- Jak Rosja zabrała Ukrainie Krym, tak oni zabrali nam centrum Europy - mówi dziennikarz lokalnego tygodnika Władimir.
W środku Europy mieszka 260 osób. Można go jednak minąć, nawet nie zauważając. Żadnej informacji, że centrum starego kontynentu jest właśnie tu.
Gdy go organizowano, dziury w drodze były takie, że nawet ciągnik marki "Białoruś" ledwo dojechał, więc traktorzysta tylko klął i wołał: - J... twoju mać! Jaka to Europa!?
Jedziemy z Dankiem. Tak każe się nazywać, żeby było bardziej po polsku, bo Danek kocha nasz kraj. Marzy, że kiedyś tu przyjedzie, znajdzie jakąś Polkę, ożeni się z nią, dostanie obywatelstwo i spokojną starość w starej Europie. Na razie mieszka nieco dalej na wschód.
Od razu godzi się robić za przewodnika. Liczy, że napiszę w gazecie o jego marzeniach. Gdyby więc jakaś Polka zdecydowała się na patriotyczny gest pozyskania nowego obywatela RP, informuję, że Danek ma 65 lat, 300 dolarów emerytury, drewniany domek z banią na wsi, jakieś 150 km od Mińska, śpiewa oraz gra na harmonii (co po 30 minutach znajomości od razu mi udowodnił), robi sok z brzozy, ma dwa ule. No i jest samotny.

- Gdzie? Wot, tam! 14 km dalej - mówi Kola, którego spotykamy na drodze z miasteczka Głębokie do Połocka. Pokazuje niebieską tabliczkę, że do centrum Europy to trzeba w prawo.
Wioska Zjabki. 10 km do środka
- A co tam takiego? Ja mam robotę tutaj - mówi Misza. Jeszcze nie był w centrum Europy, choć to tylko parę km dalej. Kosi trawę naprzeciwko ruin młyna, który stawiali jeszcze przedwojenni Żydzi, gdy tereny te należały do Polski. Też nie chce do UE.

- A jaka to różnica? My chcemy tylko spokojnie żyć, a Unię mamy z Rosją. Euroazjatycką.
Para emerytów pieli grządki.
- Do centrum Europy to którędy?
- Wot i Europa! - macha ręką mężczyzna.
- A wy Europejczyk?
- Da.
- A chcielibyście żyć w UE?
- A po co? Nie!
- Dlaczego?
- Białoruś to Białoruś. Ale nie powiedziałem wszystkiego. Tam nie ma Boga. Europa nam się podoba, ale Białoruś lepsza, ludzie dobrzy...
- A coś się zmieniło, od kiedy macie tu centrum?
- Nic.

A miało być...
Kamień, a nad nim stożek z prętów. To właśnie tu. Geograficzne centrum Europy. Oficjalne i opieczętowane pismo z 17 lutego 2007 głosi, że od 1996 roku białoruscy geodeci, pod kierunkiem profesorów A.A. Sołomonowa oraz W.S. Anoszko prowadzili badania na ustaleniem geograficznego środka Europy. Zakończono je w 2000 roku, rosyjscy uczeni potwierdzili badania białoruskich kolegów, a rezultaty opublikowano w magazynie Moskiewskiego Państwowego Uniwersytetu Geodezji i Kartografii. Podobno interesował się nimi prezydent Łukaszenka. Z obliczeń wyszło, że geograficzny środek Europy znajduje się 152 km od Mińska, 48 km od Połocka, 2 km od jeziora Szo. We wsi Iwieś, a jeszcze dokładniej 34,84 m od wielkiego dębu przy głównym i jedynym skrzyżowaniu we wsi, oraz 693 cm od pomnika, poświęconego żołnierzom, którzy zginęli w II wojnie światowej. Do oficjalnego dokumentu dołączono szczegółowe namiary geograficzne: 55,068 st. szerokości północnej i 28,592 st. długości wschodniej. Nie ma wątpliwości. To tu.


Liczyli, mierzyli i wyszło im, że środek Europy jest tu

- Ludzie się zainteresowali - opowiada Oleg Gajdar, który w sąsiedniej wsi buduje siedzibę agroturystyczną. - Nawet Szwedzi przyjeżdżali, chcieli inwestować. Miał być parking, planowano postawienie restauracji, Domu Europy, wieży widokowej, kompleksu hotelowego. Ludzie mieli przyjeżdżać choćby tylko po to, aby sfotografować się na tle tabliczki z napisem "Centrum Europy". Były projekty, ale wszystkie pozostały w komputerze.

Oleg i Danek też chcą fotkę w "środku Europy"
Dziś żaden napis, poza niebieskim drogowskazem przy drodze Głębokie-Połock, nie przypomina o europejskości tego miejsca. Poza bezimiennym kamieniem nie ma śladu po tym krótkim epizodzie. Nawet Oleg swoją agroturystykę chce dziś nazwać nie po europejsku, tylko normalnie, swojsko - "Nad jeziorem".
Przeliczyli
- Tak, ukradli nam centrum - uśmiecha się Zoja Nikołajewna, dyrektor kulturalno-historycznego centrum we wsi Iwieś. I tłumaczy, jak było.

Zoja Nikołajewna
Najpierw naukowcom wyszło, że centrum Europy jest w jeziorze Szo. Płytkim, 3 km szerokim i 5 km długim, znanym z tego, że wydobywa się tam leczniczy torf. No, ale jak to?! W jeziorze?! Komu to pokazywać, jak ludzi przywozić? Naukowcy przeliczyli więc jeszcze raz i wyszło, że centrum jest jednak w najbliższej wsi, gdzie droga, a nawet dwie. Podrasowaniu podległy też wyliczenia, które trafiły na mapkę: 55,11 st. szer. półn. i 28,15 st. dł.wsch. Postawiono kamień, przygotowano miejsce, wybudowano piętrowe centrum kulturalno-historyczne, na brzegu jeziora Szo zorganizowano nawet imprezę "Noc Kupały w centrum Europy".
- Wydawałoby się, że to wszystko dało nieznanej wsi unikatową szansę na odrodzenie - pisze Diana Biernikowicz z białoruskiego portalu "Krajowe słowo". Niestety.
- Po roku przenieśli centrum do Połocka - mówi Zoja Nikołajewna. Dlaczego? Po co? Tłumaczy, że tam cywilizacja, lepsza infrastruktura, no i władza bliżej. Widocznie uznała, że taki skarb, jak środek Europy, lepiej będzie zagospodarować w mieście, po którym zaczęły jeździć autobusy z napisami: Polotsk the centre of Europe. Już w maju 2008 w reprezentacyjnej części stanął metalowy globus z napisem: Połock - geograficzne centrum Europy. Tylko długość i szerokość geograficzną kolejny raz trzeba było lekko naciągnąć. Teraz oficjalny środek kontynentu leży w punkcie 55,30 st. szer. półn. i 28,48 st. dł. wsch.
Zostało
- No żal, żal, ale z drugiej strony im mniej narodu, tym więcej czystego powietrza - żartuje Zoja Nikołajewna. - A ludzie i tak przyjeżdżają, tylko już nie do centrum Europy, a do czystych lasów, po świeże powietrze. Mamy 15 miejsc noclegowych, które jednak wcześniej zdążyliśmy przygotować. Las, cisza, można wędkować, kąpać się. Mają swoje centrum i Czesi, i Polacy. A każdy mówi, że jego najważniejsze. To ja też mówię, że ten nasz środek, choć nieoficjalny, to najważniejszy na Białorusi.
Zoję Nikołajewną cieszy, że jednak coś europejskiego we wsi Iwieś pozostało. Od paru lat w miasteczku Głebokie, a także we wsiach Udział i Iwieś, odbywa się międzynarodowy festiwal chrześcijańskich filmów i programów telewizyjnych "Magnificat", którego celem jest "ewangelizacja społeczeństwa, wsparcie wartości ogólnoludzkich, dzięki twórczości białoruskich i zagranicznych mistrzów kina telewizji". W wsi Iwieś, tuż obok kamienia, do niedawna oznaczającego środek Europy, uczestnicy festiwalu sadzą drzewka, symbolizujące kraje uczestników festiwalu. Wśród ok. 30 drzewek Polskę reprezentuje kasztanowiec.
Przy wyjeździe ze wsi spotykam Danatę i Daniłowa. Do 2007 roku nawet nie wiedzieli, że żyją w centrum Europy. Gdy władza go przeniosła, nie mogli więc zauważyć różnicy.
- Pocztę zamknęli, sklep. Jak rozwiązali sowchoz, to i dzieci nie ma, bo ludzie wyjechali. Szkołę w 2011 też zamknęli, dzieci jeżdżą do sąsiedniej wsi - mówi Danata. - Ludzie siedzą w domu, czasem ktoś prowadzi gospodarstwo, ja mam dwie krowy. Ciężko stąd wyjechać, autobusy rzadko chodzą. Jak tu się żyje? Nie mogę powiedzieć, że źle, ale nie powiem też, że dobrze.
Bez pytania
Parę tygodni temu Władimir napisał w swojej gazecie, że Połock miał wszystko. Długoletnią historię, pomniki, pieniądze. No, ale nie miał centrum Europy. - Więc spytali, a niby dlaczego środek Europy ma być w jakiś wiosce? - mówi. - Po co wieśniakom takie centrum? Nie może być tak, żeby jakaś Iwieś była środkiem Europy. Przeliczyli więc jeszcze raz i środek jest w Połocku. Ależ wielki błąd musieli wcześniej popełnić! I to w XXI wieku, gdy samoloty trafiają z dokładnością do jednego metra. A tu ponad 40 km się pomylili!?
Dziennikarz pyta, dlaczego teraz wyszło naukowcom, że nie gdziekolwiek, tylko środek Europy od razu w centrum Połocka, gdzie hotele, parkingi. A co Połock z tego zrobił? Zdaniem dziennikarza, poza napisami na autobusach, i to po angielsku, poza globusem w środku miasta - nic.
- A gdyby nie zabrali środka Europy tej małej wiosce, to może dziś by nie umierała - podsumowuje.
No, to może Munchausen!
Dziennikarz tłumaczy, że od paru lat na Białorusi modny jest tzw. marketing miast. Z polecenia władz - centralnych, bo innych na Białorusi nie ma - każda miejscowość musi mieć coś, z czego będzie słynna. Co ma przyciągać turystów.
Rok temu na przykład w Głębokim odsłonięto Pomnik Wiśni, zorganizowano też pierwszy okolicznościowy festiwal. Pytam, gdzie mogę kupić jakieś tematyczne pamiątki, lokalne przetwory, skoro to takie wiśniowe zagłębie. Nic nie ma. Bo wiśni też nie ma. Ale będą. Wiśniowy sad posadzono tuż przed festiwalem. Wkrótce ma dać pierwsze owoce.
Gdyby jednak wiśnie nie wypaliły, jest jeszcze Munchausen. Tak, ten słynny baron Munchausen. Właśnie w tym roku władze odsłoniły jego pomnik. Dlaczego akurat w Głębokim? Władimir napisał kiedyś w lokalnej gazecie, że na miejscowym cmentarzu jest mogiła dwojga ludzi o nazwisku Munchausen. Daty śmierci jednak nijak nie pasują do powieściowego bohatera "Niezwykłych przygód Barona Munchausena".
- Bo to na pewno nie on - tłumaczył wszystkim, ale już było za późno. Zjechali się dziennikarze z całej Białorusi. Ogłosili, że Głębokie ma grób Munchausena.
- I wiesz, co? - mówi. - Operator telewizyjny powiedział, żebym się nie przejmował, bo niedawno robił film o człowieku, który postawił dom i ogłosił, że kiedyś żył w nim Puszkin. I co? Ludzie walą drzwiami i oknami.
tekst fot.: Jerzy Kamiński
Tekst był nominowany do nagrody w konkursie "SGL Local Press", w kategorii reportaż.
Ukazał się w "Gazecie Powiatowej" w 2014 roku.







Napisz komentarz
Komentarze