
- Niedawno na oławski cmentarz żydowski wróciła macewa, odnaleziona w okolicach Jelcza-Laskowic. Uczestniczyłeś w tym powrocie razem z Oławskim Stowarzyszeniem Historycznym. Po co to robić? Żydów w Oławie już nie ma...
- Historia Żydów była świadomie wymazywana przez hitlerowców, przez nazistów, którzy traktowali ich jak podludzi. Potem na te tereny przyjechali Polacy. Nie znając historii miejsca i bardzo często zakładając, że wszystko co poniemieckie musi być złe, likwidowano wiele cmentarzy zastanych w nowym miejscu osiedlenia. Na szczęście naszego oławskiego cmentarza, który był zaniedbany, nie zlikwidowano, jak stało się na przykład z cmentarzem w miejskim parku, który całkiem znikł z mapy miasta, i to już ładnych parę lat po wojnie. Wróćmy jednak do cmentarza żydowskiego - o pochowanych tu raczej nikt się nie upominał. Ci, którzy mogliby się upomnieć, albo powyjeżdżali, albo w większości zginęli w czasie II wojny światowej. A trzeba pamiętać, że to byli ludzie, którzy żyli w tym miejscu przed nami, tworzyli tę naszą przestrzeń, więc w tym sensie jest to też nasze dziedzictwo. Warto rozmawiać o tych ludziach, poznawać ich historie.
- Zwłaszcza, że na naszym cmentarzu można otrzeć się o wielką historię. Mamy przecież nagrobki pradziadków Katii Mann, z domu Pringsheim, żony noblisty Tomasza Manna...

Cmentarz żydowski w Oławie
- Dokładnie. Im dłużej się szuka i poznaje losy poszczególnych rodów, tym ciekawsze historie się pokazują, co często przekładam potem na artykuły w naszej lokalnej gazecie. Tak "znalazłem" Leopolda Lichtwitza - na oławskim cmentarzu jest pochowany jego ojciec Jakub. Leopold urodził się w Oławie, tu chodził do szkoły, a potem był światowej sławy lekarzem, dyrektorem klinik, przyjacielem Alberta Einsteina. To są takie wielkie historie, które krok po kroku gdzieś tam wypływają, ale są też historie takie zwykłe, niekoniecznie światowego formatu, ale poruszające. Pisałem kiedyś o Julii, która zakochała się w oficerze pułku oławskich huzarów, a potem popełniła samobójstwo, topiąc się w Odrze, ponieważ to nie była miłość akceptowana przez jej ojca. Mam jej zdjęcie, wiem, gdzie jest pochowana. Takie drobne ludzkie, lokalne historie...
- Które mieszkańcy współczesnej Oławy poznają właśnie dzięki tobie i mogą się identyfikować z ich bohaterami. A co tobie osobiście daje takie odgrzebywanie starych historii o byłych mieszkańcach Oławy? I co może jeszcze dawać innym Oławianom?
- Na pewno daje mi to jakiś rodzaj satysfakcji. Jestem z tych osób, które historia fascynuje i przechodząc koło jakiegoś kamienia zastanawiają się, co ten kamień oznacza, komu i do czego mógł służyć setki lat temu. Przechadzając się po cmentarzu wiemy, że kamienie symbolizują konkretne osoby pochowane pod nimi. Odgrzebywanie takich historii to jest coś jak odkrywanie. Jedni chcą odkrywać jakieś nowe lekarstwa czy wzory matematyczne, a ja odkrywam to, co zapomniane, co dotyczy ludzi. A co innym to może dawać? Może troszeczkę pokory? Trochę refleksji na temat tych, którzy byli tu przed nami. Bo przecież nie wszystko to, co mamy, jest nam dane ot, tak sobie, tylko trafiło do nas trochę na zasadzie przekazania pałeczki w tym naszym biegu przez kolejne lata.
- Może warto więc powtarzać, że nasza lokalna kultura wcale nie jest taka jednorodna, jak się niektórym wciąż wydaje...
- Nawet parę dni temu, gdy byłem na tym cmentarzu, podszedł do mnie starszy pan i wypytywał, kto tu leży. To za Niemca powstało? Tak, za Niemca. A dlaczego napisy w jakimś dziwnym języku? Zupełnie nie wiedział czegoś, co dla mnie wydaje się oczywiste, czego nie warto nawet kolejny raz wspominać...
- No może właśnie warto, skoro ludzie nie wiedzą.
- Czasem wydaje mi się, że coś jest tak banalnie oczywiste, że aż wstyd o tym mówić, a jednak okazuje się, że ludzie wciąż nie wiedzą, ciągle trzeba im powtarzać. Jeśli ktoś potem zacznie się zastanawiać na tym miejscem i nad ludźmi tu pochowanymi, to bardzo dobrze. Bo to jest nasze dziedzictwo. Ci ludzie mieszkali w tym samym miejscu, w którym teraz my mieszkamy, chodzili tymi samymi drogami, patrzyli na ten sam ratusz. A oprócz tego Żydzi byli przecież grupą prześladowaną przez Niemców. Mieszkali tutaj przez wiele lat, a potem pamięć o nich została niemal całkowicie wymazana. Te cmentarze to często jedyne fizyczne świadectwo ludzi, którzy tutaj kiedyś byli.

- Na ile dla naszej kultury jest ważna ta dolnośląska różnorodność, z którą mamy do czynienia właśnie choćby na cmentarzach?
- Myślę, że to jest bardzo ważne. Trzeba pokazywać, że istniały i istnieją jednocześnie różne kultury, różne religie, różne obyczaje. Nie można mówić, że tylko my jesteśmy jedyni, najważniejsi. Warto szanować innych, inne poglądy. Wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego. Jeśli ktoś nie robi komuś krzywdy w swoich pasjach, zainteresowaniach czy wierze, to nie mamy prawa wykluczać takich osób. Nie można łączyć na przykład tych osób, które są tutaj pochowane, z tym, co się dzieje teraz na przykład w Palestynie. Muzeum Getta Warszawskiego pisało niedawno o Akcji Żonkile i tam była masa komentarzy, jaki to Izrael teraz jest zły. Nie można łączyć poszczególnych osób, które kiedyś żyły, z tym, co się dzieje teraz, tylko dlatego, że były tej samej narodowości czy religii. Każdy powinien odpowiadać za to, co zrobił - inaczej mamy do czynienia z odpowiedzialnością zbiorową, a wiemy, jak się coś takiego kończy.
Przykro to mówić, ale ten nasz żydowski cmentarz najbardziej ucierpiał dopiero po II wojnie światowej, z rąk Polaków. Niemcy, choć Żydów uważali za niższą rasę, go nie zniszczyli. Zresztą wiele mówi o tym historia tej macewy, która teraz wróciła na cmentarz, a zniknęła właśnie za sprawą Polaków, którzy chcieli ją wykorzystać jako tani materiał kamieniarski.
- Dzisiaj dzięki takim stowarzyszeniom jak wasze, odkręcamy trochę tę złą historię. Teraz cmentarz jest uporządkowany, ktoś się tym miejscem opiekuje...
- Zaraz po II wojnie światowej, gdyby ktoś próbował wspominać historię niemieckich Żydów, nie miałby lekko. Nikt z nimi nie chciał mieć nic wspólnego. Teraz na pewno jest łatwiej.

Ta macewa wróciła na swoje miejsce







Napisz komentarz
Komentarze