Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
wtorek, 10 lutego 2026 15:04
ZOBACZ:
Reklama BMM
Reklama Jaśnikowski
Reklama

Na razie musiał się wycofać. Wciąż jednak jako pierwszy chce tym jachtem okrążyć Ziemię

Żeglarz rozpakowuje swój jacht. Nie wypłynie w tym roku w rejs dookoła świata, ale nie rezygnuje z realizacji swoich marzeń. - Można być wariatem, ale nie można być samobójcą - powiedział nam w poniedziałek 23 października Marcin Klimczak, który przesunął termin wypłynięcia w samotny rejs dookoła świata. Nie chce ryzykować...
Na razie musiał się wycofać. Wciąż jednak jako pierwszy chce tym jachtem okrążyć Ziemię
Na razie Marcin Klimczak musiał się wycofać. Wciąż jednak jako pierwszy człowiek chce tym niewielkim jachtem okrążyć Ziemię

Autor: Wojtek Waligórski

Podziel się
Oceń

 Kilka dni wcześniej mówił że czeka do końca tygodnia z podjęciem decyzji. I ta decyzja zapadła, obecnie rozpakowuje jacht. Szacuje, że zajmie mu to około tygodnia.

Wprawdzie gdy z nami rozmawiał, pogoda w Gdańsku akurat była sprzyjająca, a nawet słoneczna i całkiem dobrze wyglądał stan Bałtyku, ale już w cieśninach duńskich i na kanale La Manche był sztormowy, zachodni wiatr, który znacznie utrudniałby wypłynięcie na Ocean Atlantycki.

Samotny żeglarz z Łowicza przyznaje, że już się pogodził z tym, że kolejny raz musi przekładać rejs, choć nie było mu łatwo podjąć tę decyzję - pozamykał sprawy w Łowiczu, spakował się i był przygotowany. Teraz musi to wszystko rozpakować i wrócić do domu, przeżyć jakoś najbliższe 10-11 miesięcy. Nastawia się bowiem, że koleją próbę wypłynięcia podejmie w lipcu lub sierpniu 2024 roku - wtedy będzie miał szansę na lepszą pogodę i czerpanie większej przyjemności z żeglowania.

- W tym roku chciałem wypłynąć na koniec okna pogodowego, aby łapać gdzieś lato, ale jeśli wypłynę na początku, to lato będzie goniło mnie - dodaje. 

Planował wypłynąć w sierpniu, najdalej we wrześniu tego roku, gdy warunki do żeglowania są o wiele lepsze niż jesienią. Niestety, proces wyposażania jachtu i gromadzenia prowiantu na drogę się przeciągnął.

Jego historię poznaliśmy w lecie 2021, gdy zagościła na naszych łamach.

 

Po co?

 

- Była ładna pogoda, spokój na morzu, nikogo w zasięgu wzroku - opowiadał nam wtedy o swoim poprzednim rejsie. - I nagle ktoś mnie puka w plecy. Co jest?! Pierwsze wrażenie było straszne. O mało zawału nie dostałem! Potem okazało się, że to ryby latające. A latają stadami, uciekając przed drapieżnikami. Są w stanie przelecieć 500-600 metrów. Były okresy, że dziennie wyrzucałem z łódki 20-30 ryb. Da się je jeść.

Dla takich przygód wraca na morza i oceany. 

Nowy pomysł jest dość prosty - chce wypłynąć z Gdańska i do Gdańska wrócić po 300 dniach, mając za sobą około 24 tys. mil morskich, z czego 16 tys. w bardzo trudnych warunkach. Najpierw przez Atlantyk, dookoła Przylądka Dobrej Nadziei, przez Ocean Indyjski, na południe od Tasmanii i Nowej Zelandii, przez wody Pacyfiku, dookoła Przylądka Horn - i z powrotem na północ. Aby sukces był pełny, nie może w tym czasie zawitać w żadnym z portów po drodze. Cały czas musi przebywać na wodach międzynarodowych. Uda się?

W tym roku nie wyszło. Własnoręcznie zbudowana "Libra" musi poczekać.

 

Jacht

 

Jest o trzy metry dłuższy od "Lilu" - jachtu, który także sam zbudował przed kilku laty i na którym przepłynął samotnie Atlantyk w roku 2017. "Lilu" miała 5 metrów długości, "Libra" ma 8. Gdy stała w hangarze, w Łowiczu, robiła wrażenie dużej jednostki. Bo wtedy było widać potężny stalowy kil i wszystko inne, co zwykle kryje się pod wodą. Ale gdy 14 września została już zwodowana w marinie ośrodka AZS w Górkach Zachodnich w Gdańsku, pokazało się, jaką jest kruszyną. Na niej żeglarz z Łowicza chce stawić czoła "ryczącym czterdziestkom" i "wyjącym pięćdziesiątkom", w tym ekstremalnie burzliwym wodom koło przylądka Horn - najdalej na południe wysuniętego skrawka Ameryki Południowej.

Bo chce płynąć szybko i bez zawijania do portów, a to skazuje go na tamtą - wietrzną, zimną, ale najkrótszą - trasę wokół Antarktydy. Gdy wypłynie z Bałtyku, chce się kierować przez Morze Północne na północ od Wysp Brytyjskich, bo nie decyduje się płynąć przez zatłoczony Kanał La Manche. Po opłynięciu Irlandii ruszy przez Biskaje na południe, wokół Afryki, po minięciu Przylądka Dobrej nadziei skieruje się przez Ocean Indyjski  w stronę Australii, opłynie ją i Nową Zelandię od południa przez wspomniane burzliwe wody najbardziej południowego Pacyfiku, gdzie wyzwaniem będą też góry lodowe, skieruje ku przylądkowi Horn i stamtąd będzie ponownie wracał na północ przez Atlantyk. Meta, jak i start, ma być w Gdańsku.

 

Pod fale, od kilku lat

 

Miał wypłynąć już dwa lata temu, gdy pierwszy raz o nim pisaliśmy w gazecie, ale budowa jachtu przeciągała się w czasie. Opuścili go niektórzy sponsorzy, musiał zmieniać miejsce, w którym budował, zmierzyć się ze wzrostem cen wszystkiego, co potrzebował: żagli, osprzętu, farb, wyposażenia kuchni, sprzętu elektronicznego, żywności...

Pracował nad "Librą" od roku 2019. Zaczynał dosłownie od pierwszej stępki, budując najpierw drewniany szkielet, pokrywając go poszyciem ze sklejki, nakładając na nią kolejne warstwy żywicy, podczepiając kilkusetkilogramowy kil mający zapewnić stateczność, zabudowując kokpit, potem wydzielając pod pokładem przestrzenie magazynowe, gospodarcze, sanitarne i mieszkalne, montując instalacje, ogniwa wiatrowe i słoneczne, w końcu osprzęt.

Wszystko samemu, czasami z pomocą kilku przyjaciół. I wszystko ze swoich własnych funduszy, siłą własnych rąk, konceptu zrodzonego w głowie, zaradności i tytanicznego wysiłku. Gdy jeszcze prowadził swój sklep zoologiczny w Łowiczu, całe zyski z działalności przeznaczał na materiały i dzierżawę hali. Wszystko ze swoich własnych funduszy, siłą własnych rąk, konceptu zrodzonego w głowie, zaradności i tytanicznego wysiłku.

Klimczak szedł do hangaru zwykle po zamknięciu sklepu i pracował do nocy. Gdy w czerwcu tego roku zamknął sklep, chcąc przyspieszyć prace, już całe dnie, także do późna w nocy, pracował tylko na jachcie.

Zamknięcie sklepu umożliwiło dokończenie budowy jachtu, bo mógł zacząć wyprzedawać zgromadzony towar. Zresztą: sprzedał praktycznie wszystko, co miał. Tak nie miało być, ale pandemia i wojna zmieniły wiele. Pomoc na którą liczył, nie ziściła się, musiał do końca radzić sobie praktycznie samemu. Sprzedał też "Lilu", owoc pierwszej swej pracy. Skalę wydatków pokazuje kilka kwot: silnik do manewrowania - 55 tysięcy złotych, akumulatory - 5 sztuk po 6,25 tysiąca, żagle - 35 tysięcy, śruba - 13,2 tysiąca złotych. I tak jedno do drugiego...

Szkutnik i żeglarz w jednej osobie ocenia, że na zbudowanie jachtu wydał już milion złotych. Pod koniec przygotowań, w ostatnich tygodniach, brakowało mu już "tylko" kilkunastu tysięcy, by uzupełnić zapasy jedzenia.




Napisz komentarz

Komentarze

Andrzej Kowalczyk 06.11.2023 13:33
Z tymi kilkunastu milionami tych którzy opłynęli świat zawijając do portów to bardzo duża przesada. W całej historii żeglarstwa jest to raptem 16 Polaków a na liście np Slocum Society, organizacji która odnotowuje takie rejsy w przypadku samotnie żeglujących, jest ok 400 żeglarzy. Od kilku lat gromadzę dane o Polakach samotnie żeglujących po oceanach, niekoniecznie dookoła świata ale warunkiem jest pokonanie samotnie przynajmniej kawałka oceanu a nie jeziora czy np Bałtyku. I na tej liscie, począwszy od 1877 roku gdy kroniki opisały rejs pierwszego Polaka, jest 106 żeglarzy. A więc już sam fakt samotnego żeglowania po oceanie jest godny uwagi. No ale o milionach mówić nie możemy nawet w skali światowej. Artykuł ciekawy. Pozdrawiam. PS Listę polskich samotników wyślę każdemu kogo to interesuje. Mój adres [email protected]

ZASTRZEŻENIE PODMIOTU UPRAWNIONEGO DOTYCZĄCE EKSPLORACJI TEKSTU I DANYCH

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji ze strony internetowej tuolawa.pl i publikacji przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody wydawcy - RYZA Sp. z o.o. jest niedozwolone. 

Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są TUTAJ

KOMENTARZE
Autor komentarza: cześTreść komentarza: Przyda się po rozbiciu Toyoty?Data dodania komentarza: 10.02.2026, 13:04Źródło komentarza: Nowe Volvo V60 w oławskiej PolicjiAutor komentarza: obserwatorTreść komentarza: Po co te emocje. Nie każdy musi kochać Maleńczuka i Prezydenta za przeszłość i tzw błędy młodości. Warto wsłuchać sie w treścć przekazu muzycznego.Data dodania komentarza: 10.02.2026, 11:05Źródło komentarza: Lubicie Macieja Maleńczuka? Niebawem zagra w OławieAutor komentarza: FonoTreść komentarza: Ale Maleńczuk siedział, bo odmówił służby wojskowej w latach 80 i tyle. Nie ma wyroku za kradzieże, rozboje itd. A to różnica. Był hipisem i poszedł siedzieć dla zasady.Data dodania komentarza: 10.02.2026, 10:21Źródło komentarza: Lubicie Macieja Maleńczuka? Niebawem zagra w OławieAutor komentarza: ciotkaTreść komentarza: Jeśli ktoś ma prawomocny wyrok sądowy i pobyt w więzieniu to na oława pl nie wolno tego napisać bo moderator zablokuje tą wypowiedź. A tymczasem Maleńczuk sam chwali się swoją kryminalną przeszłoscią po różnych innych mediach.Data dodania komentarza: 10.02.2026, 09:26Źródło komentarza: Lubicie Macieja Maleńczuka? Niebawem zagra w OławieAutor komentarza: BrzytwaTreść komentarza: Tak tylko pytam: czy to ta sama ekipa, która wyżywała się całą pamiętną noc na samochodach mieszkańców i lokomotywie "CARGO"? Dajcie znać?Data dodania komentarza: 10.02.2026, 08:12Źródło komentarza: Pobili 16-latków, a jednemu ukradli telefon. Zostali zatrzymaniAutor komentarza: Człowiek z bliznąTreść komentarza: Dość mocne słowa jak na trzydziestokilkuletniego bezrobotnego mieszkającego u matki :DData dodania komentarza: 10.02.2026, 07:18Źródło komentarza: Kamil Bednarek nagrał teledysk w Muzeum Motoryzacji "Wena"
Reklama
NAPISZ DO NAS!

Jeśli masz interesujący temat, który możemy poruszyć lub byłeś(aś) świadkiem ważnego zdarzenia - napisz do nas. Podaj w treści swój adres e-mail lub numer telefonu. Jeżeli formularz Ci nie wystarcza - skontaktuj się z nami.

Reklama
Reklama
Reklama