Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
niedziela, 22 lutego 2026 23:42
ZOBACZ:
Reklama Hipol
Reklama Jaśnikowski
Reklama
Reklama BMM

Pałac w Oleśnicy Małej. Opowieść sprzed 100 lat (4)

Ze wspomnień Joachima Ringelnatza
Pałac w Oleśnicy Małej. Opowieść sprzed 100 lat (4)
Pałac w Oleśnicy Małej. Opowieść sprzed 100 lat
Podziel się
Oceń

Jeździłem na rowerze po okolicy, zrywałem czereśnie z drzew, odbierałem Wiewiórkę i wędrowaliśmy razem po lesie. Dzikie gołębie gruchały; dźwięk przypominał pocieranie kija o kraty albo o szprychy. Wszystko kwitło. Spotkaliśmy mamzelę, która skarżyła się na dzieci. Listonosz przyniósł mi list z Chin od wuja Martina. Koperta była oblepiona rewolucyjnymi znaczkami [w 1912 proklamowano utworzenie Republiki Chińskiej - KR].

Wiewiórka wyjechała na wakacje, przepełniona tęsknotą za matką. Ja również wziąłem dziesięć dni urlopu. Spędziłem je u rodziców, z siostrą, bratową i siostrzenicami. Potem pojechałem do München - do Seelchena i przyjaciół. Następnie spotkałem się z Wiewiórką w Kosen [wł. Bad Kösen, dzielnica uzdrowiskowa Naumburga (Saale) w Niemczech] w hotelu "Zum mutigen Ritter" . Pływaliśmy łodzią po rzece Saale i przeżyliśmy niewielką kłótnię, w której obie strony wykazały się nie lada uporem.

 

Dama X

 

Znowu Klein-Oels [Oleśnica Mała]. Spacery, wizyty, zdarzenia, uczty, obiady, kawy. Zakochałem się w pięknej damie X. von X., goszczącej w zamku. Ponieważ uczucie zostało odwzajemnione, doszło do pełnych galanterii ryzykownych przygód. Wkrótce zaczęły mnie dręczyć wyrzuty sumienia na myśl o powrocie Wiewiórki.

Zakwitły malwy. Jak w Halswigshof [nieustalone - KR]. Zatrudniono nauczycielkę tańca ze szkoły Hellerau [ośrodek reformy ruchu i pedagogiki artystycznej - KR], aby uczyła hrabianki rytmiki.

Wiewiórka wróciła w dniu moich urodzin. Rommel i ja powitaliśmy ją w futrach i słomkowych kapeluszach, wręczając prezenty. Położyłem jej na łóżku książkę o trucicielce Gesche Gottfried [1785–1831]. Hrabina uznała to za niestosowne i zabrała książkę. Wiewiórka znalazła jednak w nocy pod poduszką moją tabakierę z dedykacją oraz butelkę szampana pod umywalką - pozyskaną za pośrednictwem poczciwego Tietzego.

Ta wielka "lodówka" z hakami na mięsiwo na pewno pamięta czasy von Yorcków

 

Przy obiedzie hrabia wzniósł toast za moje zdrowie. Wieczorem świętowałem z Rommlem przy czerwonym winie we wsi. W nocy wyznałem Wiewiórce mój flirt z X. von X., co wprawiło ją w przygnębienie. Również rachmistrzowa była wyraźnie niezadowolona. Nie wiedziałem, jak w sposób przyzwoity zakończyć znajomość z X. von X. Powstała gmatwanina drobnych kłamstw.

Podczas długiego wieczornego spaceru doszło do rozmowy wyjaśniającej; Wiewiórka, płacząc, w końcu mi wybaczyła. Potem pojawiły się plotki. Gdy X. von X. wreszcie wyjechała, powrócił nareszcie spokój.

Zaaranżowałem sytuację tak, aby różne osoby widziały mnie późno w nocy, gdy z ciężkimi foliałami pod pachą i świecznikiem w ręku zmierzałem do biblioteki. Kto długo nie spał, mógł zauważyć, że świeca paliła się w "remizie" [tak nazywano największą sale biblioteczną w pałacu - KR] przez resztę nocy, i sądzić, że pilny bibliotekarz wciąż ślęczy. W rzeczywistości czytałem w pokoju Wiewiórki ukończoną właśnie nowelę Der tätowierte Apion ["Wytatuowany Apion", utwór własny narratora, pierwsze wydanie ukazało się w czasopiśmie "März" w 1912]. Główna postać - profesor - była w istocie sportretowana na podobieństwo hrabiego, a fakty splatały się tam swobodnie z fikcją.

Hrabia zabrał mnie swoim automobilem do Simmelwitz [dziś Ziemiełowice], polskiej miejscowości, gdzie uczestniczył w posiedzeniu rady powiatowej [organ administracji lokalnej - KR]. Po drodze przejechaliśmy kilka gęsi.

- Nie należą do mnie - stwierdził hrabia i pojechał dalej.

Podczas gdy on w Simmelwitz załatwiał swoje sprawy urzędowe, ja wałęsałem się bez celu. W otwartej krypcie znalazłem kobiecą czaszkę, którą zabrałem ze sobą i której później nadałem imię Liberia Tut. Zadzwoniłem też dzwonem umarłych i dopuściłem się szeregu innych, zupełnie zbędnych czynności.

 

Towarzystwo

 

Poznałem różne ekscelencje o wyniosłych tytułach i skromnym wnętrzu. Wielu z nich wolałbym nie wymieniać. Być może w niejednym wypadku oceniłem je niesprawiedliwie.

Po kolacji hrabia czytał większemu gronu: Eurypidesa [ok. 480–406 p.n.e.], Pandorę Johanna Wolfganga Goethego [1749–1832] oraz hiszpańskiego poetę Alarcóna [wł. Pedro Antonio de Alarcón y Ariza (1833-1891) - KR]. Panie były wyraźnie zaniepokojone. Nikt nie mógł przerywać, nawet stara hrabina-matka [Sophie - KR].

Hrabia mawiał: - Interesują mnie wyłącznie autorzy, którzy nie żyją od co najmniej pięćdziesięciu lat.

Ten współczesny widok z pałacowego okna niewiele różni się do tego, co sto lat temu widział Ringelnatz

 

W południe nad stołem często unosiła się atmosfera duszności. Poza hrabią właściwie nikt nie odzywał się z własnej woli. Hrabia przemawiał z dowcipem i znawstwem, żywo i ironicznie, powtarzał się jednak często - co znałem już od Seebacha i co uważałem za zrozumiałe. Gdy dziesięć razy usłyszeliśmy, że La Mettrie [1709–1751, lekarz i filozof francuski doby Oświecenia] zmarł od zatrucia pasztetem truflowym, zapamiętywaliśmy to na zawsze.

Zakładano wielkie stawy rybne. Wpuszczono do nich sto trzydzieści pięć tysięcy rybek wielkości główki od szpilki. Natychmiast pojawiły się dzikie kaczki i czaple. Wszystko to było bardzo interesujące.

Neugebauer albo ogrodnik sprzedał mi starą, rzeźbioną strzelbę, pochodzącą od hrabiego von Schönaich-Carolath [arystokratyczny ród śląski - KR]. Lufa miała drobne pęknięcie, dlatego nikt nie odważał się z niej strzelać. Ja strzelałem.

Intrygi, plotki, gonitwy za kurami. Przyjechał generał Wildenbruch [Ludwig, 1846-1930] , brat hrabiny-matki [Luise, 1838-1918]. Gości było wielu; raz nawet kardynał-książę-biskup Kopp [Georg Kopp, 1837–1914, 1887–1914 biskup wrocławski, od 1893 kardynał].

Stale któreś z dzieci chorowało. Hrabina znów leżała w łóżku, oczekując kolejnego dziecka [Irene (1913-1950)].

 

Dożynki

 

Połowa września. Święto plonów w Klein-Oels. Chłopi przyszli z muzyką pod zamek, stara Schmidten na wózku inwalidzkim. Inspektor wygłosił przemówienie: ubolewał nad niedyspozycją hrabiny, życzył jej i hrabiowskim dzieciom rychłego powrotu do zdrowia i zakończył mowę okrzykiem na cześć hrabiego.

Hrabia w odpowiedzi podziękował za trud całorocznej pracy. Stwierdził, że nigdy nie bywa tak źle, jak się obawiamy, ani tak dobrze, jak mamy nadzieję, i że wszystko zsyłane jest przez Boga dla naszego dobra. A ponieważ tym razem stara Schmidten nie tańczy, on również tańczyć nie będzie. Następnie - zgodnie z dawnym zwyczajem - zaintonowano Nun danket alle Gott [luterańska pieśń dziękczynna - KR], po czym wzniesiono toast za inspektora majątku.

Hrabiego udekorowano wieńcem, a on rozdawał przybyłym pieniądze. Ja również otrzymałem wieniec - od parobka Petschrenka.

Rommel schodził potajemnie tylną, krętą klatką schodową, obok pękniętego masztu i wzdłuż grubych murów, aby wymknąć się do Lorkego na kieliszek. Na dole zostawił zapalone światło. Z czystej przekory zwilżyłem knot, po czym ruszyłem za nim. Klęliśmy na nowego ucznia kucharskiego i na grubą Gertrudę-piekarkę, która każdego ranka okładała nam liche kromki zawsze tą samą kiełbasą.

Miałem porządkować akta.

A. Sprawy prawa prywatnego: akta fideikomisu [niepodzielny majątek rodowy przekazywany w całości następcy - KR], dokumenty gospodarcze.

B. Sprawy prawa publicznego: urbarze [rejestry powinności chłopskich - KR], ugody, akta policyjne, sprawy polityczne, drogi, wody, młyny, sprawy kościelne, koleje.

C. Akta dotyczące historii rodziny i majątku: dokumenty feldmarszałka, stare księgi sądowe, dzienniki i księgi rachunkowe, a także akta sprzed wieków, pisane ręką joannitów [zakon rycerski; wcześniej władający wsią - RK]. Pismo było staranne, dekoracyjne, na znakomitym papierze, który aż zachęcał do pisania. Wyrwałem sobie z foliału kilka czystych kart.

Zakwitły astry. Liście winobluszcza w parku płonęły jaskrawą czerwienią. Las stawał się coraz bardziej przejrzysty. Wysłałem do Seelchena i do rodziców bażanty. Przybyli nowi goście: hrabina Carola z ładną nauczycielką. Hrabia przeżył swój pierwszy wypadek automobilowy, o czym nie należało informować hrabiny. Przez kilka dni był w wyjątkowo dobrym nastroju.

Wiewiórka starała się mnie na wszelkie sposoby uszczęśliwić. Pisała do znanych osób z prośbą o autografy i wręczała mi je potem w prezencie - między innymi urokliwy rysunek piórkiem Maxa Liebermanna [malarz i grafik, 1847–1935]. Miała wyraźne, stanowcze pismo i ujmująco rzeczowy styl. Wszystko, co sobie postanowiła, wykonywała energicznie i z drobiazgową sumiennością.

Dochodziło do sprzeczek i drobnych intryg, podsycanych przez starą damę, którą my z Unterhaus nazywaliśmy Kaczym Dziobem. Zarzucano Rommlowi brak zaangażowania w wychowanie dzieci, Wiewiórce - nieobecność przy ich śniadaniach, mnie - niebezpieczne zabawy z Dają w moim pokoju.

W pałacowej piwnicy - widok współczesny

 

Zacząłem przy stole manifestacyjnie milczeć, o ile nie byłem pytany. Nie chciałem uczestniczyć w przemowach przesyconych erudycją i samozachwytem. Nie mogłem już słuchać zagmatwanych filozofii panny Moll. Trzynastoletnia hrabianka Püzzi wydawała mi się teraz nienaturalnie dorosła. Podczas podróży alpejskiej znajdowała najwyraźniej największą przyjemność w ironizowaniu nad obcymi ludźmi i obyczajami. Przestało mnie także cieszyć, gdy hrabia Ernst lub ktokolwiek inny wznosił za mnie toast.

Moim ulubieńcem spośród dzieci pozostawała Daja. Była najbardziej prostolinijna i najmniej wystudiowana. Nauczyłem ją słowa, które nie miało żadnego sensu, a które wypowiadałem jednym tchem, bardzo szybko. Brzmiało ono:

"Orotscheswenskiforrestowskiofurchtbariwucharisumaniusambaripipileikakamankabudibabalutschistaneilemamittararakandara."

Uczyłem się go na pamięć przez kilka dni. Ośmioletnia dziewczynka potrafiła powtórzyć je bez zająknięcia po kilku godzinach.

W zamku byli pracownicy rozpieszczani i byli pracownicy nadmiernie obciążani. Służący Robert biegał bez przerwy po schodach i wyglądał chorobliwie blado. Inny służący wypowiedział umowę i nagle stał się bezczelny. Pojawiały się skargi na niewystarczające wyżywienie. Wiewiórka po długim wahaniu porozmawiała z hrabiną o tym, jak można powierzać wychowanie dzieci osobie, którą ich rodzice traktują jako gorszą.

 

Cdn.

 

 *

Ze wspomnień Joachima Ringelnatza pt. Mein Leben bis zum Kriege [Zürich 1994, S. 275-299, http://www.zeno.org/Literatur/M/Ringelnatz,+Joachim/Autobiographisches/Mein+Leben+bis+zum+Kriege/Klein-Oels].


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama
Reklama