Chodzi o poradnię zdrowia psychicznego w oławskim szpitalu, którą od listopada trzeba będzie zamknąć, bo - jak skarży się psychiatra - NFZ nie przedłużyło z nim stosownej umowy, więc nie będzie mógł leczyć w Oławie na NFZ, czyli dla pacjentów za darmo. I tak oto w Oławie mieszkańcy zostaną pozbawieni jedynego w mieście psychiatry, do którego mogli pójść na NFZ.
Umowa szpitala z NFZ jest na minimum 48 godzin pracy poradni w tygodniu, ale ponieważ szpital nie może tego zapewnić (relacjonowaliśmy odbijanie tej piłeczki między szpitalem a NFZ i ręczę, że mało kto jest to w stanie pojąć), NFZ grozi, że w ogóle zabierze kasę na istnienie poradni. Na prośbę naszego szpitala NFZ zgodził się warunkowo zmniejszyć czas pracy poradni do 24 rodzin tygodniowo, oczekując, że ta sytuacja się zmieni i docelowo poradnia będzie mogła udzielać świadczeń tak, jak zostało to zadeklarowane przy zawieraniu umowy. Jednocześnie w 2025 roku NFZ zmniejszył wysokość finansowania na poradnię zdrowia psychicznego, a teraz zapowiedział, że jeśli nic się nie poprawi, to w przyszły roku zmniejszy je do zera, a po pomoc psychiatryczną i psychologiczną na NFZ odsyła... do Jelcza-Laskowic, Brzegu czy Wrocławia.
- Ależ ja jestem matką samotnie wychowującą niepełnosprawne dziecko, nie mam auta i brakuje mi pieniędzy - skarżyła mi się w redakcji aktualnie jeszcze wieloletnia pacjentka poradni.
- A co to nas obchodzi, "nie mamy pani płaszcza..." - zdaje się odpowiadać NFZ, jakby zapominając, że nadrzędnym zadaniem Funduszu jest opieka nad chorymi. Skoro szpital nie jest w stanie zapewnić opieki tygodniowej, niech będzie choć w dotychczasowej formie, bo ona ludziom jest potrzebna i z niej korzystają. A każdą umowę można renegocjować. Ale nie, tu NFZ przypomina restauratora, który umówił się z bezdomnym, że za użebrane przez niego 5 złotych da mu dwudaniowy obiad.
- Wystarczy mi zupa, bo dzisiaj wyżebrałem tylko 2 złote - mówi pewnego dnia bezdomny.
- Albo dwa dania, albo nic - odpowiada restaurator.
- Ale jestem głodny!
- A co to mnie obchodzi, "nie mamy pana płaszcza..."
Nie rozumiem takiego podejścia do sprawy. I zapewne nie tylko ja. Rzeczniczka prasowa NFZ przyznaje, że kasę na to leczenie Fundusz ma, bo rozważa przekazanie jej do innych placówek. Skoro ma, niech zostawi ją w Oławie, gdzie lekarz (fakt, że tylko jeden), chce ludziom pomagać, a nie pozbawiać ich wygodnej - bo na miejscu - pomocy.
Przypominam, że NFZ nie jest dobrym wujkiem, który wykłada swoją kasę na nasze leczenie. To są nasze pieniądze, ze składek, a Fundusz tylko nimi rozporządza. Mam więc prawo odczekiwać, że moje dobro - czyli pacjenta - dla zarządcy moich pieniędzy powinno być nadrzędne, a przynajmniej ważniejsze niż niż tabelki w Excelu czy umowa do połowy dotrzymana. "Przede wszystkim nie szkodzić" - czy nie tak to było?
Na szczęści w tunelu wciąż tli się jakaś lamka, bo - jak pisze pani rzecznik - umowa na poradnię zdrowia psychicznego dla dorosłych w ZOZ Oława nie została jeszcze przez DOW NFZ wypowiedziana. Czyli szansa wciąż jest i NFZ może zmienić zdanie.
Mój nieokrzesany kolega zaraz pewnie by dorzucił, że to tylko "szansa na nadzieję", co znacznie ogranicza oczekiwanie na sukces, jednak całkowicie go nie przekreśla.
Co ciekawe Fundusz przypomina, że "jedną z podstawowych zasad finansowania opieki zdrowotnej w Polsce, doskonale znaną dyrektorom placówek medycznych", jest taka, że w sytuacji nadwykonania dotyczącego świadczeń limitowanych, Fundusz nie daje gwarancji zapłaty, czyli... albo zapłaci, albo nie zapłaci. W przypadku poradni psychiatrycznej w oławskim szpitalu ja wybieram to pierwsze. Kto za?

Napisz komentarz
Komentarze