Po rundzie jesiennej Polonia była wiceliderem, z sześciopunktową stratą do Pogoni II Oleśnica. Na wiosnę miłoszyczanie spisywali się jednak słabo i już po kilku kolejkach grali o przysłowiową pietruszkę
Zaczęło się od długich negocjacji z Sebastianem Sobczakiem, który nie przedłużył kontraktu i odszedł do lokalnego rywala - Czarnych Jelcz-Laskowice. Polonia została bez trenera na trzy tygodnie przed rozpoczęciem rundy wiosennej i ściągnięto do klubu Władysława Porębę. Zwolniono go jednak po dwóch tygodniach. W jego miejsce przyszedł Dariusz Maksymowicz, którego właśnie wyrzucono z Czarnych. Nowy trener nie zagrzał długo miejsca, odszedł po kilku kolejkach. Wtedy jego obowiązki przejął w trybie awaryjnym kapitan i obrońca Polonii Tomasz Watral. Po tygodniu zastąpił go Artur Waszak, który zaczął od przegranego meczu z Widawą Bierutów 1:3 i prowadził drużynę do końca rundy.
Małe wzmocnienia, większe osłabienia
W przerwie zimowej dołączyli do klubu: Grzegorz Sierżant z Foto-Higieny Gać, Radosław Florczyk z MKS Oława i Michał Woźniak z Odry Malczyce, a w trakcie wiosny - były gracz Polonii Sebastian Matynowicz. Tylko pierwsi dwaj wnieśli coś nowego do zespołu. Wzmocnieniem okazał się wychowanek miłoszyczan Przemysław Feliński. Zadebiutował na wiosnę, grał często od początku i po przełamaniu pierwszych lodów dobrze się prezentował.
Artur Strzemedłowski odszedł do LKS Stary Śleszów, który awansował do okręgówki, a do Piasta Nadolice wrócili Jacek Zdun i Piotr Bienias. Rzadko grali doświadczeni gracze, decydujący jesienią o sile zespołu. Piotr Walęciak nie mógł się dogadać z trenerem Maksymowiczem i powrócił do gry dopiero po zmianie szkoleniowca, a Marek Grabowski nie grał od połowy rundy z powodu kontuzji.
To wszystko spowodowało, że miłoszyczanie zdobyli 16 punktów w dwunastu meczach, strzelili piętnaście bramek, nie licząc trzech goli za walkower z Wulkanem II Wrocław.
Największy problem był z atakiem. Po odejściu Strzemedłowskiego i przerwie Walęciaka zastępowali ich Wojciech Józwenko i nominalny obrońca Tomasz Szołdrowski. Błysnęli formą tylko w meczu ze spadkowiczem z Łanów. O słabości tej formacji świadczy fakt, że golkiper Polonii Radosław Florczyk zagrał w ostatnim meczu w ataku i dwukrotnie trafił do siatki.
Zryw w derbach
O meczach miłoszyczan w tej rundzie można powiedzieć niewiele. Prawie w każdym występowali w innym składzie. W derbach z Czarnymi podjęli rękawicę. Przez 62 minuty stawili silny opór, dali z siebie wszystko, walcząc do ostatniej minuty o każdą piłkę. Polonia odniosła trzy zwycięstwa - z Czarnymi Chrząstawa, Solnikami Małymi i PKS Łany - czterokrotnie zremisowali i tyle samo przegrali.
Co dalej?
Na to pytanie szukają odpowiedzi działacze. Do Burzy Bystrzyca odszedł Piotr Walęciak, a Andrzej Mycka szuka miejsca w Pogoni II Oleśnica, bądź w Foto-Higienie Gać, tam jest bliski przejścia Jarosław Sady. Nie wiadomo czy jeszcze ktoś nie odejdzie, co nie rokuje dobrze przed następnym sezonem...
Tekst i fot.:
Piotr Zalewski
Napisz komentarz
Komentarze