Karolinę P. i Magdalenę Ł. prokuratura oskarżyła o wtargnięcie na prywatną posesję w Ratowicach. Tę pierwszą oskarżyła dodatkowo o kradzież psa Peruna i znęcanie się nad nim. 3 lutego Sąd Rejonowy w Oławie uznał Karolinę P., pochodzącą z Jelcza-Laskowic, za winną wszystkich zarzucanych jej czynów i wymierzył karę łączną 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, przy czym zobowiązał oskarżoną do informowania sądu o przebiegu okresu próby. Sąd orzekł też wobec Karoliny P. obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę na rzecz właściciela psa 1200 zł - taką wartość psa sąd przyjął na podstawie wyceny biegłego. Do tego orzeczono zakaz zajmowania przez Karolinę P. stanowisk w stowarzyszeniach i organizacjach, których celem jest ochrona praw zwierząt - na okres 3 lat. Nadto Karolina P. musi zapłacić nawiązkę w kwocie 5 tys. zł na rzecz oławskiego stowarzyszenia "Podaj łapę".
Jeżeli chodzi o Magdalenę Ł., sąd uznał ją za winną zakłócenia miru domowego (wejścia na prywatną posesję, skąd zabrano psa) i wymierzył jej karę grzywny w wysokości 2 tys. zł.
Sąd zasądził też zapłacenie kosztów sądowych - od Karoliny P. w wysokości 5363 zł, a od Magdaleny Ł. - 1954 zł.
To jeszcze nie wszystko. Sąd orzekł też podanie wyroku do publicznej wiadomości poprzez wywieszenie go na tablicy ogłoszeniowej Sądu Rejonowego w Oławie oraz Urzędu Miejskiego w Siechnicach na 3 miesiące, a także opublikowanie wyroku w "Gazecie Powiatowej - Wiadomości Oławskie".
- Zarzuty, które zostały postawione obu oskarżonym, są słuszne - uzasadniała wyrok sędzia Dorota Grzywacz. - W ocenie sądu zabór psa był tu bezprawny. Nie zachodził w niniejszej sytuacji ani stan wyższej konieczności, ani żadna inna okoliczność uzasadniająca ten zabór. Nie zostały spełnione warunki tzw. interwencyjnego odbioru zwierzęcia.
Z ustnego uzasadnienia wyroku:
Zdaniem sądu bezsporne okoliczności, które zostały przedstawione w procesie, wskazują warunki, w jakich pies wtedy przebywał - były nieprawidłowe, co nie budzi wątpliwości sądu. Natomiast takie działania oskarżonych, jakie przedsięwzięły, w ocenie sądu były bezprawne, ponieważ ten pies nie znajdował się w stanie, który bezpośrednio zagrażał jego zdrowiu i życiu. Zabranie psa było więc bezprawne. Wejście w powyższych okolicznościach na posesję również sąd uznał jako bezprawne. Zdaniem sądu zostały spełnione znamiona przestępstwa kradzieży, o czym świadczą okoliczności, jakie miały miejsce przed zdarzeniem i później. Wynika z nich w sposób nie budzący wątpliwości realizowanie tego zamiaru przez Karolinę. P. Oskarżona - dowodził sąd - już przed wejściem na teren posesji szukała miejsca, gdzie przywiezie psa. Nie psa, "który być może zostanie przywieziony", tylko "którego przywiezie". Po zaborze psa fakt jego przewożenia z miejsca na miejsce w zasadzie tylko po to, aby go ukryć przed organami ścigania, w sposób nie budzący wątpliwości wskazuje, że oskarżona postąpiła z psem jak z własnym. Nie tylko chodzi tu o przysporzenie sobie majątku, ale to jest postąpienie z rzeczą/psem tak, jak może postąpić tylko właściciel. Przekazanie tego psa dalej, uniemożliwienie jego odzyskania, rozporządzanie nim bez najmniejszej zgody i porozumienia z właścicielem, świadczy o tym, że oskarżona postąpiła z psem jak z własnym. Jeżeli chodzi o znęcanie się nad zwierzęciem, to na podstawie opinii ostatniej pani biegłej, którą sąd uznaje za rzetelną i pełną, oraz na podstawie zeznań, można uznać, że przewożenie psa z miejsca na miejsce bez możliwości zaadaptowania się do nowych warunków było zbędnym cierpieniem dla zwierzęcia i stresem, co było czynione świadomie. Sąd nie dał wiary oskarżonej, że ona tego psa oddała i w zasadzie to nie wie, co się z nim stało. Logika i doświadczenie życiowe wskazują, że musiała doskonale wiedzieć, co się z psem dzieje i to ona sterowała pobytem tego psa i kierowała tym, gdzie on się znajdował. To na jej polecenie działały wszystkie osoby, które jej pomagały, choć zapewne w dobrej wierze.
Czyn, który został przypisany Karolinie P., w ocenie sądu jest czynem o wysokim stopniu społecznej szkodliwości, dlatego też sąd przychylił się w zasadzie do wniosku prokuratury o wymierzenia jej kary pozbawienia wolności (w zawieszeniu) - obniżył jednak tę karę (prokurator chciał roku w zawieszeniu).
- Wina Karoliny P. jest wysoka - dowodziła sędzia Dorota Grzywacz. - Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co robi i jak to robi. Nie wykazała żadnej skruchy, sąd nie znalazł tu żadnych okoliczności łagodzących.
Sędzia przyznała parę razy, że pies nie powinien znajdować się w takich warunkach, w jakich przebywał w Ratowicach, ale zdecydowanie reakcja i środki zastosowane przez Karolinę P. były bezprawne, pomijając to, że w żaden sposób nie spełniła podstawowych warunków odpowiedniej ustawy. - Jeżeli to była sytuacja, że pies wymagał natychmiastowej interwencji, należało to zrobić w innym trybie, a jeżeli nawet miałby to być tzw. interwencyjny odbiór zwierzęcia, to gdzie policja czy straż gminna? Być może oskarżona wcale nie chciała, aby te służby brały udział, bo być może wtedy w ogóle nie doszłoby do zabrania psa. To w ocenie sądu też świadczy o zamiarze bezprawnego zaboru zwierzęcia.
Jeżeli chodzi o Magdaleną Ł., to sąd wymierzył jej jedynie karę grzywny za naruszenie miru domowego.
- Zdecydowanie widzę tu mniejszy stopień winy - uzasadniała sędzia Grzywacz. - Niewątpliwie działała ona w pewnym zaufaniu do pani Karoliny P. Nie brała też udziału we wszystkich ustaleniach, tylko została poproszona o pomoc i tej pomocy udzieliła, z tym że oczywistym jest w ocenie sądu, że gdy już doszło da takiej sytuacji, to jej zachowanie również wypełniło znamiona czynu zabronionego. Sąd wymierzył najłagodniejszą możliwą karę przewidzianą za taki czyn.
Sąd przychylił się też do wniosku prokuratora, aby podać wyrok do publicznej wiadomości, bo niewątpliwie - jak mówiła sędzia - była to sprawa omawiana w mediach, komentowana, a opinia publiczna była nią zainteresowana. Podanie wyroku do publicznej wiadomości wydaje się celowe też z uwagi na orzeczenie wobec Karoliny P. zakazu zajmowania stanowisk w stowarzyszeniach i organizacjach, których celem jest ochrona praw zwierząt.
Co na to to wszystko strony?
- Wydaje mi się, że sąd starał się zrobić to łagodnie, natomiast moim zdaniem absolutnie wyrok nie jest sprawiedliwy i to w bardzo wielu aspektach - komentuje oskarżona Magdalena Ł. - Przede wszystkim sąd bardzo delikatnie ujął, że warunki przetrzymywania psa były niewłaściwe i że być może trzeba było to zrobić troszeczkę inaczej. Jednocześnie mamy prokuraturę, która sprawy nawet nie umorzyła, tylko w ogóle w żaden sposób nie rozpatrzyła winy właścicieli - ludzi, którzy się nad tym psem znęcali, bo tak - to było znęcanie się nad psem, złamanie bardzo wielu przepisów ustawy o ochronie zwierząt. To był brak zapewnienia schronienia psu w warunkach atmosferycznych bardzo nieprzyjemnych i niebezpiecznych dla zdrowia tego psa. To było uwiązanie psa na uwięzi sprawiającej mu stały ból i stały dyskomfort. To był brak naturalnego dla tego gatunku ruchu. Brak możliwości naturalnych zachowań dla gatunku. To było utrzymywanie psa w stanie rażącego niechlujstwa, mówiąc wprost - w stercie kup! A przede wszystkim to było znęcania się psychiczne nad tym psem! Myślę, że będę się odwoływała od tego wyroku, bo wyrok w takiej formie, w jakiej zapadł, jest dawaniem przyzwolenia na dalsze znęcanie się nad zwierzętami.
- Jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani wyrokiem - mówił z kolei mecenas Jarosław Litwin, oskarżyciel posiłkowy, reprezentujący poszkodowanego właściciela psa. - Taka działalność, jaką wykonuje oskarżona (mecenas miał na myśli Karolinę P. - red.), nie ma nic wspólnego ani z ochroną zwierząt, ani z działaniem na rzecz interesu społecznego. To powinna być działalność społecznie odpowiedzialna, która respektuje przepisy powszechnie obowiązujące. Jeżeli nie było podstaw do zabrania zwierzęcia, to zwierzę powinno zostać zwrócone. Jeżeli nie zostało zwrócone, to są konsekwencje takiego postępowania. Mamy nadzieję, że jeżeli wyrok się uprawomocni, to będzie przestrogą dla innych osób, które chciałyby w ten sposób funkcjonować w społeczeństwie.
Wyrok nie jest prawomocny. Na sali rozpraw 3 lutego była Magdalena Ł., był przedstawiciel prokuratury oraz oskarżyciel posiłkowy - ani Karoliny P., ani jej obrońcy nie było.
*
Na reakcję środowiska Karoliny P. nie trzeba było długo czekać. Jeszcze tego samego dnia na profilu facebookowym organizacji, zarządzanej przez nią, pod zdjęciem wychudzonego psa z Ratowic pojawiła się ich wersja tego, co zdarzyło się w sądzie: - Sąd uznał, że ten pies nie potrzebował ratunku. (...) Był 1 lutego 2022 roku. W nocy były minusowe temperatury. Tego dnia zobaczyliśmy psa, którego obrazu nie da się zapomnieć. Wychudzony. Skóra i kości. Bez podszerstka. Przywiązany metrowym sznurem do kawałka blachy. Bez budy. Bez schronienia. Bez wody. Bez jedzenia. We własnych odchodach. Z kolczatką wbijającą się w szyję. Trząsł się. Nie ze strachu. Z zimna. Dla takiego psa to nie była „trudna sytuacja”. To był wyrok śmierci. Mamy zdjęcia. Każdy może je zobaczyć i sam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ten pies naprawdę nie potrzebował pilnej pomocy. Zabraliśmy go stamtąd, bo nie dało się go tam zostawić i patrzeć, jak umiera. Pies trafił pod opiekę specjalistycznej organizacji zajmującej się dogami. Bezpieczny. Ogrzany. Nakarmiony. Zaopiekowany. I dziś słyszymy, że według sądu – ratunek nie był potrzebny. Sprawa jest w toku. Walczymy dalej – w apelacji...
W licznych komentarzach pod taką wersją wyroku hejt - autentyczny lincz na sędzi, wydającej wyrok. Nie będziemy ich tu cytować wpisów, bo są ostre, obrażające, godzące w dobre imię sędzi, której nazwisko pada wiele razy. Te - "sędzia na ten powrozek i niech gra na pustych miskach", "sędzia kwalifikuje się na ten sznur", "widać że sędziowie to też zwyrodnialcy" - należą do łagodniejszych. I nikt ich nie kasuje. Administrator nie reaguje.







Napisz komentarz
Komentarze