Na 6 uczestników wyprawy pod Muzeum Motoryzacji Wena w Oławie czekało 11 kwietnia wielu fanów i miłośników motoryzacji. Chcieli ich godnie powitać po 43 dniach w drodze i po 17 tysiącach kilometrów za kółkiem. Ależ to były emocje! Autentyczne łzy wzruszenia, uściski, pierwsze wywiady, kwiaty, konfetti, szampan, baloniki... Przeżyć nie brakowało.
Wyprawa "Z ziemi tajskiej do Polski" to kilkanaście krajów po drodze - Tajlandia, Laos, Chiny, Kazachstan, Rosja, Gruzja, Turcja, Bułgaria, Rumunia, Węgry, Słowacja, Czechy i Polska. Jechały dwa Fiaty 125 i jeden Polonez. Samochody zostały sprzedane do Tajlandii 45 lat temu. Uczestnicy wyprawy odkupili je po 700 dolarów za sztukę i wrócili nimi do kraju.
- Już jesteśmy w Oławie - cieszył się na mecie trasy Tomasz Jurczak. - W Chinach nie wiedzieli, gdzie to jest, gdzie Polska, ale wszystko im tłumaczyliśmy... Jestem pod ogromnym wrażeniem, że przyszło tu tyle osób. Mamy za sobą wiele historii, które przeżyliśmy w trasie. Pewnie o nich jeszcze opowiemy, ale na razie dziękujemy za to powitanie. Paweł z Tajlandii, od którego wszystko się zaczęło, chciał tę trasę zrobić w dwa miesiące, a nam to zajęło 44 dni, czyli to jest dobry wynik. 11 krajów, a każdy inny, więc mieliśmy wiele przygód, o których jeszcze opowiemy, ale na razie to marzymy o żurku i pierogach z Muzeum.
Bez opowieści jednak się nie udało już tego pierwszego dnia w kraju. Jurczak przedstawił ze sceny całą ekipę: Paweł Frączyk - to był jego pomysł, jego marzenie, aby przyjechać na Rajd Koguta polskim Fiatem wprost z Tajlandii, z Phuket, gdzie mieszka. My się w to włączyliśmy, bo wiedzieliśmy, że będzie fajna przygoda. Tajlandia to było 1900 km. Laos 400, Chiny 6000 km i jakoś to poszło. Heniek - to odkrycie naszego wyjazdu, relacjonował każdy kawałek rasy. Grzegorz - człowiek cierpliwy, to wiedza motoryzacyjne, nasz główny mechanik pokładowy, który pomagał usuwać usterki. Marcin - pół drogi przespał (Jurczak nawiązał tu do relacji na kanale YouTube), Radek - poznaliśmy się na wyprawie, to kucharz, przesympatyczny gość.
Ponieważ tegoroczny Rajd Koguta, jubileuszowy, bo dziesiąty, startuje w Oławie, a jedzie do Zamościa, na mecie wyprawy pojawili się także szefowie samorządów z tych miast, burmistrz Oławy Tomasz Frischmann i prezydent Zamościa Rafał Zwolak.
- Brawa dla bohaterów, którzy przejechali tę trasę! - mówił burmistrz Frischmann. - Pamiętajcie, że Oława to dobry kierunek i tym się na pewno kierowali uczestnicy wyprawy. Z każdym dniem, z każdym obrotem kół byli coraz bliżej Oławy. Gratuluję!
- Niezmiernie się cieszę, że mogę być z wami w tak ważnym dniu dla całej społeczności motoryzacyjnej - mówił prezydent Zamościa. - To jest dla mnie nie tylko przyjemność, ale i ogromny zaszczyt, bo wiem, że kochacie motoryzację. Ja też mam dziesięć zabytkowych samochodów i niezmiernie was wszystkich zapraszam na metę Rajdu Koguta do Zamościa. Był kierunek Oława, za chwilę kierunek Zamość i całe Roztocze, które czeka na was!

Przy mikrofonie Paweł Frączyk
Do zebranych mówił też zmęczony, ale szczęśliwy Paweł Frączyk: - Przede wszystkim chciałbym podziękować. Dzięki za wspólne spełnienie marzenia. To były przecudowne 43 dni, kilkanaście tysięcy kilometrów - to wszystko zostaje w głowie i w sercu. Uwierzcie, że żadne kamery, żadne zdjęcia nie oddadzą tego, co po drodze zobaczyliśmy, co przeżyliśmy, co zjedliśmy, z kim rozmawialiśmy. Warto jeździć po całym świecie, bo naprawdę się da. Kochajcie klasyczną motoryzację i spełniajcie wasze marzenia!

Uczestnicy wyprawy z burmistrzem Oławy i prezydentem Zamościa

Czekał na nich tłum ludzi

TU więcej zdjęć:







Napisz komentarz
Komentarze