Z policja związany jest od 15 lat. Pracuje w wydziale kryminalnym. Nie chce, żeby mówić o nim "bohater". - Zrobiłem to, co powinienem - mówi. - Nie mogłem się zachować inaczej.
Artur spędzał urlop w Stanach Zjednoczonych. 24 lutego wracał do Polski. Do samolotu polskich linii lotniczych LOT wsiadł w Chicago. Większość lotu przebiegała spokojnie. Problemy zaczęły się po kilku godzinach. - Ludzie dziwnie się zachowywali - wspomina. - Szli na koniec samolotu i długo nie wracali. Stewardessy biegały. Wyczułem, że coś jest nie tak.
Jedna z pasażerek powiedziała, że ktoś zemdlał. Po chwili okazało się, że na pokładzie jest agresywny pasażer, który awanturuje się i grozi innym. Pobił też jednego z podróżnych. Artur zawołał stewardesse, poinformował, że jest policjantem i pomoże. - Spadł nam pan z nieba - powiedziała.
Policjant szybko obmyślił plan działania, poprosił o pomoc innego mężczyznę.
Jak dokładnie wyglądał akcja na pokładzie samolotu? Dowiesz się czytając najnowsze wydanie "Powiatowej". Do kupienia już jutro wieczorem lub od czwartku on-line, pod linkiem: www.egazety.pl/ryza/e-wydanie-gazeta-powiatowa-wiadomosci-olawskie.html
(AH)
Fot. Agnieszka Herba







Napisz komentarz
Komentarze