- 849 dni. Tyle minęło od chwili, gdy zmarł mój Dawca - pisze Justyna Piotrowska. - Dla Jego Rodziny był to czas rozpaczy i, być może, także moment podjęcia najtrudniejszej decyzji w życiu. Dla mnie, mojej Rodziny i wszystkich, którzy bardzo o mnie walczyli, dzień niewyobrażalnego cudu, choć potem jeszcze przez wiele miesięcy żyłam tylko dzięki ecmo, respiratorowi, maszynom do dializ i plazmaferezy i dziesiątkom pomp. Oraz - niewyobrażalnej wiedzy i determinacji najpierw moich lekarzy dr Ewy i dr. Michała, a potem załogi transplantologii płuc z AKH w Wiedniu, która walczyła o mnie, choć nie było żadnego światełka w tym koszmarnie długim tunelu.
Jak co roku apeluję. Niech to nigdy nie będzie Twoja sprawa. Ale - na wszelki wypadek - przegadaj ze swoimi Bliskimi temat donacji swoich narządów. To Ty podejmij decyzję, zdejmij to piętno z mamy, męża czy siostry. Jeśli nie jesteś na to gotowy - ok. A może świadomość, że w Twoim otoczeniu wciąż żyją dzięki transplantacji szczęśliwcy tacy jak ja, pomoże Ci powiedzieć TAK donacji?
Dziękuję Wam za 4849 dni mojego nowego życia. Staram się żyć dobrze. Czasem nie daję rady, ale całkiem zdrowa to ja nie jestem, każde schody są dla mnie wyzwaniem, zmęczenie przychodzi coraz szybciej, więc przepraszam, jeśli kogoś zawiodłam. Może niekiedy żyję zbyt intensywnie, wielu z Was mi to zarzuca. Ale inaczej nie umiem. Przecież żyję za nas dwoje.

Napisz komentarz
Komentarze