Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 1 maja 2026 14:59
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Pechowo i dlatego remisowo...

Podziel się
Oceń

'- Nie będzie dzisiaj łatwo, może się zdarzyć nawet porażka - prorokował przed meczem szkoleniowiec MKS Zbigniew Smółka.- Gramy dzisiaj bez naszego najlepszego zawodnika, Pawła Ochoty, który się rozchorował, więc będziemy zadowoleni, jeśli uda się nam zremisować - tak z kolei przewidywał boiskowe wydarzenia opiekun Lechii, Zbigniew Soczewski. Jak się okazało po zakończeniu spotkania, obaj trenerzy mieli nosa

Po środowym pucharowym triumfie MKS w Gaci, oławscy kibice byli przekonani, że w sobotę, w kolejnym meczu o ligowe punkty, podopieczni trenera Zbigniewa Smółki, tak jak z Foto-Higieną, pokonaną 5:1, również bez większego trudu poradzą sobie z przeciętnie dotąd grającą dzierżoniowską Lechią. Początek meczu zdawał się to potwierdzać, bo już w 5 minucie gospodarze objęli prowadzenie. Akcję zainicjował na połowie rywali Mateusz Peroński, podając do Dominika Wejerowskiego. Ten podciągnął pod pole karne i zagrał na lewą stronę, do Krzysztofa Gancarczyka, który wpadł w obręb szesnastki i plasowanym strzałem z około 12 metrów pokonał Łukasza Malca, strzegącego bramki gości.

Wydawało się, że oławianie rozniosą rywali, bo nadal atakowali, ale bez większego powodzenia. Wykorzystali to przyjezdni i w 21 minucie, za sprawą dwóch Brazylijczyków, zdobyli wyrównującego gola. Na lewym skrzydle Diego de Oliveira przedrylował dwóch oławskich defensorów i po rozegraniu klepki podał w uliczkę do swojego rodaka - Denisa Alcantairy, a ten mocnym strzałem w krótki róg zaskoczył Filipa Wichmana.

Trzy minuty później gospodarze powinni prowadzić 2:1, po podobnej akcji, jak ta lechitów, rozegranej przez braci Gancarczyków. Waldemar podał w uliczkę do Krzysztofa, który objechał Malca i z ostrego kąta strzelił do pustej bramki. Oławscy kibice szykowali się już do okrzyku: - Jeeeeest!, a tymczasem na linii bramkowej wyrósł jak spod ziemi Adrian Leśniarek i wybił piłkę, zmierzającą do siatki. Chwilę później Dominik Wejerowski dośrodkował z lewego skrzydła na pole karne, do Michała Nowaka, a ten uderzył silnie z 12 metrów, ale nad bramkę. Potem dogodną sytuację miał znowu Krzysztof Gancarczyk, który strzelił z bliska, po wrzutce Kamila Dołgana, ale zbyt słabo, więc Malec bez trudu obronił.

Oławianie tylko w dwóch meczach w tym sezonie stracili więcej niż jednego gola (z Zagłębiem II Lubin i z Piastem Karnin), a na własnym boisku nie było jeszcze takiej sytuacji. Przydarzyła się w 37 minucie, w spotkaniu z Lechią. Po wybiciu piłki przez gości w stylu "na uwolnienie", futbolówkę przejął na prawym skrzydle Łukasz Maciejewski i po minięciu Damiana Kiełbasy, dośrodkował na pole karne. Po rykoszecie piłka trafiła do nieobstawionego tam Denisa Alcantairy. Ten był trochę zaskoczony sytuacją, uderzył więc w nieco ekwilibrystyczny sposób, ale bardzo szczęśliwie, bo futbolówka przeleciała obok jeszcze bardziej zaskoczonego Wichmana i wpadła do siatki.

Oławianie mogli wyrównać tuż przed końcem pierwszej połowy. Prawym skrzydłem zaatakował Mateusz Gancarczyk i podał do Michała Nowaka, ale ten z pięciu metrów trafił w nogę obrońcy. Dobijali Dominik Wejerowski i Waldemar Gancarczyk, ale także bez efektu.

Druga połowa to jeszcze bardziej zdecydowany szturm oławian, a gra Lechii po przerwie przypominała legendarną obronę Częstochowy. Zwłaszcza od 60 minuty, kiedy arbiter wysłał do szatni Łukasza Malca, za kopnięcie Michała Sikorskiego, w czasie przepychanki pod bramką, przed wykonaniem rzutu rożnego.

W 81 minucie Krzysztof Gancarczyk przerzucił piłkę nad obrońcami Lechii, do Dawida Lipińskiego, wprowadzonego na boisko minutę wcześniej. Popularny "Lipa" wyszedł na czystą pozycję i silnym strzałem w długi róg bramki zdobył wyrównującego gola.

Oławianie nadal atakowali, dążąc do zwycięstwa i byli tego bliscy, ale nie wykorzystali kilku idealnych sytuacji. Jedną, chyba najlepszą, zmarnował w 84 minucie Adrian Okoń, przegrywając pojedynek sam na sam z Krzysztofem Sztanderą, który strzegł dzierżoniowskiej bramki po czerwonej kartce dla Malca. Młody golkiper Lechii nie dał się też pokonać w doliczonym czasie gry - najpierw Waldemarowi Gancarczykowi, który po indywidualnej akcji strzelił z bliska, ale trafił w golkipera, a następnie skutecznie zasłonił światło bramki próbującemu dobijać Jakubowi Kalinowskiemu. Obrońca MKS, który pod koniec meczu grał w ataku, w efekcie skierował piłkę z trzech metrów nad poprzeczkę.

Spotkanie zakończyło się więc podziałem punktów, co zadowoliło tylko skazywanych na pożarcie gości z Dzierżoniowa. Oławianie schodzili do szatni mocno nieusatysfakcjonowani, bo mimo niefortunnego przebiegu pierwszej polowy, w drugiej górowali nad rywalem pod każdym względem, ale do zwycięstwa zabrakło trochę szczęścia, które nie omijało ich w poprzednich wiosennych pojedynkach, zwłaszcza z Bielawianką Bielawa i Bystrzycą Kąty Wrocławskie.   

Powiedzieli po meczu:

 

 


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama