Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 17 października 2026 03:26
ZOBACZ:
Reklama Aftermarket Oława
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Jelcz - 2013, czyli krajobraz po bitwie

Podziel się
Oceń

To nie była typowa bitwa, to było coś gorszego. Ośmielam się zaryzykować stwierdzenie, że był to napad rabunkowy w wykonaniu formacji "sami swoi", jak potocznie nazywano członków Rady Pracowniczej

Echa naszych publikacji

Napad miał miejsce w biały dzień, a jego celem był... fotel urzędującego dyrektora naczelnego "JELCZA"- Jana Dalgiewicza. Nie znam kryptonimu tej operacji, ale przy telefonie siedział i pilnie czekał na wynik kandydat na nowego dyrektora-elekta. Czekał na umówione hasło, które zazwyczaj bywa krótkie, np. "pogoda jest nasza - mamy teraz słoneczko."

W kraju nie działo się wówczas za dobrze. Przemiany polityczno-gospodarcze dotykały zarówno robotników jak i kierownictwa fabryk. Powstawały nowe związki zawodowe, które hasła pomocy dla ludzi pracy stawiały na dalszym miejscu. Na pierwszym - dorwać  się do władzy i ciągnąc z tego, co się da. W pewnej wrocławskiej dużej piekarni członkami zarządu tworzonej wówczas "Solidarności" byli ludzie których najczęściej zatrzymywano za kradzież pieczywa.

W Jelczu też były próby przedostawania się do władz ludzi do których miano pewne zastrzeżenia. Ale jelczański zarząd był czujny...

Z nowym zarządem nowego związku, dyrektor "Jelcza" Jan Dalgiewicz miał dobre układy. Dzięki temu,  że ten zarząd dostrzegał kłopoty, związane są z toczącymi się w kraju przemianami społeczno - gospodarczymi i nie zawsze szły pożądanym kierunku.

Na linii dyrekcja - związki zawodowe była dobra współpraca, toteż w najbardziej wybuchowej sytuacji, np. w sierpniu 1980, w Jelczu był spokój. Odnotowano tylko nieliczne przypadki  tzw.  wychodzenia przed orkiestrę. Niektórzy chcieli się wyróżnić tym, że opanowali bramy i "bawili" się w straż przemysłową. Dzięki elokwencji i umiejętności  w nawiązywaniu dialogu, a także powszechnego szacunku dla dyrektora Dalgiewicza za wszystko, co zrobił dla fabryki oraz dla nowego miasta - które powstało dzięki jego staraniom - osiągnięto w tych trudnych dniach wzajemne porozumienie i do żadnych strajków nie doszło.

Natomiast współpraca z radą pracowniczą przedsiębiorstwa nie układała się zbyt dobrze. Ludwik Solecki, który jako jeden z członków prezydium rady nadesłał wspomnienia zamieszczone na stronach (od 198 do 219) "Historii JZS Jelcz - zapisy wspomnień" przyznał, że: "bilans całościowy był pozytywny, w najważniejszych sprawach dochodziliśmy do porozumienia, nie było większych  awantur". Tymczasem w  prezydium rady przypomniano sobie stare hasło z odległych lat: - "cała władza w ręce rad". Obmyślono więc ze szczegółami scenariusz napadu na dyrektora Dalgiewicza, ustalono konkretną datę, 4 czerwca 1990, i rozpoczęto przygotowania, szukając zwolenników tego pomysłu. 4 czerwca na spotkanie z dyrektorem Dalgiewiczem zaproszono tych, o których wiedziano, że podniosą rękę za odwołaniem dyrektora Dalgiewicza. Jednemu robotnikowi obiecano awans na mistrza i obietnicy dotrzymano. Wynik tego działania, jak nazwałem rzecz po imieniu - napadu, był do przewidzenia. Dyrektor Jan Dalgiewicz został odwołany z funkcji, ale przedtem musiał wysłuchać monologu przewodniczącego rady Ryszarda Wrzesińskiego, który bez powtarzania się oskarżył dyr. Dalgiewicza o wszystkie negatywne zjawiska w fabryce, wiedząc, że były powiązane z nieudolnością wprowadzenia zmian w kraju.

Ludwik Solecki, którego dyrektor naczelny Jan Dalgiewicz awansował rok wcześniej na stanowisko dyrektora naczelnego dużego przedsiębiorstwa FMS w Szczecinie, poparł knowania członków rady. Gdybym był na miejscu dyr. Jana Dalgiewicza, wielkim głosem zawołałbym:

- I ty, Ludwiku?!

Nie lubię takich sposobów "odwdzięczania" się, toteż spiskowcy na pewno zauważyliby łzy na moich policzkach. Gdyby Ludwik Solecki wcześniej zapytał dyr. Dalgiewicza, co tu jest grane i o co chodzi członkom Prezydium Rady, uzyskałby odpowiedz na te pytania. Chodzi o wykorzystanie nieudolnie wprowadzanej transformacji społeczno-gospodarczej dla własnych celów. Przeszkadzał im w tym dyr. Dalgiewicz, który miał plany uratowania przedsiębiorstwa z pomocą inwestora strategicznego - firmy VOLVO .

Celem członków rady jest więc pozbawienie go funkcji dyrektora naczelnego. W tym celu od dawna trwały przygotowania, ustalono nawet datę, kiedy się tego dokona.

- Z bólem serca - pisze Ludwik Solecki - wychodzi mi przyznać że ja się do tego przyczyniłem, chodź może nie w stopniu decydującym i w sposób nieświadomy.

Dalej wyjaśnia, dlaczego nowe władze Jelcza nie przypadły mu do gustu: - Nie będę ukrywał, iż nowe rządy w JZS nie do końca mi się podobały, np. nie uważałem za uzasadnione, aby z dnia na dzień zarobki nowego dyrektora JZS zwiększyły się ośmiokrotnie (!)".

W obu nadesłanych tekstach (drugi jest autorstwa sekretarza rady - Jerzego Smyka) zabrakło krótkiego słowa PRZEPRASZAM!

Sądzę, że prawie wszyscy, którzy głosowali za odwołaniem Jana Dalgiewicza, czuli, że wykonują dobra robotę. Jak bardzo się mylili. W ich zamysłach nie było chyba także miejsca na krytyczna ocenę krzywdy, jaką wyrządzili Janowi Dalgiewiczowi. Brakło im też miejsca, żeby zastanowić się nad skutkami tego, co zrobili. Nie wzięli pod uwagę faktu, że właśnie wyeliminowali jedynego człowieka, który mógł uratować przedsiębiorstwo, bo miał na to argumenty i plany. O tym, że Jelcz jest na prostej drodze do upadłości i nikt go z tej drogi nie zawróci, pierwsi zorientowali się szefowie firm MAN i Mercedes. Zostało VOLVO, ale tamtejsze kierownictwo  zapowiedziało ,że w zarządzie - w razie przyszłej współpracy - nie widzą  nowego dyrektora JZS. Tę wiadomość przywiózł z Goeteborga dyrektor Jan Dubielak i wkrótce stała się ona tajemnica poliszynela.

Dyrektor Krzysztof Rozenberg zareagował bardzo nerwowo. Obecni  przy tym dyrektorzy Henryk Orzechowski  i Marian Łącki odnotowali jego gwałtowną reakcję: - Wszystkich, popierających VOLVO, wyp...  i trzeba brać co się da".

Po odejściu Jana Dalgiewicza, który w sprawie współpracy z tą firmą nawiązał kontakty, rokujące nadzieję na przyszłą współpracę, szefostwo VOLVO uznało, że czas na odwrót z Jelcza. Szwedzi opuścili hale A i biura w hali D, przeprowadzając się do Wrocławia, gdzie funkcjonują bez większych problemów do dziś. Obecnie są największym producentem autobusów w Europie. A mogli w Jelczu, gdyby rada pracownicza chciała  (URATOWAĆ JELCZ). W VOLVO obliczyli, że przy zmniejszonej produkcji samochodów trzeba w Jelczu zwolnić około 1450 pracowników.

Nowe władze Jelcza na taką liczbę zwolnień nie wyraziły zgody. Niedługo po tym, gdy upadł "JELCZ", zmuszeni byli zwolnić... wszystkich.

Prawie wszyscy autorzy tekstów, zamieszczonych we wspomnianej książce, domagają się napiętnowania tych osób, które doprowadziły Jelcz do "ostatniej formy restrukturyzacji przez upadłość" - taką przyczynę wymyślono w Jelczu. Domaga się tego m.in.: były kierownik W 373 -  inż. Zbigniew Nowak, w piśmie do prokuratora generalnego. Domaga się śledztwa wobec osób winnych upadłości Jelcza i uznania niektórych działań nowego zarządu za działania  przestępcze. Napiętnowania wymaga również sprawa przekazania załodze akcji bez wartości. Czy były to zwykłe kpiny, czy chęć odwrócenia uwagi od poczynań kierownictwa w kierunku ogłoszenia upadłości firmy. Niniejszy tekst został opracowany po względnie dokładnej analizie tekstów, zamieszczonych  w książce "Historia JZS Jelcz- zapisy wspomnień".

Prawie wszyscy autorzy tekstów stwierdzili, że upadłość Jelcza zaczęła się po zwolnieniu  z funkcji dyrektora Jana Dalgiewicza. Nasiliły się po objęciu tej funkcji przez Krzysztofa Rozenberga, a po jego odwołaniu "dzieła" dokończyli emisariusze właściciela przedsiębiorstwa ZASADA GROUP, których interesowała tylko ostateczna upadłość przedsiębiorstwa. Na podstawie analizy treści tej książki ośmielam się stwierdzić, że im wszystkim zależało, aby upadłość stała się faktem i to w najbliższym okresie.

I jeszcze informacja z ostatniej chwili, o losach bliźniaczego budynku BOT przy dawnej ulicy Stalingradzkiej 23 w Warszawie, gdzie mieściły się m.in. biura Zjednoczenia Przemysłu Motoryzacyjnego. Wbrew temu co pisał Jerzy Smyk, że budynek ten zrównano z ziemią wcześniej od jelczańskiego, nasi informatorzy donoszą, że: budynek stoi i obecnie jest remontowany, będzie to nowy biurowiec w mieście. W drodze są zdjęcia tego budynku, które zamieścimy w "Gazecie Powiatowej - Wiadomości Oławskich" wraz z artykułem poddającym w wątpliwość podjęcie decyzji o zrównaniu z ziemią BOT-u i ZOETO. Ciekawe, że BOT usiłował się bronić. Załatwiono go dopiero po założeniu trzeciej porcji materiału wybuchowego.


Michał Szczupak
 


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: z Owczar Treść komentarza: MPZP jest z 2014 roku, gdzie NIS i ich nowa koleżanka ex-posłanka byli przez 12 lat? Co radni NIS robili od maja 2024 r. mając większość w radzie? Data dodania komentarza: 16.10.2026, 22:03 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową Autor komentarza: Marik Treść komentarza: Akurat tutaj muszę się z Tobą nie zgodzić. MPZP jest z 2014 roku, uchwalone bez żadnych uwag. Ludzie mieli 12 lat żeby go zmienić jak nie chcieli tam wiatraków, to są 3 kadencje, w trakcie których funkcję wójta sprawowały 3 różne osoby. Data dodania komentarza: 16.10.2026, 21:55 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową Autor komentarza: Człowiek Treść komentarza: Dobrze się czujesz? Data dodania komentarza: 16.10.2026, 20:10 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową Autor komentarza: Rock Treść komentarza: Radni i sołtysi są zobowiązani do regularnego przeglądania i czytania obwieszczeń, zamieszczonych na stronie BIP Gminy Oława. Skoro był uchwalony MPZP, to Radni wyrazili zgodę na budowę OZE. Również Ci z Oleśnicy Małej, Owczar, Chwalibożyc, Osieka....Jeżeli inwestor spełni wszystkie wymagane ustawami wymagania to te wiatraki powstaną. Data dodania komentarza: 16.10.2026, 20:04 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową Autor komentarza: Gocha ze Zwierzyńca Treść komentarza: Festiwal spychologii. Kto naprawdę zawinił w Oławie? Analizując wiatrakową aferę w gminie Oława, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z klasycznym, urzędniczym gridlockiem, w którym każdy umywa ręce. Jednak w gąszczu pism, procedur i wzajemnych oskarżeń, wina rozkłada się bardzo konkretnie. Kto zawiódł? Główny winowajca: Urząd Gminy i Wójt (Wina ewidentna) Pełną i bezpośrednią odpowiedzialność za odcięcie mieszkańców od informacji ponosi Urząd Gminy Oława na czele z wójtem Arturem Piotrowskim. • Tłumaczenie, że pismo z RDOŚ nie zawierało listy miejscowości, jest kuriozalne. Urzędnicy referatu planowania przestrzennego doskonale wiedzieli, gdzie TK WIND chce stawiać turbiny – wniosek inwestora leżał w urzędzie od ponad roku (od sierpnia 2023 r.). • Zasłanianie się „błędem ludzkim” to unikanie odpowiedzialności politycznej i menedżerskiej. Wójt odpowiada za organizację pracy urzędu. Jeśli podlegli mu pracownicy nie potrafią skojarzyć, że budowa 9 gigantycznych turbin dotyczy konkretnych sołectw, i nie potrafią wysłać jednego e-maila do sołtysów, to mamy do czynienia z głęboką niewydolnością systemową. Gmina zastosowała tzw. "złośliwą zgodność z przepisami" – wrzuciła dokument do BIP-u i uznała, że ma święty spokój. To rażące zaniedbanie i lekceważenie własnych mieszkańców. Współwinny: RDOŚ we Wrocławiu (Wina proceduralna) Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska również nie jest bez winy. Choć formalnie dopełniła procedur, wysyłając pismo elektroniczne, to jej działanie pokazuje bezduszność aparatu urzędniczego. • RDOŚ poprosił o ogłoszenie sprawy w sposób „zwyczajowo przyjęty”, ale sam nie pofatygował się, by precyzyjnie wskazać, o które wsie chodzi, działając po linii najmniejszego oporu. • Co więcej, instytucja ta ograniczyła własne obwieszczenia do swojego BIP-u. Obietnice o publikacji w prasie okazały się fikcją w skali lokalnej. RDOŚ potraktował udział społeczeństwa jako uciążliwy obowiązek do „odhaczenia” w tabelce, a nie realny element procesu decyzyjnego. Inwestor (TK WIND): Działanie w cieniu Firma TK WIND działała zgodnie ze swoim interesem ekonomicznym. Złożyła wniosek w 2023 roku i czekała na bieg spraw. Dla inwestora brak rozgłosu to idealne warunki – im mniej uwag mieszkańców, tym szybsza i łatwiejsza ścieżka do uzyskania decyzji środowiskowej. Choć trudno winić biznes za to, że nie robi wokół siebie hałasu, to jawne ignorowanie negatywnej opinii Sanepidu z lipca świadczy o tym, że inwestor liczył na przepchnięcie projektu kolanem, bez oglądania się na koszty społeczne. Podsumowanie: Urzędniczy mur kontra obywatele W tej układance bezbłędnie zadziałał tylko jeden element: mieszkańcy, sołtysi i lokalni aktywiści. Ludzie, którzy zostali zmuszeni do biegania od drzwi do drzwi i wyręczania opłacanych z ich podatków urzędników. Winny jest system zarządzania w gminie, który przedkłada biurokratyczny spokój nad transparentność. Przeprosiny wójta będą coś warte tylko wtedy, gdy pociągnie on do odpowiedzialności winnych urzędników, a wywalczony (miejmy nadzieję) nowy termin RDOŚ zostanie wykorzystany do realnej, otwartej debaty z mieszkańcami. Na ten moment gmina Oława dostała czerwoną kartkę z lekcji pod tytułem „Samorządność”. Data dodania komentarza: 16.10.2026, 19:26 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową Autor komentarza: Leszek Górecki Treść komentarza: Panie Wieśku, nikt tu nie postuluje powrotu do średniowiecza ani wypasu krów, a mylenie walki o transparentność z „fobią na rozwój” to głębokie nieporozumienie. Rozwój gminy i nowoczesne technologie – w tym odnawialne źródła energii – są potrzebne, ale nie mogą być wprowadzane metodą faktów dokonanych i za plecami mieszkańców. W tej sprawie kluczowym problemem nie jest sam fakt budowy wiatraków, ale to, jak potraktowano ludzi Data dodania komentarza: 16.10.2026, 19:21 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama