Tekst o odkrywcy zrobił w sieci furorę. Kim jest autor informacji o wielkim leniwcu, który właśnie poszedł krok dalej, zebrał dostępne informacje i opracował biogram Hermanna Eberharda na polskiej Wikipedii? Parę dni temu artykuł został zaakceptowany i opublikowany.
TU:
A kim jest autor wpisu?
- Nazywam się Marcin Skoczylas, mam 35 lat i mieszkam w Oławie - mówi o sobie. - Ukończyłem Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 im. Tadeusza Kościuszki przy ulicy Kutrowskiego. Ze szkołą wiążą mnie bardzo miłe wspomnienia, bo właśnie w jednej klasie poznałem swoją przyszłą żonę, Monikę. Dziś jesteśmy małżeństwem i mamy dwoje dzieci. Obecnie pracuję jako maszynista w DB Cargo Polska. Przygotowuję się również do pracy na niemieckiej sieci kolejowej, co wiąże się z intensywną nauką języka niemieckiego i zdobywaniem kolejnych uprawnień. Jest to długi i czasochłonny proces, wymagający ode mnie sporo nauki i zaangażowania. Nie mógłbym sobie na niego pozwolić bez wsparcia mojej żony Moniki, która na co dzień troszczy się o nasz dom i dzieci.

Marcin Skoczylas z rodziną
Dzięki niej mam możliwość poświęcenia czasu na szkolenie i dalszy rozwój zawodowy, za co jestem jej bardzo wdzięczny. Zanim jednak trafiłem na kolej, przez wiele lat pracowałem jako dekarz. Miałem okazję wykonywać ten zawód w różnych częściach Europy, między innymi w Anglii, Szkocji, Belgii, Holandii i wielokrotnie w Niemczech. Dzięki tym wyjazdom mogłem nie tylko poznać inne kraje i ludzi, ale również zobaczyć wiele miejsc związanych z historią. Szczególnie dobrze wspominam pracę w Szkocji, w okolicach Edynburga i miejscowości Roslin. Znajduje się tam słynna XV-wieczna kaplica Rosslyn Chapel oraz malownicza dolina Roslin Glen. Jest tam między innymi jaskinia nazywana Wallace's Cave, którą miejscowa tradycja łączy z Williamem Wallace'em, choć nie ma dowodów potwierdzających tę historię. Niedaleko znajduje się również Roslin Institute, znany z przełomowych badań, dzięki którym w 1996 roku przyszła na świat sklonowana owca Dolly.
Sam Edynburg jest też mocno związany z polską historią. Ostatnie dziesięciolecia życia spędził tam generał Stanisław Maczek, dowódca 1. Dywizji Pancernej. W tamtejszym ogrodzie zoologicznym dożył swoich dni również niedźwiedź Wojtek, który towarzyszył polskim żołnierzom podczas II wojny światowej. Takie miejsca zawsze mnie interesowały. Lubiłem dowiadywać się, co wydarzyło się tam przed laty i jacy ludzie byli z nimi związani.
Jednak moje zainteresowanie historią zaczęło się znacznie wcześniej i ma przede wszystkim rodzinne korzenie. Duży wpływ miało na mnie poznanie losów mojego dziadka ze strony mamy, Bronisława Terleckiego. Dziadek był żołnierzem Korpusu Ochrony Pogranicza. Służył w dywizjonie artylerii lekkiej KOP „Czortków”, gdzie pełnił funkcję dowódcy konnego patrolu łączności. W swoich wspomnieniach opisał udział w kampanii wrześniowej 1939 roku, między innymi dramatyczne wydarzenia na stacji kolejowej w Bochni, walki w rejonie Kolbuszowej i Aleksandrowa Lubelskiego oraz wydarzenia pod Tomaszowem Lubelskim.
Szczególnie poruszająca jest jego relacja z Majdanu Wielkiego, gdzie znalazł się wśród polskich jeńców rozstrzeliwanych przez niemieckich żołnierzy. Dziadek przeżył. Według jego wspomnień był ranny w rękę, a po tych wydarzeniach przebywał w klasztorze w Krasnobrodzie. Następnie trafił do szpitala w Zamościu. We wspomnieniach opisał również złożenie wraz z innymi żołnierzami przysięgi, którą wiązał ze Związkiem Walki Zbrojnej (ZWZ). Organizacja ta została utworzona w listopadzie 1939 roku, a w 1942 roku przemianowana na Armię Krajową. Po opuszczeniu szpitala dziadek przekroczył tzw. zieloną granicę w rejonie Rawy Ruskiej i powrócił w rodzinne strony.
Po wojnie i przesiedleniu również pracował na kolei.
Jest w tym wszystkim pewna ironia losu. Mój dziadek jako polski żołnierz niemal stracił życie z rąk niemieckich żołnierzy, a ja dwa pokolenia później pracuję w przedsiębiorstwie należącym do niemieckiej grupy kolejowej i przygotowuję się do prowadzenia pociągów w Niemczech. Co ciekawe, obaj związaliśmy swoje życie zawodowe z koleją.
Czasami zastanawiam się, co dziadek powiedziałby na taki obrót spraw. Myślę jednak, że jest to dobry przykład tego, jak bardzo zmieniła się Europa. Wojna pokazała, do czego mogą doprowadzić zbrodnicze ideologie i systemy polityczne. Uważam jednak, że nie powinno się oceniać ludzi przez pryzmat ich narodowości, ale przez to, jak postępują. Dziś Polacy i Niemcy mogą ze sobą współpracować, nie zapominając przy tym o trudnej historii.
Losy dziadka pokazały mi również, że życie jednego człowieka potrafi być ciekawsze niż niejedna książka historyczna. Trzeba tylko poświęcić trochę czasu, żeby tę historię poznać.
W Oławie jest sporo osób, które naprawdę interesują się historią miasta i okolic. Ich publikacje, poszukiwania i dzielenie się wiedzą również zachęciły mnie do samodzielnego szperania w przeszłości.
Bezpośrednim impulsem do zainteresowania się dawnymi mieszkańcami Oławy była jednak nauka niemieckiego. W związku z przygotowaniami do pracy na niemieckiej kolei zacząłem częściej korzystać z niemieckojęzycznych materiałów. Przy okazji zainteresowało mnie, jacy znani, ale też zupełnie zapomniani ludzie pochodzili z naszego miasta lub byli z nim związani.
W ten sposób natrafiłem między innymi na Jerzego Wilhelma, urodzonego na oławskim zamku ostatniego męskiego przedstawiciela dynastii Piastów, oraz Alfreda Pringsheima, wybitnego niemieckiego matematyka, profesora Uniwersytetu Monachijskiego, a prywatnie teścia pisarza Tomasza Manna.
Zainteresowały mnie również losy królewicza Jakuba Ludwika Sobieskiego, syna króla Jana III Sobieskiego, który przez wiele lat związany był z oławskim zamkiem. To właśnie w Oławie przyszła na świat jego córka Maria Klementyna Sobieska, późniejsza żona Jakuba Franciszka Edwarda Stuarta, pretendenta do brytyjskiego tronu.
Kolejną niezwykłą postacią jest błogosławiony Bernard Lichtenberg, urodzony w Oławie w 1875 roku. Był katolickim duchownym, który w czasach III Rzeszy pełnił funkcję proboszcza berlińskiej katedry św. Jadwigi, a później jej prepozyta. Otwarcie sprzeciwiał się prześladowaniom Żydów oraz nazistowskiej polityce mordowania osób chorych i niepełnosprawnych. Za swoją postawę został aresztowany przez Gestapo i skazany na więzienie. Zmarł w 1943 roku w trakcie transportu do obozu koncentracyjnego Dachau. W 1996 roku papież Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym.
Najbardziej zainteresował mnie jednak Hermann Eberhard. Żył w czasach wielkich przemian przemysłowych, kiedy świat stawał się coraz bardziej dostępny dla podróżników i odkrywców. Zdecydował się opuścić Europę i wyjechać do Ameryki Południowej, aby rozpocząć nowe życie w odległej Patagonii.
Był podróżnikiem, przedsiębiorcą i jednym z pionierów europejskiego osadnictwa w tej części świata. W 1895 roku uczestniczył w wyprawie do jednej z patagońskich jaskiń, podczas której odnaleziono fragment skóry prehistorycznego leniwca olbrzymiego, milodona. Odkrycie wzbudziło później duże zainteresowanie naukowców.
Zaciekawiło mnie, że człowiek pochodzący z Oławy, który zapisał się w historii tak odległego regionu świata, jest u nas praktycznie nieznany. Zacząłem więc szukać informacji o jego życiu, korzystając z zagranicznych publikacji, starych książek i dostępnych materiałów archiwalnych.
Dużą pomocą okazały się także narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję. Uważam, że w najbliższych latach mogą one bardzo zmienić sposób prowadzenia amatorskich badań historycznych i genealogicznych. Już teraz pomagają w tłumaczeniu dawnych publikacji, odczytywaniu rękopisów czy przeszukiwaniu starych ksiąg metrykalnych z zapisami chrztów, ślubów i zgonów. Oczywiście do uzyskanych informacji trzeba podchodzić ostrożnie i sprawdzać je w źródłach, ale możliwości są naprawdę duże.
Zebrane materiały pozwoliły mi ostatecznie opracować polski biogram Hermanna Eberharda na Wikipedii. Artykuł został opublikowany, ale nadal szukam kolejnych informacji o jego życiu, szczególnie tych dotyczących młodości i rodziny.
Nie jestem historykiem z wykształcenia. Po prostu lubię poznawać przeszłość, zwłaszcza historie konkretnych ludzi. Myślę, że właśnie od dziadka nauczyłem się, że za każdym nazwiskiem może kryć się niezwykły życiorys, o którym po latach niewiele osób już pamięta.
Mam nadzieję, że dzięki tej publikacji Hermann Eberhard stanie się trochę bardziej rozpoznawalny w swoim rodzinnym mieście. Być może zachęci to również innych do poszukiwania ciekawych, zapomnianych postaci związanych z Oławą. Jestem przekonany, że takich historii mamy jeszcze wiele do odkrycia.

A, jeszcze jedno - przez dwa lata służyłem w 16. Dolnośląskiej Brygadzie Obrony Terytorialnej, w kompanii logistycznej. Podczas służby miałem okazję dzielić się z innymi żołnierzami swoim doświadczeniem zawodowym zdobytym na kolei. Pełniłem także służbę na zachodniej granicy Polski. Było to dla mnie kolejne cenne doświadczenie, które pozwoliło mi spojrzeć na kwestie odpowiedzialności, współpracy i organizacji z nieco innej perspektywy.

Napisz komentarz
Komentarze