Poprzedni mecz w Żarach, rozegrany przez oławian w październiku 2010, zaliczono do kategorii „piłkarskie jaja”. Sędzia podyktował wtedy aż cztery rzuty karne, lecz żaden nie został bezpośrednio wykorzystany. Tym razem również nie brakowało emocji i kontrowersyjnych decyzji arbitra, a do tego wszystkiego doszła fatalna pogoda
Od początku meczu o mistrzostwo III ligi, rozgrywanego w sobotnie popołudnie 31 marca, piłkarze zmagali się z silnym wiatrem, a po 30 minutach gry nad żarskim stadionem pojawiały się ciemne chmury, z których najpierw lunął deszcz, a potem zaczęło sypać śniegiem. I tak było prawie do końca pojedynku…
W czasie przedmeczowego losowania gospodarze uzyskali prawo wyboru strony i - co ciekawe - zdecydowali się zagrać najpierw pod wiatr. Takie zalecenie dał im trener Robert Czepiński, licząc na wyrównaną pierwszą połowę i zmasowany atak swojego zespołu po przerwie. Ta taktyczno-pogodowa zagrywka mogła się jednak źle skończyć dla Promienia, bo grający z wiatrem oławianie w pierwszej części meczu zdecydowanie przeważali i kilka razy byli bliscy objęcia prowadzenia. W początkowym kwadransie goście wykonywali seryjnie rzuty rożne lub wolne, ale skończyło się na strachu…
Nasilająca się śnieżna zadyma w 39 minucie po raz pierwszy przeszkodziła sędziemu w prawidłowej ocenie boiskowych zdarzeń. Arbiter nie zauważył bowiem wtedy faulu na Waldemarze Gancarczyku, co wykorzystali gospodarze i atakujący lewą stroną Łukasz Czyżyk o mało nie zdobył gola, dającego Promieniowi prowadzenie.
W przerwie trener MKS Sebastian Sobczak zostawił w szatni Tomasza Mazepę, a w jego miejsce desygnował do gry Dawida Lipińskiego. To była jakościowo dobra zmiana i już w 53 minucie przyniosła efekt. Przy zespołowym ataku „Lipa” związał dwóch żarskich defensorów, czym ułatwił zadanie biegnącemu z piłką środkiem boiska Pawłowi Łodydze oraz szarżującemu po skrzydle Mateuszowi Gancarczykowi. Łodyga zagrał w tempo do najmłodszego z klanu Gancarczyków, a ten niczym rasowy napastnik wpadł z piłką na pole karne i pociągnął po długim rogu. Po chwili utonął w objęciach kolegów, gratulujących mu gola.
W 58 i 61 minucie oławianie zmarnowali dwie sytuacje na podwyższenie wyniku - w dogodnych sytuacjach przestrzelili Paweł Łodyga i Dawid Lipiński. To się zemściło w 75 minucie, kiedy Łukasz Czyżyk wpakował futbolówkę głową do siatki, po dośrodkowaniu Łukasza Świdkiewicza z rzutu rożnego. Problem jednak w tym, że zdaniem oławian, żarski napastnik faulował przy tej akcji bramkarza MKS Sebastiana Mordala. Świebodziński sędzia Sebastian Chudy nie dopatrzył się jednak naruszenia przepisów i uznał Promieniowi wyrównującego gola.
W 87 minucie Łukasz Świdkiewicz trafił z wolnego do siatki MKS, ale zamiast gratulacji od kolegów, żarskich kibiców i trenera, ujrzał drugą żółtą kartkę (wcześniej był ukarany kartonikiem w tym samym kolorze za faul). Arbiter odesłał pomocnika Promienia do szatni, bo tym razem za szybko, bez jego zgody, wykonał rzut wolny.
Grając z przewagą jednego zawodnika oławianie zwietrzyli szansę na zwycięstwo i zaatakowali. W 88 minucie Waldemar Gancarczyk zagrał w uliczkę do Mateusza Poważnego, którego w obrębie szesnastki przy składaniu się do strzału powalił na ziemię Michał Pańko. Ku zaskoczeniu arbiter zamiast wskazać na wapno, sięgnął po żółtą kartkę i ukarał pomocnika MKS za próbę wymuszenia rzutu karnego…
W doliczonym czasie gry niespodziewanie do ataku ruszyli gospodarze i wywalczyli dwa rzuty rożne, ale nie zdołali zamienić ich na bramki, więc mecz zakończył się sprawiedliwym remisem 1:1.
- Przyjechaliśmy do Żar po zwycięstwo, które stanowiłoby duży krok do celu, jakim jest dla nas drugoligowy awans. Nie udało się dzisiaj tego zamiaru zrealizować, ale mimo to uważam, że zrobiliśmy krok do przodu, chociaż trochę mniejszy. Jest pewien niedosyt, bo przecież prowadziliśmy i mieliśmy szansę na podwyższenie wyniku. Ale z drugiej strony patrząc, trudno być niezadowolonym z remisu wywalczonego w anormalnych warunkach pogodowych i na boisku zespołu ze ścisłej ligowej czołówki. Co najważniejsze, ten remis pozwolił nam utrzymać w tabeli przewagę nad grupą pościgową - mówił po zakończeniu spotkania z Promieniem trener oławskiej drużyny Sebastian Sobczak.
*
Więcej szczegółów z sobotniego pojedynku, także pełne pomeczowe komentarze trenerów obu drużyn, wyniki innych spotkań i aktualna tabela III ligi - w najnowszym papierowym wydaniu „GP-WO”, które ukaże się w sprzedaży w środę 4 kwietnia.
Tekst i fot.:
Krzysztof A. Trybulski
Napisz komentarz
Komentarze