Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 31 marca 2026 01:48
ZOBACZ:
Reklama Aftermarket Oława
Reklama Jaśnikowski
Reklama Michał Rado
Reklama BMM

Na razie musiał się wycofać. Wciąż jednak jako pierwszy chce tym jachtem okrążyć Ziemię

Żeglarz rozpakowuje swój jacht. Nie wypłynie w tym roku w rejs dookoła świata, ale nie rezygnuje z realizacji swoich marzeń. - Można być wariatem, ale nie można być samobójcą - powiedział nam w poniedziałek 23 października Marcin Klimczak, który przesunął termin wypłynięcia w samotny rejs dookoła świata. Nie chce ryzykować...
Na razie musiał się wycofać. Wciąż jednak jako pierwszy chce tym jachtem okrążyć Ziemię
Na razie Marcin Klimczak musiał się wycofać. Wciąż jednak jako pierwszy człowiek chce tym niewielkim jachtem okrążyć Ziemię

Autor: Wojtek Waligórski

Podziel się
Oceń

Własne weki i pomoc życzliwych

 

Uzupełnić to może złe słowo, bo choć od dawna już przygotowywał sobie zapasy we własnym zakresie, wekując w słoikach co się dało (ktoś podarował mu jakiś czas temu połowę świniaka, sam gotował i wekował zupy), to jednak nadal dużo więcej pozostawało do kupienia i zapakowania niż do tej pory miał zgromadzone. Ale dzięki kilkunastu życzliwym osobom jego spiżarnia zaczęła się w tych tygodniach zapełniać. Zapasy jedzenia musiał uzupełnić o ogromny zapas wody - zabierze ją w butelkach półlitrowych, bo w morskich warunkach - część drogi będzie w tropikach - po otwarciu szybko może się psuć. Puste butelki będzie zakręcał i ponownie umieszczał pod pokładem, jako dodatkowe zbiorniki wypornościowe. 

Gdy 13 września wieczorem dał nam znać, że właśnie będzie przygotowywać jacht do wstawienia na platformę i wywozu nad morze, prace były w toku. Tego dnia był bardzo zdenerwowany, zupełnie nie jak on. Widać było, że operacja załadunku jachtu wraz z położonym na nim masztem, na ciężarówkę, wymagała skupienia i precyzji.

- Koledzy pytali mnie o koszt tego transportu, ale pomyślałem, że zrobimy to dla niego, bez kosztów - mówi Tomasz Kapusta, właściciel firmy przewozowej, specjalizującej się właśnie w transportach wielkogabarytowych, przewozach łodzi czy maszyn rolniczych lub budowlanych. - Tyle, że scedowaliśmy to na nasze stowarzyszenie, by było wspólnymi siłami, bardziej sympatycznie.

Praca nie była specjalnie skomplikowana, niemniej wymagała dużej ostrożności. Do hangaru nie można było wprowadzić dźwigu, więc jacht trzeba było przesunąć na naczepę ręcznie. Pracowało przy tym blisko 10 ludzi. - Trzeba było ostrożnie, wiedzieliśmy, że ta łódź to efekt kilku lat pracy - wspomina ten wieczór Tomasz Kapusta.

Wieczorem, gdy "Libra" już kołysała się na wodzie i gdy po oględzinach stwierdził, że wszystko jest w porządku, a jacht nie przecieka - Marcin Klimczak mógł odetchnąć.

Tego dnia dojechali do niego jeszcze Grzegorz Budzałek, potem Krzysztof Bury - by pomagać przy naciąganiu want i sztagów (metalowe liny podtrzymujące maszt z boków, z przodu i z tyłu), zakładaniu żagli, pokrowca na grot (główny żagiel), podłączaniu i testowaniu wiatraków i baterii słonecznych. Uśmiech ponownie zagościł na jego twarzy.

 

Zdążyć przed południową zimą

 

Chciał wypłynąć jak najprędzej, musiał tylko zgromadzić dostateczną ilość dobrze zakonserwowanego, nadającego się do przechowania w ekstremalnie wilgotnych warunkach prowiantu. Wywożąc jacht z Łowicza miał jeszcze nadzieję, że wypłynie przed końcem września. To okazało się niemożliwe. Potem przełożył start na połowę października. Czas go naglił: po pierwsze każda doba w marinie oznacza wydatek, po drugie trzeba było ruszać, by na morzach wokół Antarktydy zameldować się w miesiącach tamtejszego lata, czyli najlepiej byłoby mijać Australię już za trzy miesiące. A koło przylądka Horn przepływać na przełomie lutego i marca. Zmieścić się w tych datach to było ogromne wyzwanie.

Nie wyszło.

Swoisty komentarz do jego decyzji dopisało życie. 

"Portugalska marynarka wojenna uratowała rannego żeglarza z Polski. Mężczyzna wypadł za burtę swojego jachtu na Oceanie Atlantyckim, około 240 km od północno-zachodniego wybrzeża Portugalii. Polak został w środę (18 października - przyp. red.) przetransportowany do Lizbony." - poinformowało radio RMF FM.

Do wypadku doszło we wtorek 17 października rano. Arkadiusz Pawełek z Wrocławia, bo to o niego chodziło, wypadł za burtę jachtu "Elbląg", doznał obrażeń klatki piersiowej i pleców. Wrócił na pokład, ale miał problemy z oddychaniem. Wymagał pomocy. Otrzymał ją od portugalskiej marynarki wojennej, która dotarła do niego rano. Okręt NRP Sines, pomimo trudnych warunków atmosferycznych (na Oceanie Atlantyckim wiał silny wiatr, a wysokość fal sztormowych dochodziła do 6 metrów) dopłynął do żeglarza i przetransportował go do portu w Lizbonie, z którego mężczyzna został przewieziony do szpitala. "Elbląg" został na oceanie.

Marcin Klimczak usłyszał o wypadku żeglarza. Okazało się, że go zna. Arkadiusz Pawełek też chciał opłynąć kulę ziemską na własnoręcznie zbudowanej żaglówce, która miała długość niewiele ponad 5 m - bo żeglarz chciał ustanowić rekord. Było to jego drugie podejście do tego rejsu. Stracił jacht, ale miejmy nadzieję, że wróci do zdrowia. 

- Tak to działa, że jak się wezwie pomoc, to się traci jacht - powiedział nam Klimczak. Wtedy jeszcze do końca tygodnia czekał na okienko pogodowe, które pozwoliłoby mu na bezpieczne przepłynięcie Bałtyku i kontynuowanie rejsu. Miał już jednak obawy, że takiego okienka nie będzie i wówczas będzie zmuszony do rozpakowania jachtu i powrotu do domu. W takim przypadku kolejną próbę podejmie dopiero za rok - i z tą myślą się już oswajał. Był jednak przekonany, że choć jego jacht jest o 3 m dłuższy niż Arkadiusza Pawełka, to ryzykować zdrowia i życia nie warto.

I tak ostatecznie zrobił. Wyruszy latem za rok.

 

Pierwszy taki na świecie

 

Nie lubi o sobie mówić, nawet właściwie nie potrafi. Wszelkie szczegóły dotyczące pracy nad jachtem trzeba było zawsze od niego wyciągać zdanie po zdaniu, choć przecież nie wzbrania się przed kontaktami, jest otwarty. Ale należy do tych, którzy więcej robią niż mówią. Nie ukrywa, że morze budzi w nim respekt, w końcu wie, na co się porywa.

- Jeżeli zawinę gdzieś do portu, to będę jednym z kilkunastu milionów ludzi, którzy opłynęli kulę ziemską - mówił nam dwa lata temu. - Jeśli nie zawinę do żadnego portu, a płynąłbym na kupionej łódce, to byłbym jednym z kilkunastu na świecie, którym się to udało. Ale na własnoręcznie zrobionym jachcie nie dokonał tego dotąd nikt. Chcę być pierwszy.

Jeśli kiedykolwiek mówi się o kimś, że postawił wszystko na jedną kartę, że spalił za sobą mosty - to te określenia są adekwatne do opisu determinacji Klimczaka.

A jeśli podczas kolejnej próby znów coś się nie uda? Na najgorszy wypadek ma w kokpicie tratwę ratunkową. Na niej może przeżyć kilka dni, jeśli będzie miał szczęście. Jeśli wcześniej nie zamarznie, jeśli nie zgniotą jej fale, jeśli nie umrze na niej z głodu, jeśli nie staranuje go rozpędzony tankowiec, którego radary nie wskażą łupiny wielkości małej wanny. 

Nie, nie zgrywa chojraka, przyznaje, że czuje respekt wobec potęgi wód. Stąd decyzja o przesunięciu startu. Ocean nie lubi, gdy się go lekceważy, jest przeciwnikiem potężnym i bezwzględnym.

Wojtek Waligórski, Jerzy Kamiński




Napisz komentarz

Komentarze

Andrzej Kowalczyk 06.11.2023 13:33
Z tymi kilkunastu milionami tych którzy opłynęli świat zawijając do portów to bardzo duża przesada. W całej historii żeglarstwa jest to raptem 16 Polaków a na liście np Slocum Society, organizacji która odnotowuje takie rejsy w przypadku samotnie żeglujących, jest ok 400 żeglarzy. Od kilku lat gromadzę dane o Polakach samotnie żeglujących po oceanach, niekoniecznie dookoła świata ale warunkiem jest pokonanie samotnie przynajmniej kawałka oceanu a nie jeziora czy np Bałtyku. I na tej liscie, począwszy od 1877 roku gdy kroniki opisały rejs pierwszego Polaka, jest 106 żeglarzy. A więc już sam fakt samotnego żeglowania po oceanie jest godny uwagi. No ale o milionach mówić nie możemy nawet w skali światowej. Artykuł ciekawy. Pozdrawiam. PS Listę polskich samotników wyślę każdemu kogo to interesuje. Mój adres [email protected]

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: Ryszard OchódzkiTreść komentarza: Inteligentny sarkazm Pani Radnej przekracza możliwości zrozumienia waszych pisich móżdżków. Jest takie powiedzenie, "im mniej obietnic teraz, tym mniej wstydu w przyszłości". Jaszczomp Glapiński zadeklarował, że potrafi generować gotówkę na zbożne cele, więc dlaczego nie spróbować poprosić go o zasilenie powiatowego systemu ochrony zdrowia? Wężykiem osiołki...Data dodania komentarza: 30.03.2026, 18:54Źródło komentarza: POWIAT OŁAWSKI Czego chciałaby od prezesa Glapińskiego radna Engel?Autor komentarza: Ruch GaśnicowyTreść komentarza: Dobrze że za rok KO i przystawki przegrają wybory ale ważne żeby Kacze Dzbany nie wygrały.Data dodania komentarza: 30.03.2026, 18:39Źródło komentarza: Anna Leszczyńska jest członkiem zarządu regionu KO na Dolnym ŚląskuAutor komentarza: SąsiadTreść komentarza: Anka uspokój się, i tak nie dorastasz im do pięt. To wykształceni mądrzy ludzie. Nie masz szans. Zostałaś szefową w powiecie i już myślisz, że złapałaś pana Boga za nogi. Wszyscy widzą, że rozpoczęłaś już kampanię parlamentarną. Tego nie da się ukryć.Data dodania komentarza: 30.03.2026, 18:02Źródło komentarza: 225 mln zł na drogi wojewódzkie. Program „Dolny Śląsk na Dobrej Drodze” nabiera tempaAutor komentarza: WiesiekTreść komentarza: Oj Sławku Sławku co ty znowu wymyśliłeś. Masz coś do swoich sąsiadów to powiedz im to wprost. I do pracy w końcu idźData dodania komentarza: 30.03.2026, 17:45Źródło komentarza: Gmina Domaniów. 55-latek oddzielony od rodziny. Miał grozić żonie pozbawieniem życiaAutor komentarza: JarekTreść komentarza: Konserwator wymagany , i oprócz tego uchwała Rady Miejskiej i pozwolenie na umieszczenie ( budowlane) . Sporo wymogów prawnych. Zobaczymy jak będzie w Oławie .Data dodania komentarza: 30.03.2026, 16:41Źródło komentarza: OŁAWA Za tą figurą kryje się niezwykła historia. To dar od klientaAutor komentarza: Staszek PorażkaTreść komentarza: To nie drogowskaz tylko perfidna reklama szrot wena. Jeszcze centrum handlowe nie rozbudowane , a tu proszę Tomuś już jest . Dwa skrzyżowania w stronę PKS drogowskazy są ( takie trochę małe) ale widoczne. Ten baner na fotce jest zbędny. Fakt , słupek wkopany w pas dla pieszych to jakieś nieporozumienie.Data dodania komentarza: 30.03.2026, 16:39Źródło komentarza: OŁAWA Za tą figurą kryje się niezwykła historia. To dar od klienta
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama