Chodzi o Biedronkę przy ul. Kilińskiego w Oławie. Jak twierdzi pan Krzysztof Pruciak, mieszkający po sąsiedzku, tiry dowożące towar od dawna nagminnie niszczą mienie publiczne i naruszają prawo, aby dojechać do sklepu. Organizacja ruchu drogowego tak się tu skomplikowała, że jadący ulicą Małopolną tir, aby tyłem dotrzeć do sklepowego magazynu, musi dokonywać prawdziwej drogowej ekwilibrystyki - wielokrotnie cofać, wjeżdżać na chodnik, na tereny zielone, aby wreszcie dotrzeć do celu. Pan Krzysztof się z tym nie godzi i dobrze wie, że wystarczy, gdy prawidłowo zaparkuje swoje auto na przydomowym chodniku (z zachowaniem 150 cm dla pieszych), tir nie ma szans wjechać ani wyjechać. Wczoraj w ramach protestu pan Krzysztof właśnie tak zrobił, co opisał w mediach społecznościowych:
Zarówno mi jak i Sąsiadom nie podoba się to, że nasz głos od lat jest ignorowany, a przymyka się oko na łamanie prawa i kodeksów przez "dużych". Jak zapowiedziałem, rano zaparkowałem samochód. Przyjechał Pan z dostawą dużym TIRem (takim jak 95% dostaw codziennych). Nie widziałem go spod domu ale usłyszałem "czyj to, k..., samochód?".

Auto stoi tak, aby zostawić 150 cm dla pieszych
Domyśliłem się że chodzi o nasz. Wyszedłem i kulturalnie powiedziałem do Pana Kierowcy:
"Dzień dobry. Nie mam do Pana nic personalnie i nie chcę być złośliwy dla Pana. Tylko chciałbym Panu powiedzieć, że wg architektów miasta Oława i Biedronki to powinien Pan wjechać bez problemu. Ja i sąsiedzi od lat walczymy, aby nie niszczyć bezprawnie i bez konsekwencji naszego otoczenia. I dziś rozpoczął się nowy rozdział tej walki".
Pan mi odpowiedział, że rozumie moją postawę, ale on, żeby być krytym z niewykonania pracy, musi zadzwonić po służby. Odpowiedziałem, że jak najbardziej popieram i zapraszam.
Policjantów było dwóch i o ile pierwszy (co jest słabe) zaczął od tekstu "zakupy to się wygodnie robi blisko domku co?" to drugi przystąpił do konkretnej rozmowy opartej na faktach prawnych i stanie faktycznym.
Sąsiad potwierdził, że mój samochód stoi dziś po raz pierwszy w ten sposób, odkąd tutaj mieszkamy, czyli od 14 lat, więc to nie jest notoryczne utrudnianie komuś życia.
Zapytałem Policjantów "czy jeżdżenie TIR-em po chodniku, krawężnikach i terenie zielonym jest zgodne z prawem i kodeksem drogowym" - przyznali mi rację, ŻE NIE JEST!

Policja pomogła kierowcy tira tak wymanewrować, aby jednak dotarł z towarem do sklepu. Przy okazji przyznała też, że faktycznie nie da się inaczej obrócić tira, jak tylko korzystając z chodnika i niemal zdzierając tynk z sąsiedniego budynku. Ponieważ sytuacja była wyjątkowa, wczoraj nikt nie dostał mandatu - obie strony zostały tylko pouczone. Pan Krzysztof oczywiście auto przestawił, bo nie chciał robić problemu kierowcy tira, który nie jest tu winien, podobnie jak pracownicy Biedronki. Okazało się jednak, że zwykła pojedyncza osobówka, legalnie stojąca na chodniku, może całkowicie zablokować dostawy do Biedronki. Tymczasem sklep właśnie przechodzi modernizację i za parę dni ma być otwierany, więc można się spodziewać wielu tirów z towarem. Czy będą miały jak się rozładować?
Pan Krzysztof, który podkreśla, że to nie ludzie są celem "protestu", lecz system i koncern, wrzucił informację o swoim proteście na Facebook. Pod postem ukazało się mnóstwo komentarzy - jedne broniące postawy obywatelskiej autora, drugie oskarżające go o pieniactwo. Były też porady, aby Biedronka wysyłała inne, mniejsze auta lub ze skrętnymi osiami, jakich do wożenia towarów używa się w innych krajach.
Do dyskusji włączyła się córka sąsiadki: - Pan Krzysiek już od lat z nimi walczy i bardzo dobrze. Te okna na zdjęciach to mojej mamy i wiem, że to nie jest przyjemnie, gdy tak blisko tir podjeżdża. Tu już nie chodzi o hałas w nocy, bo dużo kierowców po prostu się tam męczy, żeby wykręcić i często trwa to bardzo długo, a czasami nawet przyjeżdża drugi samochód z nawigatorem, a najgorsze są wibracje, które powodują, że wszystko w domu lata. A dochodzi do tego strach, że ten tir faktycznie wjedzie do domu i co wtedy? A budynek znajduje się pod ochroną zabytków i koszt naprawy elewacji lub wymiany okien jest dużo wyższy niż w normalnym mieszkaniu.
Jak twierdzi pan Krzysztof, po zakończeniu remontu i oddaniu parkingu przy markecie do użytku, wcale nie będzie lepiej, bo pomiędzy parkującymi autami tir nie przejedzie. A dlaczego tiry nie dojeżdżają do sklepu od ulicy Kilińskiego, jak było pierwotnie planowane? - Bo tam sklep też się rozbudował i nie ma miejsca - odpowiada pan Krzysztof. Wygląda więc na to, że kierowcom tirów pozostają jedynie nielegalne i karkołomne manewry na chodnikach.
Oczywiście skontaktowaliśmy się w tej sprawie z biurem prasowym Biedronki, gdzie wysłaliśmy prośbę o ustosunkowanie się do problemu. Spytaliśmy też oto, dlaczego tiry nie dojeżdżają do sklepu od ulicy Kilińskiego, jak było pierwotnie planowane? No i jak po zakończeniu rozbudowy sklepu zaplanowano dostarczanie tirami towaru do tej Biedronki?





Napisz komentarz
Komentarze