Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 17 października 2026 04:17
ZOBACZ:
Reklama Hipol
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Nie boję się odpowiedzialności

Podziel się
Oceń

Z Dorotą Swadek-Schneider, kandydatką na wójta gminy Domaniów, rozmawia Krzysztof Andrzej Trybulski

Gmina Domaniów   
Rozmowa z kandydatką
 

- Decydując się na start w zbliżających się wyborach samorządowych, dołączyła pani do klubu tych, którzy nie boją się wchodzić po raz drugi do tej samej brudnej rzeki…

- Ogólnie jestem osobą mało strachliwą. Staram się też twardo stąpać po ziemi. Nie boję się więc różnych zaklęć, w tym tego o „zakazie ponownej kąpieli w brudnej rzece”. Poza tym nie uważam, żeby okres, w którym pracowałam w domaniowskim Urzędzie Gminy, można było zasadnie porównać do czegoś złego, czy brudnego. Podjęłam decyzję o kandydowaniu w wyborach wójta, bo poprosili mnie o to mieszkańcy, którzy dobrze mnie znają i dostrzegli moje starania z tego okresu, gdy byłam zastępcą wójta i jednocześnie szefem Gminnego Zespołu Oświaty. To za ich namową zdecydowałam się na start w wyborach na wójta Domaniowa i jednocześnie do oławskiej Rady Powiatu.

- Przypomnijmy, że pani odejściu z Urzędu Gminy wiosną 2007 towarzyszyły ostre napięcia i emocje. Co tak naprawdę spowodowało, że wójt Chudy, prawie po pięciu latach dobrej współpracy, nagle odwołał panią ze stanowiska?

- Marka Chudego znałam bardzo długo, niemal od dziecka. Pomogłam mu w wielu trudnych dla niego sytuacjach. Gdy w 2002 roku wygrał pierwsze wybory bezpośrednie i został wójtem, cieszyłam się z jego sukcesu. Miałam nadzieję, że wiele dobrego zrobi dla gminy. Prawie przez 5 lat starałam się mu w tym pomagać. I wtedy nastąpiły te dziwne zdarzenia z wiosny 2007. Formalnie poróżniliśmy się o wypłatę nauczycielom zaległych wynagrodzeń oraz świadczeń z funduszu socjalnego. Podjęłam wtedy taką decyzję i zostałam za to ukarana doniesieniem do rzecznika dyscypliny finansów publicznych. Po kilku miesiącach rzecznik umorzył sprawę, bo nie doszukał się w moich działaniach nawet znamion naruszenia dyscypliny budżetowej. Jestem osobą odpowiedzialną, więc gdy zdecydowałam o wypłacie nauczycielom należnych im wówczas pieniędzy, konsultowałam to z naszym gminnym radcą prawnym, a także dysponowałam pisemną opinią wydziału prawnego Ministerstwa Finansów. Podjęłam więc świadomą i zgodną z prawem decyzję. Czy było w tym jeszcze jakieś inne dno? Pewnie tak, ale przyczyn mojego odwołania, tak naprawdę, nigdy nie poznałam. Mówiłam już nieco więcej na ten temat w 2007, na listopadowej sesji Rady Gminy, po tym, jak rzecznik dyscyplinarny umorzył moją sprawę. Dziś uważam to za rzecz całkowicie zamkniętą. Nie chcę więc do tego ciągle wracać, bo to tylko rodzi przykre wspomnienia, a już niczego nie wyjaśni, ani nie zmieni na lepsze.

- Po odejściu z Urzędu Gminy wróciła pani do pracy w szkole. Początkowo tam się tego trochę obawiano, ale szybko okazało się, że niesłusznie.  

- Wróciłam do domaniowskiego Zespołu Szkół, z którego byłam urlopowana na czas pełnienia funkcji w samorządzie gminnym. Jestem tam do dziś, uczę w szkole podstawowej przyrody oraz biologii w gimnazjum. A co do mojego zachowania po powrocie do szkoły, to powiem tylko tyle, że wójtem czy innym ważnym urzędnikiem jest się przez chwilę, a człowiekiem trzeba być przez całe życie. Tak staram się zawsze postępować i dlatego niezależnie od tego, gdzie w danym momencie jestem, nie muszę przed nikim odwracać głowy, czy też uciekać wzrokiem po suficie.      

- Namówili panią do kandydowania mieszkańcy gminy - domyślam się, że ci, którzy nie są zadowoleni z ośmioletnich rządów wójta Marka Chudego. Pani też odnosi się do tego krytycznie?

- Kandyduję na to stanowisko nie z chęci odwetu, lecz dlatego, że mam inną koncepcję rozwoju gminy. Owszem, coś tam zrobiono w gminie jako całości oraz w poszczególnych sołectwach, np. place zabaw dla dzieci. Pytanie, czy w tym samym czasie nie można było zrobić dużo więcej? Uważam, że tak, gdyby w gminie priorytetem byli ludzie i ich problemy. Moim zdaniem mieszkańcom Domaniowa i okolic żyje się coraz gorzej. Wiele można by zrobić inaczej i lepiej, gdyby wcześniej rozmawiano z ludźmi, słuchano tego, co mówią, i brano pod uwagę ich opinie. Dla mnie każdy mieszkaniec gminy jest ważny, niezależnie od tego, czy jest bogaty, czy biedny, albo czy mieszka w małym przysiółku, bądź w stolicy gminy. Będę więc ściśle współpracowała z mieszkańcami poszczególnych wsi i ich reprezentantami: sołtysami, radnymi i radami sołeckimi. To dla ludzi i ich potrzeb są wszystkie działania. Efektem takiej współpracy powinny być inwestycje, adekwatne do potrzeb mieszkańców, a także możliwe do realizacji ze względu na kondycję finansową gminy.

- Ma pani na myśli zapowiadaną hucznie przez wójta Chudego budowę dużej hali sportowej?

- Tak, ale nie tylko. Hala sportowa w Wierzbnie jest bardzo potrzebna i tego nie kwestionuję. Należy się jednak głęboko zastanowić nad tym, czy to musi być aż tak potężna hala? Z tego, co wiem, ma pomieścić ponad 5 tysięcy widzów. Nasza cała gmina liczy mniej więcej tylu mieszkańców, a w samym Wierzbnie mieszka niewiele ponad tysiąc osób, wliczając w to małe dzieci i starszych ludzi. Halę być może uda się wybudować, chociaż na razie gmina nie ma pieniędzy na ten cel, ale potem zrodzi się problem wykorzystania i utrzymania tego obiektu. Na ostatniej sesji wyszło na jaw, że współczynnik zadłużenia gminy w stosunku do dochodów przekroczył próg bezpieczeństwa i wynosi już ponad 64%. Wójt wnioskował o zaciągnięcie nowych kredytów, między innymi na pokrycie deficytu budżetowego, który obecnie wynosi ponad
4 mln zł. Inną ważną kwestią jest budowa „Orlika” w Wierzbnie. Owszem, to jest na pewno fajna sprawa dla młodzieży, ale czy to musiało się odbyć kosztem tego, co stare, ale też dobre? Mam tu na myśli trawiaste boisko, na którym rozgrywano mecze piłkarskie, gdzie odbywały się przeróżne festyny i imprezy. Otóż wybudowano „Orlika”, niszcząc to stare boisko. Tymczasem można było dokupić trochę gruntu i ocalić je, nie rezygnując z pomysłu budowy nowego placu sportowego. Ponieważ mieszkam na terenie gminy, więc na co dzień widzę, że poważnym problemem jest sprawa udrożnienia kanalizacji burzowej i melioracji. Mieszkańcy skarżą się na pozalewane piwnice, pola, wodę, która wdziera się na posesje po ulewnych deszczach. Wszyscy czujemy smród przy wjeździe do wielu miejscowości. Udrożnienie kanalizacji pozwoliłoby przetrwać do czasu wykonania strategicznej inwestycji, jaką ma być budowa kanalizacji.                    

- Na liście kandydatów do Rady Powiatu jest z panią Sławomir Poborski, z którym przyjdzie pani rywalizować o stanowisko wójta. To trochę dziwna sytuacja.

- Pan Poborski kandyduje ze mną z tej samej listy do powiatu, podobnie jak pozostali kandydaci, ale mnie to zupełnie nie przeszkadza. Kandydowanie na stanowisko wójta KWW „Wspólnota samorządowa 2010” zaproponował mnie, zaś pan Poborski startuje z własnego komitetu wyborczego. Ma do tego demokratyczne prawo, tak jak każdy obywatel.

- Czy poparcie pani osoby, to nagroda za wierność barwom PSL?

- Dostrzegam w tym pytaniu pewną uszczypliwość, ale nie w stosunku do mnie, tylko do mojego głównego konkurenta - Marka Chudego, który niedawno zamienił PSL na PO. Otóż jestem członkiem PSL od wielu lat, ale nie pełniłam i nie pełnię w tej partii żadnych ważnych funkcji. Nie zmieniam też poglądów w zależności od tego, gdzie wieją korzystne wiatry. Wcześniej w ruchu ludowym działali mój ojciec i dziadek.  

- Pracując w gminnym samorządzie, zajmowała się pani głównie sprawami oświaty i kultury. Wójt musi się jednak znać na wielu innych kwestiach. Czy zdaje sobie pani sprawę z ogromu zadań po ewentualnie wygranych wyborach?

- Mówiłam już, że jestem odważna, nie boję się więc odpowiedzialności. Odpowiedzialności nie może się bać człowiek, który uczciwie pracuje.  Mam doświadczenie samorządowe. Jestem absolwentką Akademii Rolniczej, przez wiele lat wspólnie z mężem prowadziłam trzynastohektarowe gospodarstwo rolne, które teraz wydzierżawiam, ze względu na moją sytuację rodzinną. Znam więc dobrze problemy rolników, którzy stanowią znaczną i ważną grupę wśród naszych mieszkańców. Nie obiecuję złotych gór, gruszek na wierzbie, czy też drugich Bielan w ciągu pierwszego roku nowej kadencji, bo to już nasi mieszkańcy słyszeli, a teraz widzą, co z tych planów wyszło.

- Ma pani jakiś własny pomysł na rozwój gminy?

- Uważam, że trzeba się przede wszystkim otworzyć na zewnątrz - głównie po to, by pozyskać nowych inwestorów. Środki unijne - tak, ale tylko na inwestycje strategiczne, bo na wszystko nas po prostu nie stać, ze względu na kondycję finansową gminy. Ważna jest też promocja gminy, a tutaj widzę ogromny potencjał w mieszkańcach - zarówno młodych, jak i starszych. Oni mają wiele cennych pomysłów i są chętni do współpracy. Z ludźmi można zrobić wiele, tylko trzeba dać im szansę. W promocji można wykorzystać pewne tradycje lokalne, które należy pielęgnować i eksponować na zewnątrz. Potrzebne są tu bardzo dynamiczne działania

- Nie będę pytał kobiety o wiek, ale zapytam na koniec o rodzinę…

- Myślę, że wieku nie muszę się wstydzić, jest on najbardziej odpowiedni do pełnienia funkcji wójta. Jestem mężatką, mam 47 lat i 21-letnią córkę, która studiuje pedagogikę instrumentalną na Uniwersytecie w Grazu (Austria) i jest także w klasie fortepianu na tamtejszej Akademii Muzycznej.
- Dziękuję za rozmowę.


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: z Owczar Treść komentarza: MPZP jest z 2014 roku, gdzie NIS i ich nowa koleżanka ex-posłanka byli przez 12 lat? Co radni NIS robili od maja 2024 r. mając większość w radzie? Data dodania komentarza: 16.10.2026, 22:03 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową Autor komentarza: Marik Treść komentarza: Akurat tutaj muszę się z Tobą nie zgodzić. MPZP jest z 2014 roku, uchwalone bez żadnych uwag. Ludzie mieli 12 lat żeby go zmienić jak nie chcieli tam wiatraków, to są 3 kadencje, w trakcie których funkcję wójta sprawowały 3 różne osoby. Data dodania komentarza: 16.10.2026, 21:55 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową Autor komentarza: Człowiek Treść komentarza: Dobrze się czujesz? Data dodania komentarza: 16.10.2026, 20:10 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową Autor komentarza: Rock Treść komentarza: Radni i sołtysi są zobowiązani do regularnego przeglądania i czytania obwieszczeń, zamieszczonych na stronie BIP Gminy Oława. Skoro był uchwalony MPZP, to Radni wyrazili zgodę na budowę OZE. Również Ci z Oleśnicy Małej, Owczar, Chwalibożyc, Osieka....Jeżeli inwestor spełni wszystkie wymagane ustawami wymagania to te wiatraki powstaną. Data dodania komentarza: 16.10.2026, 20:04 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową Autor komentarza: Gocha ze Zwierzyńca Treść komentarza: Festiwal spychologii. Kto naprawdę zawinił w Oławie? Analizując wiatrakową aferę w gminie Oława, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z klasycznym, urzędniczym gridlockiem, w którym każdy umywa ręce. Jednak w gąszczu pism, procedur i wzajemnych oskarżeń, wina rozkłada się bardzo konkretnie. Kto zawiódł? Główny winowajca: Urząd Gminy i Wójt (Wina ewidentna) Pełną i bezpośrednią odpowiedzialność za odcięcie mieszkańców od informacji ponosi Urząd Gminy Oława na czele z wójtem Arturem Piotrowskim. • Tłumaczenie, że pismo z RDOŚ nie zawierało listy miejscowości, jest kuriozalne. Urzędnicy referatu planowania przestrzennego doskonale wiedzieli, gdzie TK WIND chce stawiać turbiny – wniosek inwestora leżał w urzędzie od ponad roku (od sierpnia 2023 r.). • Zasłanianie się „błędem ludzkim” to unikanie odpowiedzialności politycznej i menedżerskiej. Wójt odpowiada za organizację pracy urzędu. Jeśli podlegli mu pracownicy nie potrafią skojarzyć, że budowa 9 gigantycznych turbin dotyczy konkretnych sołectw, i nie potrafią wysłać jednego e-maila do sołtysów, to mamy do czynienia z głęboką niewydolnością systemową. Gmina zastosowała tzw. "złośliwą zgodność z przepisami" – wrzuciła dokument do BIP-u i uznała, że ma święty spokój. To rażące zaniedbanie i lekceważenie własnych mieszkańców. Współwinny: RDOŚ we Wrocławiu (Wina proceduralna) Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska również nie jest bez winy. Choć formalnie dopełniła procedur, wysyłając pismo elektroniczne, to jej działanie pokazuje bezduszność aparatu urzędniczego. • RDOŚ poprosił o ogłoszenie sprawy w sposób „zwyczajowo przyjęty”, ale sam nie pofatygował się, by precyzyjnie wskazać, o które wsie chodzi, działając po linii najmniejszego oporu. • Co więcej, instytucja ta ograniczyła własne obwieszczenia do swojego BIP-u. Obietnice o publikacji w prasie okazały się fikcją w skali lokalnej. RDOŚ potraktował udział społeczeństwa jako uciążliwy obowiązek do „odhaczenia” w tabelce, a nie realny element procesu decyzyjnego. Inwestor (TK WIND): Działanie w cieniu Firma TK WIND działała zgodnie ze swoim interesem ekonomicznym. Złożyła wniosek w 2023 roku i czekała na bieg spraw. Dla inwestora brak rozgłosu to idealne warunki – im mniej uwag mieszkańców, tym szybsza i łatwiejsza ścieżka do uzyskania decyzji środowiskowej. Choć trudno winić biznes za to, że nie robi wokół siebie hałasu, to jawne ignorowanie negatywnej opinii Sanepidu z lipca świadczy o tym, że inwestor liczył na przepchnięcie projektu kolanem, bez oglądania się na koszty społeczne. Podsumowanie: Urzędniczy mur kontra obywatele W tej układance bezbłędnie zadziałał tylko jeden element: mieszkańcy, sołtysi i lokalni aktywiści. Ludzie, którzy zostali zmuszeni do biegania od drzwi do drzwi i wyręczania opłacanych z ich podatków urzędników. Winny jest system zarządzania w gminie, który przedkłada biurokratyczny spokój nad transparentność. Przeprosiny wójta będą coś warte tylko wtedy, gdy pociągnie on do odpowiedzialności winnych urzędników, a wywalczony (miejmy nadzieję) nowy termin RDOŚ zostanie wykorzystany do realnej, otwartej debaty z mieszkańcami. Na ten moment gmina Oława dostała czerwoną kartkę z lekcji pod tytułem „Samorządność”. Data dodania komentarza: 16.10.2026, 19:26 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową Autor komentarza: Leszek Górecki Treść komentarza: Panie Wieśku, nikt tu nie postuluje powrotu do średniowiecza ani wypasu krów, a mylenie walki o transparentność z „fobią na rozwój” to głębokie nieporozumienie. Rozwój gminy i nowoczesne technologie – w tym odnawialne źródła energii – są potrzebne, ale nie mogą być wprowadzane metodą faktów dokonanych i za plecami mieszkańców. W tej sprawie kluczowym problemem nie jest sam fakt budowy wiatraków, ale to, jak potraktowano ludzi Data dodania komentarza: 16.10.2026, 19:21 Źródło komentarza: Dowiedzieli się kilka dni przed upływem terminu i to... pocztą pantoflową
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama