Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 14 sierpnia 2026 13:01
ZOBACZ:
Reklama Hipol
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Mocne zarzuty i wiele obaw: wizerunkowy falstart nowego prezesa

Piotr Woźniak jest prezesem Centrum Sportu i Rekreacji od 1 czerwca. Po niespełna dwóch miesiącach zarządzania spółką, grupa pracowników oskarżyła go m.in. o mobbing, dyskryminację i "skrajnie toksyczną atmosferę". Z ich relacji wyłania się obraz miejsca pracy, w którym od dwóch miesięcy brakuje przede wszystkim jednego: rozmowy...
Podziel się
Oceń

12 grudnia 2025 r. Rada Nadzorcza zdecydowała o odwołaniu z funkcji prezesa CSiR Przemysława Olechowskiego. Stało się tak po wynikach kontroli właścicielskiej, zleconej wcześniej przez burmistrza. Od grudnia p.o. prezesa był Marcin Bortkiewicz, sprawujący także funkcję szefa ZGM-TBS.

W międzyczasie rozstrzygnięto konkurs, który wygrał Piotr Woźniak. Ze względu na swoje wcześniejsze zobowiązania zawodowe stanowisko mógł objąć od 1 czerwca. Wybór tej kandydatury Rada Nadzorcza tłumaczyła tak: - Kandydatem wyłonionym w postępowaniu konkursowym jest pan Piotr Woźniak, związany zawodowo z Wrocławskim Centrum Treningowym Spartan Sp. z o.o. Wybór pana Piotra Woźniaka jest podyktowany jego wieloletnim i bogatym doświadczeniem w zarządzaniu nowoczesną infrastrukturą sportową oraz rekreacyjną. Kandydat legitymuje się ugruntowaną wiedzą menedżerską zdobytą w jednej z największych jednostek tego typu w regionie, co stanowi gwarancję profesjonalnej realizacji celów stawianych przed naszym Centrum oraz skutecznego odpowiadania na potrzeby mieszkańców.

Podczas czerwcowej sesji Rady Miejskiej Piotr Woźniak po raz pierwszy oficjalnie zaprezentował radnym swoją wizję prowadzenia CSiR, choć bezpośrednio po tym posiedzeniu, wiele osób wskazywało na to, że w wypowiedziach brakowało konkretów. Powołując się na doświadczenie z wrocławskiego "Spartana", deklarował chęć maksymalnego otwarcia Centrum dla mieszkańców oraz rozbudowę oferty sportowej. Odniósł się również do trudnej sytuacji finansowo-organizacyjnej spółki, powołując się na wyniki niezależnego audytu i zapowiadając wprowadzenie dyscypliny budżetowej.  Zapowiedział ścisłą kontrolę wydatków, a odpowiadając na pytania radnych o ewentualne zwolnienia pracowników, zapewniał, że nie planuje redukcji etatów. Wspominał jednak, że planuje przeorganizowanie pracy, wprowadzenie zrównoważonego czasu pracy oraz zmianę regulaminu.

Burmistrz zaapelował wówczas do radnych o danie nowemu prezesowi czasu na wdrożenie zmian, gwarantując jednocześnie, że Rada Nadzorcza trzyma nad wszystkim pełną pieczę. 

W tamtym momencie - a była to końcówka czerwca - wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Prezes przejął zarządzanie spółką, pierwsze tygodnie spędził na rozmowach z załogą oraz analizie funkcjonowania CSiR. I choć jego wystąpienie na sesji RM dalekie było od spektakularnego, to raczej większość zgodziłaby się co do tego, że na merytoryczną ocenę działań nowego zarządu, jest jeszcze za wcześnie. 

 

Zarzuty mobbingu i obawy o bezpieczeństwo

Miesiąc później, podczas lipcowej sesji Rady Miejskiej, radna Karolina Kolado z Koalicji dla Jelcza-Laskowic odczytała anonimowe pismo, sporządzone przez grupę pracowników. Autorzy tłumaczą utajnienie swoich nazwisk obawą przed działaniami odwetowymi oraz zwolnieniem z pracy. W dokumencie podnoszą szereg ciężkich zarzutów dotyczących polityki kadrowej, bezpieczeństwa użytkowników, warunków sanitarnych oraz sposobu zarządzania spółką przez prezesa Piotra Woźniaka.

Najcięższym punktem pisma są oskarżenia dotyczące bezpośrednich relacji zarządu z personelem. Pracownicy zarzucają prezesowi mobbing, naruszanie godności osobistej, łamanie przepisów Kodeksu pracy (w tym art. 94³ i art. 11³) oraz kreowanie "skrajnie toksycznej atmosfery".

- Pracownicy wskazują, że prezes Piotr Woźniak w codziennych kontaktach z personelem używa wulgaryzmów, obraża podwładnych, obmawia ich oraz przeciwstawia jednych pracowników drugim, co prowadzi do konfliktów w zespole - czytamy w dokumencie.

W piśmie pojawia się również zarzut dyskryminacji ze względu na wiek. Według relacji załogi, ze strony prezesa padają wypowiedzi sugerujące, że dotychczasowy personel jest "za stary", a współpraca ma być podejmowana przede wszystkim z osobami młodszymi.

Autorzy wniosku podważają sens ekonomiczny i kryteria wprowadzanej przez zarząd restrukturyzacji. Zwracają uwagę na rażące sprzeczności w działaniach prezesa: z jednej strony likwidowane są niektóre stanowiska, z drugiej - zatrudniane są nowe osoby.

Zwolnienia miały objąć instruktorów pracujących na siłowni. Zgodnie z planem prezesa - jak czytamy w piśmie pracowników - obiekt ma funkcjonować bez stałej, fachowej obsługi na sali treningowej, a nadzór mają przejąć pracownicy recepcji. Autorzy dokumentu ostrzegają, że brak wykwalifikowanej kadry przy ciężkim sprzęcie stwarza realne zagrożenie zdrowia i życia dla ćwiczących amatorów, młodzieży i seniorów.

Mimo deklarowanej konieczności szukania oszczędności, do działu technicznego i na recepcję rekrutowane są nowe osoby. Z informacji posiadanych przez załogę wynika, że nowym pracownikom oferowane są stawki wynagrodzenia wyższe niż dotychczasowym kadrom. Twierdzą także, że zarząd chce zlikwidować wewnętrzny dział czystości i przekazać sprzątanie firmie zewnętrznej. Pracownikom nie przedstawiono jednak żadnych wyliczeń dowodzących, że rozwiązanie to będzie tańsze. W piśmie podniesiono również problem odsuwania od współpracy miejscowych firm i pracowników z terenu gminy Jelcz-Laskowice na rzecz podmiotów z zewnątrz.

Zasoby i warunki panujące w samym obiekcie również budzą sprzeciw pracowników. W dokumencie opisano drastyczne cięcia w podstawowych środkach higienicznych na hali CSiR.

- Od dłuższego czasu pracownicy zgłaszają problemy z podstawowymi warunkami sanitarnymi - czytamy dalej. - Z toalet usunięto ręczniki papierowe, a następnie również kosze na śmieci. Takie oszczędności są odbierane jako uwłaczające i nieprzystające do standardów, jakie powinny obowiązywać w publicznym obiekcie sportowym oraz w miejscu pracy osób wykonujących zadania na rzecz mieszkańców gminy.

Załoga zaapelowała do radnych o skierowanie sprawy do właściwej komisji Rady Miejskiej oraz zażądanie od burmistrza Jelcza-Laskowic i władz CSiR pisemnych wyjaśnień. W piśmie sformułowano cztery kluczowe pytania:

* w jaki sposób zostanie zapewnione bezpieczeństwo osobom ćwiczącym na siłowni, jeżeli sala ma funkcjonować bez stałej, wykwalifikowanej obsługi instruktorskiej?

* jakie oszczędności ma przynieść restrukturyzacja, skoro jednocześnie zwalniani są dotychczasowi pracownicy i przyjmowane mają być nowe osoby na stanowiska recepcyjne oraz techniczne?

* jakie koszty będzie generowała umowa z zewnętrzną firmą sprzątającą w porównaniu z utrzymaniem wewnętrznego serwisu?

* kto podjął decyzję o ograniczeniu podstawowych środków higienicznych i na podstawie jakiej analizy?

