Sytuacja miała miejsce przed lekcjami, gdy w sali lekcyjnej nie było dzieci. Nauczycielka przygotowywała doświadczenie chemiczne i w wyniku nieprzewidzianej reakcji doszło do niewielkiego "wybuchu". Nie było ognia, nikt inny nie znajdował się w pobliżu. Z niewielkimi obrażeniami poszkodowana trafiła na SOR. Wezwano straż pożarną, przeprowadzono prewencyjną ewakuację, a pomieszczenia zostały przewietrzone. Sytuacja szybko wróciła do normy i lekcje odbywały się normalnie.
- Ok. 8.20 otrzymaliśmy informację, że przed lekcjami nauczycielka przygotowywała doświadczenie chemiczne, podczas którego strzeliła próbówka - mówił nam kilka godzin po zdarzeniu st. kpt. mgr inż. Michał Wójtowicz, zastępca komendanta powiatowego PSP w Oławie - Nikomu nic się nie stało, ale zostaliśmy wezwani, by sprawdzić, czy na terenie szkoły nie ma oparów jakichkolwiek niebezpiecznych substancji. Przeprowadzono prewencyjną ewakuację, ale zagrożenia nie stwierdzono.
Informację potwierdziliśmy również u wicedyrektora placówki, który dodał, że pierwszej pomocy poszkodowanej udzieliła inna nauczycielka. O incydencie poinformował również burmistrza.
***
Informacja o zdarzeniu odbiła się szerokim echem nie tylko w mediach lokalnych, ale też regionalnych i ogólnopolskich. Niektóre z redakcji internetowych użyły tzw. clickbaitu. To sposób tworzenia tytułów, nagłówków lub treści, które mają przede wszystkim wzbudzić ciekawość i skłonić odbiorcę do kliknięcia, często poprzez przesadę, niedopowiedzenie lub emocjonalny przekaz. Jego celem jest zwiększenie liczby wejść na materiał, niekoniecznie proporcjonalnie do jego rzeczywistej treści.
Doszło więc do tego, że na jednym z wrocławskich portali mogliśmy przeczytać o "eksplozji w szkole na Dolnym Śląsku", co biorąc pod uwagę napiętą sytuację międzynarodową mogło budzić bardzo niebezpieczne skojarzenia. Do tego typu publikacji podczas sesji Rady Miejskiej odniósł się wicedyrektor "Jedynki" - Paweł Jakubowicz:
- Zastanawiałem się, co mogę państwu powiedzieć... Zacznę więc o tego, że nie było żadnej eksplozji, nie było wybuchu, nie było karetki pogotowia, a pani nauczycielka nie przebywa w szpitalu. Wydaje mi się, że to ważne, aby sprostować te dezinformacje. Chciałbym bardzo podziękować straży pożarnej, rodzicom naszych uczniów oraz burmistrzom. Strażacy przyjechali prewencyjnie. Wezwałem ich, bo doszło do reakcji chemicznej po której wydzielił się szkodliwy gaz. Nie było go dużo, więc szansa, by powodował zagrożenie też była nie wielka, ale chciałem, żeby strażacy to sprawdzili. Klasy na górze szkoły zostały ewakuowane. Straż pożarna pojawiła się o 8:20 z czujnikami, a ich odczyt od samego początku wskazywał 0 w każdym pomieszczeniu, także w tym, w którym do owej redakcji doszło. Gaz w bardzo krótkim czasie się ulotnił. O wszystkim poinformowałem burmistrza i myślałem, że temat będziemy mieli zakończony. Coś się wydarzyło, ale ostatecznie nic strasznego... Aż nagle we wrocławskich mediach czytam o eksplozji, wybuchach itp. A nikt z dziennikarzy do mnie nie dzwonił. Pan strażak cały czas powtarzał mediom, że nic takiego się nie stało. Dziękuję rodzicom, którzy czytając te przekazy medialne mimo wszystko zachowali spokój. Dziękuję też burmistrzowi Piotrowi Stajszczykowi oraz jego zastępcy Mariuszowi Hassowi za udzielone wsparcie. Jeśli chodzi o zdrowie pani nauczycielki, to wszystko jest ok, niebawem wróci do pracy. Nie była w szpitalu, tylko na SORze. Żadnego pogotowia w naszej szkole nie było.
W dniu incydentu komunikat opublikował także Urząd Miasta i Gminy Jelcz-Laskowice. Brzmiał on tak:: - Szanowni Państwo, dziś przed rozpoczęciem zajęć lekcyjnych w jednej z klas Publicznej Szkoły Podstawowej nr 1 miała miejsce sytuacja wymagająca wezwania służb ratunkowych. W tym czasie uczniowie nie przebywali jeszcze w klasie. Państwowa Straż Pożarna dokonała sprawdzenia obiektu. Nie stwierdzono zagrożenia dla osób przebywających na terenie szkoły. O sytuacji niezwłocznie został poinformowany Burmistrz Jelcza-Laskowic, który podjął niezbędne czynności w ramach obowiązujących procedur
Podczas sesji Rady Miejskiej radny Krzysztof Skrzydłowski zwrócił uwagę, by w przypadku takich sytuacji komunikaty w mediach społecznościowych były jasne i czytelne. Zwrócił uwagę, że kilka zdań opublikowanych na profilu UMiG tak naprawdę niczego nie wyjaśniało, a przekazy medialne mogły budzić niepokój rodziców

Napisz komentarz
Komentarze