– I okazuje się, że aktywność tych układów u zwierząt jest zbliżona do tej wykazywanej u człowieka. Nie tylko z obserwacji własnych czworonogów wiemy więc, że gros z podstawowych emocji jest wspólna dla nas naszego kota czy psa. To oczywiście radość, ale też na przykład strach – tłumaczy prof. Michał Dzięcioł, przywołując od razu badania Gregory'ego Bernsa z Emory University. Wynika z nich, że u zadowolonych i podekscytowanych psów tak jak u ludzi oczekujących nagrody uaktywnia się jądro ogoniaste w mózgu, odpowiedzialne za pozytywne emocje. Z kolei stres związany z uczuciem strachu aktywuje ciało migdałowate, odpowiedzialne za jedną z podstawowych emocji, związanych z produkcją kortyzolu, nazywanego hormonem stresu lub hormonem ucieczkowym.
To w uproszczeniu reakcja "uciekaj albo walcz”. Wiemy też, że silny stres wpływa nie tylko na zachowanie i koncentrację u ludzi, ale także u innych naczelnych. U makaków poziom kortyzolu wpływa na hierarchię w grupie. Te, u których jest on wyższy, zajmują niższą pozycję – tłumaczy prof. Dzięcioł. Dzięki korze przedczołowej potrafimy myśleć logicznie (jej wydajność spada przy silnych emocjach, a takie towarzyszą np. zakochaniu). Sygnał zapowiadający silne emocje wychodzi z zakrętu obręczy, a hipokamp regulujący te emocje i pamięć, zarządza wspomnieniami. Za tzw. motyle w brzuchu, które towarzyszą pierwszemu etapowi zakochania, odpowiada brzuszna część nakrywki śródmózgowia, po czym do aktywności przechodzi wspomniane już ciało migdałowate, które przetwarza emocje, sterując poziomem odczuwania stresu i niepokoju. I wreszcie podwzgórze, które uwalnia hormony odpowiadające za przyspieszone bicie serca, często jeden z pierwszych fizycznych objawów zakochania.
– Pracę tych konkretnych obszarów mózgu reguluje nie tylko przywołany już kortyzol, ale też wiele innych hormonów. Stąd żartobliwe powiedzenie, że nie ma miłości, jest czysta chemia, bo emocje, a więc i zakochanie, realnie zmieniają biochemię mózgu – uśmiecha się prof. Michał Dzięcioł.
Badania naukowców z UPWr prowadzone we współpracy z zakładem Radiologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wykazały, że substancje podejrzewane o bycie feromonami płciowymi (putative pheromones) mogą wpływać na ludzki mózg, między innymi hamując obszar przedczołowy kory, odpowiadający za analizy, podejmowanie przemyślanych, rozsądnych decyzji.
– Uczucie to złożony mechanizm, ale my, zajmujący się zapachami i substancjami semiochemicznymi, wiemy, że substancje lotne mogą modyfikować nasze zachowania, również w kontekście emocji i uczuć. Działa to również w drugą stronę: stres może być odbierany przez inne osobniki na drodze detekcji specyficznych lotnych związków. Może wpływać na zachowania, grę hormonalną a nawet płodność – tłumaczy prof. Dzięcioł i od razu objaśnia, jakie neuroprzekaźniki odpowiadają za burzę hormonów. To m.in. dopamina, odpowiedzialna za odczuwanie euforii i wydzielana w istocie czarnej mózgu. To ona stoi za popularnym porzekadłem, że miłość jest ślepa.
– Powstaje z dihydroksyfenyloalaniny (DOPA), jest prekursorem w syntezie noradrenaliny i adrenaliny. Kolejny istotny związek to fenyloetyloamina, PEA, która razem z dopaminą pobudza ośrodek przyjemności w mózgu. Z badań wiemy, że zakochany mózg wytwarza tych hormonów nawet 14 tysięcy więcej niż człowiek, który miłosne uniesienia ma za sobą – tłumaczy prof. Michał Dzięcioł, dodając, że poziom fenyloetyloaminy podnosi też aktywność fizyczna i... czekolada, a dodatkowo stymuluje mózg do produkcji innych neuroprzekaźników – DOPA i serotoniny.
– To jak widać system skomplikowanych zależności, a kolejna na liście związków budujących chemię zakochanego mózgu jest noradrenalina, która działa podobnie jak adrenalina, a więc podnosi ciśnienie krwi i poziom glukozy we krwi. To nasz naturalny doping – prof. Michał Dzięcioł od razu przywołuje też znane nie tylko ekspertom endorfiny, nazywane naturalnym narkotykiem. Fenyloetyloamina np. pobudza uwalnianie Beta-endorfin, czyli opioidowych małych peptydów endogennych, kluczowych dla tworzenia więzi między partnerami.
Naukowiec z Katedry Rozrodu z Kliniką Zwierząt Gospodarskich podkreśla, że w tym miejscu na scenę wchodzą oksytocyna i wazopresyna. Ta pierwsza wydzielana jest w czasie zbliżenia seksualnego i orgazmu, ale też podczas porodu w jego końcowej fazie i w trakcie karmienia piersią. Niezależnie od sytuacji odpowiada za budowanie relacji, poprzez wywoływanie uczucia czułości. Z kolei wazopresyna nazywana jest hormonem monogamii – warunkiem jest jednak jej odpowiednio wysoki poziom w surowicy krwi.
– Rezonans magnetyczny wykonany u ochotników, którym podano oksytocynę, wykazywał u tych osób aktywność układu nagrody w mózgu. Behawioryści często przywołują przykład norników preriowych, które wiążą się w pary na całe życie, tak jak np. łabędzie czy bociany. Już w latach 70. ubiegłego wieku Sue Carter, biolożka z Instytutu Kinseya na Uniwersytecie Indiana, wykazała, że u tych gryzonii charakterystyczna jest większą gęstość receptorów dla oksytocyny i wazopresyny w dwóch strukturach podkorowych: gałce bladej brzusznej i jądrze półleżącym w układzie nagrody mózgu. Jak widać, ludzie nie są tu jakimś wyjątkiem – podkreśla prof. Michał Dzięcioł, dodając, że poziom oksytocyny wzrasta również podczas patrzenia w oczy. I nie dotyczy to jedynie relacji wewnątrzgatunkowych, ale również międzygatunkowych.
– Gdy człowiek i pies patrzą sobie w oczy, wzrasta poziom oksytocyny u człowieka, ale również u psa. To mechanizm bardzo podobny do więzi rodzic–dziecko – dopowiada naukowiec z Katedry Rozrodu z Kliniką Zwierząt Gospodarskich.







Napisz komentarz
Komentarze