Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 18 marca 2026 07:08
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

To były inne czasy (3)

Podziel się
Oceń

Ze Zdzisławem Nowakiem, kierownikiem i prezesem Klubu Sportowego Moto-Jelcz Oława w latach 1963 - 1987, rozmawia Krzysztof Andrzej Trybulski

- Latem 1974 roku Oława świętowała pierwszy awans piłkarzy Moto-Jelcza do II ligi. Ale niecały rok wcześniej dużo nie brakowało, aby klub został rozwiązany.

- No, może aż tak dramatycznie to nie wyglądało, ale wesoło też nie było. Jesienią 1973 roku  nasza drużyna otrzymała zaproszenie na wyjazd do Francji, na towarzyskie spotkanie z pierwszoligową drużyną Olympique Lyon. W tym mieście działała fabryka Berlieta, z którą Jelczańskie Zakłady Samochodowe podpisały umowę licencyjną na produkcję autobusów. To były pierwsze lata rządów Edwarda Gierka, jako sekretarza KC PZPR, który - jak wiemy - sporą część życia spędził we Francji. Miał więc duży sentyment do tego kraju, a to przełożyło się na współpracę gospodarczą, potem także kulturalną i sportową. Nasza jelczańska fabryka sporo na tym zyskała. Początkowe lata rządów ekipy Gierka, oparte na kredytach z Zachodu, to była nowa jakość życia w całym kraju i także tu u nas, w Oławie. To wtedy miasto zaczęło się bardzo dynamicznie rozwijać, a wraz z nim także nasz klub sportowy.
 
- Wracając do tej francuskiej wyprawy, to słyszałem, że wywołała w klubie bardzo silne emocje.
 
- Mieliśmy podaną konkretną liczbę osób, które mogą pojechać do Francji. Okazało się, że chętnych jest dużo więcej. No i zaczął się spór. Byłem zdania, że z grona piłkarzy powinni pojechać najbardziej  zasłużeni dla klubu, chociaż nie zawsze będący w tamtej chwili w dobrej formie sportowej. Traktowałem to jako pewien rodzaj nagrody. Moi oponenci z kolei uważali, że trzeba wysłać najlepszych, bo przecież mamy grać z drużyną pierwszoligową i nie możemy przynieść wstydu Polsce i Oławie. Wyjazd na Zachód, a szczególnie do Francji, to było wtedy bardzo duże wyróżnienie. Młodym ludziom, którzy dzisiaj swobodnie podróżują do większości krajów europejskich, pewnie trudno to sobie wyobrazić. Ale tak właśnie było - paszporty były wtedy towarem ściśle reglamentowanym. Otrzymywali je z reguły ludzie najbardziej zasłużeni dla władzy ludowej. Trzymano je na komendzie milicji, pod okiem funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. A taki zbiorowy wyjazd, jak ten nasz do Lyonu, był pod szczególną pieczą esbeków. Trzeba było tam odpowiednio wcześniej dostarczyć listę osób, które pojadą do Francji, a my w klubie wciąż nie mogliśmy się dogadać.
 
- Wiem, że sprzeciwił się pan wyjazdowi dwóch zawodników, którzy niedawno dołączyli do oławskiej drużyny.
 
- Tak. Chodziło o wspomnianego już wcześniej bramkarza Henia Oleszkę, którego pozyskaliśmy do Moto-Jelcza z Czarnych Bytom, oraz o Nawrata. Nie pamiętam jak miał na imię ten drugi zawodnik, przyszedł do nas ze Stali Stalowa Wola. Obaj byli krótko w Oławie i dlatego uznałem, że nie powinni jechać do Francji. Wojna trwała zwłaszcza o Oleszkę, bo to był nasz podstawowy bramkarz. Potem dowiedziałem się, że to właśnie on był inspiratorem i głównym organizatorem ucieczki. Tak naprawdę to nazywał się Oleschko i miał mocne korzenie niemieckie.
 
- Obaj ci piłkarze nie wrócili do kraju z wyjazdu do Francji i zdaje się, że miał pan z tego powodu duże nieprzyjemności?
 
- Zapewne byłyby dużo większe, gdybym się także wybrał z drużyną do Francji, ale ja nie pojechałem. Powodem mojej odmowy była właśnie ta dwójka zawodników. Miałem wszystko przygotowane do wyjazdu - paszport, dolary na wymianę. Byłem spakowany i gotowy, ale gdy nie zgodzono się z moją opinią, powiedziałem, że nie jadę. Myśleli, że blefuję. Podjechali nawet autobusem pod dom w Rynku, gdzie mieszkałem, i czekali tam prawie godzinę. Wysłali do mnie negocjatora - Leszka Żydłę, którego bardzo lubiłem i szanowałem, bo to był jeden z niewielu ludzi w klubie, który był gotów za niego i za drużynę oddać całe swoje serce i wszystkie pieniądze. Powiedziałem jednak: - Nie, Leszku! Nie i koniec, nie jadę!
Pojechali więc beze mnie. Szefem całej wyprawy był dyrektor Tadeusz Stoiński i on potem najbardziej ucierpiał. Był wielokrotnie wzywany na komendę i musiał się tłumaczyć esbekom z tego dwuosobowego ubytku. Oleschko i Nawrat mieli tam już wszystko przygotowane. Gdy nasza ekipa dotarła do Francji i rozlokowała się w hotelu, oni prawie natychmiast zniknęli. Opowiadano mi, że przyjechał po nich z Niemiec kuzyn czy też może brat Oleschki, który wcześniej uciekł z Polski na Zachód.  
 
- Ale esbecy interesowali się także panem i trochę tych kłopotów jednak było.
 
- To, że się sprzeciwiłem wyjazdowi tych dwóch piłkarzy, w pewnym momencie zadziałało przeciwko mnie. Jeden z esbeków uznał, że skoro blokowałem wyjazd, to pewnie wiedziałem o ich planach. Chciał mnie więc oskarżyć o współdziałanie, bo nie zgłosiłem tego odpowiednio wcześniej na milicji. W końcu dali mi jednak spokój, bo przecież nie brałem udziału w eskapadzie. Ale zaczęli mi się baczniej przyglądać. To już było jakiś czas po tej wycieczce do Francji - któregoś dnia wezwał mnie do siebie ówczesny dyrektor naczelny Jelcza Wiesław Gruszecki i zaczął wypytywać o mój prywatny samochód. To był nowy duży fiat i należał do mojej żony. Auto kupiliśmy dzięki pomocy jej siostry, która mieszkała w USA. To właśnie szwagierka wpłaciła na to auto 1.800 dolarów, co miałem udokumentowane. Okazało się, że wpłynął na mnie donos, że kupiłem sobie prywatnie fiata, który wtedy był luksusowym autem, za klubowe pieniądze. No i esbecy kilkumiesięczne postępowanie w tej sprawie prowadzili. Ja wtedy byłem jeszcze bardzo naiwny i na proste pytania udzielałem prostych odpowiedzi. Dziś z perspektywy czasu, i po tym jak Instytut Pamięci Narodowej ujawnił pewne dokumenty, już wiem, dlaczego jedni robili wtedy oszałamiające kariery, a innych mocno dołowano.
 
- Nie był pan także pupilem działaczy partyjnych…
 
- Oni wciąż chcieli, żeby w sporcie amatorstwo kwitło, bo taka wtedy obowiązywała doktryna polityczna. W krajach bloku socjalistycznego wszyscy sportowcy formalnie uprawiali swoje ulubione dyscypliny jako amatorzy. To była czysta fikcja, ale przynosiła efekty medalowe na olimpiadach, które wówczas nie były tak skomercjalizowane jak obecnie. Nieprzypadkowo na igrzyskach w Monachium, w 1972 roku, cztery czołowe miejsca w turnieju piłkarskim wywalczyły drużyny z bloku wschodniego. Złoto zdobyli Polacy, srebro Węgrzy, a o brąz walczyły zespoły ZSRR i NRD. My w Oławie musieliśmy się jakoś do tego systemu dostosować, czasami wyczyniając różne dziwne sztuczki. W 1973 roku nasz klub miał już stworzone bardzo dobre warunki finansowe i organizacyjne. Byliśmy ulokowani w strukturze Jelczańskich Zakładów Samochodowych, a ja byłem tzw. urzędującym prezesem. Skończyła się więc amatorszczyzna, chociaż oczywiście w wielu sprawach nadal trzeba było kombinować. Buty piłkarskie kupowaliśmy jako trzewiki dla robotników, a koszulki i spodenki - jako odzież ochronną. Piłkarze byli na etatach w fabryce, zatrudnieni jako tokarze, blacharze, malarze, frezerzy, magazynierzy itp. Dodatkowe pieniądze za wygrane mecze wypłacano im np. jako premię eksportową lub kwartalną.
 
- Działacze PZPR to akceptowali, ale na inne ciekawe pomysły nie chcieli się zgodzić. Słyszałem, że próbował pan zbudować na stadionie korty tenisowe, ale się nie udało.
 
- Tak, ale to nie była moja inicjatywa, tylko inżyniera Zbigniewa Leśniaka, który wtedy prowadził w Jelczu różne inwestycje. On m.in. projektował i nadzorował budowę tej nowej, dużej hali sportowej na stadionie w Oławie. Właśnie wtedy w całej Polsce była moda na Fibaka, więc Zbyszkowi zamarzyły się korty tenisowe. Chciał je zbudować w miejscu, gdzie do niedawna funkcjonowało zielone targowisko, a teraz zdaje się ma powstać tam hotel. Wszystko mieliśmy przygotowane i uzgodnione z dyrekcją fabryki, ale okazało się, że nie uzyskaliśmy akceptacji Komitetu Zakładowego PZPR. Ówczesny sekretarz, którego nazwiska wolę nie przypominać, powiedział, że socjalistyczny zakład pracy nie będzie budował boisk, po których zamiast robotników, będą biegać angielscy lordowie w białych spodenkach.      
 
- Czy to zadecydowało, że wyemigrował pan z kraju?
 
- Nie, ale to się u mnie powoli nawarstwiało. Pierwszy raz wyjechałem do Stanów w 1978 roku, na zaproszenie szwagierki. Dostałem wizę na 3 miesiące, później przedłużono mi pobyt na kolejne trzy. Uzgodniłem to także w polskim konsulacie, ale po powrocie do kraju zarzucono mi, że przedłużyłem pobyt w USA bezprawnie. Przez kolejne lata odmawiano mi wydania paszportu, a ja byłem już wtedy zdecydowany na stały wyjazd z Polski. W całym kraju, także w jelczańskiej fabryce i w klubie działo
się coraz gorzej. W JZS była wówczas era Jana Dalgiewicza, który powoli, ale systematycznie zaczął topić klub, tak samo jak fabrykę. To był typowy partyjny aparatczyk, posadzony na dyrektorskim stołku. Bardzo źle mi się z nim współpracowało.
 
- W 1987 roku definitywnie odszedł pan z klubu…
 
- To się zbiegło z moim drugim wyjazdem do USA. Poleciałem wtedy za ocean z myślą o podróży w jedną stronę. Nie była to łatwa decyzja, bo córka była wtedy w klasie maturalnej, ale postawiłem wszystko na jedną kartę. Moja żona już wcześniej wyjechała do USA. Siostra załatwiła jej dokumenty, z których  wynikało, że ciężko choruje. To pomogło mi oraz córce uzyskać paszporty i wizy. Po wielu latach ciężkiej pracy za wielką wodą, dziś wiodę tam spokojne życie emeryta. Nie rozstałem się jednak całkiem z moją firmą z branży budowlanej i dorabiam tam sobie jeszcze w niepełnym wymiarze godzin. Śledzę polską prasę, w tym także oławską "Gazetę Powiatową". Wiem, że spadkobiercy mojego ukochanego "Moto-Jelcza" po wielu latach gry w niższych ligach znowu mają szansę nawiązać do dawnej tradycji i awansować do II ligi. Będę im wiosną z całych sił kibicował, by tak się stało.
 
- Dziękuję za rozmowę!   
 
Tekst:  Krzysztof A. Trybulski
 
Fot.: archiwum „GP-WO’
 
 
     

Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: WawrzyniecTreść komentarza: Rondo ***** ***Data dodania komentarza: 17.03.2026, 20:26Źródło komentarza: A może Rondo Nadziei? Albo ks. Stanisława Bijaka? Piszcie w komentarzach swoje propozycje...Autor komentarza: NobelTreść komentarza: Marii Skłodowskiej-CurieData dodania komentarza: 17.03.2026, 20:23Źródło komentarza: A może Rondo Nadziei? Albo ks. Stanisława Bijaka? Piszcie w komentarzach swoje propozycje...Autor komentarza: symetrystaTreść komentarza: W Oławie jest jedna osoba, która bardzo pielęgnuje pamięć po Klementynie Sobieskiej - i brawo. Ale... nazywanie tego ronda? Serio - naprawdę, nie ma nic współczesnego, czego czym dziś może się pochwalić Oława. Oczywiście obecny samorząd za dużo sukcesów nie ma... ale jednak coś tam w Oławie się działo. Choćby bohaterów walczących z powodzią 1997. Czy na przykład uhonorować Stowarzyszenie Tęcza. Choć z drugiej strony jak patrzę na to rondo to najbardziej adekwatne byłoby "betonowe rondo" albo rondo imienia samotnej ławeczki na której nikt nie siada...Data dodania komentarza: 17.03.2026, 19:46Źródło komentarza: A może Rondo Nadziei? Albo ks. Stanisława Bijaka? Piszcie w komentarzach swoje propozycje...Autor komentarza: *Treść komentarza: Powtarzasz się jak zdarta płyta, a nawet za pierwszym razem ten tekst nie był zabawny. Żenada Gosia, żenada. Przestań się podszywać.Data dodania komentarza: 17.03.2026, 18:44Źródło komentarza: A może Rondo Nadziei? Albo ks. Stanisława Bijaka? Piszcie w komentarzach swoje propozycje...Autor komentarza: *Treść komentarza: Rozumiem, że to oficjalne stanowisko tzw. Oławskiej opozycji, bo nie wierzę, że jesteś aż tak inteligentny, żeby wydalić z siebie tekst „telefon dyscyplinujący z gazety do redakcji”. Musi to być głos tzw. Oławskiej opozycji. ŻenadaData dodania komentarza: 17.03.2026, 18:34Źródło komentarza: A może Rondo Nadziei? Albo ks. Stanisława Bijaka? Piszcie w komentarzach swoje propozycje...Autor komentarza: .Treść komentarza: Nie rozumiem po co. Przed mostem duży parking pod chińczykiem, potem parking przy schronisku, a na koniec parking przy blokach mieszkalnych. Psy nawet będą zadowolone z dłuższego spacery. Czy dla garstki psiarzy jest sens wydawać kasę na parking na takim zadupiu?Data dodania komentarza: 17.03.2026, 18:29Źródło komentarza: Potrzebny parking przy wybiegu dla psów
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama