Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 14 marca 2026 20:37
ZOBACZ:
Reklama
Reklama Jaśnikowski
Reklama BMM

"Droga trzynastu mostów" idzie do remontu, ale... mostów zostało pięć

Radka szukali dziewięć dni, sklepową uratowali kierowcy, a Agnieszka miała mocne obcasy i kurs sprzed pół roku - przypominamy reportaż Jerzego Kamińskiego z 2016 roku o tej właśnie drodze między Oławą a Janikowem, która ma swoją historię, obfitującą w tragedie
Podziel się
Oceń

Przez otwarte okno w kuchni usłyszał potężny huk i kobiecy krzyk. Wybiegł z domu. Polem teściów to zaledwie kilkadziesiąt metrów. Było już ciemno, zauważył zniszczoną barierkę na moście. Nikogo nie było. Zbyszek pomyślał wtedy, że widocznie jakaś ciężarówka zahaczyła bokiem i odjechała.

Rano na wodzie były kolorowe plamy, pojawiały się co kilka minut. Potem ktoś zauważył pływające w stawie kołpaki i ślady hamowania na poboczu.

Minął przedświąteczny weekend, zanim zawiadomiono policję i wyłamaną barierkę skojarzono z zaginięciem 22-letniego Radka. Po czterech dniach nurek wydobył ciało. Pokiereszowany czarny ford fiesta przeleżał na dnie dziewięć dni.

Jechał z Jelcza-Laskowic do Oławy, po brata, który czekał na stacji kolejowej. Normalnie przez Stary Otok się nie dało, bo zagrożenie powodziowe i przejazd zamknięty. Wybrał się drogą przez Janików. Dłuższą.

Ciało do zidentyfikowania rodzina dostała w wielkanocną niedzielę. Czyj był kobiecy krzyk, nikt nie wie. 

Pamięć o Radku znaczą kwiaty, lampka na baterie, a pod mostem znicze

*

Sklepową uratowali kierowcy. Miała z córką jechać do Oławy, ale sama wsiadła do opla. Gdy mijała folwark, z drugiej strony nadjechał ford. Co było dalej, wiemy ze śladów na drodze. Auto sklepowej zjechało na pobocze, wyskoczyło z powrotem na drogę, uderzyło w rowerzystę, przejeżdżającego obok, a potem gwałtownie skręciło, odbiło się od drzewa, wpadło do stawu i zatonęło.

Tuż przed siódmą wieczorem ruch na drodze był spory. Ktoś zauważył, zatrzymał się, pomógł.

*

Agnieszka obcasami wybiła szybę i wydostała się sama. Miała szczęście, bo właśnie pół roku wcześniej nauczyła się pływać.

Agnieszka miała dużo szczęścia, że wyszła z tego cała 

 

26-latka ruszyła z Janikowa przed siedemnastą. W styczniu to już po zmroku. Jechała szybko. Na drugim zakręcie wpadła w poślizg, srebrzysty golf skasował parę metrów barierki i wylądował w stawie. Zanim poszedł na dno, kobiecie udało się wydostać z auta i dotrzeć na brzeg. Chwyciła tylko torebkę. Zziębnięta czekała dziesięć minut, aż ktoś zabrał ją do szpitala. 

*

Syn wypłynął sam. Matki, która z lekarstwami dla ojca siedziała obok, nie dał rady uratować. Około południa wracali do Bystrzycy. On prowadził. Między Starym Górnikiem a Janikowem kierownica wyrwała mu się z rąk, zjechał na bok i wylądował w wodzie. W ostatniej chwili odkręcił szybę i wypłynął na powierzchnię. Matka została w zatopionej skodzie, dopóki strażacy nie wyciągnęli auta.

 

Nie musi być zima

 

- Jeśli w Oławie wieżowiec przyciąga samobójców, w Bystrzycy się wieszają, tak u nas się topią - mówią w Starym Górniku. - Tam skaczą i wieszają się swoi, tu giną obcy.

Teresa Bałuk, sołtys Starego Górnika, która zbiera materiały do kroniki wiejskiej, domyśla się dlaczego: - Może my już swoje wycierpieliśmy, mieszkając tutaj i przeżywając te wszystkie powodzie?

Kartkuję roczniki lokalnej gazety. Niemal co roku ktoś wpada do stawu. Nie musi być zima, nie musi być ślisko, nie musi być mgła. Nie ma reguły. Oficer prasowy podaje, że z nieustalonych przyczyn kierowca stracił panowanie nad pojazdem, uderzył w barierkę i wpadł do wody. Innym razem, że nie zachował ostrożności albo nie dostosował prędkości do warunków jazdy. Do tego dziury w drodze, koleiny, wąskie pobocze, ostre zakręty, na dodatek źle wyprofilowane. Ale to wszystko i tak jedynie protezy, bo nie da się logicznie wyjaśnić, dlaczego akurat tutaj ludzie tak często wpadają do wody. Może tylko tym, że skoro nad stawami jest droga, to prędzej czy później coś z niej musi spaść. I nic do tego nie ma rozwój motoryzacji, że niby teraz dużo więcej samochodów jeździ, że znacznie szybciej. Bo jak wpadają teraz, tak wpadały kiedyś. Nawet tuż po wojnie. Tylko marki inne.

Furmanka z ruskimi wpadła przy folwarku, gdzie most stał jeszcze do 1966 roku. Konie zatrzymała pod wodą uprząż, ale żołnierze się uratowali. Byli pijani. 

Stonka, czyli jelczański autobus z naczepą na starze, wypadła z drogi przy krzyżu i prosto do Smortawy. Ludziom nic się nie stało.

- Ale na drugim moście od Janikowa to co innego, bo tam bardzo głęboko - wspomina mieszkaniec Starego Górnika. - To była niedziela 1956 czy 1957 roku. Jeszcze były drewniane barierki. Facet z tartaku woził ludzi na jagody. Ciężarówką, taką z brezentem. Pięć kobiet się utopiło, jak spadła z mostu. Przy szoferce były, nie zdążyły się wydostać.

 

Trudno zliczyć

 

- Masę tego było, niektórzy nawet nie zgłaszają - mówi Leszek Nowak, którego dom w Starym Górniku stoi najbliżej stawu. Wylicza, że przy tej drodze zginęło w wodzie już ze dwadzieścia osób. A tych, którzy tylko powpadali, nie sposób zliczyć.

Były sołtys Witold Kuriata sam zna trzy osoby, które topiły się przy dawnym folwarku, ale udało im się wydostać, więc niczego nikomu nie zgłaszały, bo po co.

- Nie wiem, czy krąży jakaś klątwa nad tym obszarem, czy po prostu są jakieś siły przyciągania, że ludzie tu wpadają do wody? - zastanawia się sołtys i przypomina sobie, jak kiedyś sprawdzano głębokość. Chłopcy skakali z mostu, ale nie tego, co jest, tylko z drewnianego. Jeden drugiemu się chwalił, że był na dnie, ale nie wierzyli sobie. Wreszcie któryś założył się, że na dowód przyniesie muł: - Miałam wtedy 12 lat i wydawało mi się, że wieczność mija, jak go nie było. Ale jak się wynurzył, miał coś w rękach.

Opowiadał, że tam paraliżujące zimno i głęboko na 10 metrów albo i więcej. Nikt już nie próbował.

 

Mosty

 

To stare koryto Odry, która płynęła tędy kilkaset lat temu, zanim nie wyprostowano biegu. Teraz to teren zalewowy, gdzie podczas powodzi trafia nadmiar wody. Na odcinku paru kilometrów dwie rzeczki i mnóstwo stawów, a może bardziej oczek wodnych o średnicy nie większej niż kilkadziesiąt metrów. 

W wodzie resztki słupów, na których kiedyś stały mosty. A było ich wtedy nie pięć, jak teraz, tylko co najmniej dziewięć. Kuriata mówi, że więcej: - To była droga trzynastu mostów, licząc z tym na Odrze.

Starsi mówią, że dużo mostów przez powódź. Na terenie zalewowym jak dużo mostów to woda ma przejście i nie zrywa drogi.

- Ojciec pracował przy nich, naprawiał je, bo te mosty to one drewniane były - opowiada Nowak. - Jak kończyli robotę tu, przy folwarku, to w Janikowie od początku zaczynali remontować. I tak na okrągło.

Duże, solidnie podparte, brzegi obłożne kamieniami. Niemiecka robota. Malownicze były, urokliwe, nawet magiczne. Starsi mieszkańcy pamiętają, jak kiedyś - już dobrze po wojnie - zatrzymał się przy nich wóz telewizyjny. I filmowcy oglądali. Może szukali plenerów, a może tylko natchnienia do ekranizacji powieści Wiesława Myśliwskiego, która w reżyserii Ryszarda Bera dostała tytuł "Przez dziewięć mostów", a w 1972 roku nagrodę na międzynarodowym festiwalu telewizyjnym w Pradze. Obraz z życia chłopskiej rodziny opowiada o kobiecie, która wierzy, że chore niemowlę wyzdrowieje, jeżeli matka z dzieckiem na ręku przejdzie przez dziewięć mostów.

Po wojnie drogę z Oławy do Janikowa, jak Odrę wcześniej, wyprostowano. Z dziewięciu, a może nawet i trzynastu mostów, zostało pięć i to betonowych. Z kilkunastu stawów jest osiem. Z trzynastu kilometrów zrobiło się siedem.

W 1997 roku woda pokazała, że nie należało tego robić. że to miejsce należy się wodzie. Asfalt tuż przed Janikowem dosłownie rozmyło. Jak wspomina Teresa Bałuk, a pamięta osiem powodzi, dziury w drodze samoistnie pojawiały się wtedy właśnie tam, gdzie kiedyś były mosty. Nawet jeden z betonowych podmyło i można było podziwiać klasyczną dziurę w moście. 

Były sołtys mówi, że podczas powodzi to u nich jest prawdziwa "utopia". Woda idzie z jednej strony, idzie z drugiej, zagrożenie jest duże. Stary Górnik praktycznie staje się wtedy wyspą. W 1997 roku na trasie Oława-Janików kursowała amfibia, dowożąca tu ludzi i jedzenie.

Obecna sołtys domyśla się, że to nie może być przypadek: - Najpierw Niemcy zakole Odry wyprostowali, potem władza komunistyczna zlikwidowała te mosty. Jak nieraz rozmawiamy w naszym gronie, to zawsze ktoś powie, że przyrody nie trzeba udoskonalać, że nigdy nie powinno być ingerencji człowieka w coś, co stworzyła natura. Bo ta sama określa swoje prawa i upomina się o nie.

 

Na stałe

 

Niemcy chyba coś o tym wiedzieli, bo nie mieszkali tu na stałe. Ciężkie warunki, wilgoć, więc i reumatyzm. Praca była sezonowa. Po dużej powodzi w 1905 roku zadecydowali, że przeniosą się na drugą stronę Odry i stworzą sobie lepsze warunki. Też w Górniku, ale Nowym. Ale Polacy po wojnie brali wszystko, bo przecież tylko na chwilę, więc i Stary znalazł amatorów.

- Byśmy się tu nie spotkali, gdyby nie wujek Stalin, bo on w nagrodę moich rodziców tutaj przywiózł - opowiada sołtys. - Jak babcia weszła do domu, to Niemka od razu jej powiedziała, że nie jest gut, że syn zaprowadzi do Domaniowa, bo tam lepsze warunki do życia.

Tutaj nikt nie miał zamiaru mieszkać. Może dwa, trzy tygodnie. Potem mówili, że jeszcze rok i wracają na swoje ziemie. Praktycznie dopiero drugie pokolenie zrozumiało, że stąd nie ma powrotu, że trzeba się z tym brać za bary i żyć. Decyzję przyklepał pierwszy polski prymas August Hlond, który podczas wizytacji tzw. ziem odzyskanych wstąpił do Starego Górnika. Na środku wsi postawiono wielką bramę z kwiatów, a mężczyźni na koniach odprowadzali gościa przez parę mostów aż do Oławy. Wtedy poczuli się tu gospodarzami.

 

Rozwiązać

 

Po wyprostowaniu Odry, drogi i rozebraniu drewnianych mostów większych ingerencji w naturę już nie było. W latach siedemdziesiątych miejsce przestało być malownicze, urokliwe, czy nawet magiczne, ale liczba kierowców, co podróż kończyli w wodzie, wcale nie zmalała. Witold Kuriata tłumaczy to bez uciekania w metafizykę: - Stan tej drogi jest po prostu tragiczny, nawierzchnię robiono 30 lat temu, a teraz tylko łatają. Co tu się dziwić, że ludzie potem wpadają do stawów. Przy starym folwarku zakręt, są wielkie koleiny, wybrzuszenia, a jak jeszcze jest ślisko...

Strażacy, wyciągający auta z wody, od dawna sygnalizowali, że przydałyby się barierki. Takie energochłonne zamontowano kiedyś przy zjazdach na pole, ale to tylko ludzi dodatkowo wkurzyło. Bo tam przecież może jeden traktor na dzień przejedzie albo i nie, więc po co? To już lepiej przy stawach. 

Gdy na dnie znaleziono Radka, ówczesny sołtys Starego Górnika napisał do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, aby właśnie barierkami rozwiązać problem wypadania z drogi i wpadania do stawów. - Z pewnością zapobiegłyby takim przypadkom - pisał.

Dyrekcja uznała ustawienie barierek za zasadne, a nawet zadeklarowała, że będzie to "w możliwie najszybszym czasie, po uzyskaniu dodatkowych środków na ten cel". Przez sześć lat jednak nic się nie działo. Dopiero gdy z wody wydostała się Agnieszka, tydzień później odbudowano balustrady mostu i dorzucono do nich barierki. Ale tylko przy tym jednym stawie. Jak wtedy informował kierownik Działu Komunikacji Zewnętrznej i Analiz w Dolnośląskiej Służbie Dróg i Kolei we Wrocławiu, "ewentualne rozmieszczenie barier w innych miejscach rozważymy".

Po rozważeniu, co miało swój finał dwa lata później, drogowcy rozpoczęli wielkie ustawianie. Na początek poszły znaki ostrzegawcze "niebezpieczne zakręty", "oszronienie jezdni", a nawet "dzikie zwierzęta". Gdy już się wyczerpał arsenał zagrożeń, dorzucono "inne niebezpieczeństwo". Na żółtej tabliczce niżej dopisano, że chodzi o koleiny i uszkodzoną nawierzchnię. Potem dorzucono jeszcze "zakaz wyprzedzania".

Do kilkunastu znaków na paru kilometrach dodano, zgodnie z obietnicą, barierki. Najpierw przy folwarku, gdzie wpadła sklepowa. Na końcu przy moście w Starym Górniku, gdzie z mocą dwóch bateryjek 1,5-woltowych na okrągło tli się pamięć o Radku, który na dnie przeleżał dziewięć dni.

Drogi nie naprawiono do dziś. Na razie nikt więcej nie wpadł do stawów.

Powódź z 1997 roku przypomniała, że to miejsce między Janikowem a Starym Górnikiem należy się wodzie 

 

*

AKTUALIZACJA z 2026 roku: Opisywana droga w tym roku w całości będzie/jest naprawiana w 2026 roku w ramach naprawiania szkód powodziowych - trwa też wymiana wszystkich 5 mostów

 

Więcej o autorze / autorach:

Napisz komentarz

Komentarze

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama