Jako opiekun finansowy wykonywała fałszywe operacje bankowe i przywłaszczyła sobie pieniądze trójki klientów. Sąd nakazał także bankowej doradczyni zrekompensować pokrzywdzonym klientom straty, jakie ponieśli na skutek jej nielegalnych działań...
O sprawie pisaliśmy szeroko w ubiegłym roku, w artykule pt. "Czekała na moją śmierć" ("GP-WO" nr 15/2014). Bankową aferę z Ireną P. w roli głównej przypadkowo ujawnił 76-letni wówczas Stanisław E.* z Oławy. - Gdy Chuck Norris przyszedł do banku z reniferem po "sianko", to natychmiast je dostał, a jak ja się zjawiłem, żeby sprawdzić, co się dzieje z moimi pieniędzmi, to ponad pół roku mnie zwodzono i do dziś się nie przyznano, że zagarnęła je nieuczciwa pracownica - mówił nam w kwietniu 2014 oburzony emeryt, kpiąc przy tym z popularnej wówczas reklamy, z udziałem amerykańskiej gwiazdy filmowej, promującej kredyty i lokaty w BZ WBK SA.
Bez zgody klienta, często fałszując jego podpis, poświadczała też nieprawdę w dokumentach bankowych. Prokuratura ustaliła, że w wyniku różnych fałszywych operacji, wykonywanych przez Irenę P., Stanisław E. stracił ponad 70 tys. zł.
Innemu klientowi banku, Marianowi R.*, ukradła 25 tys. Przywłaszczyła też ponad 15 tysięcy złotych od innej klientki...
* Dane osobowe osób pokrzywdzonych zostały zmienione.







Napisz komentarz
Komentarze