Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 13 marca 2026 20:14
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

Jechaliśmy nie dlatego, że tu życie będzie lepsze. Chcieliśmy do swoich korzeni

- Nigdy nie myślałam, że tego doczekam i kiedykolwiek przyjadę do Polski, a da Bóg, że przeżyję tu jeszcze niejedne święta - mówi pani Maria, która dwa lata temu przyjechał z Kazachstanu do Polski i zamieszkała w gminie Oława. - Cieszę się i nie cieszę. Co mam powiedzieć? Tam zostawiłam troje dzieci... Chcę, żeby ta wojna w końcu się skończyła, Pan Bóg dopomógł i wszystkie narody się pogodziły...
Jechaliśmy nie dlatego, że tu życie będzie lepsze. Chcieliśmy do swoich korzeni
Maria Pissowodzka jest Polką. 88 latach przeżyła w Kazachstanie. W styczniu 2024 roku  przyjechała z córką Reginą i zięciem do Polski w ramach repatriacji.

Autor: Wioletta Kamińska

Podziel się
Oceń

*

Nie miał wyboru i musiał w końcu zapomnieć o wciąż planowanej ucieczce na Ukrainę. To było niewykonalne. Wszyscy zesłańcy byli pod stałą kontrolą komendanta, który był w każdej wsi. Bez jego zgody nie można było opuścić nawet miejsca zamieszkania. Dorośli co parę dni musieli też zgłaszać się do rejestracji. 

- Mamę dali do pracy przy kuchni, 8 kilometrów od Kalinówki, przy takich barakach. Braliśmy się z siostrą za ręce i chodziłyśmy do mamy, żeby dała nam coś do jedzenia. Czasem dawała to, co gotowała, czasem piekła w piecu placki z resztek mąki. Wkładała nam za koszulę i wracałyśmy z powrotem do domu. I tak prawie codziennie. Może nie wierzycie, bo są tacy, którzy nie wierzą, ale tak było. 

Gdy wydawało się, że sytuacja zaczyna się normować, o ile można tak nazwać życie z dnia na zień, wybuchła wojna. Wraz z nią nastały jeszcze większy głód, bieda i kolejne deportacje Polaków do Kazachstanu. Tym razem z Polski.    

- Kilka rodzin przywieźli do Kalinówki i zostawili, jak kiedyś nas. Tato poszedł tam i przyprowadził do nas, do domu kobietę z trójką dzieci. Nas było troje dzieci i ona miała troje.  To była pani Nowakowska spod Warszawy. Mieszkali u nas trzy lata. Jak wojna się skończyła, wróciła do Polski. Niewiele ich wróciło.Większość wymarła, bo zimy były straszne - minus 30 stopni.  Dzieci pani Nowakowskiej były w moim wieku. Jak przychodziła zima, całymi dniami siedzieliśmy na piecu i uczyliśmy się od siebie. Oni nam opowiadali, jak jest w Polsce, jak mówi się po polsku różne słowa, a my im jak to jest po rusku. Gdy wyjeżdżali, powiedziała, że jak tylko wróci do Polski, to pierwszą mszę ofiaruje za nas. I pewnie dała. Nigdy więcej się już nie spotkaliśmy, ale długo do nas pisała. Czasem przysyłała też paczki.

*

W 1945 zmarł ojciec pani Marii. Mama ponownie wyszła za mąż, chociaż pani Maria mocno się temu sprzeciwiała, płakała, a do głowy przychodziły jej najstraszniejsze myśli. - Chciała się nawet utopić, a teraz nie raz proszę Boga, żeby mi darował, a jemu niech będzie Królestwo Niebieskie, bo gdyby nie on, to też byśmy pomarli - mówi i znów łamie jej się głos. Ojczym był stolarzem. w jego domu zawsze na stole był chleb, więc życie stało się łatwiejsze. Cały czas trzeba było się rozliczać z wszystkiego, co mieli i sprzedali na targu w mieście, jak jajka, mięso czy zboże. Oddać część pozyskanych w ten sposób pieniędzy...

Pani Maria skończyła szkołę podstawową. Chciała być nauczycielką. Pojechała już nawet do takiej szkoły, ale jej mama nagle zachorowała i ojczym napisał, żeby wróciła. Więc wróciła. Poszła do pracy w kołchozie. Tam poznała męża. Też był Polakiem, zesłańcem. Mieszkał w wiosce obok. "Wyuczy się na agronoma" - jak mówiła pani Maria - i będzie doglądał w kołchozie prac na polu. W jednej z brygad pracowała pani Maria. Jak większość ludzi chodziła do pracy pieszo. On jeździł konną bryczką, "taczanką".  

- Gdy wracaliśmy po robocie do domów, a on obok przejeżdżał, to mnie brał i sadowił na tę bryczkę, tak do mnie podbijał klinki - wspomina z uśmiechem -  Podobało mi się to, bo nie musiałam chodzić na piechotę. Tak było kilka razy. Rozmawialiśmy, ale się nie kochaliśmy, jak inni. Jesienią przyszedł do mojej mamy. Porozmawiali, a ona do mnie, że żenić się trzeba i on chce mnie wziąć za mąż. 

Ślub wzięli w 1952 roku. Miała wtedy 21 lat. To nie było małżeństwo z miłości, raczej z rozsądku. Był wykształcony, miał dobrą pracę, no i dogadał się z mamą pani Marii - to wystarczyło. Na początku zamieszkali z jego rodziną w drewnianym domku, co było dużym wyróżnieniem, bo większość nadal mieszkała z ziemiankach. Później oni też poszli na swoje i kupili sobie ziemiankę. Częściowo powaloną. - Belka przy wejściu była złamana i trzeba było wchodzić takim kawałeczkiem - pokazuje pani Maria składając ręce. 

Ta rodzinna pamiątka ma ponad 100 lat

 

Większym problemem był dach. Przeciekał i w czasie deszczu trzeba było się chować pod stół. Dwa razy ją przebudowywali, aż wreszcie w 1962 roku własnymi rekami postawili chatę.  - Była bardzo ładna i wokół było już tak ładnie, ogród, sadek. Mieliśmy swoje jabłka i śliwy.... To była nasza praca. Szkoda było mi to wszystko zostawiać, dlatego mówię, że się cieszę i nie cieszę.  Tego, co człowiek tam przeżył, nie da się od tak zapomnieć i zacząć od nowa. Dobre się pamięta, ale złe jeszcze bardziej. Było różnie - i dobrze, i bardzo źle, ale... to było moje życie.

Tam urodziły się jej dzieci. Najstarszy syn Franek i trzy córki: Nadia, Regina i Paulina. Troje z czasem się wyprowadziło do okolicznych miejscowości. Regina została w rodzinnym domu, który stał się też domem dla jej rodziny.  

Chociaż pani Maria nie została nauczycielką, została nią Regina, ale to pani Maria w wiosce była tą, która wszystko potrafiła zrobić. Uszyć najładniejsze stroje, ale jak trzeba to i wszystko w domu naprawić. Zawsze była wszystkiego ciekawa i szybko się uczyła. Żeby było łatwiej, kupiła sobie książkę "Gospodarstwo Domowe", a żeby było szybciej - motocykl. Gdy zmarł jej mąż, drugiego ślubu nie było. - Zawsze powtarzała, że ona nie chciała mieć ojczyma i nie chce tego dla swoich dzieci - wtrąca Regina. Zastąpiła natomiast męża w pracy w "kołchoznej" pasiece i pracowała tam do emerytury. Chociaż się starała, łatwo nie było. Dużo też chorowała. - Kiedyś zabrali ją do szpitala, a po kilku dniach odesłali do domu - opowiada Regina. - Powiedzieli, że ma raka wątroby i umrze. Była bardzo słaba, blada jak kreda, wyglądała strasznie, ale gdy wróciła do domu, babcia rwała jakąś trawę, robiła napary i kazała mamie dużo tego pić. Nie wiem, czy to na pewno był rak, jak napisali lekarze, ale mama wyzdrowiała. Miała słaby apetyt i niewiele jadła, ale wyzdrowiała.

- Teraz za to mam ogromny apetyt, zjadłabym wszystko i dużo - dodaje z uśmiechem pani Maria. - Czasem aż muszę się powstrzymywać, bo jak będę gruba, to co Reginką, ze mną zrobi? Wszystko mi smakuje. Najbardziej lubię bigos z kwaśnej kapusty i fuszer. 

- Fuszer?  

- Takie gotowane ziemniaki gniecione i wymieszane z mąką - wyjaśnia Regina. - Niemcy, którzy też byli wysiedleni do Kazachstanu i z nami tam mieszkali, to gotowali i tak to nazywali. I my tak mówimy. Na te ziemniaki daję jeszcze smażoną cebulkę. To ulubione jedzenie mamy. Lubi jeszcze pierogi z kapustą. 


Więcej o autorze / autorach:

Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama