- Opowiedz w kilku zdaniach o sobie.
- Uważam się przede wszystkim za komika, który gra spektakle improwizowane w warszawskim Klubie Komediowym i Teatrze Improwizowanym Klancyk. Tworzę stand-upy, a oprócz tego czasem okazjonalnie udaje się zagrać jakąś inną rolę. Ostatnio możecie mnie zobaczyć jako chłopa Sebastiana w trzecim sezonie "1670".
- We wcześniejszych sezonach też grałeś...
- Tak, w każdym.
- Opowiedz trochę o swojej postaci.
- Chłop Sebastian ma żonę Ulę, która pomagała kraść sól, a sam jest pod jej ogromnym wpływem. Wielu widzów kojarzy mnie ze sceny w drugim sezonie, gdy przybiega do mnie kowal Maciej i pyta, czy umiem czytać, bo ma list od ukochanej Anieli. Chłop Sebastian odpowiada, że tak, ale tylko swoje imię, czyli "S" to wąż, "E" to widły bez patyka itd. Każdy mój występ przed kamerą to taki krótki, śmieszny gag. Wykreowana postać jest takim chłopem, który stara się trochę pokazać, w głupi sposób coś powie tylko po to, żeby zaistnieć, zwrócić na siebie uwagę. Chce trochę uciec ze swojego stanu. Nie chcę za dużo spojlerować tym, którzy jeszcze nie oglądali, ale w trzeciej serii moja postać zakłada kontusz szlachecki i od razu dziwi się, jaka odpowiedzialność na nią spada.

Bartek Młynarski jako chłop Sebastian na planie serialu "1670"
- Ja już oglądałem, więc wiem, o czym mówisz. Ale jest wiele innych ciekawych scen, w których grałeś, ja z pierwszego sezonu zapamiętałem akcję w stodole...
- Tak, tam była zabawna scena seksu udawanego, na "szlachcica". Także można mnie kojarzyć z tego, że... udaję konia. Sam serial jest super i dla mnie to bardzo fajna przygoda. Poznanie świetnych aktorów, czyli np. Bartka Topy, czy Dobromira Dymeckiego było wielkim przeżyciem. To zaszczyt, że możesz uczestniczyć w scenie, gdzie wszyscy oni są obok. "1670" to bardzo profesjonalna produkcja, w której każdy szczegół jest dopięty na ostatni guzik. Dlatego rola chłopa to takie bardzo ciekawe, nieoczywiste spełnione marzenie.
- A jak się dostałeś do obsady?
- Przez casting. Nie otrzymałem roli, do której aspirowałem - "zaszczanego Jędruli", czyli miejscowego chłopa pijaka - ale udało się dostać inną, chyba nawet ciekawszą rolę.
- Jak to się stało, że jednak zostałeś chłopem Sebastianem?
- No, moja twarz tak wygląda (śmiech).
- Jesteś właściwie stąd? Można powiedzieć, że nasz, "swój chłop"?
- Tak, tutaj mam część rodziny, urodziłem się we Wrocławiu, ale pierwsze trzy lata życia spędziłem w Zabardowicach pod Oławą. A później, gdy przeprowadziliśmy się do Warszawy, to bywałem tutaj przede wszystkim w czasie wakacji jako kilku-, a później nastolatek. Z babcią często chodziłem z Zabardowic do Oławy po 5 km w jedną stronę na zakupy. Na bazarek, do jakiegoś sklepu rybnego, czy z wędlinami. Pamiętam oldskulowy przystanek autobusowy, kościoły... Oława była dla mnie zawsze taką tajemnicą, ale też trochę jej historii znam. Wiem, że trasa kolejowa z Wrocławia do Oławy jest najstarszą w granicach Polski. Wpadam tutaj raz na kilka lat.
- Czy zmieniają się znane ci rejony?
- Bardzo wszystko się tu zmienia. Począwszy od drogi krajowej 94 z Wrocławia do Oławy. Za każdym razem jak nią jadę, to widzę nowe budynki, lokale. Ale są też miejsca, które niestety podupadają. W Zabardowicach z sentymentem spoglądam na dawny PGR, gdzie pracowała moja babcia Rozalia, był tam folwark, piękny pałac. Teraz to wszystko jest coraz bardziej zniszczone i zarośnięte. Także w niektórych miejscach rosną budynki i biznesy, a inne, znane mi z dzieciństwa, wykruszają się i niszczeją.
- Po tym, co mówisz, widać, że masz ogromny sentyment do tych terenów.
- Tak, z wielu różnych powodów. Zaczynając od rodziny i wspomnień, ale też zawsze intrygowała mnie ta podwójna tożsamość tych ziem. Wiedziałem, że jeszcze niedawno byli tutaj Niemcy, pamiętam cmentarz poniemiecki, gdzie się mówiło, że tam nie ma po co chodzić. Kiedyś jako dzieciak w Zabardowicach znalazłem literę G. Piękną, kutą, gotycką, na pewno poniemiecką. To był mój taki skarb, który długo jeszcze miałem w Warszawie, aż do momentu, gdy moja mama wzięła się za porządki. Zawsze trochę interesowałem się historią, nie tylko tą wielką, ale też lokalną.

Bartosz Młynarski w Centrum Edukacji Historycznej w Oławie
- I dlatego m.in. odwiedziłeś Centrum Edukacji Historycznej w oławskim ratuszu?
- Tak, bardzo mi się podobało. To klimatyczne miejsce, świetnie zaaranżowana przestrzeń w historycznych piwnicach. Podziemia zawsze kojarzą się z jakąś tajemnicą, czymś dawnym, odległym. Super jest ta klamra, że wszystko jest w ruchu, jak Odra i Oława otaczające miasto. Fajne są filmy, w których aktorzy wcielają się w postaci książąt piastowskich. Dobra gra aktorska i kostiumy. Dla mnie odkryciem było to, że w dawnych czasach Oława była na trasie szlaku handlowego Via Regia. Generalnie lubię takie miejsca, które mają bogatą tożsamość i o nią dbają. Historia Oławy i okolicy jest fascynująca, bo przez wieki była pod wieloma różnymi wpływami, co gdzieniegdzie widać. Bardzo wszystkim polecam odwiedzić Centrum Edukacji Historycznej w Oławie. To fajne i ciekawe miejsce.

W przerwie na planie serialu

W kontuszu szlacheckim...

Bartosz Młynarski otrzymał rolę chłopa, bo - jak sam mówi - tak właśnie wygląda

Napisz komentarz
Komentarze