg do rozliczenia!!! Data dodania komentarza: 5.11.2026, 10:00 Źródło komentarza: Zebrali podpisy w sprawie referendum - co dalej? Autor komentarza: sprzedawca Treść komentarza: tak dzialaja takie parki ze masz szybko przyjsc i cos kupic a nie jeszcze do toalety chodzic Data dodania komentarza: 5.11.2026, 09:41 Źródło komentarza: Widać już pierwsze nowe sklepy w tym parku handlowym
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama