Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 27 października 2026 19:29
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Żółta Wiewiórka

Podejmując studia była jedyną dziewczyną na roku. Reprezentuje drużynę i bierze czynny udział w zawodach sportowo-pożarniczych. Lubi też babskie spotkania i zajęcia w kole gospodyń wiejskich, chociaż - jak przyznaje - trudno jej zrozumieć kobiecą obsesję na punkcie urody i wyglądu. Karolina Zastawna z Biskupic Oławskich jest kolejną bohaterką "Jelczańskich Herstorii" - projektu, który pokazuje, że codzienność może być tłem do bycia wyjątkową kobietą
Żółta Wiewiórka
- Czasem nie potrafię się odnaleźć w tym, co stanowi kobiece status quo - mówi Karolina
Podziel się
Oceń

Pochodzę z małej miejscowości, z rodziny o tradycyjnych wartościach, gdzie było pięcioro dzieci. Cztery dziewczyny i jeden chłopiec. Tradycyjne wartości to zdecydowanie podporządkowanie świata kobiet światu mężczyzn. Moi rodzice mieli gospodarstwo i chociaż każde z naszej piątki pracowało po równo na roli, a jako wiejskie dzieci, wakacje nie-wakacje, ferie, nie-ferie, musieliśmy rezygnować z naszego wolnego czasu, kiedy była potrzeba. Mój brat raczej nie pracował w domu. Wszystkie obowiązki domowe wykonywałyśmy razem z mamą my - dziewczyny. Kiedy naczynia brudne stały w zlewie, mój brat potrafił napić się z czystego słoika zamiast umyć szklankę. Tak było, tak zostaliśmy wychowani/e. A we mnie od samego początku była przekora. Przekora w stosunku do tego co stałe, co ustalone, co narzucone.

Pamiętam, kiedy w grupie przedszkolnej malowaliśmy wiewiórki i nie było pomarańczowej farbki, wszystkie dzieci pomalowały swoje wiewiórki na czerwono, moja natomiast była żółta. Ta przysłowiowa żółta wiewiórka towarzyszy mi przez całe życie. Bo rzeczy ważne są ważne, a nieważne pozostają nieważne, niezależnie od tego, jakie układy społecznych sił na to wpływają. Widzę, jak w codzienności świat kobiet i mężczyzn przeplata się ze sobą, widzę, co społecznie może jeden, co drugi, widzę, na ile pozwala się jednemu, na ile drugiemu, ale dla mnie nie ma to specjalnie znaczenia. Nie kategoryzuję świata według płci, ale według tego, co jest dla mnie jako człowieka znaczące. Czuję się dobrze w każdym ze światów, ale też zdaję sobie sprawę, że będąc kobietą i utrzymując w życiu główny priorytet, jakim jest niezależność, muszę bardziej, więcej, mocniej... Bardzo dobitnie pokazały mi to studia. Kiedy zaczęłam kształtować swoje wybory życiowe, było dla mnie jasne, że jestem umysłem ścisłym. Świat konkretnych cyfr i znaków był dla mnie łatwiejszy do ogarnięcia niż świat wybujałej wyobraźni. Konkretne sformułowania, jasne równania, proste przekazy. Na studiach, które podjęłam, byłam jedyną dziewczyną na roku. Wiem, że kierunek "mechanika i budowa maszyn" pewnie nie zachęca kobiet i nie z wieloma z nich spotykają się wykładowcy na zajęciach, ale jasno przez niektórych z nich wyrażona insynuacja, że to nie jest miejsce dla kobiet, jest moim zdaniem grubo dyskryminująca.

Często musiałam udowadniać swoją wiedzę, musiałam się starać wiele razy bardziej, pracować pilniej, ćwiczyć częściej, aby uwiarygodnić swoje miejsce w szeregu. Co ciekawe, niektórym kobietom wykładowczyniom było trudno z moją osobą - jakby miały benefity z bycia strażniczkami tego systemu. Pewnie patrząc z socjologicznej perspektywy jakieś mają... Wybrałam ten sam kierunek co brat, na razie bez tytułu - bo trzeba się obronić, nikt jednak nie był cicho, jak ja uczyłam się do egzaminów. Dbając o swoją niezależność wybrałam tryb zaoczny, aby móc zarabiać na siebie, odciążyć rodziców i nie prosić ich o pieniądze. Taka moja przekora.

Moje przyjaźnie są głównie męskie. Konkretne sformułowania, jasne równania, proste przekazy. Łatwiej mi w tym świecie rozumieć zasady i mam czasem wrażenie, że język, którego używa ten świat jest mniej skomplikowany. Przyjaciele z podwórka traktowali mnie jako towarzyszkę zabaw, koledzy ze studiów jako kumpelkę, kumple z drużyny jako członkinię tej drużyny. Może jest to takie proste, bo ja mam jasno postawione granice - to co kumpelskie to kumpelskie, a inne gry towarzyskie mnie nie interesują. Bo ja taka jestem. Piwko w garażu, bieg terenowy, gaszenie pożarów. Bardziej metaforyczne gaszenie, bo chociaż należę do ochotniczej drużyny strażackiej, nie jestem czynną strażaczką. Zostawiam tę bardzo fizyczną część tym, którzy mają więcej siły fizycznej. Po prostu. Ja reprezentuję drużynę i biorę czynny udział w zawodach sportowo-pożarniczych, ale one nie dzieją się w czasie faktycznego zagrożenia. Jako kobieta nie jestem sama wśród tego towarzystwa. Jestem częścią większej żeńskiej drużyny. Biorę też udział w Tropicielu-Przygodowym Rajdzie na Orientację. Kolega, mój szwagier i sąsiad to pozostali członkowie teamu, gdy w nocy, w trudnych warunkach wykonujemy zadania i "biegniemy" 20 km. Lubię to wyzwanie i nie ukrywam, że sprawia mi to radość, ale znowu stereotypowo jestem w tych 20% mniejszości. Nawet tego nie analizuję. Po prostu zauważam.

Czasem nie potrafię się odnaleźć w tym, co stanowi kobiece status quo. Nie wiem, jak zareagować, kiedy słyszę od mojej bliskiej koleżanki, że będzie "robiła" usta albo powiększała biust. To dla mnie absolutnie obcy teren. Nie rozumiem tej ciągłej obsesji na punkcie urody i wyglądu. Lubię prawdę i nie wstydzę się jej, bo kiedy mam stresowe sytuacje, to mam solidnie obgryzione paznokcie i nie zakładam sobie tipsów, żeby to ukryć. Jest jak jest. Cenię te kobiety, które potrafią przełamać tabu i pokazać światu, że wszystko jest możliwe, jeśli się tylko chce. Zdaję sobie sprawę z faktu, że kobietom jest ciężej w kulturze, w której żyjemy i dlatego jestem wdzięczna za te lekcje, które od niektórych z nich otrzymuję. W swoim życiu zawodowym miałam tylko szefowe i każdą z nich cenię za upór, prawdę, pracowitość, profesjonalizm, empatię i wrażliwość. To cenne jakości, których uczę się cały czas. Wbrew pozorom lubię taki wspólnotowy czas kobiecy. Należę do Koła Gospodyń Wiejskich w Biskupicach i ogromną przyjemność sprawiają mi nasze spotkania. Plecenie wieńców dożynkowych, kiedy cała świetlica wypełniona jest słomą, to dla mnie świetna integracja. Żałuję bardzo, że w kole brakuje młodych dziewcząt. To tak jakby jedno pokolenie nie było w ogóle zainteresowane takim działaniem dla kobiecej społeczności lokalnej, a moje pokolenie bardzo szczątkowo. Wielka szkoda. Na imprezach plenerowych można mnie zobaczyć w lokalnym stroju ludowym, który ma ponad 40 lat - prawie dwa razy tyle co ja. Bardzo go lubię i szanuję, bo opowiada kawałek kobiecej herstorii miejsca, z którego pochodzę.

Światy, w których żyję, przeplatają się nieustannie. W tym, co stereotypowo męskie, odnajduję pierwiastki żeńskie. W tym, co żeńskie, widzę dużo męskiego. Zmieniają się czasy, zmienia się i perspektywa. Tylko ta moja żółta wiewiórka pozostaje niezmiennie taka sama.

Spisała Izabela Moczarna-Pasiek Projekt w ramach prokektu MGCK w J-L

 



Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: * Treść komentarza: No fakt. Okręgi jednomandatowe to jest lek na te układy partyjne i układziki. Powinien być jeszcze jakiś bardziej uproszony system referendum, w sprawie odwołania wójta i burmistrza, oraz jakąś formę odwołania leniwego posła lub senatora. Ale jak na razie to taka „polityczna mrzonka”. Data dodania komentarza: 27.10.2026, 19:18 Źródło komentarza: Co z kolejną kadencją burmistrza Frischmanna? Autor komentarza: Leszek Górecki Treść komentarza: Masz absolutną rację, że teoria i przepisy to jedno, a polityczna praktyka to drugie. Zgadzam się z Tobą, że wrzucanie wszystkich wielokadencyjnych wójtów czy burmistrzów do jednego worka jest niesprawiedliwe – wielu z nich to byli świetni, uczciwi gospodarze, których rozwój gmin został sztucznie przerwany przez limity. Masz też stuprocentową rację z tymi „lokalnymi książętami” z Sejmu. Rzeczywiście zdarzają się posłowie czy senatorowie, którzy z tylnego fotela trzęsą całymi powiatami, ustawiając konkursy na dyrektorów czy obsadzając spółki swoimi ludźmi. Tyle że problem, o którym piszesz – czyli „martwe dusze” na jedynkach list wyborczych – to nie jest wina braku limitu kadencji, ale naszego systemu wyborczego i ordynacji. Problem polega na tym, że w Polsce to szefowie partii, a nie obywatele, decydują o kształcie list. Jeśli lojalny, ale bierny poseł dostanie „jedynkę” w silnym dla danej partii regionie, to wejdzie do Sejmu niemal automatycznie, choćby przez całe 4 lata nie odezwał się z mównicy ani słowem. Wprowadzenie limitu kadencji zmieniłoby tylko tyle, że zamiast jednej „martwej duszy” szef partii wstawiłby na pierwsze miejsce inną, równie posłuszną, nową osobę. Dlatego zamiast zakazywać ludziom startu, skuteczniejsza byłaby zmiana ordynacji – na przykład na jednomandatowe okręgi lub system, w którym to głosy wyborców, a nie miejsce na liście, mają decydujące znaczenie. Wtedy tacy „przesypiacze” kadencji zniknęliby z Sejmu błyskawicznie, bo ludzie rozliczaliby ich z realnej pracy, a nie z przynależności partyjnej. Data dodania komentarza: 27.10.2026, 16:28 Źródło komentarza: Co z kolejną kadencją burmistrza Frischmanna? Autor komentarza: Peyo Treść komentarza: Gratulacje i życzę dalszej takiej kariery. Data dodania komentarza: 27.10.2026, 15:26 Źródło komentarza: Młody aktor z Jelcza-Laskowic na festiwalu w Gdyni Autor komentarza: Pytam Treść komentarza: Może Babcia miała wąsy? Data dodania komentarza: 27.10.2026, 15:00 Źródło komentarza: Kierowca zginął. Jeden dzień i aż trzy zdarzenia na autostradzie Autor komentarza: Kazik Treść komentarza: Coś się Wam ta konstrukcja nie udała. Teren ogrodzony taśmą. Rozbierzcie to bo śmiech na sali . Do tragedii nie daleko . Taśma wszystkich nie zatrzyma , a stos w każdej chwili może runąć. Data dodania komentarza: 27.10.2026, 14:55 Źródło komentarza: OŁAWA Kawałek dyniowej wioski w... mieście Autor komentarza: Gość Treść komentarza: Najlepiej iść do CZARNEJ mafii oni za co łaska wszystko przyklepią nawet rozwód po 20 latach małżeństwa jak u pana Jacka Kury. Data dodania komentarza: 27.10.2026, 14:48 Źródło komentarza: Ania i Mariusz powiedzieli sobie sakramentalne „TAK”
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama