Przed meczem z MKS drużyna z Bielawy odniosła w rundzie wiosennej pięć zwycięstw, a przegrała tylko raz - z Motobi Kąty Wrocławskie, też wiosenną rewelacją dolnośląsko-lubuskiej III ligi. Na swoim boisku bielawianie przegrali w całym sezonie tylko z Promieniem Żary. To oznaczało, że nie będą łatwym rywalem dla oławian, przeżywających wiosną kryzys formy. Dodatkowym problemem trenera Sebastiana Sobczaka była absencja kilku podstawowych graczy. Kontuzje wyeliminowały Damiana Kiełbasę i jego zmiennika na lewej obronie, Dawida Pożaryckiego, a za kartki pauzowali bracia Mateusz i Krzysztof Gancarczykowie. Szkoleniowiec oławskiej drużyny zmuszony był więc zmodyfikować skład, a jak się okazało, zmienił także dotychczasową taktykę. - Tak się już utarło, że skoro jesteśmy liderem, to powinniśmy w każdym meczu prowadzić grę i atakować non stop. Graliśmy tak w dwóch poprzednich spotkaniach - z Orłem Ząbkowice i Ilanką Rzepin, ale to nie przyniosło nam efektu punktowego. Tym razem postanowiłem nieco inaczej ustawić zespół - zagęściliśmy środek pola, czekaliśmy na ataki rywala i przeprowadzaliśmy szybkie kontry - tak objaśniał taktyczne zawiłości trener Sebastian Sobczak po meczu w Bielawie.
Reklama
Zmodyfikowanie dotychczasowego systemu gry z ofensywnego, pozycyjnego na defensywny, połączony z szybkim kontratakiem, przyniosło dobry efekt w meczu z Bielawianką, rewelacyjnie spisującą się w rundzie wiosennej
Ten nowy system gry okazał się bardzo skuteczny i już w 10 minucie mógł przynieść oławianom prowadzenie, po zablokowanym strzale Dawida Lipińskiego i minimalnie niecelnej dobitce Mohammeda Donzo. W 16 minucie Waldemar Gancarczyk popisał się długim podaniem w uliczkę do Mateusza Poważnego, który jednak nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Temurem Khintubą, bielawskim golkiperem, pochodzącym z gruzińskiej Abchazji.
Groźne akcje oławian przyniosły w końcu efekt. W 21 minucie dośrodkował z rzutu rożnego Damian Kozioł, a po rykoszecie dynamicznie wyskoczył do piłki Mohammed Donzo i z bliska wpakował ją głową do bramki.
Bielawianie grali dotąd statycznie i tylko po rzutach rożnych lub wolnych stwarzali zagrożenie pod bramką, strzeżoną przez Radosława Florczyka. Tuż przed końcem pierwszej połowy Daniel Chęciński w swoi stylu trafił z rzutu wolnego do oławskiej bramki, ale sędzia wcześniej odgwizdał faul napastnika Bielawianki na Andrzeju Gancarczyku, więc nie uznał gola.
W przerwie meczu bielawski szkoleniowiec Leszek Dulat przeprowadził dwie zmiany, stawiając na bardziej ofensywnie grających zawodników, a po godzinie wprowadził dodatkowego napastnika, Tomasza Boczkowskiego. To spowodowało, że w drugiej połowie gospodarze mieli sporą przewagę optyczną, ale dzięki temu oławianie mogli inicjować szybkie kontry. Najwięcej zamieszania w defensywie gospodarzy siał zmiennik Lipińskiego, Paweł Łodyga. Tuż przed końcem jego pracowitość została wynagrodzona. Po podaniu od Tomasza Mazepy i nieudanej pułapce ofsajdowej, napastnik MKS bez trudu objechał Khintubę i z bliska wpakował piłkę do bramki, pieczętując zwycięstwo 2:0 oławskiego MKS.
*
Więcej szczegółów z sobotniego pojedynku w Bielawie, także pomeczowe komentarze bramkarzy obu drużyn, wyniki innych spotkań i aktualna tabela III ligi - w najnowszym papierowym wydaniu „GP-WO”, które ukaże się w sprzedaży już rano w środę 2 maja.
Tekst i fot.:
Krzysztof A. Trybulski
Reklama







Napisz komentarz
Komentarze