 

Telążka: - Jestem zażenowany i zniesmaczony

Odczytanie pisma wywołało dyskusję wśród radnych. Rozpoczęła ją Karolina Kolado, zwracając się bezpośrednio do burmistrza Piotra Stajszczyka: - Czy mógłby pan to pismo skomentować? Czy pan o tym wie? Nie bez powodu na poprzedniej sesji pytałam prezesa Piotra Woźniaka o zamiar redukcji etatów, ponieważ wcześniej miałam już informacje o niniejszych działaniach. Prezes zapewnił mnie, że nie zamierza zwalniać pracowników, ale chce przeorganizować regulamin pracy, więc prosi o czas. Mam wrażenie, że tego czasu potrzebował przede wszystkim na rozgrywanie dramatów ludzkich w CSiR. Bo tam gdzie ludzie tracą pracę etatową, a otrzymują śmieciowe umowy, to zawsze są bardzo przykre sprawy. Brak stałego przychodu, niestabilność zatrudnienia to rzecz dramatyczna dla wszelkich rodzin, szczególnie wtedy gdy trzeba płacić za defraudację i zadłużenia poprzedniego prezesa. Panie burmistrzu, zapewniał nas pan, że Piotr Woźniak jest kandydatem o najwyższych kompetencjach, najlepszym ze wszystkich biorących udział w konkursie. Osobiście jego model zarządzania postrzegam jako najniższy z możliwych. Zwalnianie ludzi, zabieranie im etatów i zastępowanie tego umowami śmieciowymi to żaden konceptualizm. 

 Burmistrz Piotr Stajszczyk odpowiedział: - Radziłbym uważać na dobór słów, chociażby w kwestii umów śmieciowych. Sesja jest nagrywana, pan Piotr Woźniak na pewno ją odsłucha. Odbyło się posiedzenie komisji w CSiR i każdy radny mógł w niej uczestniczyć. We wrześniu lub w październiku prezes przedstawi na sesji sprawozdanie finansowe, więc będzie pani mogła zadać pytania. Moje stanowisko jest takie, że jak najbardziej popieram działania prezesa Piotra Woźniaka i monitoruję razem z Radą Nadzorczą to, co robi. Proszę zwrócić uwagę na zasady pracy np. w Pływalni Miejskiej i porównać je z zasadami, które dotychczas funkcjonowały w CSiR, co doprowadziło do sytuacji, w której po stracie rzędu 2,4 mln zł musieliśmy złożyć zawiadomienie do prokuratury. Działania, które podejmuje pan prezes nie są nakierowane ani na zwalnianie, ani na mobbing, tylko na optymalizację kosztów funkcjonowania CSiR. Nie może być tak, że pracownik jest w hali od 7 do 15, a potem otrzymuje wynagrodzenie za nadgodziny. W instytucji sportowej czy kulturalnej, powinno to wyglądać inaczej. I tego typu decyzje prezesa popieram. 

 - W takim razie będą się tam odbywały dramaty ludzkie i pomimo tylu punktów w piśmie, pan mówi, że jest za decyzjami prezesa...  - skwitowała radna Kolado, dodając: - Zaleciłabym panu pójść do CSiR, porozmawiać z pracownikami, z osobami, które tam ćwiczą. Bo ja ostatnio byłam i widziałam głównie pustki... 

 Przewodniczący Rady Miejskiej Jacek Załubski (Wspólnota Samorządowa - Lokalnych Patriotów) podkreślił, że radni formalnie nie będą mogli zająć się pismem, ze względu na to, że jest anonimowe. Inaczej wyglądałoby to w sytuacji, gdyby formalna skarga miała jasno określonych autorów. 

Do wcześniejszych słów burmistrza odniósł się radny Błażej Telążka z "Nowej Generacji": - Jestem zażenowany i zniesmaczony pana wypowiedzią. Zwracał pan uwagę radnej Karolinie Kolado, że sesja się nagrywa, to ja chciałbym panu powiedzieć, że pana słowa o tym, że popiera pan wszystkie działania prezesa, także te mobbingujące, zmierzające do zwalniania pracowników, również się nagrały. 

Telążka pytał również, czy teraz głównym zadaniem prezesa hali będzie patrzenie na słupki finansowe, kosztem ludzi i organizowanych wydarzeń. Poinformował również, że wraz z innymi radnymi złoży do Rady Nadzorczej CSiR wniosek o udostępnienie dokumentacji z przebiegu konkursu, by dowiedzieć na podstawie jakich kompetencji Piotr Woźniak został uznany za najlepszego kandydata i kogo pokonał w postępowaniu konkursowym. Pismo zostało wysłane, a Rada Nadzorcza zobowiązała się do niezwłocznego przekazania wniosku zarządowi spółki (czyli prezesowi - przyp. red.), podkreślając, że tylko on może go rozpatrzyć. Konkretnej odpowiedzi do dziś radni nie uzyskali. 

- Mam nadzieję, że tym ludziom włos z głowy nie spadnie za to, że byli u burmistrza i napisali do radnych z tą sprawą - apelował radny Krzysztof Skrzydłowski z "Nowej Generacji". - Żeby nie było tak, że za dwa miesiące pod przykrywką restrukturyzacji stracą pracę, bo zwrócili się do samorządowców. (...) Mamy taki piękny obiekt i co się z nim w chwili obecnej dzieje? Stoi pusty. Idziemy w tym kierunku, żeby pogasić światła, wypchnąć wszystko do firm zewnętrznych i utrzymywać obiekt w takim stanie. Jako Rada Miejska do dziś nie otrzymaliśmy kompletnie żadnego planu naprawczego spółki. 

Kończąc zapytał wiceburmistrza Mariusza Hassa czy to prawda, że była u niego grupa pracowników CSiR i co się wydarzyło po tym spotkaniu. Zastępca Piotra Stajszczyka odpowiedział: - Był u mnie jeden pracownik, porozmawialiśmy, przekazałem informację panu burmistrzowi, który rozmawiał z prezesem CSiR. Proszę pamiętać, że pan Piotr Woźniak urzęduje od dwóch miesięcy, a państwo oczekujecie planów naprawczych, które aktualnie są w przygotowaniu. Zakres rzeczy, którym trzeba się przyjrzeć, które trzeba naprawić w CSiR jest bardzo duży. (...) Sugeruje pan, że na hali nic się nie dzieje. Chciałbym tylko zauważyć, że odbyły się chociażby półkolonie dla dzieci, których rok temu nie było. Na pewno z prezesem będziemy rozmawiać. 

Radny Skrzydłowski stwierdził, że takiej deklaracji oczekiwał i dodał, że słowa burmistrza Stajszczyka o pełnym poparciu dla prezesa były niefortunne w kontekście stawianych zarzutów o mobbing. Zasugerował, że lokalna władza powinna porozmawiać z pracownikami i poszukać odpowiedniego rozwiązania problemu. 

Radny Marek Starczewski (Wspólnota Samorządowa - Lokalnych Patriotów) opowiadał o komisji, która odbyła się w Centrum Sportu i Rekreacji, przyznając, że włos mu się na głowie zjeżył, gdy usłyszał, co nowy prezes wyciągnął z szaf i zakamarków na temat tego, w jaki sposób spółka funkcjonowała w przeszłości.

- Żeby to Centrum zaczęło naprawdę żyć, potrzeba miesięcy... - stwierdził. - Mam swój pogląd, ale chcę dać prezesowi czas na wdrożenie swoich pomysłów. Uważam jednak, że sprawy ludzkie muszą być wyjaśnione. O ile dobrze zrozumiałem, prezes zapewniał, że nikogo nie zamierza zwalniać i obcinać pensji. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie. 

 Dyskusję podczas sesji RM zamknął burmistrz Piotr Stajszczyk: - Myślę, że użycie słowa mobbing było zbyt mocne ze strony pani radnej, bo chyba takich podstaw póki co nie ma. Wiem, którzy pracownicy napisali ten list, bo wiem, kto jakie ma podejście do propozycji prezesa. Jesteśmy w kontakcie z panem Piotrem Woźniakiem i znamy jego stanowisko. Na pewno temat nie zostanie zostawiony sam sobie, ale powtórzę raz jeszcze...

W tym momencie burmistrz tajemniczo wspomniał, że wewnętrzny audyt potwierdził wszystkie zarzuty, które dotyczyły poprzedniego prezesa i zasugerował, że odpowiedzialnych za doprowadzenie spółki do takiego stanu (2,4 mln straty w 2025 roku) może być więcej. 

 

 Stajszczyk: - Nie chodziło o poparcie dla mobbingu 

Po sesji Rady Miejskiej rozmawialiśmy z burmistrzem Piotrem Stajszczykiem, który przyznał, że będzie chciał, aby prezes do pisma sygnalistów się ustosunkował. Odnosząc się do swoich słów na sesji, prostował, że chodziło mu o pełne poparcie dla prezesa w zakresie spraw organizacyjnych, a nie o wspieranie ewentualnych zachowań mobbingowych. 

- Nikt nie zostanie zwolniony z pracy, ale pracownicy otrzymali propozycję nowych warunków, przy czym ich wynagrodzenie nie zostanie zmniejszone - powiedział burmistrz. - Sygnałów o mobbingu nie miałem, ale takich zachowań nie popieram w żadnej z naszych spółek. I być może była to nieco niefortunna wypowiedź na sesji, więc chcę podkreślić, że chodzi mi o poparcie dla działań prezesa, zmierzających do wyprostowania sytuacji w CSiR, a nie o ewentualne niestosowne zachowanie w stosunku do pracowników. (...) U mnie jednak nikogo z pracowników ani w tej, ani w innej sprawie dotyczącej CSiR nie było. Jeśli będą chcieli się spotkać i porozmawiać, to jak najbardziej jestem otwarty. Na pewno będę też chciał, żeby prezes odniósł się do zarzutów. 

Zapytaliśmy burmistrza, czy nadrzędnym celem będzie teraz szukanie oszczędności, by zmniejszać stratę. Odpowiedział: - Celem zawsze będzie to, by Centrum Sportu i Rekreacji było miejscem atrakcyjnym dla ludzi. Strata nie powstała dlatego, że dużo się działo, tylko była wynikiem niegospodarności. I tym zajmuje się teraz prokuratura. (...) Dziś mówimy, że akceptowalna strata to ok. 1,5 mln, ale chcemy to analizować rok do roku. Najważniejsze, by wykorzystać potencjał tego miejsca. To wiąże się z kosztami, co oczywiście rozumiemy. 

 

Prezes: - Takich spraw nie powinno się rozstrzygać w prasie czy poprzez anonimowe pisma 

Zapytaliśmy Piotra Woźniaka wprost o stawiane mu zarzuty - o mobbing, wulgaryzmy wobec podwładnych, dyskryminację ze względu na wiek, celowe skłócanie zespołu, a także o konkretne decyzje kadrowe i organizacyjne opisywane w piśmie pracowników. Prezes przesłał nam obszerne oświadczenie, w którym tłumaczy motywy wprowadzanych zmian i odnosi się do części z podniesionych kwestii.

Woźniak podkreśla, że wprowadzane przez niego decyzje "nie wynikają z osobistych ocen pracowników ani z doraźnych zamiarów kadrowych", lecz są konsekwencją wyników badania sprawozdania finansowego przez biegłego rewidenta oraz ustaleń kontroli właścicielskiej. Jak twierdzi, dokumenty te ujawniły poważne nieprawidłowości w księgowości, kontroli wewnętrznej i organizacji pracy, a nawet ryzyko utraty przez spółkę zdolności do kontynuowania działalności.

Najpoważniejszym z ujawnionych problemów - jak wskazuje - jest sposób księgowania kwoty ponad 1,6 mln zł jako należności z tytułu dopłat do kapitału, mimo braku wymaganej uchwały zgromadzenia wspólników. Według Woźniaka taki zabieg sztucznie podwyższał aktywa spółki i maskował fakt, że po odjęciu straty za 2025 rok (ok. 2,3 mln zł) kapitały własne CSiR są głęboko ujemne - co w warunkach rynkowych byłoby przesłanką do zgłoszenia wniosku o upadłość. Prezes przyznaje, że dziwi go fakt, iż wcześniejsze sprawozdania finansowe oparte na takich zapisach były pozytywnie oceniane przez ówczesnego audytora.

Zastrzeżenia dotyczą także sposobu zarządzania kosztami osobowymi i potencjałem przychodowym obiektów - mówi Woźniak. - Zidentyfikowano m.in. przypadki wypłacania pełnych wynagrodzeń instruktorom w okresie wakacyjnym, w którym nie prowadzono zajęć. Co więcej, poza obowiązującymi umowami o pracę, z pracownikami zawierane były równolegle dodatkowe umowy cywilnoprawne. Taki model podwójnego wynagradzania narażał spółkę na znaczne koszty w skali roku. Analizy wymaga również polityka wynajmu infrastruktury, w tym przypadki udostępniania hal na duże wydarzenia po stawkach odbiegających od stawek rynkowych. (...) Zmiany dotyczą również modelu zatrudnienia. Ich celem nie jest zbiorowe obciążanie odpowiedzialnością pracowników, ale dostosowanie liczby etatów, zakresów obowiązków i organizacji czasu pracy do rzeczywistych potrzeb spółki oraz jej możliwości finansowych. (...) Wymaga to przejścia na równoważny czas pracy, co jest standardem w tej branży - system ten od samego początku z powodzeniem funkcjonuje chociażby na Pływalni Miejskiej. Wszystkie zmiany w tym zakresie powinny być i tak będą przeprowadzane zgodnie z prawem pracy, z poszanowaniem pracowników i przy zapewnieniu czytelnej komunikacji.

Do zarzutów o mobbing prezes odnosi się ostrożnie. Deklaruje, że traktuje je "z należytą powagą", zastrzega jednak, że nie powinny być rozstrzygane "za pośrednictwem prasy, anonimowych pism ani publicznej wymiany oskarżeń", a każde formalne zgłoszenie zostanie zweryfikowane zgodnie z procedurami. Woźniak zwraca też uwagę, że - jego zdaniem - trzeba odróżnić zachowania niedopuszczalne od zwykłego egzekwowania obowiązków i wprowadzania nowych standardów pracy. Przypomina ponadto, że definicja mobbingu odnosi się do zjawiska długotrwałego, a jego zarząd działa od niespełna dwóch miesięcy - to argument, którym zdaje się sugerować, że w tak krótkim czasie trudno mówić o mobbingu w rozumieniu przepisów. 

Na zarzut o brak stałej obsługi instruktorskiej na siłowni Woźniak odpowiada, że brak obowiązku ciągłej obecności instruktora na sali to standardowa praktyka rynkowa, a bezpieczeństwo użytkowników ma zapewniać bieżący monitoring. Zapewnia jednocześnie, że klienci będą mogli skorzystać z dodatkowej, płatnej usługi wykwalifikowanego instruktora w razie potrzeby.

W kwestii sprzątania prezes zaprzecza, jakoby decyzja o przekazaniu usługi firmie zewnętrznej już zapadła. Twierdzi, że trwa analiza porównująca pełne koszty utrzymania własnego serwisu (łącznie z absencjami, urlopami, zastępstwami czy zakupem sprzętu) z kosztami outsourcingu, a wybrany zostanie wariant najkorzystniejszy dla spółki, bez obniżania standardu czystości.

Odnosząc się do usunięcia ręczników papierowych i koszy z toalet, Woźniak nie zaprzecza faktom opisanym przez pracowników, tłumaczy je jednak jako element zaplanowanej optymalizacji kosztów - okres przejściowy przed montażem "nowoczesnych, ekonomicznych i ekologicznych suszarek do rąk", które w jego ocenie są standardem w obiektach użyteczności publicznej i mają w dłuższej perspektywie przynieść oszczędności bez obniżania standardu higieny.

 

Podstawowy problem? Brak komunikacji 

O zarzutach sformułowanych w piśmie do radnych rozmawialiśmy również z autorami pisma, pracownikami CSiR. Kilkoro z nich zgodziło się opowiedzieć o sytuacji w spółce pod warunkiem zachowania anonimowości - obawiają się, jak mówią, "działań odwetowych". Z ich relacji wyłania się obraz miejsca pracy, w którym od dwóch miesięcy brakuje przede wszystkim jednego: rozmowy.

Brak komunikacji przewija się przez niemal każdy wątek poruszany przez pracowników. 

- Prezes z nami nie rozmawia - mówi jeden z naszych rozmówców. Od objęcia funkcji prezes miał odbyć z załogą tylko jedno spotkanie organizacyjne. Poza tym miał od czasu do czasu łapać poszczególnych przedstawicieli załogi, ale trudno to określić standardową rozmową pracodawcy z pracownikiem.

- To były tylko takie hasła rzucane - słyszymy od jednej z pracownic. - Na pewno nie podpiszę się pod tym, że prezes wziął mnie na rozmowę. - Jak przez kilka miesięcy po odwołaniu prezesa Przemysława Olechowskiego, halą zarządzał pan Marcin Bortkiewicz, to takie spotkania się odbywały. Każdy mógł z p.o. prezesa porozmawiać i przedstawić pokrótce swoją historię pracy w tym miejscu. 

Zdaniem pracowników brak dialogu dotyczy też najbardziej podstawowych decyzji organizacyjnych. Jedna z osób miała otrzymać trzy dni na stworzenie planu rzeczowo-finansowego, obejmującego kolejne pół roku. Ponadto każda, nawet drobna decyzja, np. wpis na Facebooku, wymaga obecnie autoryzacji prezesa. 

Sporo emocji budzi sytuacja na siłowni. Pracownicy opowiadają o sytuacji z początku lipca: - On stwierdził, że zwolnimy wszystkich instruktorów, że instruktorzy nie są potrzebni na siłowni, że tak jest wszędzie. Instruktorzy zostali zwolnieni z dnia na dzień, a od prezesa słyszeliśmy, że to nie jest dla niego problem - dziś są, jutro będzie ktoś inny. 

