W 1975 nowy rząd zlikwidował powiaty i powstało 49 województw, co spowodowało przeniesienie budownictwa mieszkaniowego dla pracowników Jelczańskich Zakładów Samochodowych z Oławy do Laskowic. To z kolei bardzo spowolniło lub wręcz wstrzymało rozbudowę osiedla Sobieskiego.
W planach na tym osiedlu miał być wielki dom handlowy (podobny do "Kwadraciaka"). Miało być także przychodnia lekarska, przedszkole, żłobek, dom kultury, biblioteka, klub osiedlowy - te obiekty nie powstały w ogóle, a szkoła powstała dopiero 1985 roku. Kotłownia osiedlowa i mała architektura osiedla powstały z dużym opóźnieniem. Mieszkańców na osiedlu przybywało, dzieci było coraz więcej, Szkoła Podstawowa nr 4 uczyła już na 3 zmiany, ale to było za mało. Rodzice wystąpili z inicjatywą dobudowania do szkoły sali gimnastycznej, a później kilku klas, ale nadal było mało, więc miasto ustawiło na boisku używane baraki, gdzie tam zorganizowano parę klas. Na większości osiedla nie było ulic ani chodników, więc w czasie deszczu królowało tam błoto. Największym problemem był handel - o budowie nowych sklepów nie było mowy. Robiono więc prowizorki.

W 1978 Społem WSS o/Oława wybudowało systemem gospodarczym sklep Merkury o powierzchni 100 mkw. W 1987 powiększono go do 300 mkw, ale to dalej było za mało. Zaznaczam, że to miasto było wtedy odpowiedzialne za budowę na tym osiedlu placówek handlowych. Markury od początku był za mały. Pod naciskiem mieszkańców Spółdzielnia Mieszkaniowa Odra wyraziła odpowiednią zgodę na przeprojektowanie piwnic i pracownicy z firmy "Północ", która budowała osiedle, systemem gospodarczym adaptowali piwnicę na sklep przy ul. Chopina. "Społem" wyposażyło sklep w urządzenia i prowadziło go. Przypominam że wtedy handel był prowadzony i nadzorowany przez państwo.
Społem prowadziło wtedy usługę w Oławie dostarczania rano mleka w butelkach pod drzwi mieszkań. Pamiętam, że dużym problemem było znalezienie pracowników do tej usługi na Osiedlu Sobieskiego - wtedy deszcze padały często i wózek z naładowanym skrzynkami z mlekiem tonął w błocie. Czasami udało się otworzyć mały kiosk osobie prywatnej, z tym że wymagało to bardzo dużo zachodu.
A jak to wyglądało w końcówce lat siedemdziesiątych i całych lat osiemdziesiątych? Osiedle rosło, do miasta było około 2 km przez ulicę Strzelną, a targ miejski był wtedy na ul. 3 Maja, koło Juniora, aż do ulicy Sportowej. Ponieważ na Osiedlu Sobieskiego były tylko dwa sklepy, o których pisałem wyżej, mieszkańcy albo stali tam w długich kolejkach, albo szli piechotą do centrum Oławy, co niejednokrotnie było szybszym rozwiązaniem.
Przypominam, że wtedy mało osób miało samochody, a komunikacji miejskiej nie było. Skrzyżowanie 6 ulic niewiele się wtedy zmieniało, tylko ilość ludzi chodzących do miasta po zakupy wciąż rosła i rosła. Pamiętajmy, że ze względu na braki towarowe w 1979 wprowadzono kartki na poszczególne towary - zaczęto od cukru, a potem kartki było na wiele innych artykułów. Tak było do 1989 roku, kiedy to kartki zniesiono kartki.

Wróćmy jednak do lat 70-80. Kartki nie zlikwidowały kolejek, wręcz przeciwnie. trzeba się było sporo nastać się, aby coś kupić, bo towarów było mniej. I nadal widać było tłumy wędrujące z zakupami z miasta na osiedle, które miało wtedy już blisko 5 tysięcy mieszkańców. Dopiero na początku lat 90., po oddaniu władzy przez komunistów, nastąpiło urynkowienie i każdy mógł uruchomić sklep. No tak, ale to sporo kosztowało, trzeba było mieć pieniądze, a z tym bywało różnie.
W tym czasie na osiedlu pojawiło się dużo różnych mniejszych i większych kiosków, a także sklepów, które często zmieniały właścicieli. Zaczęło przybywać samochodów osobowych. Mieszkańcy zaczęli jeździć na zakupy do supermarketów w mieście, a ruch wciąż odbywał się przez skrzyżowanie sześciu ulic, które, owszem, było modernizowane, ale w małym zakresie, nie kompleksowo.


Społem WSS oddział Oława miał pomiędzy ulicą Małopolną a Kilińskiego dużą działkę, na której WSS Wrocław miał wybudować piętrowy obiekt, gdzie planowano restaurację i zakład garmażeryjny. Niestety, przez wiele lat tylko obiecywali , ale nic z tego nie wychodziło, choć była opracowana dokumentacja. Wtedy środki inwestycyjne były gromadzone na poziomie województwa, a oddziały, takim był WSS Społem odział Oława, nie miały własnych. Doszło do tego, że w 1988 roku oławskie "Społem" wystąpiła z WSS "Społem" Wrocław i stało się samodzielną spółdzielnią. Po okrzepnięciu, a czasy w tym momencie się zmieniały, nastąpiło urynkowienie handlu i "Społem" Oława podjęła decyzję o zaniechaniu budowy pawilonu gastronomiczno-produkcyjnego. W tym miejscu miał powstać parterowy pawilon handlowy. Zaczęto gromadzić środki i opracowywać dokumentację. Było wiadomo, że "Społem" musi zaciągnąć kredyt. Prezes Ireneusz Grochowski bardzo długo jeździł po różnych bankach, składał wymagane dokumenty, ale spotykał się z odmową. Potem okazało się, że to była celowa robota, bo spółdzielnia była firmą polską, a pierwszeństwo miały firmy handlowe zagraniczne.

W między czasie spółdzielnia dowiedziała się, że właściciel budujących się garaży przy Iwaszkiewicza 9, które zaczął adaptować na pomieszczenia handlowe, chce sprzedać rozpoczętą budowę. Zarząd po analizie ocenił, że to miejsce jest lepsze pod względem handlowym od terenu przy ulicy Kilińskiego, więc "Społem" kupiło go i rozpoczęto budowę.
Zarząd "Społem" Oława zlecił dokumentację na rozbiórkę garaży i w to miejsce lokalne firmy postawiły pawilon handlowy. W 2003 prezes Zarządu ogłosił wewnętrzny konkurs na nazwę pawilonu - wygrała nazwa "Jakub" i we wrześniu 2003 roku można było go oddać do użytku mieszkańcom osiedla.
Pamiętam, jak pracując w "Społem", a to było na początku lat dziewięćdziesiątych, uczestniczyłem w spotkaniu zorganizowanym przez miasto, na którym byli wszyscy użytkownicy dróg wokół skrzyżowania Lipowa + 5 ulic. Była wtedy dyskusja, szczególnie o tym, jak wjechać na ulicę Kilińskiego - to było w czasie, gdy "Społem" przymierzało się do budowy tam pawilonu. Proszę pamiętać, że układ ulic był taki sam, jak zaraz po wojnie. Wszyscy wtedy wnioskowali o budowę ronda. Ponieważ była tam droga wojewódzka, był też przedstawiciel Zarządu Dróg Krajowych z Wrocławia i stwierdził, że nie da się zrobić ronda, bo teren jest za mały. Stanęło na tym, że przebudowa będzie polegać na poszerzaniu ulicy i zrobieniu lewoskrętu w ulicę Kilińskiego. I tak jest do dziś, z tym że ruch jest kilka razy większy, a tego, co tam się dzieje w czasie szczytu, nie będę opisywał, bo wszyscy widzą i wiedzą.



Napisz komentarz
Komentarze