W 86. rocznicę pierwszej deportacji Polaków na Sybir w Radłowicach odsłonięto trzy tablice - ku pamięci byłych mieszkańców miejscowości oraz tragicznych wydarzeń w historii narodu polskiego. - To nie tylko pamięć o przeszłości, ale też zobowiązanie wobec przyszłych pokoleń - powtarzali zebrani
Uroczyste obchody rocznicy zorganizowano 12 lutego przy lokalnej kapliczce w centrum miejscowości, gdzie ustawiono trzy pamiątkowe tablice.
Jedna - "Sybir - Miejsce Kaźni i Męczeństwa Setek Tysięcy Polaków" - opowiada o tych, którzy przez lata byli zsyłani na Sybir za to, że pozostawali wierni ojczyźnie, a ich życie i męczeństwo stały się świadectwem niezłomności narodu polskiego. Druga - upamiętnia ofiary rzezi na Kresach Wschodnich - "Pamięci Polaków - Ofiar Ludobójstwa Dokonanego przez Ukraińskich Nacjonalistów z OUN-UPA na Ludności Polskiej Kresów Wschodnich i Galicji Wschodniej w latach 1939 -1947" - przypomina o tym, jak wyglądał los mieszkańców tych ziem tylko dlatego, że "stanęli w obronie swoich domów, języka i narodowej tożsamości (...)"

Panie Danuta i Krystyna przeżyły Sybir
Trzecia z tablic to spis 51 imion i nazwisk wraz z datami urodzenia i śmierci byłych już mieszkańców Radłowic, którzy "odeszli w latach 1945-2025, trwale wpisali się w historię tej ziemi i pozostaną w sercach tych, którzy po nich dziedziczą miłość i przywiązanie do Radłowic".
Pod każdą z tablic podpisali się mieszkańcy Radłowic. Pod tą poświęconą Sybirakom ponadto Koło Terenowe Związku Sybiraków w Oławie, które było współorganizatorem wydarzenia wraz z sołtysem Radłowic Wojciechem Głogulskim, byłym wójtem gminy Domaniów. W swojej przemowie podkreślił on, że to wyjątkowy dzień dla lokalnej społeczności. Dzień wspomnienia o mieszkańcach, którzy po 1945 roku się tu osiedlali, a robili to z różnych powodów. Wśród nich byli tacy, którzy nie mogli wrócić na swoje ziemie ojczyste. Po drugiej wojnie światowej nastąpiła bowiem duża migracja społeczeństwa i nie była to migracja wywołana chęcią. Ludzie zostali do tego zmuszeni, bo uciekali z Kresów Wschodnich przed ludobójstwem, barbarzyństwem swoich sąsiadów, Ukraińców. Dodał, że jego zdaniem 80 lat po wojnie to zarazem dużo i mało. Na tyle dużo, że wiele faktów w pamięci się zaciera, ale naszym obowiązkiem jest pamiętać o tamtych ludziach i wydarzeniach. O byłych mieszkańcach, którzy tak dużo zrobili nie tylko dla Radłowic, ale całej gminy oraz powiatu.
- Jesteśmy im za to wdzięczni, dlatego chcąc ich upamiętnić odsłaniamy poświęconą im tablicę, ale też tablice poświęconą ofiarom Sybiru, tego piekła na ziemi, które nam zgotowali wrogowie, oraz tablicę pamięci ofiar Kresów Wschodnich - dodał. - Naszym obowiązkiem jest pamiętać i cieszymy się, że takie tablice możemy odsłonić. Jesteśmy dumni, że pamiętamy i będziemy pamiętać, bo w dzisiejszych czasach łatwo się mówi "pewnych tematów nie poruszajmy", "zapomnijmy o historii, bo to jest niepolityczne". Nie, szanowni państwo, prawda to prawda i nie możemy zapominać o historii naszego narodu. Musimy pamiętać i musimy tę historię przekazywać.
Podkreślił, że to jest obowiązkiem obecnych, bo żywych świadków historii, zarówno tego, co działo się na Syberii, jak i na Kresach Wschodnich, jest coraz mniej, tymczasem - jak mówił były wójt - niektórzy "próbują wyprzeć to, co było i chcą, by o tym nie mówić, a na to zgody być nie powinno".
Aleksander Maciejewicz, prezes Oławskiego Oddziału Związku Sybiraków, przypomniał tragiczne losy rodaków zesłanych na Sybir, ale też ludobójstwa dokonanego na Kresach Wschodnich oraz fałszowania przez NKWD prawdy historycznej o ilości zabitych i wywiezionych. Cytując marszałka Józefa Piłsudskiego "naród, który stracił pamięć o swojej przeszłości przestaje być narodem, staje się grupą ludzi żyjących na danym terytorium" - tak jak poprzednik powtórzył, że musimy pamiętać o swojej historii, bo wielu przyjechało tu nie z wyboru, lecz z konieczności: - Przywieźli ze sobą niewiele - wiarę, język, pamięć i determinację, by tu odbudować swoje życie. Poświęcona im tablice jest hołdem dla ich trudu, cierpienia i wkładu w odbudowie powojennej ojczyzny.

Nawiązując do tablicy poświęconej rzezi Polaków na Kresach Wschodnich Maciejewicz stwierdził, że jest to najbardziej bolesny i wciąż nie zamknięty rozdział kresowej tragedii: - Chodzi o ludobójstwo dokonane na ludności polskiej przez ukraińskich nacjonalistów UON i UPA w latach 1943-45 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, gdzie w bestialski sposób wymordowano około 400 tys. Polaków i były to zbrodnie, które miały charakter planowany i systemowy. Ich celem było usunięcie polskiej ludności z tych ziem, a strona ukraińska do dziś nie uznała tych wydarzeń za ludobójstwo. Ofiary w wielu miejscach nie doczekały się godnych pochówków, a prawda była przez lata zakłamywana lub przemilczana w imię doraźnych interesów politycznych, tymczasem nie ma pojednania bez prawdy, nie ma przeszłości bez nazwania zbrodni po imieniu.
Prezes dodał, że odsłaniane w Radłowicach tablice są głosem tych, którzy zostali zamordowani tylko dlatego, że byli Polakami. Są sprzeciwem wobec fałszowania historii i jednocześnie apelem o uczciwą pamięć, wolną od nienawiści, ale opartą na faktach.
- Dzisiejsza uroczystość jest wyrazem naszej odpowiedzialności za pamięć narodową - kontynuował. - Sybir, Kresy, Wołyń to nie są hasła, to losy konkretnych ludzi, często naszych rodziców i dziadów. Jako sybiracy i potomkowie kresowian czujemy szczególny obowiązek przekazywać te prawdy kolejnym pokoleniom. Żywimy nadzieję, że pamięć o ludziach, którzy przeżyli gehennę zesłania i bestialstwa mordów, przetrwa i będzie lekcją żywej historii dla dalszych pokoleń. Czynimy to z szacunku dla historii i dbałości o patriotyczne wychowanie młodzieży. Nasze doznania nich będą przestrogą dla przyszłych pokoleń i skłonią je do samodzielnego interpretowania wydarzeń, a nie odgórnie narzucanych w ramach poprawności politycznej, półprawd i kłamstw historycznych. Jesteśmy dumnym narodem o tradycji państwowej i żądamy szacunku od innych narodów za uwagi na swoją historię. Niech odsłonięte i poświęcone dziś tablice będą znakiem pamięci prawdy. Niech uczą, że wolności nie daje się raz na zawsze, że historia potrafi się powtórzyć.
O tym, że trzeba pamiętać, przekazywać młodym pokoleniom i domagać się prawdy, mówili też przedstawiciele różnych organizacji, władz województwa, ościennych samorządów, których zaproszono na wydarzenie. Gratulowali też inicjatorom pomysłu i jego realizacji w tak małej miejscowości. Nie trudno było jednak zauważyć, że zarówno przy organizacji wydarzenia jak i podczas niej organizatorzy starali się zmarginalizować, a nawet pominąć władze gminy Domaniów. Gmina nie była współorganizatorem wydarzenia, ale najwyraźniej organizatorzy uznali, że nie ma takiej potrzeby. Na uroczystość nie zaproszono ani przewodniczącego Rady Gminy, ani jego zastępców. Jedynymi z grona gminnych radnych na tej uroczystości byli prowadzący wydarzenie radny i sołtys Domaniowa Tomasz Pach, a także radna Edyta Mielczarek, która nie otrzymała zaproszenia, ale - jak mówi - uważa, że jako wiceprzewodnicząca RG, reprezentantka mieszkańców gminy, powinna brać udział w uroczystościach dotyczących mieszkańców. Zaproszenie na wydarzenie otrzymała wójt Dorota Sala, ale od początku widać było, że chce się zmarginalizować jej obecność.

Witając gości prowadzący spotkanie Tomasz Pach przywitał wójt dopiero jako ostatnią z długiej listy gości, chociaż to ona jest szefową gminy, na której terenie odbywała się uroczystość. W przeciwieństwie do wielu innych wywoływanych z imienia i nazwiska prowadzący nie zaprosił jej też do zabrania głosu. Wójt zgłosiła się sama jako jedna z tych w punkcie programu "czy ktoś jeszcze chce zabrać głos?". Z trudem kryła poruszenie tym, jak ją potraktowano. W delikatny sposób powiedziała jednak to, co o tym myśli.
W przemowie podkreśliła jak ważne i poruszające jest to wydarzenie, pielęgnowanie pamięci o tamtych tragicznych losach naszych rodaków i strzeżenie prawdy historycznej. Podziękowała mieszkańcom Radłowic za inicjatywę zaangażowanie i determinację w doprowadzeniu tego przedsięwzięcia do realizacji. - To dowód, że lokalna społeczność potrafi troszczyć się o swoją tożsamość i pielęgnować pamięć o przodkach - powiedziała. - Jestem głęboko przekonana, że wydarzenia i rocznice o tak doniosłym znaczeniu powinny być organizowane co najmniej na poziomie gminnym i w porozumieniu z władzami samorządowymi. Pamięć historyczna nie jest sprawą prywatną ani inicjatywą jednostkową. Stanowi fundament wspólnoty samorządowej i narodowej.
To, że między organizatorami wydarzenia a władzami gminy zgrzyta, zauważyli też inni. Oprócz zdziwionych spojrzeń po zakończeniu spotkania pojawiły się komentarze, "ale o co tu chodzi?", "nie tak to powinno wyglądać". Nietrudno oprzeć się wrażeniu, że przedwyborcze animozje byłego wójta i obecnej wójt wciąż są odczuwalne.
*
Podczas spotkania wystąpiły też mieszkanki Radłowic wspominając tragiczne historie swoich rodzin wywózkę na Sybir i tułaczkę na ziemie odzyskane.







Napisz komentarz
Komentarze