Efekty - jak twierdzą pracownicy - dało się zobaczyć niemal natychmiast. - Widać było, w jakim stanie zostawiana była siłownia - mówią. - Wszystko było porozwalane, puste butelki pozostawiane. Poza tym chodzi o bezpieczeństwo. Trenuje u nas chłopak ze stwardnieniem rozsianym. Jak mu się coś stanie, a nikt w porę się nie zorientuje, to na pomoc może być już za późno. Wątpię, by ktokolwiek z recepcji, patrząc tylko na kamery, widział, że on dostaje ataku. Instruktor na siłowni jest potrzebny, by nikt sobie krzywdy nie zrobił. Zawsze taka osoba była i pomagała klientom ćwiczyć prawidłowo. 

Pracownicy nie kryją rozgoryczenia decyzjami kadrowymi. Jak opowiadają, nowo zatrudnione osoby na start miały otrzymać wyższą stawkę godzinową niż pracownice, które od lat pracowały na tym stanowisku. - Nowy zatrudniony pracownik dostał większą sumę na godzinę, a pracownik, który pracuje kilka lat i go szkolił, miał przez lipiec mniejsze wynagrodzenie - mówi jeden z rozmówców i dodaje, że dysproporcję wyrównano dopiero od 1 sierpnia, po interwencji działu kadr. 

Kolejna kontrowersja to przeniesienie serwisu sprzątającego do zewnętrznej firmy. Tak opowiadają o tym pracownicy: - Prezes chce przenieść serwis do firmy zewnętrznej, bo podobno tak mu się będzie bardziej opłacało. U nas sprzątaczki pracują po wiele lat, mają umowy na czas nieokreślony, a on im powtarza, że ma z nimi problem i nie wie, co z nimi zrobić. 

Jak słyszymy od naszych rozmówców, pomysł jest taki, by pracownicy serwisu sprzątającego zostali zatrudnieni w firmie zewnętrznej, którą - co wynika z ich wypowiedzi - ma prowadzić znajoma prezesa. I choć przedstawiono im obietnice tego samego wynagrodzenia, to praca miałaby się odbywać w nocy. Boją się, że gdy firma zewnętrzna będzie chciała ich zwolnić, to prezes powie, że to już nie jego sprawa, bo formalnie załoga ekipy sprzątającej będzie podlegała innej osobie. 

 - Nie mamy gwarancji, że to będzie praca na jakiś dłuższy czas - mówią z obawami. 

Pracownicy potwierdzają też opisywane w piśmie do radnych ograniczenia w łazienkach: - Toalety są zamknięte, nie ma ręczników papierowych, nie ma nic, tylko papier toaletowy, który szybko znika. Prezes się już burzy, że za dużo zużytego papieru, bo ludzie wycierają nim ręce. Nie ma koszy, wyrzucają więc pod zlewy, robi się śmietnik normalnie. 

Pytani wprost o użycie słowa "mobbing", pracownicy są ostrożni, ale nie wycofują się z opisywanych zachowań. - Nie wiem czy powinniśmy tutaj używać słowa mobbing, ale wśród nas są osoby, które słyszały jak prezes określał jednego z pracowników słowami "gałgan" czy "gamoń". Miał sobie również pozwalać na komentarze o braku wykształcenia i sugerować, że kadra powinna być młodsza... 

Inna z pracownic mówi o mechanizmie, który jej zdaniem nosi znamiona izolowania i poniżania: - Chodzi mi o to, że prezes chodzi między pracownikami i nastawia jednych przeciwko drugim, opowiadając jakieś kłamstwa i używając sformułowań obraźliwych. Padają też pytania, o to czy ktoś często choruje i sugestie, że L4 może być oszustwem. Teraz wszyscy mamy obawę, czy po L4 nie dostaniemy wypowiedzenia.

Pracownicy zwracają uwagę, że po lipcowej sesji, na której odczytano pismo z zarzutami, prezes nie podjął z nimi żadnej rozmowy. 

- Zamknął się od środka na kluczyk - słyszymy. - Siedzi zamknięty w swoim biurze i z nikim nie rozmawia. - Czasami mamy wrażenie, że się obraził. I żeby było jasne, to nie jest tak, że my się nie zgadzamy na zmiany. Rozumiemy to doskonale, że przychodzi nowy prezes, ma swoje pomysły, które chce wdrażać. Jesteśmy gotowi zarówno na zmianę organizacji pracy, jak i na dodatkowe obowiązki. Problem polega na tym, że od samego początku nie ma żadnej komunikacji. Nie czujemy się szanowani, nie czujemy, by prezes chciał z nami rozmawiać, cokolwiek przedyskutować. A my pracujemy w tej spółce od lat i zależy nam na tym, by Centrum Sportu i Rekreacji funkcjonowało jak najlepiej. 

Rozmówcy nie kryją też rozczarowania reakcją burmistrza. 

- Po tych słowach o pełnym poparciu dla prezesa nie mamy już zamiaru zwracać się do burmistrza, bo wiemy, że nie będzie chciał z nami rozmawiać - mówi jedna z pracownic, dodając, że inicjatywa spotkania powinna wyjść od włodarza gminy jako właściciela spółki, a nie od załogi.

Na pytanie, czego oczekują teraz, są zgodni - przede wszystkim rozmowy: - Prezes powinien wyjść z inicjatywą, wyjaśnić wszystkie sugestie i słowa, wziąć nas na rozmowę, przedstawić swoją wizję i powiedzieć wprost, czy powinniśmy się czegoś obawiać. Jeśli to będzie kontynuowane w tej formie, to będzie skutkowało tym, że po kolei każdy z nas po prostu odejdzie z tej firmy. I wydaje nam się, że taki jest właśnie cel prezesa - nie zwolni nas, ale doprowadzi do tego, że nikt z nas nie będzie chciał w tym miejscu pracować i sami zaczniemy składać wypowiedzenia. 

*** 

O współpracę z prezesem pytaliśmy wiele osób. Jedna z nich - krótko pracująca w CSiR - powiedziała nam, że obecnie nie ma zastrzeżeń i jej kontakt z szefem jest dobry. Wychodząc poza CSiR zasięgnęliśmy także opinii w środowisku sportowym, gdzie przeważają obawy, o to jak ta współpraca będzie wyglądać, choć na razie nikt nie chce jeszcze publicznie niczego przesądzać. 

 

Atmosfera niepewności

Z licznych rozmów, szczególnie tych z pracownikami CSiR wyłania się obraz sytuacji, w której najpoważniejszym problemem wydaje się nie tyle sam kierunek zmian, co sposób ich wprowadzania. Symptomatyczny jest fakt, że po lipcowej sesji Rady Miejskiej, na której odczytano pismo z poważnymi zarzutami wobec prezesa, w spółce nie doszło do żadnej rozmowy na ten temat. Prezes, zamiast zwołać załogę i odnieść się do stawianych mu oskarżeń, miał - jak twierdzą pracownicy - zamknąć się w swoim biurze i pozostać dla nich niedostępny. Ich zdaniem komunikacja w CSiR po prostu nie działa. A jeśli ten stan się nie zmieni, trudno oczekiwać, by kolejne konflikty - kadrowe, organizacyjne czy wizerunkowe - same się rozwiązały. 

Równie niepokojący jest wątek, który przewija się przez niemal całą rozmowę - pracownicy przyznają, że mimo dwóch miesięcy funkcjonowania nowego zarządu, wciąż nie usłyszeli spójnego przedstawienia wizji tego, jak ma wyglądać CSiR po zmianach. Publiczne, mało konkretne, wystąpienie prezesa na czerwcowej sesji Rady Miejskiej, zdaniem załogi nie miało swojego odpowiednika wewnątrz spółki. Zamiast jednego spotkania, na którym padłyby jasne deklaracje - co się zmienia, dlaczego i w jakim celu - pracownicy mówią o pojedynczych, wyrywkowych poleceniach przekazywanych bez szerszego kontekstu. To rodzi wrażenie chaosu i przypadkowości tam, gdzie powinna być strategia.

W efekcie w CSiR narasta atmosfera niepewności. Pracownicy nie wiedzą, czego się spodziewać - ani w wymiarze organizacyjnym, ani w wymiarze własnego zatrudnienia. Trudno w tej sytuacji mówić o udanym starcie nowego zarządu - i to niezależnie od tego, czy prezes podejmuje potrzebne decyzje, które mają poprawić kondycję finansową spółki. Nawet najbardziej uzasadnione merytorycznie ruchy, wprowadzane bez rozmowy z ludźmi, których dotyczą, budzą opór i nieufność, zamiast zaufania potrzebnego do prowadzenia spółki, która od samego początku funkcjonowania była elementem politycznych sporów i budziła wiele emocji. 

Zmiana prezesa miała ostudzić te emocje i wprowadzić spółkę na dobre tory. Po dwóch miesiącach nie można jeszcze przesądzać, czy się to uda, ale odrobienie strat wizerunkowych i naprawa relacji z załogą już dziś wyglądają na zadanie ekstremalnie trudne.


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama