Aby zrozumieć, dlaczego historia tego miejsca warta jest poznania, trzeba cofnąć się do jego początków jako rezydencji hrabiów Yorck von Wartenburg.
Oleśnica Mała jako miejsce kultury
Oleśnica Mała (do 1945 r. Klein Oels) nie należy do miejsc, które od razu manifestują swoją niegdysiejszą rangę. Jej położenie - z dala od dużych ośrodków miejskich, poza głównymi połączeniami komunikacyjnymi (mimo pozornej bliskości autostrady A4) - sprzyja raczej marginalizacji. A jednak właśnie w takich przestrzeniach, na pozornym uboczu historii, rodziły się często projekty o znaczeniu wykraczającym daleko poza lokalny horyzont.
Między XIII a XVIII stuleciem wieś była własnością zakonną, najpierw templariuszy, a następnie przez kilkaset lat rycerzy maltańskich. Ten długi rozdział zakończył się wraz z sekularyzacją dóbr kościelnych przez króla Prus (Hohenzollernowie odebrali Śląsk Habsburgom w latach 40. XVIII w.). Przez większą część XIX wieku miejscowość stanowiła rezydencję rodu Yorck von Wartenburg - rodziny, której znaczenie w Prusach i na Śląsku nie wynikało jedynie z posiadania ziemi czy tytułów, lecz z określonego rozumienia służby państwowej i kultury. Pałac w Oleśnicy Małej nie był więc wyłącznie centrum zarządzania majątkiem ziemskim, jakich wiele w tej części Europy. Był również miejscem aktywności intelektualnej: tworzenia ambitnego księgozbioru, prowadzenia badań, spotkań intelektualistów, których zakres i ambicje sięgały daleko poza granice prowincji pogranicznej Prus.
W takim ujęciu Oleśnica Mała stanowiła przykład charakterystycznego dla XIX-wiecznych Prus, choć nie tylko dla nich, kontrastu pomiędzy peryferyjnością geograficzną a istotnym znaczeniem kulturowym. Z jednej strony była to wieś, podporządkowana rytmowi gospodarki rolnej i hierarchii majątku ziemskiego, mocno jeszcze osadzonych na feudalnym fundamencie. Z drugiej - miejsce funkcjonowania jednej z największych prywatnych bibliotek w kraju, na którego życie codzienne wpływała kultura humanistyczna, kultywowana przez rodzinę właścicieli.

Ten dualizm - między prowincją a centrum - jest kluczem do zrozumienia zarówno historii Oleśnicy Małej, jak i specyfiki jej właścicieli. W XIX wieku arystokracja pruska nie postrzegała kultury jako luksusowego dodatku do władzy, lecz jako jeden z jej fundamentów. Biblioteka, archiwum, praca nad tekstami historycznymi i filozoficznymi należały do tego samego porządku co sprawne zarządzanie majątkiem czy udział w funkcjonowaniu instytucji państwowych. Tak żyła najbardziej światła część arystokracji tej epoki.
Ideały te reprezentowało otoczenie rodowej siedziby. Park krajobrazowy, zaprojektowany zgodnie z zasadami estetyki klasycystyczno-romantycznej, nie był jedynie pięknym tłem rezydencji, powstałej z przebudowy dawnych obiektów klasztornych. Stanowił integralny element kultury miejsca: przestrzeń spacerów, rozmów i kontemplacji, w której porządek natury dopełniał porządek myśli.
Dla współczesnego odbiorcy - zwłaszcza dla dzisiejszych mieszkańców powiatu oławskiego - ta przeszłość może wydawać się abstrakcyjna. Po 1945 roku nastąpiło bowiem gwałtowne zerwanie ciągłości: zmieniła się struktura własności, funkcja pałacu, a niemal całe dziedzictwo kulturowe rodu von Wartenburg zostało rozproszone lub utracone. Biblioteka, która przez dekady stanowiła intelektualne serce Oleśnicy Małej, przestała istnieć; w samej rezydencji zachowały się jedynie puste regały - porzucone formy dawnego sensu. Zmierzch Oleśnicy Małej jako centrum pewnego świata zaczął się jednak na długo przed wkroczeniem do niej czerwonoarmistów w początkach 1945 r.
Historyczne resztki prowokują dziś liczne pytania. Czym był pałac zanim stał się jednym z wielu obiektów użytkowych? Jaką rolę Oleśnica Mała odgrywała w historii? Jej dzieje to nie tylko rozkwit w XIX w., ale i historia niemieckiej opozycji antyhitlerowskiej, którą współtworzył Peter Yorck von Wartenburg.
Zanim jednak pojawią się wątki związane z XX wiekiem, konieczne jest cofnięcie się do punktu startu: do historii rodu, który uczynił z Oleśnicy Małej miejsce kultury i etosu warstwy społecznej, ukształtował zarówno bibliotekę, jak i ludzi z nią związanych. Dzięki takiemu ujęciu Oleśnica Mała stać się może punktem przecięcia historii lokalnej z historią europejską.
Ród Yorck von Wartenburg - etos państwowy i styl życia
Historia Oleśnicy Małej jako miejsca kultury nie daje się oddzielić od dziejów rodu Yorck von Wartenburg. Była to rodzina, której znaczenie w XIX-wiecznych Prusach nie opierało się wyłącznie na bogactwie, lecz na połączeniu służby państwowej, kapitału symbolicznego i kultury humanistycznej. Oleśnica Mała nie była jedynie junkierską rezydencją rodową, lecz przestrzenią realizacji określonego modelu oświeconej elity i jej służby.
Twórcą pozycji rodu był Johann David Yorck von Wartenburg (1759–1830), pruski feldmarszałek z okresu tzw. pruskich wojen wyzwoleńczych pod koniec epoki napoleońskiej. Za swe zasługi Yorck otrzymał tytuł hrabiowski i dawną komandorię joannitów w Oleśnicy Małej wraz z rozległymi dobrami ziemskimi (m.in. Oleśnica Mała, Kęszyce, Niemil, Biskupice Oławskie oraz Łozina), co uczyniło z niego jednego z większych posiadaczy ziemskich w regionie. W ten sposób monarcha Prus tworzył wierną sobie nową elitę regionu. Wraz z zakupionymi już samodzielnie (za pieniądze ze sprzedaży Łoziny) Witowicami, Gułowem, Kurowem, Ośnem i Śliwicami posiadłości te stworzyły niepodzielny majorat (fideikomis), dziedziczony przez najstarszego syna.
Kolejne pokolenia rodu, rosnącego w znaczenie dzięki majątkowi i odpowiednim małżeństwom, poświęcały się służbie państwowej jako wysocy urzędnicy, oficerowie, członkowie pruskiej Izby Panów czy innych organów przedstawicielskich. Pielęgnowały także zainteresowania intelektualne. Syn feldmarszałka Ludwig (1805-1865), nadprezydent prowincji śląskiej w burzliwym 1848 r., dokończył przebudowę pałacu, założył park i systematycznie powiększał bibliotekę. Gościł wiele wybitnych osobistości kultury niemieckiej tego czasu. Wnuk feldmarszałka, Paul (1835–1897), uczynił z Oleśnicy Małej centrum działalności intelektualnej. Jako członek pruskiej Izby Panów i wykształcony humanista reprezentował model arystokraty-urzędnika, dla którego kultura nie była ozdobą władzy, lecz jej niezbędnym składnikiem.

W jego osobie etos państwowy łączył się z dość surowym trybem życia. Porządek dnia, rygor edukacyjny, dyscyplina rozmowy i pracy - wszystko podporządkowane było przekonaniu, że uprzywilejowanie wynikające z pozycji społecznej i majątku nie jest prawem do swobody, używania życia, lecz zobowiązaniem wobec społeczeństwa. Przywilej oznaczał obowiązek przewodzenia: intelektualnie, moralnie i organizacyjnie we wspólnocie. Podobny styl życia panował w Oleśnicy Małej za życia jego syna, Heinricha (1861-1923).
Zatem rozległa rezydencja w Oleśnicy Małej funkcjonowała jako przestrzeń o określonym porządku społecznym, ale hierarchia ta była uzasadniana nie tylko władzą ekonomiczną, lecz także kapitałem kulturowym właścicieli. Znajomość języków klasycznych i nowożytnych, historii idei, literatury i filozofii należały do elementarnego wyposażenia domowników. Centralnym punktem tego świata była troskliwie rozwijana biblioteka - materialny i symboliczny fundament rodowego projektu.

W pałacu, zdjęcie współczesne, fot. Krzysztof Ruchniewicz
Ten model nie był jednak wolny od problemów. Rygor formy mógł prowadzić do chłodu w relacjach rodzinnych, a autorytet oparty na tak zbudowanej hierarchii - do autorytaryzmu. Wpajanie takiego podporządkowania mogło z dłuższej perspektywie wieść do uwiądu samodzielności myślenia i działania. Te sprzeczności staną się w pełni widoczne dopiero w relacjach świadków z zewnątrz, takich jak Joachim Ringelnatz, ale ich źródła tkwią już w samym etosie rodu.
Książnica w Oleśnicy Małej
Biblioteka pałacowa była w swoim czasie jednym z największych prywatnych księgozbiorów w Prusach. Liczyła około 120 tysięcy tomów, liczne ryciny, grafiki i mapy, cenne autografy i zbiory epistolograficzne. Nie była to jednak kolekcja bibliofilska w sensie dekoracyjnym. Był to bowiem warsztat pracy intelektualnej, systematycznie rozbudowywany i wykorzystywany zgodnie z zainteresowaniami kolejnych właścicieli.
Fundamentem księgozbioru stała się biblioteka literata i krytyka Ludwiga Tiecka (1773–1853). Przejęcie tego zbioru oznaczało włączenie Oleśnicy Małej w sam środek dziewiętnastowiecznej niemieckiej debaty humanistycznej. Tzw. krąg Tiecka, skupiający m.in. takie wybitne postaci niemieckiej kultury, odegrał kluczową rolę w ukształtowaniu nowoczesnej filologii i historycznego myślenia o literaturze.
Biblioteka Tiecka tworzyła archiwum idei: była zapisem momentu, w którym literatura, język i historia zostały ukształtowane w system znaczeń kulturowych. Przeniesienie tego zbioru do dolnośląskiej Oleśnicy Małej nadało rezydencji rangę ośrodka intelektualnego, w którym filologia klasyczna, filozofia, historia prawa i teologia tworzyły spójną całość.
Układ przestrzenny biblioteki odzwierciedlał porządek wiedzy. Poszczególne sale pałacu odpowiadały dziedzinom, a katalogowanie zbiorów miało charakter naukowy. Biblioteka pełniła funkcję formacyjną dla jej użytkowników: była narzędziem wychowania, pracy i samodyscypliny intelektualnej, do której wdrażano hrabiowskie dzieci.
Joachim Ringelnatz u von Wartenburgów - spojrzenie z zewnątrz
Na początku 1912 roku do Oleśnicy Małej trafił Joachim Ringelnatz (właść. nazwisko Hans Bötticher, 1883–1934) - postać spoza arystokratycznej kultury wysokiej. Poeta, satyryk, były marynarz, człowiek o biografii naznaczonej kryzysami i doświadczeniem marginesu, został zatrudniony przy katalogowaniu księgozbioru. Jego obecność w pałacu nie wynikała z pokrewieństwa czy sławy akademickiej, lecz z czysto praktycznej potrzeby znalezienia stałego źródła dochodu. To właśnie ta pozycja - jednocześnie wewnątrz i na zewnątrz - uczyniła go wyjątkowym świadkiem życia w Oleśnicy Małej.
Ringelnatz wszedł w przestrzeń mocno zhierarchizowaną i paternalistyczną, której centrum decyzyjne stanowił nadal, jak w poprzednim stuleciu, hrabia. Jego ogląd człowieka z zewnątrz, jest spojrzeniem kogoś, kto musi się tej kulturze bacznie przyglądać, uczyć jej reguł, ale mimo to stale odczuwa jej obcość i wzajemny dystans wynikający z różnic społecznych.
W swoich wspomnieniach Ringelnatz nie podważa sensu projektu kulturowego realizowanego w Oleśnicy Małej. Przeciwnie - daje wyraz autentycznemu podziwowi dla skali biblioteki, systematyczności pracy i intelektualnej powagi, z jaką traktowano książki i wiedzę w nich zawartą. Jednocześnie jednak rejestruje obciążenia zawarte w tej kulturze: hierarchie, napięcia, emocjonalny chłód oraz presję formy, która dla osoby spoza arystokratycznego świata bywała trudna do zniesienia, zwłaszcza że działo się to już w początkach XX w. Jego ironia wobec mikrokosmosu oleśnickiego, pełnego kultury, ale i ciągle dawnych stosunków, nie miała jednak charakteru destrukcyjnego czy demaskatorskiego — poprzez dystans ubogi literat chciał zachować autonomię wobec świata, który mu imponował, ale też przytłaczał i irytował.

Epizod oleśnicki okazał się dla Ringelnatza doświadczeniem istotnym, choć krótkotrwałym. Po opuszczeniu Oleśnicy Małej w końcu 1912 r. wrócił do burzliwego, choć ciekawego życia członka kulturalnej bohemy. Próbował sił jako aktor kabaretowy, autor tekstów scenicznych i poeta, stopniowo budując pewną rozpoznawalność w środowiskach artystycznych Berlina i Hamburga. Jego twórczość - pełna groteski, ironii i pozornego nonsensu - była reakcją na doświadczenie świata hierarchii, dyscypliny i formy, z którym zetknął się m.in. w Oleśnicy Małej, Stanowiły one część stereotypowo widzianej i ostro krytykowanej "pruskości".
W okresie Republiki Weimarskiej, naznaczonym nowoczesnymi prądami w kulturze, Ringelnatz osiągnął znaczną popularność jako literat. Jego styl, operujący humorem i autoironią, stanowił alternatywę wobec patosu kultury wysokiej i mieszczańskiego moralizmu poprzedniej epoki. Po 1933 roku sytuacja uległa jednak dramatycznej zmianie. Twórczość Ringelnatza została zakazana przez władze nazistowskie, a sam autor znalazł się na marginesie życia kulturalnego, przebudowywanego według zasad rasistowskich i totalitarnych. Zmarł przedwcześnie w 1934 roku.
Z tej perspektywy pobyt Ringelnatza w Oleśnicy Małej nabiera znaczenia symbolicznego. Był to moment styku dwóch światów: arystokratycznej kultury wysokiej i nowoczesnej wrażliwości outsidera ówczesnego niemieckiego społeczeństwa. Ringelnatz nie stał się częścią hrabiowskiego projektu, nie pasował do niego. Pozostawił natomiast jedno z rzadkich świadectw codziennego funkcjonowania tego świata, ironiczne, ale też empatyczne i zdradzające zainteresowanie.

Wiele oryginalnych elementów pałacu w Oleśnicy pamięta czasy von Yorków - fot. Krzysztof Ruchniewicz
Dla współczesnego czytelnika, również polskiego, jego wspomnienia są cenne nie tylko jako źródło historyczne, lecz także jako lekcja interpretacji przeszłości. Pokazują, że wielka kultura - nawet ta tworzona w najlepszych intencjach - oddziałuje na konkretne jednostki, z ich słabościami, ambicjami i ograniczeniami, prowadząc do niezamierzonych skutków. Oleśnica Mała przestaje być zapomnianą skamieliną, lecz przyciąga uwagę barwnością postaci i egzotycznym dziś trybem życia.
Peter Yorck von Wartenburg wobec III Rzeszy
Klęska Niemiec i upadek cesarstwa w 1918 r. zachwiały podstawami tego świata. W XX wieku historia rodu von Yorck von Wartenburg weszła w fazę, w której dotychczasowy jego etos - oparty na służbie monarchii i humanistycznej kulturze - został wystawiony na ekstremalną próbę. Nie była to już próba dyscypliny i pracowitości, lecz sumienia, na którą wystawiło jednostkę własne państwo, wobec którego lojalność była podstawową, samo przez się zrozumiałą cnotą Yorcków. Centralną postacią tego wyzwania stał się Peter Yorck von Wartenburg (1904–1944). W realiach III Rzeszy dokonał on wyboru radykalnego i tragicznego. Droga do tej decyzji nie była jednak oczywista, choć przeszła ją część niemieckiej arystokracji. Można jednak wskazać postawy odmienne niż charakteryzujące Petera czy jego przyjaciela, potomka innego rodu istotnego w pruskiej/niemieckiej historii – Helmutha Jamesa von Moltke (1907-1945) z dolnośląskiej Krzyżowej (Kreisau).

Te przejścia wyglądają niemal dokładnie tak jak za czasów Petera Yorcka von Wartenburga - fot. Krzysztof Ruchniewicz
Klasyczne wykształcenie, gruntowna znajomość historii, prawa i filozofii, a także przekonanie o nadrzędności norm moralnych wobec doraźnych interesów politycznych zbudowały światopogląd Petera. W początkach lat 40. XX w., w latach trwającej już wojny światowej wywołanej przez Niemcy, stał się współtwórcą (wraz z H. J. von Moltke z Krzyżowej) "Kręgu z Krzyżowej" — antynazistowskiej grupy niemieckich intelektualistów, prawników, duchownych i urzędników państwowych.
"Krąg z Krzyżowej", jak nazwano ich od miejsca części spotkań, nie był ruchem opozycyjnym w sensie, który w Polsce jest zrozumiały. Nie planowano tam zamachów ani działań zbrojnych. Była to opozycja intelektualna i moralna, skupiona na refleksji nad przyszłym kształtem Niemiec po upadku III Rzeszy, którego się spodziewano. W centrum tych debat znajdowało się pytanie, które dla większości Niemców okazało się zbyt trudne: czy lojalność wobec własnego narodu i państwa ma granice, a więc czy można lub nawet należy ją odrzucić.
Dla Petera Yorcka odpowiedź była jednoznaczna, choć jako oficer Wehrmachtu brał udział w wojnie, związany był przysięgą, jak i tradycją służby swej warstwy społecznej i rodziny. Po nieudanym zamachu płk. Clausa von Stauffenberga na Hitlera 20 lipca 1944 roku gestapo dokonało licznych aresztowań. Także Peter Yorck został zatrzymany, następnie skazany w pokazowym procesie i stracony w berlińskim więzieniu w Berlinie Plötzensee. Kilka miesięcy później podobny los spotkał von Moltkego, który nie był zaangażowany w spisek Stauffenberga, ale został uznany za winnego antypaństwowej postawy.
Po wielu dekadach uczestnicy z "Kręgu z Krzyżowej" stali się inspiracją dla dialogu polsko-niemieckiego i wielu działań na rzecz porozumienia i pojednania (m. in. działalność Fundacji Krzyżowa dla Porozumienia Europejskiego). W Oleśnicy Małej w 2002 r. zawisła tablica upamiętniająca Petera Yorcka von Wartenburga. Stanowi ona symboliczne domknięcie dziejów rodu współtworzącego w XIX w. pozycję Niemiec w Europie.
Etos odpowiedzialności, który wyrażał się w bibliotece, pracy naukowej i służbie państwowej, w XX wieku przybrał postać oporu wobec państwa zdeprawowanego i zbrodniczego. Oporu, za który trzeba było zapłacić życiem.
Pozostaje jednak pytanie o ciąg dalszy. Co stało się z tym dziedzictwem po 1945 roku? Jakie były losy pałacu, książnicy i samej Oleśnicy Małej w nowej rzeczywistości politycznej i społecznej? Co miejsce takie jak Oleśnica Mała może wnieść do naszych debat o historii?
Po 1945 roku: zerwana ciągłość i pamięć
Rok 1945 przyniósł Oleśnicy Małej, jak i całemu obszarowi radykalną zmianę. Hrabiowskie dobra włączono w zupełnie nowy porządek państwowy, polityczny, narodowy i społeczny.
Po zakończeniu II wojny i przejęciu Śląska przez państwo polskie majątek został znacjonalizowany. W połowie lat 50. XX wieku powstał Zakład Doświadczalny Hodowli i Aklimatyzacji Roślin. Adaptacja wnętrz podporządkowana była nowym potrzebom: sale dzielono, ciągi komunikacyjne upraszczano, a dawna symbolika miejsca została usunięta lub zmarginalizowana.
Najbardziej dotknęło to bibliotekę. Jej los jest częścią niszczenia niemieckich dóbr kultury na Śląsku. Większa część książek została zniszczona, kilka tysięcy zaledwie trafiło do różnych magazynów i bibliotek publicznych w Polsce (najwięcej wykazuje ich Biblioteka UWr), ale i Rosji. Tylko 800 tomów, wywiezionych na zachód przed wkroczeniem Armii Czerwonej, pozostało w rękach rodziny. Biblioteka Oleśnicy Małej przestała istnieć jako niemieckie miejsce kultury i pamięci.
W samym pałacu zachowały się jedynie regały - pamiątki po dawnym sensie tej przestrzeni. Ich obecność ma dziś wymiar niemal symboliczny. Są one śladem po projekcie kulturowym, który nie przetrwał próby XX wieku, stulecia fanatyzmu i wojen.
Przedwojenne dzieje Oleśnicy Małej były przez długi czas przemilczane. Nowi mieszkańcy, przybyli tu po 1945 roku, nie mieli dostępu ani do narracji rodu Yorck von Wartenburg, ani do materialnych nośników tej przeszłości. Gdyby mieli, nie byliby nimi – w ówczesnej historycznej sytuacji, pod ciężarem własnych tragicznych doświadczeń, wojennych strat i krzywdy– po prostu zainteresowani. Historia miejsca istniała co najwyżej w postaci fragmentów - śladów architektonicznych, anegdot czy innych niejasnych przekazów.
Dopiero po kilku dekadach, po przełomie 1989 r., możliwe stało się ponowne odkrycie tego dziedzictwa. Nie w duchu jakiejś nostalgii, lecz by zrozumieć, w jaki sposób lokalna historia wpisuje się w szersze procesy kulturowe i wyzwania moralne Europy Środkowo-Wschodniej. Oleśnica Mała okazuje się wówczas nie marginesem, lecz punktem przecięcia wielu narracji: pruskiej kultury państwowej, niemieckiej humanistyki, oporu wobec totalitaryzmu oraz powojennej transformacji narodowo-politycznej. Z polskiego punktu widzenia może być to ciekawe i inspirujące, zważywszy także na losy naszego narodowego dziedzictwa pozostawionego za dawną wschodnią granicą.

Pałac w Oleśnicy Małej - widok współczesny, źródło Gmina Oława, fot. R.M. Sołdek
Uwagi końcowe
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera relacja Joachima Ringelnatza. Jest ona jednym z nielicznych tekstów, które pozwalają zajrzeć do świata Oleśnicy Małej sprzed jego zagłady wskutek katastrof XX wieku, I i II wojny światowej. Autor opisał go bez mitologizacji i patosu, często obecnego we wspomnieniach osób należących do rodzinno-towarzyskich kręgów. Ringelnatz nie malował "wielkiej historii", lecz dzień codzienny: ludzi (wielkich i małych), relacje między nimi i święta, ustalony rytm życia w pałacu i we wsi.
Dla współczesnych mieszkańców Oleśnicy Małej i powiatu oławskiego ta perspektywa może mieć szczególną wartość. Mogą spojrzeć na pałac nie tylko jako obiekt architektoniczny, lecz jako miejsce realnego życia - pracy i zabawy, ambicji i słabości, współpracy i sporów.
Lektura tych zapisków pomaga również zrozumieć, że historia regionu ma bardzo złożone korzenie, z którymi chcąc nie chcąc musimy się skonfrontować. Wszak pokazuje, że wielkie idee - odpowiedzialność obywatelska, humanistyczna kultura, sprzeciw wobec bezprawia - nie rodzą się wyłącznie w metropoliach, lecz również w miejscach pozornie peryferyjnych.
Publikacja relacji Ringelnatza nie ma być nostalgicznym powrotem do minionej, a dla dzisiejszych mieszkańców, obcej historii, lecz zaproszeniem do rozmowy o dziejach tego miejsca, o wartościach, które pozostają nadal aktualne i o wyzwaniach, które bynajmniej nie mają ściśle chronologicznych czy narodowych ram.







Napisz komentarz
Komentarze