Ja sam kupiłem naszego Mercedesa jeszcze jako 18-latek w 2002 roku. Samochód służył nam do 2008 roku, po czym trafił do garażu. Kiedy Maks, urodzony w 2012 roku, miał zaledwie 3-4 lata, często chodził wokół auta i pytał, czy kiedyś jeszcze nim pojedziemy. Zawsze odpowiadałem, że kiedyś tak.
We wrześniu 2022 roku przyszedł do mnie i powiedział: - Tata, a ty wiesz, że jest coś takiego jak Rajd Koguta? Moglibyśmy pojechać naszym antykiem!
Odpowiedziałem, że słyszałem o takich rajdach. Wtedy padło to magiczne pytanie wypowiedziane delikatnym dziecięcym głosem:
- A pojedziemy? - zapytał 10-letni Maks. Zrozumiałem, że moja odpowiedź nie może być inna: - Tak synku, pojedziemy.
Wtedy wiedziałem, że to właśnie ten moment, kiedy syn naprawdę liczy na ojca. Już następnego dnia, zaraz po jego powrocie ze szkoły, zabraliśmy lawetę i przywieźliśmy samochód z garażu moich rodziców do naszego domu.
Maks każdą wolną chwilę poświęcał, aby przygotować auto na siódmą edycję Rajdu Koguta do Stegny. Ten 10-letni chłopak w nieogrzewanym garażu wykonał samodzielnie około 80% napraw. Rozebrał hamulce, naprawiał układ paliwowy, doprowadził tapicerkę i karoserię do stanu używalności.

Na miesiąc przed rajdem, 1 maja, wydarzyło się coś wyjątkowego - nasz antyk po latach o własnych siłach wyjechał z garażu.
Tamten Rajd Koguta okazał się najlepiej spędzonym czasem ojca z synem. Cudowni ludzie na trasie, noclegi w namiocie, zwiedzanie muzeów i zamków, a przede wszystkim podróż bez nawigacji. Nauczyłem syna korzystać z mapy i to właśnie on prowadził mnie z atlasem samochodowym na kolanach.
Od tamtego czasu Rajd Koguta jest częścią życia całej mojej rodziny. Również żona i pozostałe dzieci z utęsknieniem czekają na ogłoszenie kolejnej mety, a z każdą następną edycją jesteśmy z Rajdem coraz bardziej związani. W drugiej edycji zgłosiliśmy do pomocy dwoje dzieci, a już podczas kolejnej udało nam się nawiązać kontakt z grupą motocyklistów. Za ich namową zgłosiłem aż dziewięcioro dzieci na ich numery startowe - to były dwie godziny namolnego klikania, bo oczywiście kto pierwszy ten lepszy, a zrozumie to tylko ten, kto zgłaszał dziecko do pomocy z RK.
Dowiedział się o tym Mariusz Terrano, który zadzwonił do mnie z pytaniem, czy nie chciałbym dołączyć do sztabu Rajdu Koguta. Powiedział, że świetnie zrozumiałem ideę rajdu, sens uczestnictwa i przede wszystkim chęć niesienia pomocy potrzebującym dzieciom.
Dziś jestem częścią sztabu Rajdu Koguta i chciałbym serdecznie podziękować Tomkowi, Mariuszowi, Monice oraz całemu zespołowi tej wspaniałej inicjatywy.


Napisz komentarz
Komentarze