Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 28 marca 2026 16:33
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Tajemniczy dług wdzięczności

Podziel się
Oceń

Heinz jest już stary. Coraz częściej powracają do niego obrazy z dzieciństwa. Niemiecka Oława, kąpiele w zakolach Odry, wakacje u rodziny w Bystrzycy. A potem ta straszna noc w lutym 1945, kiedy widział zagładę Drezna i postanowił uciec ze służby w Luftwaffe

Oława
Historia niemieckiego oławianina

Kiedy Heinz Scholz przyjeżdża do Oławy, zatrzymuje się w hotelu “Victor”. Jedząc posiłki w hotelowej restauracji patrzy przez okno na podwórko przy ulicy Nadbrzeżnej, na którym się wychował. - Człowieka można usunąć z jego ojczyzny, ojczyznę z duszy człowieka nigdy - cytuje Ericha Kästnera.
Pierwszy raz po wojnie przyjechał do Oławy w latach 60., razem ze swoimi rodzicami. Teraz odwiedza rodzinne miasto regularnie, przywozi swoich bliskich i przyjaciół. Na dowód pokazuje zdjęcie młodego małżeństwa z małym dzieckiem, na spacerze po Zaodrzu. - To mój prawnuczek - mówi z dumą.

Urywki, obrazy, migawki

Pierwsze wspomnienia? Scholz był chorowitym dzieckiem. Lato spędzał u rodziny w Bystrzycy. Wypoczywał wśród lasów, nad rozlewiskiem Smortawy, a ciotka dbała o to, żeby nabierał wagi.
- Karmiła mnie smalcem i nie pozwalała dużo biegać, tylko woziła w dziecięcym wózku - wspomina. - A ja się złościłem. Miałem już 6 lat i nie chciałem, żeby inne dzieci śmiały się ze mnie.
Na Zaodrzu mieszkali rolnicy i uboższa ludność, pola rozciągały się za miastem. Wśród skromnej zabudowy wyróżniały się tętniące życiem restauracje. Regularne spotkania i święta urządzały w nich najrozmaitsze stowarzyszenia i grupy zawodowe. - Odra to był nasz “eliksir życia” - starszy pan wyjmuje przedwojenną widokówkę. Na niej oławski most i zaludniona nadodrzańska plaża. Przy brzegu małe rozlewiska, w których kąpią się ludzie. - Wielka szkoda, że teraz już nie ma plaży ani kąpieli - komentuje. Pytam go, czy to nie było niebezpieczne? - Przy brzegu nie, ale oczywiście zdarzali się postrzeleńcy, którzy próbowali przepłynąć rzekę, a to często kończyło się tragicznie.
Mimo nazistowskiej propagandy mieszkańcy Zaodrza zachowywali niezależność i wiedzieli swoje. Choć groziły za to represje, słuchali zagranicznych rozgłośni i przekazywali sobie wiadomości. Jako dziecko należał do organizacji poprzedzającej Hitlerjugend.
- Dwa razy w tygodniu mieliśmy zbiórki, ale nie chodziłem na nie. Ciotka wzywała mnie na inną zbiórkę. Musiałem jej pomagać w pracy.
Samochodem przejeżdżamy drogę, którą codziennie przemierzał do szkoły, znajdującej się w budynku przy wieży ciśnień. Scholz chwali remont kamieniczek na rogu Rybackiej i Chrobrego. Mówi, że taką zabudowę miała cała dzielnica, gdzie obecnie jest osiedle Chrobrego. Przy zamku wspomina, że klasy dziewcząt znajdowały się z przodu budynku, a chłopców z tyłu. Przywołuje srogiego nauczyciela muzyki Satzky’ego. Za fałszowanie obrywali od niego kuksańce po głowie. Satzky napisał muzykę do pieśni o Oławie, którą przesiedleńcy śpiewają na swoich zjazdach.

Terminowanie na lotnisku

Pojedyncze obrazy, urywki, migawki. Tyle zapamiętał z dawnej Oławy. Ale jest inna opowieść, którą snuje w szczegółach. To pożegnanie z ojczyzną, ucieczka, przesiedlenie.
W 1944 Heinz ukończył szkołę i postanowił uczyć się zawodu. Trafił na lotnisko w Marcinkowicach, gdzie wprawiał się w fachu ślusarza ze specjalizacją w silnikach lotniczych. Chłopcy otrzymali mundury i zamieszkali w barakach na terenie lotniska. Do domu wracali na niedzielę. Podczas praktyk tankowali myśliwce i zaopatrywali je w naboje.
Ostrzał artyleryjski w styczniu 1945 zwiastował, że front jest blisko. Mieszkańcy mieli świadomość, że lada dzień opuszczą miasto. Heinz wciąż przebywał w Marcinkowicach. 20 stycznia dotarła do niego wiadomość o ewakuacji miasta. Wsiadł na rower i pojechał do domu. Nie zastał nikogo. Wraz z innymi odjechał kolejką w stronę Boreczka, a potem do Wałbrzycha. Heinz opowiada, że mógł wtedy trafić na front. Uratował go przełożony, który chciał wrócić do rodziny w Ząbkowicach i nakazał tam przemarsz. Następnie przedostali się wojskowym pociągiem na lotnisko Großenheim w okolicach Drezna, gdzie kontynuowali służbę.

Miasto w ogniowej burzy
 
W poszukiwaniu bezpieczeństwa ciągnął w głąb przedwojennych Niemiec nieprzerwany strumień ludzi. Szacunki mówią, że na początku 1945 w Dreźnie przebywało 400 tysięcy uchodźców i robotników przymusowych. Naziści zostawili miasto bez obrony przeciwlotniczej, sądzili, że jest bezpieczne.
W nocy z 13 na 14 lutego rozpętało się piekło. Alianci rzucili do ataku ponad 1.000 bombowców. W trzech nalotach wypalono doszczętnie 15 kilometrów kwadratowych. Drezno ginęło w ogniowej burzy. To wszystko obserwował z odległości 30 kilometrów 15-letni Heinz. Wstrząs był tak wielki, że powiedział sobie: “Koniec z tym, wracam na Śląsk do mamy i brata”.
Następnego dnia, kiedy praktykanci szli na kolację, Heinz skierował się rowerem na wschód. To była ryzykowna decyzja. Po ulicach krążyły patrole policji wojskowej, wyłapującej dezerterów, a on miał na sobie mundur służb lotniczych. Los okazał się dla niego łaskawy. Po drodze spotkał marynarza, który podobnie jak on, w pojedynkę wracał do domu. Od niego dostał cywilne ubranie. Pociągiem przedostał się do Zgorzelca, później do Wałbrzycha. - Jak ja tu znajdę mamę? - myślał, wychodząc na ulice górniczego miasta. I znowu dopisało mu szczęście. Przypadkiem natknął się na chłopaka z Oławy. Ten zaprowadził go do uchodźców. Matka poprzysięgła sobie, że już nie pozwoli, aby Heinz oddalił się od nich.

Dopiął swego

Po wojnie Scholz wraz z rodziną zamieszkał w Turyngii. Znalazł się po sowieckiej stronie żelaznej kurtyny. Dla niemieckich Ślązaków oznaczało to zakaz zrzeszania się i pielęgnowania tradycji. Ale gdy tylko nadarzyła się okazja, odwiedzili Polskę. To był 1966 rok. Wpakował rodziców do trabanta i wyruszył do Oławy. Przyjechali obejrzeć swój dom i akurat trafili na imieniny do obecnych właścicieli. - Musieliśmy się mocno pilnować, żeby nie wypić za dużo - wspomina z uśmiechem. Do 1989 bywał w Oławie kilkakrotnie. Regularne odwiedziny rozpoczęły się po upadku muru berlińskiego. - Niech inni wyjeżdżają sobie na Majorkę i Wyspy Kanaryjskie, mnie ciągnie do ojczyzny - deklaruje Heinz. Przyjeżdżając stale do Polski, był świadkiem i uczestnikiem pojednania między Niemcami i Polakami.
Kilka lat temu wpadł na pomysł, aby to upamiętnić w specjalnej wystawie. Ekspozycję “Ziemia, która łączy ludzi” otwarto 24 lipca w Bystrzycy. Po dramatycznych wydarzeniach, u kresu życia, Scholz spłacił ojczyźnie tajemniczy dług wdzięczności.

Xawery Piśniak
[email protected]


Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama