Był to największy podobozów KL Gross-Rosen, działający na terenie dzisiejszych Miłoszyc. W styczniu 1945 r. tysiące więźniów zostało zmuszonych do ewakuacji w tzw. marszu śmierci, który pochłonął setki ofiar. 23 stycznia 1945 r. obóz został wyzwolony, a dramat tego miejsca dobiegł końca.
Wczoraj Piotr Stajszczyk - burmistrz Jelcza-Laskowic wraz z zastępcami Mariuszzem Hassem i Michałem Wolskim, a także przedstawicielami Stowarzyszenie Lokalna Grupa Zwiadowców Historii złożyli wiązanki kwiatów i zapalili znicze przy pomnikach upamiętniających te wydarzenia.




- Około godz. 11:00 do opuszczonego przez niemieckich strażników Arbeitslager Fünfteichen w Miłoszycach dotarli pierwsi żołnierze Armii Czerwonej - mówi Piotr Kutela. - Na miejscu zastali jedynie około 300 chorych więźniów (m.in. na tyfus), tak skrajnie wycieńczonych, że nie byli w stanie opuścić obozu. Dwa dni wcześniej niemiecka załoga zarządziła ewakuację obozu – około 6000 więźniów zmuszono do tzw. "Marszu Śmierci" do obozu macierzystego Gross-Rosen (Rogoźnica k. Strzegomia). Przez zamarzniętą Odrę, przy 25-stopniowym mrozie, w łachmanach, bez odpowiedniego obuwia. Wielu z nich tego marszu nie przeżyło. Po ewakuacji chorych byłych więźniów teren obozu został przez Rosjan przekształcony w obóz dla niemieckich jeńców wojennych. Funkcjonował on do 1948 roku. Arbeitslager Fünfteichen był filią niemieckiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen – jednego z najcięższych obozów koncentracyjnych.







Napisz komentarz
Komentarze