W odpowiedzi na sugestie, że prezes potrzebuje czasu, radny Błażej Telążka z "Nowej Generacji" zwrócił uwagę, że jednym z kryteriów oceny w konkursie na szefa CSiR była właśnie koncepcja rozwoju firmy. Dlatego - jego zdaniem - radni mają pełne prawo pytać o to, co Woźniak zaprezentował komisji.
- Jeśli ktoś zostaje prezesem, to musi mieć jakiś pomysł. Bo z całym szacunkiem, pomysł, że zmienimy umowy o pracę lub zlikwidujemy stanowiska, to nie jest żaden pomysł. Też jestem po zarządzaniu, takich sposobów nie znam... - punktował Telążka. Nawiązał też do linii obrony prezesa, który chwalił się, że przez 40 lat kariery nikt nie złożył na niego skargi.
- Byli tu wcześniej prezesi Konopka, Olechowski, Bortkiewicz i nagle przychodzi pan i coś się dzieje. To powinno panu dać do myślenia. Może trzeba się spotkać z pracownikami, a nie zamykać się w gabinecie - sugerował, stwierdzając, że w przeszłości przy współpracy z CSiR gmina organizowała mnóstwo wydarzeń, a obecnie obiekt przypomina mu "ruinę ze zgaszonym światłem".
- To są konkretne pytania merytoryczne? - ripostował prezes Woźniak.
Ton dyskusji złagodził Marek Starczewski ze Wspólnoty Samorządowej - Lokalnych Patriotów. Radny przyznał rację przedmówcom co do tego, że CSiR ze swej natury nigdy nie będzie służyło zarabianiu pieniędzy. Zauważył też, że gmina ma"słabe szczęście" do szefów tego obiektu. Przypomniał o audytach po poprzednim zarządzie, przy których padały słowa o katastrofie, paraliżu i skandalu.
- Wstrząsało nami, jak ten prywatny folwark funkcjonował. Bo to był książęcy folwark jednego człowieka, który podejmował decyzje takie, jakie chciał. Nie było zamówień, złe kontrakty, coś kupione na Allegro albo gdzieś na szybko - wyliczał Starczewski, deklarując, że chce dać nowemu prezesowi kredyt zaufania: - Przyglądam się temu, co dzieje się w CSiR, z pewnymi rzeczami może się nie zgadzam, ale czekam cierpliwie na efekty. Bardzo liczę na to, że pod pana rządami ten obiekt nie tylko zmniejszy stratę, ale stanie się miejscem tętniącym życiem.
Radna Karolina Kolado z Koalicji dla Jelcza-Laskowic wytknęła prezesowi unikanie odpowiedzi na temat jego wizji: - Wyobrażałam sobie, że przyjedzie nowy prezes z Wrocławia, który pracował w "Spartanie", a doskonale znam ten ośrodek. Myślałam, że zaintryguje nas pan pomysłem, że zrobimy boisko do padla, ściankę wspinaczkową, squasha - nic od pana nie usłyszałam w kontekście uatrakcyjnienia zajęć.
Piotr Woźniak zapewnił, że pomysłów mu nie brakuje i wszystkie przedstawił w swojej konkursowej ofercie. Jak jednak tłumaczył, przez pierwsze 90 dni był "trochę zaskoczony strukturą organizacyjną" i musiał skupić się na ratowaniu spółki z rozsypki finansowej. Bronił się wprowadzaniem "małej strategii" na bieżące półrocze, czyli otwarciem obiektu od rana do wieczora oraz uruchamianiem nowych stref fitness i siłowni. Zdradził też swoje większe, niedoszłe plany, z których szybko musiał zrezygnować ze względu na brutalną rzeczywistość.
- W mojej koncepcji była budowa akademii piłkarskiej, ale zostałem sprowadzony do szeregu. Chciałem zrobić odnowę biologiczną, bo to jedna z lepszych usług biznesowych. Ale nie ma tam teraz na to przestrzeni - tłumaczył prezes, zdradzając, że budowa "saunarni" i strefy relaksu będzie możliwa dopiero wtedy, gdy z obiektu wyprowadzi się Miejsko-Gminne Centrum Kultury. Zapewnił przy tym, że relacje z obecnymi klubami sportowymi układają się bardzo dobrze.
Dyskusję o CSiR podczas wrześniowej sesji zwieńczyła skarbnik Agnieszka Górska. Przypomniała, że wspomniane wcześniej uporządkowanie przez Woźniaka stawek netto i brutto to wbrew pozorom bardzo dobra informacja dla lokalnego sportu. Z jej słów wynikało, że wykrycie przez nowego prezesa błędnie naliczanego podatku i zmiana VAT-u z 23 proc. na 8 proc., w praktyce zapewniło klubom wynajmującym halę 15-procentowy "rabat" na start.

Napisz komentarz
Komentarze