Wyprawa "Z ziemi tajskiej do Polski" to kilkanaście krajów po drodze - Tajlandia, Laos, Chiny, Kazachstan, Rosja, Gruzja, Turcja, Bułgaria, Rumunia, Węgry, Słowacja, Czechy i Polska. Jechały dwa Fiaty 125 i jeden Polonez. Samochody zostały sprzedane do Tajlandii 45 lat temu. Uczestnicy wyprawy odkupili je po 700 dolarów za sztukę i niedawno wrócili nimi do kraju.
19 kwietnia trzy auta, biorące udział w wyprawie "Z ziemi tajskiej do Polski", do Oławy na start tegorocznego Rajdu Koguta, pojechały do fabryki FSO w Warszawie, gdzie były produkowane.
- Wróciły, skąd wyjechały - komentuje Paweł Frączyk, inicjator wyprawy.
- Na zdjęciu widzicie trzy auta, które kiedyś opuściły tę fabrykę… a teraz, po wielu latach, wróciły dokładnie tam, gdzie wszystko się zaczęło - relacjonuje Muzeum Motoryzacji Wena w Oławie. - Pokonały tysiące kilometrów – aż z Tajlandii do Polski – by znów stanąć u swoich korzeni. To nie tylko maszyny. To kawał historii, który zatoczył piękne koło.
Auta oczywiście wrócą do Oławy na start tegorocznego jubileuszowego Rajdu Koguta, który tradycyjnie w czerwcu - a tegoroczna meta to Zamość.

Dziś rano, 20 kwietnia, uczestnicy wyprawy - w tym mieszkańcy naszego powiatu, reprezentujący Muzeum Motoryzacji Wena, czyli Tomasz Jurczak i Henryk Gulka - byli gośćmi w "Pytaniu na śniadanie".

Tomasz Jurczak tłumaczył przed kamerą co Fiaty mają na dachu. - W każdym kraju coś kupowaliśmy, startowaliśmy w Tajlandii, więc mamy trzcinę cukrową, mamy różne miotły, są Pat i Mat od państwa z Legnicy, którzy dojechali do nas z Legnicy, jest też miś. Wszystkie te przedmioty trafią na licytacje w celach charytatywnych...
Zresztą, posłuchajcie sami:
źródło: Miasto Oława







Napisz komentarz
Komentarze