Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 28 kwietnia 2026 02:28
ZOBACZ:
Reklama Hipol
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Jechaliśmy nie dlatego, że tu życie będzie lepsze. Chcieliśmy do swoich korzeni

- Nigdy nie myślałam, że tego doczekam i kiedykolwiek przyjadę do Polski, a da Bóg, że przeżyję tu jeszcze niejedne święta - mówi pani Maria, która dwa lata temu przyjechał z Kazachstanu do Polski i zamieszkała w gminie Oława. - Cieszę się i nie cieszę. Co mam powiedzieć? Tam zostawiłam troje dzieci... Chcę, żeby ta wojna w końcu się skończyła, Pan Bóg dopomógł i wszystkie narody się pogodziły...
Jechaliśmy nie dlatego, że tu życie będzie lepsze. Chcieliśmy do swoich korzeni
Maria Pissowodzka jest Polką. 88 latach przeżyła w Kazachstanie. W styczniu 2024 roku  przyjechała z córką Reginą i zięciem do Polski w ramach repatriacji.

Autor: Wioletta Kamińska

Podziel się
Oceń

*

Rodzice pani Marii mówili po polsku. Ona też. Gdy wywieźli ich do Kazachstanu, wszystkiego, co polskie, zakazano - języka, tradycji, świąt. - Wtedy był tylko komunizm, partia i "komsomoł" (komunistyczna organizacja młodzieży w Rosji Sowieckiej i ZSRR) - wspomina Regina. - Tylko w domu, w pokoju babci było dużo świętych obrazów, babcia też dużo się modliła, głównie na różańcu. Mama, jak była młoda, to w dzień chodziła do "komsomołu", bo musiała, ale wieczorami się modlili. Gdy wyszła za mąż i urodziła dzieci, było inaczej. Gdy były małe, mówiła do nich po polsku - ale mąż, jego rodzina i większość ludzi dookoła mówiła po chachłacku - to taki pomieszany polski, ukraiński i rosyjski - wyjaśnia pani Maria. - Gdy dzieci poszły do szkoły i musiały należeć do sowieckich organizacji, musiały też mówić już tylko po rusku. Trudno więc było zachować polski. Zwłaszcza dzieciom.

- Ta sowietyzacja tak zrobiła, że przestałam słyszeć polski język, ale kiedyś, jak już można było jeździć z domu, usłyszałam jak po polsku śpiewali i jakoś tak mi się coś zrobiło, że zaczęłam płakać. Ludzie na mnie patrzyli, a ja nie mogłam przestać. Od tamtej pory zaczęłam szukać więcej informacji o Polsce, o rodzinie, wiedziałam, że tato był Kurpiem, ale chciałam wiedzieć. co to takiego te Kurpie - mówi wyraźnie poruszona Regina             

 - Ja Polka, ale nigdy nawet nie pomyślałam, że kiedyś przyjadę do Polski, a co dopiero, żeby tu zamieszkać - wtrąca pani Maria. - No i Bóg dał, że tu przyjechałam.         

- Na początku była niezdecydowana - tłumaczy Regina. - My z mężem kilka lat temu  zdecydowaliśmy, że wyjedziemy do Polski. Tu od lat mieszka nasza najmłodsza córka z rodziną, i wnuki. Chcieliśmy, żeby i oni zobaczyli, co to babcia i dziadek. Jestem już na emeryturze i chcieliśmy być blisko nich. Wyrobiliśmy karty Polaka dla siebie, ale i dla mamy. Uznaliśmy, że jak nie zechce jechać, to zostanie z moja siostrą, a jak zechce, to już przynajmniej będzie miała dokumenty. 

I tym razem życie pomogło pani Marii podjąć decyzję.    

Początek drzewa genealogicznego już jest a w nim już teraz nazwiska polskie, niemieckie, rosyjskie, ukraiński...

*

Podobnie jak pani Maria, Regina jest bardzo wierząca. Podczas pielgrzymki do Oziornoje poznała Grażynę Orłowską, dziennikarkę telewizyjną z Wrocławia, która jest też prezesem fundacji "Studio Wschód", pomaga rodakom za granicami Polski oraz organizuje i wspiera repatriacje ojczyzny. 

- W Oziornoje mieszkali tacy sami zesłańcy jak my - wtrąca pani Maria. - W zimie z 1940 na 1941 nastał tam straszny głód. Bardzo dużo ludzi umierało i modlili się o ratunek. Wiosną przyszła wielka woda i w nizinie koło wsi powstało wielkie jezioro pełne ryb. Dzięki nim reszta ludności przeżyła. Teraz jest tam kościół.  

- Tak. I też figura Matki Bożej z rybami w rękach - dodaje Regina. - Tam spotkałam Grażynę. Podeszła do mnie, żeby coś zapytać, ale przyjechał już mój autobus i musiałam wracać, więc zaproponowałam, żeby przyjechała do nas do domu. Powiedziałam, że mam mamę, która bardzo dużo mówi po polsku, dużo więcej wie niż ja i chętnie opowie. I przyjechali. 

Spotkanie z panią Marią. Jej kondycja oraz jasność umysłu zrobiło na dziennikarce i wolontariuszach, którzy z nią wtedy byli, ogromne wrażenie. Obiecała, że pomoże rodzinie w repatriacji.  

Sprawę przyspieszył wypadek pani Marii. Trzy lata temu, gdy szła w nocy do toalety, przewróciła się i... połamała biodro. Lekarze w Kazachstanie powiedzieli, że nic się nie da zrobić, że ludzi w tym wieku, a pani Maria miała wtedy już 91 lat, nie można operować. Przez rok próbowali ją leczyć, ale to niewiele dało. Nie chodziła i straciła nadzieję. Wtedy przyszła informacja, że mogą wyjechać do Polski,  

 - Całe życie mieszkałam razem z mama i z nią byłam, nie mogłam teraz wyjechać i zostawić jej w takim stanie, ale ona też zmieniła zdanie, chciała z nami jechać - mówi Regina. - Wiedziała też, że w Polsce zajmą się jej połamanym biodrem.  

Grażyna z ekipą i lekarzem pomogli w podróży. Mimo wieku, pani Maria szybko wróciła do zdrowia po operacji biodra. 

- Wiara w to, że znów będzie chodzić, dała je tyle siły, że trzeba ja było powstrzymywać, by nie wstawała z łóżka - mówi Regina, a pani Maria uśmiecha się jak wścibskie dziecko.        

W pomoc repatriantom od początku zaangażowała się też Helena Masło, obecna wicewójt gminy Oława, wcześniej wolontariusz wspierający działania fundacji "Wschód". To dzięki jej wsparciu udało się znaleźć tymczasowy dom w Owczarach, gdzie mogła zamieszkać pani Maria z rodziną. Kilka miesięcy później fundacja pomogła im kupić część innego domu i kawałek ziemi. 

- Dobrze nam tu, wszystko mamy, ale jechaliśmy tu nie dlatego, że tutaj życie będzie lepsze, w Kazachstanie też było już dobrze - mówi pani Maria, a tym razem to Regina znacząco się  uśmiecha. - Tylko dlatego, że chcieliśmy do swoich korzeni. Jestem Polką i chciałam poczuć się Polką w pełni. Tu mieszkać i żyć. 

- Czego więc pani życzyć - pytam  

- Żeby ta wojna się skończyła - odpowiada bez zastanowienia. - Żeby Pan Bóg dopomógł i wszystkie narody się pogodziły. Żeby ludzie nie ginęli. Żeby się pogodzili, wtedy tak dobrze żyć. Nikt nie głoduje i zmarzłych buraków nie musi jeść, a tak biją się, kłócą i prosty naród gnębią.  

Chociaż ta wojna bezpośrednio jej nie dotyka. jest dla niej kolejnym trudnym przeżyciem. W Kazachstanie zostały jej dzieci. więc tęskni, a w Rosji ma wnuki, więc strach robi swoje, zwłaszcza gdy się nie kontaktują. Więc znów dużo się modli i za każdym razem zapala stojącą na stole świeczkę.  


Więcej o autorze / autorach:

Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: Pracownik szpitalaTreść komentarza: Patrzę na ciebie i widzę, że proces myślowy wciąż trwa, ale połączenie najwyraźniej zostało przerwane. Masz w sobie tyle charyzmy, co pusta lodówka, a twoja elokwencja jest wręcz ogłuszająca. Nie wysilaj się już – szkoda czasu na tę 'fascynującą' wymianę zdań, skoro i tak nie masz nic do powiedzenia. Daj znać, jak ci się mózg połączy z internetem, bo na razie tylko marnujesz mi tlenData dodania komentarza: 27.04.2026, 20:05Źródło komentarza: Do końca streama jeszcze dwie godziny. Zaczęło się od Mai z Oławy!Autor komentarza: KJoutTreść komentarza: Fachowiec nie sprostał, juniorzy za silni.Data dodania komentarza: 27.04.2026, 19:47Źródło komentarza: Finał był bardzo bliskoAutor komentarza: RademenesTreść komentarza: Ktoś się nieźle obłowił na tej „charytatywnej" zbiórce. Naiwniacy..Data dodania komentarza: 27.04.2026, 19:25Źródło komentarza: Maja: - Tak się cieszę, że dałam innym siłę do walki z rakiemAutor komentarza: ^Treść komentarza: Wystarczy, że ktoś mądrze napisze regulamin korzystania z tego terenu, i żadna Konstytucja tu nie pomoże.Data dodania komentarza: 27.04.2026, 19:17Źródło komentarza: Zakaz to zakaz. Tylko na jakiej podstawie?Autor komentarza: TYLETreść komentarza: Już po strajku nierobie?Data dodania komentarza: 27.04.2026, 18:27Źródło komentarza: Do końca streama jeszcze dwie godziny. Zaczęło się od Mai z Oławy!Autor komentarza: OliwkaTreść komentarza: Nawet na myśl mi nie przyszło , że ktoś może zrobić z tego burzę. Absolutny zakaz wprowadzania piesków na teren boiska szkolnego i terenów przynależnych szkole. Pieski sikają, zebranie kupki nie zawsze daje się wyczyścić. No i dzieci niech tam się bawią, piłka się toczy, kocyk można rozłożyć, dzieci mogą siedzieć na trawie. Uważam , że rodzice uczniów winni odpowiedzieć jasnym stanowiskiem, boisko to nie wybieg. Zarówno rada sołecka podjęła dobrą decyzję jak i dyrektor szkoły. Słowo zakaz jest zrozumiałe dla mnie, bo apele to już niejeden był. Żeby aż z prawnikiem konsultować to już nawet nie jest śmieszne, dla mnie przerażające. Mam pieska, kocham go i w życiu nie poszłabym z nim na boisko, plac zabaw itp. A tak na marginesie nie ma w Domaniowie innych miejsc na spacer z pieskiem. Rodzice brońcie bezpiecznych miejsc na zabawy Waszych dzieci.Data dodania komentarza: 27.04.2026, 17:38Źródło komentarza: Zakaz to zakaz. Tylko na jakiej podstawie?
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama