Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 17 października 2026 02:23
ZOBACZ:
Reklama Aftermarket Oława
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Nie jestem polityczną oszustką

Podziel się
Oceń

Z Dorotą Swadek-Schneider, wójtem gminy Domaniów, rozmawia Krzysztof Andrzej Trybulski

Gmina Domaniów Dywagacje Poborskiego

- Jak się pani czuje w roli politycznej oszustki?

- Tym prowokacyjnym pytaniem nawiązuje pan zapewne do wypowiedzi pana Sławomira Poborskiego, byłego radnego i byłego sołtysa Piskorzówka, a także mojego konkurenta w ostatnich wyborach samorządowych, teraz nowo mianowanego działacza Platformy Obywatelskiej. Powiem, że tego typu wypowiedzi, niemające nic wspólnego z rzeczywistością, są jednak bardzo nośne i przez to niebezpieczne. Dzień po publikacji artykułu, zawierającego "rewelacje" Pana Poborskiego, byłam z córką w oławskiej przychodni i czekając w kolejce do lekarza, usłyszałam rozmowę dwóch panów. Jeden z nich mówił o burmistrzu z Domaniowa, który oszukał wyborców....

- Poborski twierdzi, że popierał panią w kampanii wyborczej, że dużo pani obiecywała, a teraz nic z tych zapowiedzi nie realizuje.

- Owszem, popierał w drugiej turze wyborów, po tym, jak sam z nich odpadł i przegrał ze mną bezpośrednią walkę o mandat radnego powiatowego. W swojej kampanii skupiał się na krytyce poprzedniego wójta Marka Chudego, a teraz jest z nim w jednej partii. Poborski zmienił front zaraz po wyborach. Od tej chwili ja stałam się głównym celem jego ataków.

- Zarzucił pani, że Urząd Gminy wydaje sporo budżetowych pieniędzy na kawę...

- I szybko to wyjaśniliśmy. Według Pana Poborskiego miało to być 200 zł miesięcznie, a faktycznie niewiele ponad 200 zł wydatkowano w ciągu całego 2011 roku, wliczając w to także cukier, mleczko i ciasteczka, konsumowane z reguły przez naszych gości. Pan Poborski domagał się też budowy nowych lamp ulicznych, a my tymczasem zastanawialiśmy się nad wyłączeniem oświetlenia w całej gminie lub jego znacznym ograniczeniem, bo nasza sytuacja finansowa była bardzo trudna.

- Odziedziczyła ją pani po poprzednim szefie gminy...

- Tak, i pierwszy rok mojej kadencji w dużym stopniu poświęciłam na porządkowanie ciężkiej sytuacji gminy, nie tylko finansowej, po ośmioletnich rządach pana Chudego. Mówiłam już o tym kilka razy, ale warto przypomnieć, że kiedy pojawiłam się w urzędzie, sekretarz odszedł na emeryturę, a skarbnik i pełnomocnik wójta ds. promocji byli na zwolnieniach lekarskich. To oprócz wójta były przecież najważniejsze osoby w urzędzie, a ja byłam sama. Zastałam rozbudzone przez poprzednika nierealne obietnice wyborcze oraz bardzo kosztowne inwestycje, jak chociażby warty ok. 6,5 mln zł projekt oczyszczalni ścieków w Wierzbnie. Gmina powinna zapewnić w budżecie na 2011 rok środki w wysokości ponad 2 mln zł, a tego nie zrobiono. Nie mogliśmy również zaciągnąć kredytów, ponieważ wskaźniki zadłużenia były zbyt wysokie i nikt by takiego kredytu nam nie udzielił. Podejmując decyzję o rozbudowie wierzbiańskiej oczyszczalni ścieków, w mojej ocenie pominięto fakt, że trzeba tam dowieźć nieczystości, czyli potrzebna jest droga, a to kolejny wydatek, ok. 250 tys. zł. Niezbędna jest też kanalizacja sanitarna, której projektowanie planowano rozpocząć dopiero w latach 2014-15. Nasuwa się więc pytanie: jaki sens miała oczyszczalnia za 6,5 mln bez drogi dojazdowej i kanalizacji.

- Poborski twierdzi, że startując w wyborach, snuła pani przed mieszkańcami gminy optymistyczne wizje i zapowiadała budowę szklanych domów... 

- Moje obietnice wyborcze są konsekwentnie realizowane. Były zdecydowanie skromniejsze niż moich kontrkandydatów, ponieważ realnie oceniałam sytuację ekonomiczną gminy.

- Sztandarową inwestycją wójta Chudego miała być budowa hali widowiskowo-sportowej...

- Ta sprawa do dziś budzi w naszej gminie najwięcej emocji. Ta obietnica wyborcza mojego poprzednika nie miała realnych szans na realizację, z powodu braku środków na ten cel. Hala miała kosztować 14 mln zł, przy naszym rocznym budżecie na poziomie 11 mln zł i olbrzymim zadłużeniu gminy. Od razu oceniłam, że jest to inwestycja zbyt kosztowna, jak na nasze potrzeby i możliwości. Mówiłam o tym także w kampanii wyborczej, co można łatwo sprawdzić w internecie. Podobnej oceny dokonała nowa Rada Gminy. Warto tu także przypomnieć, że tę halę, zgodnie z planami mojego poprzednika, a obecnego kolegi partyjnego pana Poborskiego, miano budować ze środków Ministerstwa Sportu. Niestety, po objęciu urzędu, w budżecie gminy nie zastałam ani złotówki na ten cel. Natomiast były dokumenty, potwierdzające wydatkowanie ponad 170 tys. zł na projekty i przeprojektowywania oraz dokumenty potwierdzające, iż hala nigdy nie była wpisana w program inwestycji o szczególnym znaczeniu dla sportu, z którego to ponoć miały być pieniądze na jej budowę. W czasie wyborów mój poprzednik taką informację przekazywał opinii publicznej, niestety z zastanych przeze mnie w urzędzie dokumentów wynika, że była to nieprawda.

- I dlatego, jak mówi Poborski, "pogrzebała" pani plan budowy hali widowiskowo-sportowej?

- To nieprawda. Deklarowałam w kampanii, że będę dążyła do wybudowania hali sportowej, która będzie zaspokajała potrzeby społeczności lokalnej, a jej powstanie będzie realne, biorąc pod uwagę możliwości finansowe gminy. Dlatego zaraz po objęciu urzędu zajęłam się tą sprawą. Niestety, ówczesny projekt taki nie był. Takiej hali, jaka miała być w gminie, która ma niewiele ponad 5 tysięcy mieszkańców, nie odważono się budować nigdzie w naszym powiecie. Przewidywany koszt budowy to 14 mln zł, a prognozowane koszty rocznego utrzymania obiektu wynosiły ok. 260 tys. zł. Dla porównania - roczne koszty utrzymania sali gimnastycznej przy Zespole Szkół w Domaniowie, to około 69 tys. zł. Dodatkowym problemem była zbyt duża odległość hali od szkoły w Wierzbnie, a przecież przede wszystkim jej uczniom miała służyć. Dlatego po akceptacji Rady Gminy, Rady Rodziców oraz Rady Pedagogicznej Zespołu Szkół w Wierzbnie, podjęliśmy decyzję o zmianie lokalizacji. Obiekt powstanie w bliskim sąsiedztwie szkoły i nie jako hala widowiskowo-sportowa, tylko sala gimnastyczna z zapleczem dla ciężarowców.

- Ale przy opracowaniu tej nowej koncepcji też nie poszło gładko, bo pojawiły się innego typu problemy...

- Ze względu na bliskość sali i kościoła, prowadziliśmy rozmowy z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków i uzyskaliśmy jego zgodę, co w świetle ostatnich publikacji prasowych, dotyczących tych problemów w naszej gminie, nie było rzeczą łatwą. Musieliśmy także zrobić nowy, indywidualny projekt, uwzględniający wymagania konserwatorskie. Gmina nie posiada gruntów w okolicy szkoły, więc podjęłam rozmowy z wrocławską Kurią, o możliwości zamiany gruntów, i uzyskałam pisemną zgodę. W chwili obecnej trwa podział geodezyjny działki i sporządzane są operaty szacunkowe, niezbędne do zamiany gruntów. W najbliższym czasie tę zamianę sfinalizujemy i przystąpimy do przygotowania projektu, na który zapewniono 50 tys. zł w budżecie gminy na 2012 rok. Jak więc widać, to nie ja, tylko pan Poborski zbyt wcześnie "uśmiercił" halę w Wierzbnie. Myślę, że największe pretensje powinien mieć o to do swojego obecnego partyjnego kolegi - pana Marka Chudego, który nie skorzystał z możliwości, jakie w czasie jego rządów dawał unijny Regionalny Program Operacyjny. Z jego środków, na poziomie 70% kosztów inwestycji, połączonych z pieniędzmi z funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej, które dawały możliwość pokrycia 29% kosztów, w czasie urzędowania pana Chudego gmina mogła wybudować halę za 1% wartości. Z tej możliwości skorzystały 32 gminy z naszego województwa, m in. miasto Oława, Twardogóra, Strzelin, Sobótka, Siechnice, Krośnice i wiele innych. Przede wszystkim właśnie o to powinien mieć pretensje do swojego partyjnego kolegi pan Poborski, bo nasza gmina mogła mieć już dzisiaj taką halę, chociażby taką jak w Twardogórze.

- Poborski twierdzi, że pani nie potrafi rozruszać gospodarczo gminy...

- Rządzący przez 8 lat były wójt, zatrudniając przez ostatnie 4 lata za niemałe pieniądze pełnomocnika ds. rozwoju gminy, też nie zdążył jej "gospodarczo rozruszać". Środki uzyskane z renty planistycznej, za sprzedaż gruntów w rejonie węzła autostradowego Brzezimierz-Goszczyna, w wysokości 857 tys. zł, zostały w dużym stopniu skonsumowane. Poszły głównie na podwyżki dla pracowników samorządowych, na bieżące potrzeby urzędu, podwyżki diet radnych i ryczałty sołtysów. Także na finansowanie "Wieści gminnych" - gazety wydawanej przez Urząd Gminy, na wyposażenia jednostki straży pożarnej w Oławie i inne drobne wydatki.

- Węzeł miał być złotą kurą, a do dziś nic tam się nie dzieje...

- Mamy jako gmina bardzo niewielki na to wpływ, bo nie mamy tam nawet kawałka gruntu. Prosiłam niedawno szefa dolnośląskiego oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych, aby przekazał nam choćby symboliczny jeden hektar, ale bez skutku. Gdybyśmy mieli tam choćby ten jeden hektar, moglibyśmy inicjować działania i myśleć o inwestycyjnym wsparciu tego terenu, a tak mamy związane ręce.

- Być może mógłby przy tym pomóc poseł Roman Kaczor, ale ponoć nie chce pani skorzystać z jego usług...

- Oświadczam, że pan Poborski nigdy nie rozmawiał ze mną na temat pana posła Kaczora. Z oławskim parlamentarzystą rozmawiałam w ubiegłym roku, gdy przekazywałam uroczyście naszym strażakom nowy samochód. Potem poseł pojawił się u nas w trakcie dożynek, co się działo tuż przed wyborami do parlamentu. Po wyborach nie mieliśmy żadnego kontaktu. Myślę, że pan Kaczor, który deklaruje, że jest posłem całego powiatu, nie zapomni o naszej gminie. Członkowie jego rodziny prowadzą też u nas działalność gospodarczą, w dodatku w pobliżu wspomnianego węzła autostradowego, więc powinni być także zainteresowani jego rozwojem. W tej sytuacji, zarzuty, jakie czyni mi pan Poborski, odbieram jako demagogiczne i formułowane li tylko na potrzeby bieżącej jego polityki, czy też jego nowego ugrupowania. W mojej ocenie może to także wynikać ze słabej orientacji pana Poborskiego w bieżących i istotnych dla gminy sprawach. Przykładem może trochę śmiesznym, ale dobrze to ilustrującym, jest ta wspomniana "afera kawowa". Pan Poborski "czuje się politycznie oszukany", bo być może szuka usprawiedliwienia zmian swojej partyjnej przynależności.

- Ponoć chce pani zwolnić z pracy dwoje urzędników, którzy razem z Poborskim wstąpili do koła PO...

- To totalna bzdura. Każdy z urzędników, może poza sekretarzem, który z mocy prawa musi być apolityczny, ma prawo do wyrażania swoich poglądów i do dowolnej przynależności partyjnej. Osoby o których pan mówi, są bezpośrednio zaangażowane w sprawę budowy sali gimnastycznej w Wierzbnie. Chodzi o panią Dorotę Salę i pana Marcina Siewickiego. Po artykule z wypowiedziami pana Poborskiego złożyli mi oświadczenie, z którego wynika, że nie identyfikują się z poglądami szefa domaniowskiego koła PO. Nie mam zamiaru ich zwalniać z pracy, bo to dobrzy, sumienni urzędnicy.

Tekst i fot.:
Krzysztof A. Trybulski

 


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: z Owczar Treść komentarza: MPZP jest z 2014 roku, gdzie NIS i ich nowa koleżanka ex-posłanka byli przez 12 lat? Co radni NIS robili od maja 2024 r. mając większość w radzie? Data dodania komentarza: 16.10.2026, 22:03 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową Autor komentarza: Marik Treść komentarza: Akurat tutaj muszę się z Tobą nie zgodzić. MPZP jest z 2014 roku, uchwalone bez żadnych uwag. Ludzie mieli 12 lat żeby go zmienić jak nie chcieli tam wiatraków, to są 3 kadencje, w trakcie których funkcję wójta sprawowały 3 różne osoby. Data dodania komentarza: 16.10.2026, 21:55 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową Autor komentarza: Człowiek Treść komentarza: Dobrze się czujesz? Data dodania komentarza: 16.10.2026, 20:10 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową Autor komentarza: Rock Treść komentarza: Radni i sołtysi są zobowiązani do regularnego przeglądania i czytania obwieszczeń, zamieszczonych na stronie BIP Gminy Oława. Skoro był uchwalony MPZP, to Radni wyrazili zgodę na budowę OZE. Również Ci z Oleśnicy Małej, Owczar, Chwalibożyc, Osieka....Jeżeli inwestor spełni wszystkie wymagane ustawami wymagania to te wiatraki powstaną. Data dodania komentarza: 16.10.2026, 20:04 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową Autor komentarza: Gocha ze Zwierzyńca Treść komentarza: Festiwal spychologii. Kto naprawdę zawinił w Oławie? Analizując wiatrakową aferę w gminie Oława, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z klasycznym, urzędniczym gridlockiem, w którym każdy umywa ręce. Jednak w gąszczu pism, procedur i wzajemnych oskarżeń, wina rozkłada się bardzo konkretnie. Kto zawiódł? Główny winowajca: Urząd Gminy i Wójt (Wina ewidentna) Pełną i bezpośrednią odpowiedzialność za odcięcie mieszkańców od informacji ponosi Urząd Gminy Oława na czele z wójtem Arturem Piotrowskim. • Tłumaczenie, że pismo z RDOŚ nie zawierało listy miejscowości, jest kuriozalne. Urzędnicy referatu planowania przestrzennego doskonale wiedzieli, gdzie TK WIND chce stawiać turbiny – wniosek inwestora leżał w urzędzie od ponad roku (od sierpnia 2023 r.). • Zasłanianie się „błędem ludzkim” to unikanie odpowiedzialności politycznej i menedżerskiej. Wójt odpowiada za organizację pracy urzędu. Jeśli podlegli mu pracownicy nie potrafią skojarzyć, że budowa 9 gigantycznych turbin dotyczy konkretnych sołectw, i nie potrafią wysłać jednego e-maila do sołtysów, to mamy do czynienia z głęboką niewydolnością systemową. Gmina zastosowała tzw. "złośliwą zgodność z przepisami" – wrzuciła dokument do BIP-u i uznała, że ma święty spokój. To rażące zaniedbanie i lekceważenie własnych mieszkańców. Współwinny: RDOŚ we Wrocławiu (Wina proceduralna) Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska również nie jest bez winy. Choć formalnie dopełniła procedur, wysyłając pismo elektroniczne, to jej działanie pokazuje bezduszność aparatu urzędniczego. • RDOŚ poprosił o ogłoszenie sprawy w sposób „zwyczajowo przyjęty”, ale sam nie pofatygował się, by precyzyjnie wskazać, o które wsie chodzi, działając po linii najmniejszego oporu. • Co więcej, instytucja ta ograniczyła własne obwieszczenia do swojego BIP-u. Obietnice o publikacji w prasie okazały się fikcją w skali lokalnej. RDOŚ potraktował udział społeczeństwa jako uciążliwy obowiązek do „odhaczenia” w tabelce, a nie realny element procesu decyzyjnego. Inwestor (TK WIND): Działanie w cieniu Firma TK WIND działała zgodnie ze swoim interesem ekonomicznym. Złożyła wniosek w 2023 roku i czekała na bieg spraw. Dla inwestora brak rozgłosu to idealne warunki – im mniej uwag mieszkańców, tym szybsza i łatwiejsza ścieżka do uzyskania decyzji środowiskowej. Choć trudno winić biznes za to, że nie robi wokół siebie hałasu, to jawne ignorowanie negatywnej opinii Sanepidu z lipca świadczy o tym, że inwestor liczył na przepchnięcie projektu kolanem, bez oglądania się na koszty społeczne. Podsumowanie: Urzędniczy mur kontra obywatele W tej układance bezbłędnie zadziałał tylko jeden element: mieszkańcy, sołtysi i lokalni aktywiści. Ludzie, którzy zostali zmuszeni do biegania od drzwi do drzwi i wyręczania opłacanych z ich podatków urzędników. Winny jest system zarządzania w gminie, który przedkłada biurokratyczny spokój nad transparentność. Przeprosiny wójta będą coś warte tylko wtedy, gdy pociągnie on do odpowiedzialności winnych urzędników, a wywalczony (miejmy nadzieję) nowy termin RDOŚ zostanie wykorzystany do realnej, otwartej debaty z mieszkańcami. Na ten moment gmina Oława dostała czerwoną kartkę z lekcji pod tytułem „Samorządność”. Data dodania komentarza: 16.10.2026, 19:26 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową Autor komentarza: Leszek Górecki Treść komentarza: Panie Wieśku, nikt tu nie postuluje powrotu do średniowiecza ani wypasu krów, a mylenie walki o transparentność z „fobią na rozwój” to głębokie nieporozumienie. Rozwój gminy i nowoczesne technologie – w tym odnawialne źródła energii – są potrzebne, ale nie mogą być wprowadzane metodą faktów dokonanych i za plecami mieszkańców. W tej sprawie kluczowym problemem nie jest sam fakt budowy wiatraków, ale to, jak potraktowano ludzi Data dodania komentarza: 16.10.2026, 19:21 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama