- To było na granicy, opuszczaliśmy Gruzję. Turecki strażnik był podejrzliwy, bo nasze auta były na tajskich papierach. Mówię mu - panie, ja z Polski, polski mam paszport, z Oławy jestem. A on mówi, że nie, że pan zawraca i jedzie z powrotem do Gruzji. Ale człowiek nauczony i pamiętający, jak to u nas było 20-30 temu, gdy trzeba było przekraczać granice, mówię, że muszę coś wymyślić, nie odpuszczę. Podszedłem do jednego gościa i pytam, kiedy tu się strażnicy zmieniają, kiedy będzie nowa zmiana. On mówi, że o 9.00. Akurat było wpół do dziesiątej, więc mówię, że poczekam sobie na drugą zmianę i zobaczymy, co wtedy usłyszę. 9.15 idę znów do okienka, a tam inny pyta, gdzie chcę jechać. Do Polski, z Oławy jestem! Mówię mu, że mam polskie obywatelstwo, ale tajskie numery, bo auto kolegi. On na to, że jest jedyna możliwość - musimy ci dać obstawę, musicie wziąć ze sobą policjanta, który będzie was pilnował po drodze. Ja mówię, że nie ma problemu, z 500 euro to kosztowało. Potem się okazało, że musieliśmy jeszcze ubezpieczyć tego policjanta od aktów wandalizmu... i terroru, abyśmy mu czasem nic złego nie zrobili. W tej budce na granicy siedziało czterech. I ten główny mówi, wskazując na nich palcem, to może ty albo ty... Nie, ty. Zbieraj się, jedziesz z nimi. No, ale przed nami było 1900 km! Od granicy gruzińskiej do bułgarskiej było 1900 km, a ten wziął torebkę i wsiada mi do auta. Myślałem, że to jakiś kit jest, zrobiłem sobie zdjęcie z nim, ale on siedzi nadal. Pytam więc - co ty tu robisz? Mówi, że jedzie z nami do Bułgarii. No dobra. Heniu wtedy musiał przejść granicę pieszo. Po drugiej stronie patrzy, a w aucie... policjant. Kogoś ty wziął na stopa? - pyta. No nie, to policjant. Po paru kilometrach powiedział - Słuchaj, mam do ciebie prośbę, bo może ja bym sobie chociaż jakąś kosmetyczkę wziął. Skręćmy do mojego domu. Pojechaliśmy tam, on faktycznie wziął kosmetyczkę i... dalej jedziemy w kierunku Bułgarii. Początkowo to był taki służbista, ale potem wieczorami już razem się dogadywaliśmy. Piwko razem wypiliśmy, hotel mu wzięliśmy, karmiliśmy go, a on mówił, że Polacy są super...
Więcej takich anegdot zapewne znajdziecie w tegorocznej "Gazecie Rajdowej", nad którą już pracujemy.









Napisz komentarz
Komentarze